22.2 C
Chicago
wtorek, 16 lipca, 2024

Pielęgniarka odznaczona za walkę z pandemią: Pacjenci odchodzili tak szybko, że… trudno to nawet opisać

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Pacjenci odchodzili tak szybko, że trudno to nawet opisać; to było bardzo, bardzo przykre i oby nigdy się nam nie powtórzyło – wspomina w rozmowie z PAP pielęgniarka ze szpitala w Zgierzu Izabela Walczak, która za walkę z pandemią została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Izabela Walczak, pełniąca obowiązki pielęgniarki oddziałowej na Oddziale Intensywnej Terapii i Anestezjologii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Zgierzu, była jedną z kilkunastu osób z regionu łódzkiego, które za pracę na pierwszej linii walki z koronawirusem otrzymały w czwartek z rąk ministra zdrowia Adama Niedzielskiego Srebrny Krzyż Zasługi.

 

Polska Agencja Prasowa: Czy pamięta pani początek pandemii, gdy okazało się, że szpital w Zgierzu, w którym kieruje pani zespołem pielęgniarskim na OIOM-ie, zostanie przekształcony w jednoimienny i trafią do niego pacjenci z COVID-19?

 

Izabela Walczak: To było ogromne przeżycie. Nie znaliśmy tej choroby, nie wiedzieliśmy, z jakimi pacjentami będziemy mieli do czynienia. Do tego wśród personelu także pojawiały się już pierwsze przypadki zakażeń, więc istniała też obawa o własne zdrowie. Na co dzień oddział, którym się zajmuję, ma 10 łóżek, a wtedy stworzyliśmy aż 16 miejsc intensywnej terapii. To wymagało przeorganizowania grafików pracy. To była wielka niewiadoma, wielki stres i obawa o nasze rodziny.

 

PAP: Czy o tych obawach rozmawiała pani z bliskimi?

 

I.W.: Szczęśliwie moje dorosłe dzieci mieszkają już poza domem, więc pod tym względem czułam się bezpiecznie. Pracowałam długo i bardzo intensywnie, bo taka była potrzeba. Nie spotykałam się z rodziną, utrzymywałam jedynie kontakt telefoniczny. Córka mieszka w Warszawie, syn w Zgierzu, ale jestem już babcią, bałam się, aby nie przenieść wirusa, który wówczas był jeszcze nieznany. Teraz jesteśmy z nim obeznani. I ciągle walczymy, bo od półtora roku szpital nadal ma część covidową.

 

PAP: Jakie były największe wyzwania podczas pracy w warunkach pandemii?

 

I.W.: Na pewno niezapomnianym przeżyciem była nauka zakładania kombinezonów i zapewnienia sobie osobistej ochrony przed zakażeniem. Ubieraliśmy się po „czystej” stronie, potem przy wychodzeniu z „brudnej” musieliśmy tak się rozbierać, aby się nie nadkażać. Pierwsze nasze stroje był inne, niż te późniejsze, które były nieco lżejsze, więc było łatwiej. Ale tak ogólnie wszyscy byliśmy zmartwieni – przeorganizowały się nasze dyżury, nasze życie rodzinne, zawodowe. Ale bardzo się wspieraliśmy się, bo wiedzieliśmy, że po prostu musimy.

 

PAP: Pamięta pani pierwszych pacjentów covidowych?

 

I.W.: Pamiętam pacjentów, którzy przyjeżdżali do nas do szpitala, przywożąc ogromne walizki ubrań. Oni myśleli, że taka jest potrzeba. To wszystko nas przytłaczało.

 

PAP: Intensywna terapia to miejsce, gdzie trafiają chorzy w najcięższym stanie, tymczasem COVID-19 znany jest z tego, że bardzo szybko może doprowadzić do pogorszenia tego stanu i śmierci chorego…

 

I.W.: To było straszne. Pacjenci odchodzili tak szybko, że czasami… no, trudno to nawet opisać. To było bardzo, bardzo przykre i oby nigdy się to nam nie powtórzyło.

 

PAP: Czy do szpitala w Zgierzu dotarła już jesienna fala koronawirusa?

 

I.W.: Trochę to widać. W szpitalu jest pawilon przekształcony dla pacjentów z COVID-19 i mamy tam już chorych na oddziałach zachowawczych i na OIOM-ie, ale mniej, niż w szczycie pandemii. Mamy nadzieję, że nie będzie trzeba zwiększać liczby łóżek covidowych. Podczas rozmów personelu, takich przy śniadaniu, powraca to samo życzenie „oby nigdy więcej nie musieć ubierać się w kombinezony”. To nasze marzenie. Oczywiście, jak będzie taka potrzeba, to będziemy to robić.

 

PAP: Wiele osób wciąż podważa skuteczność szczepień. Co by im pani powiedziała?

 

I.W.: Ja jestem zaszczepiona i moje dzieci też, podobnie jak wszyscy na naszym oddziale w szpitalu. Czekam na trzecią dawkę. Uważam, że szczepienie – jeżeli dojdzie do zakażenia koronawirusem – daje szanse na przeżycie.

 

Rozmawiała: Agnieszka Grzelak-Michałowska

 

agm/ mir/

- Advertisement -

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520