Siatkarze Włoch zostali w Manili mistrzami świata. W niedzielnym finale pokonali Bułgarię 3:1 (25:21, 25:17, 17:25, 25:10). Obronili tym samym tytuł wywalczony trzy lata temu. Brązowy medal zdobyła reprezentacja Polski.
Włochy – Bułgaria 3:0 (25:21, 25:17, 17:25, 25:10).
Włochy: Mattia Bottolo, Giovanni Gargiulo, Simone Giannelli, Alessandro Michieletto, Yuri Romano, Roberto Russo – Fabio Balaso (libero) oraz Simone Anzani, Luca Porro, Francesco Sani.
Bułgaria: Asparuch Asparuchow, Martin Atanasow, Aleks Grozdanow, Aleksander Nikołow, Simeon Nikołow, Ilija Petkow – Damjan Kolew (libero) oraz Georgi Tatarow.
W niedzielnym finale doszło do starcia jedynej do tej pory niepokonanej w turnieju drużyny – Bułgarii – z obrońcami tytułu Włochami, którzy w fazie pucharowej nie stracili seta. Był to także pojedynek dwóch największych gwiazd młodego siatkarskiego pokolenia – 21-letniego Bułgara Aleksandra Nikołowa i dwa lata starszego Włocha Alessandro Michieletto.
Decydujące spotkanie od początku stało na wysokim poziomie, ale inicjatywa była po stronie drugiej w światowym rankingu Italii. Drużyna prowadzona przez trenera Ferdinando De Giorgiego, która w półfinale pokonała Polskę 3:0, kontrolowała przebieg pierwszego seta. Bułgarów stać było na krótkie momenty stabilnej gry i doprowadzanie do wyrównania, jednak końcówka należała do bardziej doświadczonych Włochów (25:21).
W drugim secie obrońcy tytułu od początku zdominowali rywali. Po ich stronie równo grali wszyscy skrzydłowi, natomiast w zespole Bułgarii jedynie Nikołow grał na swoim poziomie. Seria skutecznych ataków 21-letniego przyjmującego pozwoliła jego drużynie doprowadzić do wyrównania, ale w końcówce różnicę zrobiła mocna zagrywka Yuria Romano, który posłał pięć asów serwisowych z rzędu. Seta punktową zagrywką zakończył natomiast Mattia Bottolo (25:17).
Trzecia odsłona wyglądała zupełnie inaczej. Od początku to Bułgaria dyktowała warunki gry, przy serwisie Martina Atanasowa zbudowała przewagę 14:10. W końcówce przyjmujący dodał kolejnego asa, a zwycięstwo jego drużyny przypieczętowała akcja Asparucha Asparuchowa (25:17).
Na czwartego seta Bułgarom nie starczyło już sił. Włosi od początku dominowali, w końcówce serię asów zanotował Bottolo. Italia triumfowała 25:10 po ataku Simone Anzaniego.
Zwycięstwo zespołu trenera De Giorgiego pozwoliło mu nawiązać do sukcesów włoskiej reprezentacji z lat 90. Wówczas była najlepsza w mistrzostwach świata trzy razy z rzędu – w 1990, 1994 i 1998 roku. Od 1990 roku złoty medal czempionatu zdobyły tylko trzy drużyny – Włochy, Brazylia i Polska.
Bułgarzy po raz pierwszy od 2006 roku awansowali do najlepszej czwórki mistrzostw świata, a drugi raz w historii zdobyli srebrny medal, poprzednio w 1970 roku. Na swoim koncie mają również cztery brązowe krążki (1949, 1952, 1986, 2006). Jeszcze nigdy nie wywalczyli trofeum.
Reprezentacja Polski po raz pierwszy zdobyła natomiast brązowy medal czempionatu globu. W swoim dorobku ma także trzy mistrzowskie tytuły (1974, 2014 i 2018) oraz dwa srebrne medale (2006, 2022).
Podium mistrzostw świata w całości zajęły europejskie reprezentacje po raz pierwszy od 1966 roku.
Wyniki niedzielnych meczów: finał Włochy - Bułgaria 3:1 (25:21, 25:17, 17:25, 25:10) mecz o 3. miejsce Polska - Czechy 3:1 (25:18, 23:25, 25:22, 25:21) Końcowa klasyfikacja: 1. Włochy 2. Bułgaria 3. Polska 4. Czechy 5. USA 6. Turcja 7. Belgia 8. Iran 9. Argentyna 10. Serbia 11. Słowenia 12. Tunezja 13. Holandia 14. Kanada 15. Finalndia 16. Portugalia 17. Brazylia 18. Francja 19. Filipiny 20. Kuba 21. Niemcy 22. Katar 23. Japonia 24. Ukraina 25. Egipt 26. Kolumbia 27. Korea Południowa 28. Libia 29. Rumunia 30. Chiny 31. Chile 32. Algieria
Z Manili – Monika Sapela (PAP)
MŚ siatkarzy – Polacy z brązowym medalem po wygranej z Czechami 3:1 (opis)
Polscy siatkarze pokonali Czechów 3:1 (25:18, 23:25, 25:22, 25:21) w meczu o brązowy medal mistrzostw świata na Filipinach. Biało-czerwoni po raz pierwszy w historii stanęli na najniższym stopniu podium tych rozgrywek.
Polska – Czechy 3:1 (25:18, 23:25, 25:22, 25:21).
Polska: Norbert Huber, Jakub Kochanowski, Marcin Komenda, Wilfredo Leon, Kewin Sasak, Kamil Semeniuk – Jakub Popiwczak (libero) oraz Tomasz Fornal, Maksymilian Granieczny, Szymon Jakubiszak.
Czechy: Lubos Bartunek, Jan Galabov, Patrik Indra, Antonin Klimes, Lukas Vasina, Adam Zajicek – Milan Monik (libero) oraz Jiri Benda, Martin Licek, Marek Sotola, Jiri Srb.
Reprezentacja Polski na Filipiny przyleciała jako jeden z głównych faworytów. Aktualni wicemistrzowie olimpijscy i zwycięzcy tegorocznej Ligi Narodów, a także liderzy światowego rankingu, walczyli o odzyskanie tytułu, który stracili trzy lata temu w Katowicach, przegrywając w finale z Włochami. Najlepsi byli w 2014 i 2018 roku, a wcześniej w 1974.
Nie zdołali jednak zrewanżować się Italii, przegrali z nią w sobotę wyraźnie 0:3 i pozostała im walka w „finale pocieszenia” z Czechami, którzy po raz pierwszy w historii dotarli do najlepszej czwórki mistrzostw świata.
Polacy przystąpili do niedzielnego meczu znacząco osłabieni, podobnie jak w półfinale. Z powodu urazu mięśni brzucha kapitan Bartosz Kurek nie mógł pomóc drużynie w najważniejszych spotkaniach. Wobec niedyspozycji atakującego ważny mecz z Włochami musiał udźwignąć debiutujący w tej imprezie Kewin Sasak. Młodszy z atakujących we wcześniejszych spotkaniach pojawił się na boisku tylko kilka razy, na krótkich zmianach. W półfinale początkowo zaprezentował się słabo, jednak wraz z trwaniem spotkania rozkręcił się.
Początek meczu o brąz był wyrównany, dopiero kontry wykorzystane przez Kamila Semeniuka i Wilfredo Leona oraz as serwisowy pierwszego z nich pozwoliły wicemistrzom olimpijskim objąć prowadzenie 13:7. Polacy spokojnie kontrolowali przebieg tej odsłony, chociaż gra opierała się przede wszystkim na Leonie (18:12). As serwisowy Jakuba Kochanowskiego powiększył dystans (20:13), a zepsuta zagrywka Lukasa Vasiny zakończyła seta (25:18).
Druga partia rozpoczęła się od prowadzenia Polaków 6:1 po serii mocnych zagrywek Sasaka. Gdy po stronie Czechów na zagrywce pojawił się Lubos Bartunek, odrobili oni część strat (9:11). Nie zdołali jednak doprowadzić do wyrównania, biało-czerwoni szybko odbudowali przewagę, ponownie przy serwisie Sasaka (14:9). Po raz kolejny jej nie utrzymali – podopieczni trenera Jiriego Novaka mieli kontakt punktowy po serii błędów biało-czerwonych (15:16). Tym razem doprowadzili do wyrównania i nawet objęli prowadzenie za sprawą akcji Martina Licka i asa serwisowego Marka Sotoli (21:19). Zwycięstwo 25:23 zapewnił Czechom Vasina.
W trzeciej odsłonie błędy rywali i udane kontry dały Polakom przewagę 7:4. Po błędzie Tomasza Fornala, który w drugim secie zmienił Kamila Semeniuka, czeska ekipa przegrywała już tylko 13:14, a w końcówce doprowadziła do wyrównania dzięki kontrze Vasiny (20:20). Polskiej stronie przeszkadzał brak skuteczności ataku i błędy w komunikacji. Ostatecznie wicemistrzów olimpijskich uratowała w tym secie zagrywka Semeniuka i blok, a także dobra postawa Szymona Jakubiszaka, który zmienił Norberta Hubera (25:22).
Początek czwartego był nerwowy w szeregach biało-czerwonych, jednak przy zagrywce Kochanowskiego zdołali opanować sytuację i objąć prowadzenie 11:7. Ich gra wyglądała chaotycznie, ale utrzymywali dystans (21:17). Mecz zakończył błąd Vasiny (25:21).
Liderem biało-czerwonych ponownie był Leon, który zdobył 26 punktów.
Reprezentacja Polski po raz pierwszy zdobyła brązowy medal czempionatu globu. W swoim dorobku ma także trzy mistrzowskie tytuły (1974, 2014 i 2018) oraz dwa srebrne medale (2006, 2022).
O godz. 12.30 rozpocznie się finał, w którym broniący tytułu Włosi zagrają z Bułgarią.
Z Manili – Monika Sapela (PAP)
Grbic: trener na medal, ale bez najcenniejszych trofeów (sylwetka)
Nikola Grbic w 2023 roku przeszedł do historii, gdy w jednym sezonie poprowadził polskich siatkarzy do dwóch triumfów – w mistrzostwach Europy i Lidze Narodów. I chociaż pozostaje jedynym trenerem, który z Polakami w każdej imprezie zdobywa medal, to najważniejszych turniejów kadra nie wygrywa.
Od lat mówi się o ogromnym potencjale reprezentacji Polski siatkarzy, szerokiej ławce rezerwowych i wielu kandydatach do gry w kadrze. Prawda jest jednak taka, że dopiero Grbic był w stanie wydobyć i wykorzystać w pełni ten mityczny dotychczas potencjał. Biało-czerwoni nigdy nie grali tak dobrze i przede wszystkim tak równo, jak właśnie pod jego wodzą. Tegoroczne mistrzostwa świata na Filipinach to jednak kolejna po igrzyskach olimpijskich w Paryżu rysa na wizerunku Serba jako najlepszego dotychczasowego szkoleniowca Polaków.
Urodzony 6 wrzesnia 1973 roku w małej wiosce Klek Grbic był niejako skazany na siatkówkę. Sport ten uprawiał jego ojciec Milos, w przeszłości czołowy zawodnik reprezentacji Jugosławii, oraz starszy o trzy lata brat Vladimir.
Bracia znacząco się różnili pod względem zachowania na boisku. Vladimir był bardzo żywiołowy, podczas gdy Nikola imponował spokojem i opanowaniem. Fani siatkówki przyzwyczaili się, że nie mają co liczyć zarówno na wybuch gniewu, jak i uśmiech ze strony młodszego z Grbiców podczas meczów, choć było kilka wyjątków.
Zahartował go dość surowy styl wychowania wybrany przez rodziców, którzy wiele w młodości przeżyli.
– Dziś, jako dorosły człowiek, mogę powiedzieć, że nic mnie nie złamie. Po latach to doceniłem – przyznał w jednym z wywiadów.
Nikola był cenionym rozgrywającym, a Vladimir przyjmującym i liderem w ataku. Przez wiele lat występowali razem i z powodzeniem w drużynie narodowej. Kariera młodszego z nich trwała dłużej i ma na koncie nieco więcej sukcesów. Wywalczył m.in. złoty medal olimpijski w Sydney (2000), a cztery lata wcześniej brąz podczas igrzysk w Atlancie, srebro mistrzostw świata w 1998 roku i brąz 12 lat później oraz sześć medali mistrzostw Europy, w tym złoty w 2001 roku.
W jego dorobku są też imponujące osiągnięcia klubowe. Pierwszym jego oficjalnym klubem był Gik Banat, z którym związał się w 1987 roku. Po trzech latach przeniósł się do Vojvodiny Nowy Sad, w której spędził cztery sezony. Następnie trafił do Włoch i w siedmiu zespołach z tego kraju występował w sumie przez kolejnych 19 lat.
Trzykrotnie zwyciężył w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na Starym Kontynencie. Po Puchar Zdobywców Pucharów sięgnął z Alpitour Cuneo w 1998 roku, a w Lidze Mistrzów triumfował dwa lata później z Sisley Treviso i w 2009 roku z Itas Diatec Trentino. Dotarł też do finału obu tych rozgrywek – w 1999 (PZP) i 2013 (LM) roku. Z Cuneo dodatkowo wygrał 12 lat temu rywalizację w Pucharze CEV. Może się też pochwalić m.in. dwoma tytułami mistrza i sześcioma wicemistrza Italii oraz trzykrotnym sięgnięciem po Puchar Włoch.
W 2013 roku przeniósł się do Zenita Kazań, z którym zdobył mistrzostwo Rosji i po tym jednym sezonie zakończył karierę zawodniczą. Liczne sukcesy sprawiły, że w 2016 roku dołączył do siatkarskiej Galerii Sław.
Po przejściu na sportową emeryturę nie odpoczywał długo od siatkówki – już jesienią 2014 roku zadebiutował jako trener włoskiego Sir Safety Perugia, która to przygoda trwała jeden sezon. W 2015 roku rozpoczął pracę z reprezentacją Serbii, którą później łączył z prowadzeniem zawodników Calzedonii Werona. Z obydwoma zespołami pożegnał się w 2019 roku.
Ze swoją drużyną narodową wygrał Ligę Światową (2016), zdobył brązowy medal ME (2017) i zajął czwarte miejsce w MŚ (2018). Nie udało mu się wywalczyć awansu na igrzyska w Tokio, ale mimo to informacja o rozstaniu zaledwie na kilka tygodni przed kolejną edycją ME była zaskakująca. Podczas tej imprezy jego rodacy – już pod wodzą Slobodana Kovaca – wywalczyli tytuł.
W maju 2019 roku ogłoszono, że Grbic poprowadzi Zaksę Kędzierzyn-Koźle. Było to jego drugie podejście do tego klubu. Po raz pierwszy ówczesny prezes Sebastian Świderski zaoferował współpracę Serbowi – przeciwko któremu w przeszłości nieraz rywalizował na boisku – cztery lata wcześniej, ale wówczas nie doszło do porozumienia.
Były rozgrywający pracował w Kędzierzynie-Koźlu przez dwa sezony. W 2020 roku zdobył z Zaksą mistrzostwo kraju, a poza tym dwukrotnie sięgnął po Superpuchar Polski i raz Puchar Polski. Wywalczone w 2021 roku wicemistrzostwo było pewnym rozczarowaniem, ale zeszło ono na dalszy plan już dwa tygodnie później za sprawą triumfu w Lidze Mistrzów. To było dopiero drugie w historii zwycięstwo polskiego klubu w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie (w 1978 roku Płomień Milowice sięgnął po Puchar Europy Mistrzów Krajowych).
Grbic był chwalony za wyniki, sposób prowadzenia zespołu i wkład w rozwój młodych graczy. Pod jego skrzydłami błyszczał m.in. Aleksander Śliwka, a bardzo duży postęp zrobił Kamil Semeniuk, który w efekcie zadebiutował potem w kadrze.
W grudniu 2020 roku poinformowano o przedłużeniu umowy z Serbem na kolejne dwa sezony, ale jej nie wypełnił. Jeszcze przed finałem LM coraz głośniej było słychać nieoficjalne informacje, że szkoleniowca mocno kusi Perugia. Wówczas jeszcze nie chciał komentować sprawy, ale po triumfie w LM potwierdzono jego odejście. Jako powód podano względy osobiste. We Włoszech przez wiele lat mieszkała jego rodzina – żona Stanislava oraz synowie Matija i Milos, którzy poszli w ślady ojca i trenują siatkówkę. Grbic zapewniał wówczas, że podjęcie decyzji o rozstaniu z Zaksą nie było dla niego łatwe.
– Nigdy nie miałem i prawdopodobnie nie będę miał lepszego doświadczenia jako trener od tego, które miałem w Zaksie. Warunki są perfekcyjne, znalazłem „chemię” ze sztabem i zawodnikami – mieliśmy zaufanie do siebie. Zostawianie tego było naprawdę trudne – zaznaczył.
Dzień później ogłoszono, że poprowadzi Perugię, której zawodnikiem był wówczas reprezentant Polski Wilfredo Leon. Wcześniej trenerem był tam Vital Heynen, którego Grbic w styczniu 2022 zastąpił w roli opiekuna biało-czerwonych.
Już po nieudanych dla Polaków igrzyskach w Tokio pojawiały się głosy, że kontrakt Belga z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej (PZPS) nie zostanie przedłużony i rozpoczęło się wyszukiwanie potencjalnych kandydatów. Wśród nich pojawiło się też nazwisko Grbica, a zdecydowanym faworytem został, gdy pod koniec września 2021 prezesem krajowej federacji został Świderski. Nie krył on jeszcze przed zjazdem wyborczym, że chciałby, aby to właśnie Serb został szkoleniowcem ówczesnych mistrzów świata. Stało się to faktem cztery miesiące później.
Już pierwszy rok pracy z biało-czerwonymi obfitował w sukcesy – trzecie miejsce w Lidze Narodów i jednak nieco rozczarowujący, biorąc pod uwagę dwa wcześniejsze tytuły, srebrny medal mistrzostw świata. Nowy szkoleniowiec mówił jednak wówczas, iż w jakimś sensie to dobrze, że Polacy przegrali finał globalnego czempionatu, bowiem pozostaną głodni zwycięstw.
Pozostali, o czym wszyscy przekonali się już rok później, gdy najpierw w świetnym stylu odnieśli historyczny triumf w Lidze Narodów w Gdańsku, a po niecałych dwóch miesiącach zostali mistrzami Europy drugi raz w historii i pierwszy od 2009 roku. W finale w Rzymie pokonali… Włochów, rewanżując im się za porażkę z finału mistrzostw świata w Katowicach. Na zakończenie wymagającego sezonu wywalczyli w Chinach kwalifikację olimpijską bez porażki na koncie.
W 2023 roku Grbic już został więc drugim najbardziej utytułowanym z trenerów polskich siatkarzy w historii, po… Hubercie Jerzym Wagnerze, który z biało-czerwonymi zdobył sześć medali. W dorobku zarówno zawodników, należących do jednego z najbardziej utalentowanych pokoleń w historii polskiej siatkówki, a także Serba jako szkoleniowca wciąż brakowało jednak tego najcenniejszego – olimpijskiego.
Biało-czerwoni wcześniej tylko raz stanęli na podium najważniejszej imprezy sportowej na świecie. W 1976 roku w Montrealu wywalczyli złoty medal pod wodzą… Wagnera. Później wielu szkoleniowców próbowało powtórzyć wyczyn legendarnego trenera. Stephane’owi Antidze i Heynenowi udało się ponownie doprowadzić Polaków do mistrzostwa świata, ale obaj polegli w turnieju olimpijskim.
Dopiero Grbic zdołał pójść w ślady Wagnera. Nie powtórzył wyczynu słynnego „Kata”, Polacy przegrali finał paryskich igrzysk z Francuzami, ale można go doceniać za regularność, gdyż z nim na czele sztabu szkoleniowego biało-czerwoni nie schodzą z podium. Każdą imprezę na międzynarodowej arenie, do której przystąpili, kończyli w czołowej trójce.
Należy jednak podkreślić, że poza mistrzostwami Europy w 2023 roku, w każdej innej najważniejszej imprezie czegoś polskim siatkarzom brakuje, by stanąć na najwyższym stopniu podium. Zazwyczaj wytłumaczeniem są liczne kłopoty zdrowotne, które od kilku lat rzeczywiście torpedują kadrę trenera Grbica. Tak było jednak również właśnie dwa lata temu, gdy w obu „złotych” turniejach w najważniejszych meczach zagrać nie mógł zmagający się z kontuzjami Bartosz Kurek. Wówczas pozostali zawodnicy byli jednak w najlepszej formie wtedy, kiedy było to kluczowe.
Co roku serbski szkoleniowiec podkreśla, że selekcja wąskiego składu jest dla niego trudna i że reprezentacja Polski ma najszerszą ławkę rezerwowych spośród wszystkich zespołów. W kluczowych momentach, poza 2023 rokiem, zawodnicy są jednak bez formy, a zmiennicy nie dostają od trenera szansy, by spróbować poprawić grę.
Tak było nie tylko w igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Sytuacja powtórzyła się w tegorocznych mistrzostwach świata na Filipinach. Polakom ponownie zabrakło co prawda zdrowia – jeszcze przed turniejem kontuzji wykluczającej go z imprezy doznał Aleksander Śliwka, już w Manili uraz pleców dotknął Tomasza Fornala, a tuż przed półfinałem problemy z mięśniami brzucha spotkały Kurka.
Kłopoty zdrowotne, podobnie jak w Paryżu, zatrzymały biało-czerwonych. To, co udało im się jednak w półfinale igrzysk, gdzie zmiennicy „wyszarpali” awans do finału, nie udało się w Manili. Drogę do finału zamknęli Polakom… Włosi, którzy trzy lata wcześniej pozbawili ich trofeum globalnego czempionatu. Tym razem spory kamyczek wpadł jednak do ogródka trenera, gdyż na Filipinach nawet nie spróbował skorzystać ze zmienników. Tych, którzy dwa miesiące wcześniej ponownie wywalczyli złoty medal Ligi Narodów.
– Jestem bardzo zadowolony z tego, jak graliśmy i jestem dumny z chłopaków, bo wiem, jak trudno było wrócić po bolesnej porażce w półfinale i zagrać tak, żeby zdobyć brązowy medal mistrzostw świata. Po tylu zmianach, których dokonaliśmy w zespole, musimy się cieszyć z tego wyniku, ale szczerze mówiąc trudno mi jest to robić w tym momencie – przyznał Grbic po starciu z Czechami o brąz.
– Jestem rozczarowany, bo nie osiągnęliśmy tego, po co tutaj przyjechaliśmy. To była nasza szansa, by zdobyć medal, którego wielu chłopaków jeszcze nie ma. To jedyny krążek, którego brakuje w mojej kolekcji. Mam nadzieję, że za dwa lata będziemy mieli kolejną okazję – dodał.
Można by pomyśleć, że medal olimpijski był wielkim sukcesem Serba jako trenera Polaków. On jednak nie zamierzał i wciąż nie zamierza się zatrzymywać. Jeszcze przed rozpoczęciem igrzysk w Paryżu prezes PZPS Świderski poinformował o przedłużeniu kontraktu z Grbicem do kolejnego turnieju olimpijskiego w Los Angeles w 2028 roku. Sam szkoleniowiec mówił, że chce kontynuować świetną pracę, którą do tej pory wykonywał z biało-czerwonymi. Teraz, poza złotem igrzysk, celem jest wywalczenie wreszcie złota mistrzostw świata.
I chociaż pozostaje jedynym trenerem, który w ośmiu imprezach, w których ich poprowadził, wywalczył osiem medali, tych najcenniejszych wciąż jednak brakuje…
Z Manili – Monika Sapela (PAP)