Po wewnętrznym dochodzeniu, w którym ujawniono skrajne niedopełnienie obowiązków, Biuro Szeryfa powiatu Broward na Florydzie zwolniło już w sumie ośmiu funkcjonariuszy, a jedenastu kolejnych zostało ukaranych dyscyplinarnie. Zastępcy szeryfa zostali pociągnięci do odpowiedzialności za ignorowanie zgłoszeń kobiety – ofiary przemocy domowej – która wielokrotnie mówiła stróżom prawa, że obawia się śmierci z rąk męża. W lutym tego roku mężczyzna zabił swojego teścia, wspomnianą kobietę i sąsiada.
Jak ustalono podczas dochodzenia – od lutego 2024 roku zastępcy z okręgu Tamarac wielokrotnie odpowiadali na zgłoszenia Mary Gingles w związku z przemocą domową. Kobieta za każdym razem twierdziła, że obawia się śmierci z rąk swojego męża Nathana Ginglesa. Ofiara poinformowała bliskich i policję o łamaniu przez jej partnera nakazów zbliżania się, doniosła o zamontowaniu nadajnika GPS w jej aucie oraz pozostawieniu w garażu plecaka z taśmą klejącą i opaskami zaciskowymi. Pomimo poważnych zarzutów stróże prawa mieli zbagatelizować sprawę.
W dniu 16 lutego doszło do tragedii, która miała być bezpośrednim skutkiem zaniedbań policjantów – Nathan Gingles zastrzelił swojego teścia, Mary Gingles oraz sąsiada, do którego kobieta uciekła, aby poprosić o pomoc. Dramat oglądała czteroletnia córka Ginglesów.
Po zdarzeniu policjantom zarzucano m.in. niezastosowanie przepisów tzw. prawa „red flag”, które pozwalana czasowe odebranie broni osobie, która stwarza zagrożenie – w tym także podejrzanym o przemoc domową. Z niewiadomych przyczyn – po wielu zgłoszeniach – zastępcy nie zdecydowali się na odebranie broni Ginglesowi.
„Mieliśmy wiele okazji, aby chronić Mary w miesiącach poprzedzających jej śmierć, kiedy ostrzegała nas o przemocy domowej, której doświadczała” – powiedział szeryf dr Gregory Tony.
W trakcie śledztwa ujawniono także poważne zaniedbania taktyczne podczas unieszkodliwiania Ginglesa w czasie strzelaniny z 16 lutego. Dowodzący funkcjonariuszami sierżant miał nakazać im zebranie się w punkcie zbiórki, zamiast natychmiast reagować na zagrożenie – zgodnie z przepisami o tzw. aktywnym strzelcu.
„Społeczeństwo musi wiedzieć, że nasze wyszkolenie jest jasne – odpowiadający zastępcy muszą ruszyć w stronę strzelca i zneutralizować zagrożenie. Koniec. Nie ma ustawiania się w szyku. Nie ma punktu zbiórki. Nie ma niejasności” – zaznaczył Tony.
Red. JŁ