– Prezydent USA Donald Trump otrzymał Pokojową Nagrodę FIFA, podczas gdy prezydentka Meksyku nie dostała nawet dyplomu – powiedział PAP meksykański pisarz i dziennikarz sportowy Juan Villoro, autor licznych książek o kulturze futbolu. Jego zdaniem mundial został zawłaszczony przez Stany Zjednoczone.
PAP: Jak wygląda sytuacja w Meksyku? Jaka jest atmosfera przed rozpoczynającym się 11 czerwca mundialem?
Juan Villoro: Przeżyłem wszystkie trzy mistrzostwa świata, których gospodarzem był Meksyk, i w przeciwieństwie do lat 1970 i 1986 można powiedzieć, że te mistrzostwa mają stosunkowo niską intensywność. Nie ma tego samego entuzjazmu ani zaangażowania. Z bardzo oczywistych powodów – mamy niewiele spotkań, gospodarzami są tylko trzy miasta. Podczas poprzednich mundiali mecze rozgrywano nawet w małych miastach. Z drugiej strony ceny biletów sprawiają, że jest to mundial dla bogatych, a ludzie czują się wykluczeni. Dlatego na razie zainteresowanie jest niewielkie. Myślę jednak, że kiedy święto piłki nożnej naprawdę się rozpocznie, pojawi się dużo entuzjazmu, ponieważ jest to kraj, którego życie w dużej mierze organizuje się wokół świąt, uroczystości i wspólnego celebrowania.
PAP: Tym razem współdzielicie organizację z USA i Kanadą – jak ocenia pan tę decyzję?
J.V.: Już sama organizacja mundialu wiąże się z logistyką, która z punktu widzenia sportowego jest absurdalna. Zawodników czekają bardzo długie podróże oraz ogromne różnice klimatyczne. Czym innym jest gra na wysokości 2200 m n.p.m. w Meksyku, przy umiarkowanej temperaturze i możliwych opadach deszczu, a czym innym występ na poziomie morza, przy 40 st. C, w USA. Będzie to dla piłkarzy niezwykle wyczerpujące.
PAP: Meksykowi w udziale przypadła niewielka część meczów, których zdecydowanie najwięcej odbędzie się w USA. Jak się z tym czujecie?
J.V.: Spójrzmy na to w ten sposób – ten mundial jest dość obłudny, ponieważ w rzeczywistości jest organizowany przede wszystkim dla Stanów Zjednoczonych. Tam odbędzie się 78 spotkań. Do projektu dołączono po prostu dwoje statystów – Kanadę i Meksyk, które otrzymały po 13 meczów każda. W 2015 roku FBI przeprowadziło śledztwo w siedzibie FIFA, które ujawniło, że organizację mundiali w Katarze i Rosji najprawdopodnie uzyskano dzięki łapówkom. Co ciekawe, jednym z kandydatów do organizacji tych mistrzostw były właśnie Stany Zjednoczone. Jeśli decyzje rzeczywiście zapadły nieczysto, to USA można uznać za kraj poszkodowany przez ten korupcyjny układ. Od tamtej pory wielu obserwatorów przypuszczało, że kolejny mundial trafi właśnie do Stanów. Aby złagodzić ten obraz, stworzono narrację o mistrzostwach całej Ameryki Północnej. Rozumiemy, że odgrywamy w tym mundialu drugoplanową rolę, choć nie jest to dla nas łatwe. W grudniu zeszłego roku to prezydent USA Donald Trump otrzymał Pokojową Nagrodę FIFA, podczas gdy prezydentka Meksyku nie dostała nawet dyplomu. „Właścicielem” tego mundialu są Stany Zjednoczone.
PAP: Jak Meksykanie postrzegają mundial w kontekście polityki USA, np. konfliktu z Iranem, którego reprezentacja ostatecznie będzie mieć bazę w Meksyku?
J.V.: To moment wręcz przedapokaliptyczny. Nigdy wcześniej mundial nie był organizowany w tak skomplikowanej sytuacji geopolitycznej. Stany Zjednoczone bombardują Iran, a jednocześnie przyjmują jego reprezentację, by rozegrała mecze. To chyba najbardziej osobliwa forma gościnności, jaką można sobie wyobrazić. W starożytnej Grecji, podczas igrzysk olimpijskich, obowiązywał tzw. święty rozejm. Na czas trwania igrzysk zawieszano konflikty zbrojne. Kolejną ważną kwestią w geopolitycznej agendzie jest polityka wobec migrantów w USA. Służba imigracyjna ICE zatrzymuje ludzi ze względu na kolor skóry. Wszyscy wiemy, że piłka nożna utrzymała zainteresowanie w USA przede wszystkim dzięki społeczności latynoskiej. Kiedy Meksyk gra w USA, praktycznie występuje u siebie, ponieważ większość kibiców na trybunach stanowią Meksykanie. Nasza federacja piłkarska bardzo korzysta z tej sytuacji. Większość meczów towarzyskich reprezentacja Meksyku rozgrywa właśnie w Stanach Zjednoczonych. Powód jest prosty – stadiony się zapełniają, naszym rodakom można sprzedawać drogie bilety, a dla federacji jest to świetny interes. Najważniejsze pytanie brzmi jednak, czy ci ludzie, którzy przez lata podtrzymywali zainteresowanie futbolem w USA, będą mogli swobodnie przychodzić na mecze, czy też będą narażeni na obławy i zatrzymania.
PAP: W lutym, po zabiciu narkobarona El Mencho i spowodowanych przez to zamieszkach, pojawiły się pytania o bezpieczeństwo mundialu. Czy pana zdaniem grupy przestępcze mogą stanowić zagrożenie dla przebiegu turnieju?
J.V.: Ryzyko istnieje, ponieważ jest to kraj, w którym funkcjonuje alternatywna forma władzy – zorganizowana przestępczość. Organizacje przestępcze są zaangażowane w turystykę, sport, sprzedaż leków, branżę budowlaną, finanse, a także kontrolują terytorialnie część kraju. W okolicach stadionu Jalisco (jednego z obiektów MŚ – przyp. PAP) odnaleziono liczne masowe groby zawierające ludzkie szczątki, a niedaleko stamtąd odkryto również obóz zagłady, znajdujący się pod kontrolą kartelu CJNG (Cartel Jalisco Nueva Generacion).
W ostatnich latach odnotowano przerażająco dużą liczbę zabójstw amatorskich piłkarzy, czyli – jak mówimy w Meksyku – piłkarzy „llaneros”, grających na lokalnych boiskach. Zaskakujące jest to, że w ciągu ostatnich siedmiu lat w samym mieście Salamanca, w stanie Guanajuato, zginęło 48 takich zawodników. Dlaczego? Salamanca jest ośrodkiem przemysłu rafineryjnego, a jednym z biznesów karteli jest tam tzw. huachicol – nielegalny handel paliwem. Na tym terenie rywalizują dwa kartele – CJNG i CSRL (Cartel Santa Rosa de Lima). Zabójstwa zawodników mają związek z podejrzeniami o przynależność do jednego lub drugiego ugrupowania.
Kilka lat temu doszło również do bardzo brutalnych zamieszek na stadionie Corregidora w Queretaro. Była to – jak mówimy w Meksyku – najbrutalniejsza bójka stadionowa w historii kraju. Starły się wtedy grupy kibicowskie Atlasu z Jalisco oraz Gallos Blancos z Queretaro. Uważa się, że wśród kibiców Atlasu znajdowali się członkowie CJNG, natomiast wśród kibiców Gallos Blancos – członkowie CSRL. Dwa rywalizujące kartele zmierzyły się ze sobą także na stadionie.
PAP: Czy do podobnych incydentów może dojść na mundialu – na boisku albo poza nim?
J.V.: Moim zdaniem to raczej mało prawdopodobne, ponieważ w Meksyku nie rozwinęło się dotychczas zjawisko narkoterroryzmu w klasycznym znaczeniu tego słowa. Zorganizowana przestępczość stara się raczej utrzymywać swoje sieci handlu narkotykami, przemytu broni i innych nielegalnych interesów bez bezpośredniej konfrontacji z państwem. Lutowa demonstracja siły, jaką były masowe blokady dróg, uwolnienie więźniów z zakładu karnego w Puerto Vallarta, podpalenia sklepów i inne podobne działania, miała raczej przekazać komunikat: „Jesteśmy tutaj, mamy siłę, zostawcie nas w spokoju”. Był to sposób na zaznaczenie własnego terytorium. Takie jest moje wrażenie. Ale nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć.
PAP: W maju w meksykańskim mieście Cuernavaca napadnięto na dziennikarza sportowego podczas relacji na żywo i ukradziono mu samochód…
J.V.: Tak, cóż… bycie dziennikarzem w Meksyku jest zajęciem obarczonym ogromnym ryzykiem. Organizacja Reporterzy bez Granic od lat wskazuje, że jest to jeden z trzech najbardziej niebezpiecznych krajów do wykonywania zawodu dziennikarza. Ale bycie zwykłym obywatelem również wiąże się tutaj z dużym ryzykiem. W każdej chwili możesz zostać napadnięty lub okradziony. W Meksyku wszyscy padliśmy kiedyś ofiarą napadu. A ten, kto jeszcze tego nie doświadczył, powinien się martwić, bo statystycznie może być następny.
PAP: Różne grupy zawodowe grożą blokadą stolicy w dzień otwarcia mundialu. Czy to faktycznie może się wydarzyć?
J.V.: W chwili, gdy rozmawiamy, związek zawodowy nauczycieli blokuje znaczną część miasta. Protestujący zablokowali dwie główne arterie komunikacyjne stolicy, więc poruszanie się po mieście jest bardzo utrudnione. Nauczyciele w przeszłości blokowali już lotnisko i obecnie grożą, że zrobią to ponownie. Kiedy w marcu ponownie otwierano po rewitalizacji Stadion Azteca, jedna z głównych obwodnic miasta została zablokowana przez grupę mieszkańców. Uważali oni, że organizacja mundialu jest formą nadużycia. Jako element protestu rozegrali mecz piłkarski na samej jezdni, zatrzymując samochody jadące na stadion. Dlatego podczas mundialu może wydarzyć się dosłownie wszystko.
PAP: To, co pan mówi, nie brzmi zbyt optymistycznie…
J.V.: To prawda, rozmawialiśmy o tym mundialu bardzo krytycznie, ale w futbolu jako grze kryje się pewna tajemnica. Mam wrażenie, że sama gra posiada swoiste przeciwciała przeciwko rzeczywistości, która próbuje ją zniszczyć. Przed mundialem w Katarze pojawiało się wiele całkowicie uzasadnionych głosów krytyki. Mistrzostwa odbywały się w kraju bez piłkarskich tradycji, oskarżanym o łamanie praw człowieka, dyskryminację kobiet i osób o odmiennej orientacji seksualnej, a do tego w ekstremalnym klimacie, który wymagał rozgrywania meczów na stadionach wyposażonych w klimatyzację. Ta krytyka była uzasadniona, a jednak, gdy mundial się rozpoczął, okazało się, że pod względem sportowym oglądamy jeden z najlepszych turniejów w historii. Innymi słowy, prolog do tegorocznego mundialu jest krytyczny i trudno, żeby było inaczej. Ale jako kibic mam nadzieję, że to, co wydarzy się na boisku, okaże się czymś zupełnie innym. Mam nadzieję, że przynajmniej przez te 90 minut, kiedy piłka jest w grze, będziemy mogli uwierzyć, że świat wygląda inaczej.
Rozmawiała: Ola Synowiec (PAP)
x x x
Juan Villoro jest jednym z najważniejszych współczesnych pisarzy i intelektualistów Meksyku. Jest autorem powieści, opowiadań, reportaży, esejów i kronik sportowych. Wiele swoich książek poświęcił piłce nożnej, którą traktuje jako punkt wyjścia do opowieści o kulturze, społeczeństwie i tożsamości. Wyróżniony m.in. prestiżową nagrodą Premio Herralde. Po polsku ukazały się jego książka „Miasto Meksyk. Poziomy zawrót głowy” (2024) oraz esej „Czilangopolis” (w zbiorze „Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie”, 2021).