Odłamek z eksplodującego pocisku artyleryjskiego uszkodził w sobotę pojazd Kalifornijskiego Patrolu Autostradowego (CHP) podczas ćwiczeń z ostrą amunicją prowadzonych przez Korpus Piechoty Morskiej w bazie Camp Pendleton. W związku z incydentem nikt nie ucierpiał.
Wystrzelony z terenu bazy Camp Pendleton eksplodował przedwcześnie nad autostradą I-5. Na szczęście – jak przekazał CHP – do niekontrolowanego wybuchu doszło nad jezdnią, która została wcześniej tymczasowo zamknięta ze względów bezpieczeństwa. Odłamek z rozsadzonego pocisku trafił jednak w radiowóz należący do funkcjonariuszy zabezpieczających teren.
Z raportu CHP wynika, że jeden z funkcjonariuszy usłyszał odgłos spadających odłamków i znalazł w pobliżu fragment metalu o długości cala. Inny kawałek, o długości niecałych dwóch cali, uderzył w maskę nieużywanego w tym czasie radiowozu, powodując niewielkie wgniecenie i zarysowanie. Po incydencie Marines odwołali dalsze strzelania nad autostradą, a droga została ponownie otwarta.
„Po zastosowaniu obowiązujących procedur bezpieczeństwa ogień wstrzymano. Nie było ofiar, a pokaz zakończono zgodnie z planem” – przekazał w oświadczeniu rzecznik I Marine Expeditionary Force, kpt. Gregory Dreibelbis.
Planom strzelania z ostrej amunicji nad autostradą sprzeciwił się wcześniej gubernator Gavin Newsom, uznając ćwiczenia za zbyt ryzykowne dla uczestników ruchu.
Kontrowersje wokół incydentu wzmocniła osobista obecność podczas ćwiczeń wiceprezydenta USA J.D. Vance’a. Gubernator Kalifornii, komentując zdarzenie, podziękował Marines za ich służbę, jednocześnie ganiąc administrację federalną za „narażanie życia ludzi dla swoich pokazów próżności”.
Red. JŁ