Ekspertka: Mundial zjednoczył Amerykanów w rzadki sposób, przynajmniej na chwilę

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Mistrzostwa świata w piłce nożnej zjednoczyły Amerykanów w rzadki sposób, wykraczający poza polityczną i kulturową polaryzację – oceniła w rozmowie z PAP ekspertka ds. dyplomacji sportowej Lindsay Krasnoff. Jak dodała, turniej okazał się wizerunkowym zwycięstwem m.in. dla Republiki Zielonego Przylądka.

Państwowe obchody 250-lecia niepodległości USA celebrowane przez cały rok z rozmachem, lecz w sposób dodatkowo pogłębiający podziały polityczne w kraju, nie stały się dla Amerykanów momentem wspólnotowego świętowania. W komentarzach powracała teza, że odbywający się w tym samym czasie mundial okazał się dla wielu bardziej naturalnym powodem do świętowania amerykańskiej wspólnoty niż same państwowe uroczystości ćwierćtysiąclecia.

Zdaniem Lindsey Krasnoff, ekspertki ds. dyplomacji sportowej z Uniwersytetu Nowego Jorku, choć mistrzostwa nie mogą być substytutem obchodów rocznicy, to właśnie mundial dał Amerykanom rzadko spotykany w ostatnich czasach moment zjednoczenia – przynajmniej na chwilę. Nawet jeśli atmosferę imprezy naruszył swoją interwencją prezydent Donald Trump, a samopoczucie Amerykanów popsuła klęska reprezentacji.

– Uważam jednak, że turniej – przynajmniej na razie – zjednoczył obywateli USA w rzadki sposób, który wykroczył poza polityczną i kulturową polaryzację, dzięki zaraźliwej iskrze radości i entuzjazmu, jaka dominowała w ostatnich tygodniach, gdy (Amerykanie) odkrywali cuda futbolu. A przy tym odkrywali na nowo siebie nawzajem – oceniła. Zastrzegła przy tym, że trudno przesądzać, czy ten impet się utrzyma po odpadnięciu amerykańskiej ekipy.

Podkreśliła jednak, że Amerykanie odnajdują dumę patrząc na to, jak kraj odkrywają zagraniczni fani i jak się tam bawią.

Zdaniem ekspertki, tegoroczna impreza odbywająca się w USA, Kanadzie i Meksyku to największy możliwy przykład sportowej dyplomacji, na której skorzystać mogą nie tylko gospodarze.

Jak podkreśliła, na tym etapie jasne jest jedno: pozytywny wpływ „dyplomacji międzyludzkiej”.

– Niektóre sceny z udziałem zwykłych Amerykanów wchodzących w interakcje z zagranicznymi gośćmi mówią same za siebie — zaznaczyła. Wśród najlepiej znanych przykładów Krasnoff wymieniła „miłosny festiwal” między szkockimi fanami Tartan Army a mieszkańcami Bostonu (gdzie po ich wizycie w barach zabrakło piwa), Providence i całej Nowej Anglii, który zaowocował m.in. obietnicami umów partnerskich między Bostonem a Glasgow. Wskazała też na Lawrence w stanie Kansas, którego mieszkańcy „ciepło przyjęli reprezentację Algierii i jej kibiców, ucząc się przy okazji muzyki, języka i kultury, a także poznając sam kraj”. – To najpewniej nigdy by się nie wydarzyło bez katalizatora, jakim była baza reprezentacji w tej społeczności – oceniła.

Pytana o kraje, którym mundial już pomógł przebudować wizerunek, Krasnoff na pierwszym miejscu wymieniła Republikę Zielonego Przylądka. Dzięki występom reprezentacji oraz temu, „jak drużyna komunikowała się z globalną publicznością i ją reprezentowała”, kraj „zyskał światową uwagę i rozpoznawalność na nowe sposoby, jednocześnie resetując narrację o sobie, swojej kulturze, ludziach i futbolu” — oceniła, wskazując m.in. na wysyp artykułów i materiałów o samym kraju po ich sukcesie sportowym na mundialu.

Do wygranych zaliczyła też Szkocję i Algierię, a także Haiti, które – jak zauważyła – podtrzymało impet zbudowany podczas zimowych igrzysk Mediolan-Cortina 2026.

Najbardziej – jak przyznała – zaskoczyło ją „ponowne odkrycie tej magicznej iskry, jaką globalna impreza sportowa może dać tym, którzy zdecydują się w niej uczestniczyć, nawet jeśli nie są fizycznie na stadionie”.

– Mieszkam w jednym z miast-gospodarzy – Nowym Jorku – a pochodzę z innego, Bostonu i bardzo doceniamy kibiców, którzy tłumnie przybywają do miast, a także entuzjazm, jaki wielu mieszkańców czuje do turnieju i wszystkiego, co się z nim wiąże. Przypomina mi to, jak Paryż 2024 stał się odrobiną magii, której wszyscy desperacko potrzebowaliśmy, nawet jeśli wcześniej nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy — podsumowała.

Z Waszyngtonu Oskar Gorzyński (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane