HomeMałopolskie

Kraków. Prezydent i urzędnicy tną komunikację w pień. A inne miasta?

Kraków. Prezydent i urzędnicy tną komunikację w pień. A inne miasta?

Władze Krakowa drastycznie ograniczył kursy tramwajów oraz autobusów i zdecydowały o wyłączaniu nocą oświetlenia w mieście, tłumacząc to oszczędnościami koniecznymi w związku z pandemią koronawirusa. Sprawdziliśmy jak jest w innych dużych miastach: Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku, Łodzi, Poznaniu i Aglomeracji Śląskiej. Tam nie kryją zaskoczenia tym co pod Wawelem prezydent i urzędnicy zaproponowali mieszkańcom w tak trudnym okresie.

– W Krakowie w niektórych przedziałach czasu wycięto komunikację miejską w pień. To wzbudziło ogromne zdziwienie w innych miastach – usłyszeliśmy w jednym z dużych miast (pracownik urzędu zaznaczył jednak, że wypowiedź nie jest do cytowania pod nazwiskiem). Okazuje się, że żadna z metropolii w Polsce nie skazała swoich mieszkańców na takie problemy transportowe w okresie pandemii koronawirusa jak Kraków. Nigdzie nie dopuszczono do tego, by były okresy, w których jest tylko jeden kurs tramwaju czy autobusu na godzinę albo w ogóle linia w całości jest zawieszona i nie ma połączeń nocnych. – Decyzją prezydenta Wrocławia, Jacka Sutryka, od tego poniedziałku, 20 kwietnia, zaczęliśmy rozwijać komunikację miejską we Wrocławiu, którą musieliśmy kilka tygodni temu ograniczyć w związku z epidemią koronawirusa. Nie myśleliśmy jednak nawet na moment, aby całkowicie zrezygnować z kursowania w określonych godzinach – podkreśla Krzysztofa Balawejder, prezes MPK we Wrocławiu.

 

To miasto często porównuje się z Krakowem. Tam z początkiem tego tygodnia kilkadziesiąt linii autobusowych zaczęło kursować według rozkładów sprzed czasu pandemii. Tak jeżdżą również w godzinach szczytu cztery linie tramwajowe. Reszta kursuje tak jak w soboty. We Wrocławiu cały czas kursują też (według rozkładów sobotnich) autobusy nocne. Przypomnijmy, że w Krakowie od początku pandemii zaczęto wprowadzać ograniczenia, a od niedzieli 12 kwietnia weszły w życie radykalne cięcia, które spowodowały, że po godzinach szczytu transport publiczny praktycznie przestał funkcjonować. Zlikwidowano też kursy nocne.

 

– Każdy bilet do tramwaju czy autobusu pokrywa koszt przejazdu tylko w 50 procentach, miasto pokrywa drugie tyle. Analizy pokazują, że teraz trzeba dopłacać 90 procent. Ograniczyliśmy linie tramwajowe i autobusowe, na których pojazdy w pewnych godzinach jeżdżą puste – wyjaśniał prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. – Naprawdę, nie ma sensu wydawać pieniędzy. Robimy tak z tego powodu, że jak skończy się pandemia i będzie trzeba uruchomić komunikację normalnie, tak jak do tej pory funkcjonowała, to musimy mieć pieniądze na pokrycie tego. Obecnie były to częściowo wyrzucone pieniądze – dodał. Po protestach mieszkańców od 20 kwietnia wprowadzono zmiany – tramwaje na liniach 3 i 8 w dni powszednie kursują przez cały dzień z częstotliwością co 20 minut.W przypadku innych tramwajów i autobusów szczyt poranny wyznaczono na godz. 4.30-9.30 (a nie do godz 8), a popołudniowy w godz. 13-18 (wcześniej 12.30-16).

 

W dalszym ciągu zawieszone są kursy nocne. Mieszkańcy nadal jednak zgłaszają, że niektóre pojazdy są przepełnione w godzinach szczytu, a między godz. 9 i 13 na większości linii pojazdy jeżdżą raz na godzinę albo są zawieszone. Podobnie w godzinach popołudniowych czy w weekendy. A część osób poza okresem szczytu musi dojeżdżać do pracy i z niej wracać. W innych miastach przyznają, że w obecnej sytuacji trzeba dopłacać więcej do komunikacji i to obciąża budżety. Kierowano się tam jednak zasadą, że skoro jest zagrożenie zdrowia i życia, to trzeba umożliwić mieszkańcom jak najbezpieczniejsze przemieszczanie się w różnych porach dnia i zapewnić jak największej liczby kursów, by nie dochodziło do sytuacji, w których nie jest spełniony obecny wymóg, że w pojeździe może przebywać tyle osób, ile wynosi połowa znajdujących się w nim miejsc siedzących. Tak postąpiły m.in. władze Warszawy. Tam oprócz autobusów, które dowoziły dzieci do szkół nie zlikwidowano kursów metra, tramwajów czy autobusów.

 

– W związku z ograniczeniami liczby osób, które mogą podróżować obowiązują standardowe rozkłady jazdy, tak by wszyscy się zmieścili i mogli zachowywać odpowiedni dystans. Przede wszystkim chodzi o bezpieczeństwo – zaznacza Tomasz Kunert, rzecznik Zarządu Transportu Miejskiej w Warszawie. – Tam, gdzie jest zapotrzebowanie zwiększono nawet częstotliwość kursów względem normalnego rozkładu. Tak jest w przypadku linii autobusowej nr 190 przejeżdżającej przez al. Solidarności, która kursuje nie co 7,5 a co 5 minut – dodaje. W innych miastach też ograniczano kursy tramwajów i autobusów, ale nie tak drastycznie jak w Krakowie. – Większość linii autobusowych i tramwajowych funkcjonuje według powszednich rozkładów jazdy, jakie obowiązują w okresie ferii. Wprowadziliśmy ograniczenia w sobotniej, świątecznej i nocnej ofercie przewozowej, co oznacza częściowe lub całościowe zawieszenie wybranych linii. Natomiast wybrane kursy są realizowane dwoma autobusami jednocześnie – informuje Zygmunt Gołąb z Zarządu Transportu Miejskiego w Gdańsku.

 

Tam też w każdym pojeździe komunikacji miejskiej zostały na siedzeniach zawieszone specjalne zawieszki o tym, by na danym miejscu nie siadać i zachowywać dystans wobec innych pasażerów. Ograniczenia w komunikacji miejskiej wprowadzono w Poznaniu, ale również nie tak duże jak w Krakowie. Tam np. tramwaje w godzinach szczytu (5 – 8.30 oraz 14-17) na wszystkich liniach kursują ze zwiększoną częstotliwością – co 12 minut, natomiast w pozostałym okresie co 20 minut, w soboty – także co 20 minut, a w niedziele i święta – co 30 minut do godz. 10, a po godz. 10 co 20 minut. W przypadku autobusów też najczęściej kursy odbywają się co 12 i 20 minut. W Aglomeracji Śląskiej niektóre z linii zostały zawieszone (np. szkolne, lotniskowe), na innych zmniejszono liczbę realizowanych kursów (np. wprowadzono obowiązywanie rozkładów jazdy ważnych w dni robocze nieszkolne). – Analizujemy każdą linię i dostosowujemy rozkłady jazdy do zapotrzebowania. Na wielu liniach zwiększyliśmy naszą ofertę przewozową, tj. dodaliśmy dodatkowe kursy lub są one realizowane pojazdami o większej pojemności – informuje Michał Wawrzaszek, rzecznik prasowy Zarządu Transportu Metropolitalnego.

 

Inne miasta nie wprowadzają też takich rozwiązań jak w Krakowie, gdzie od północy do godz. 4 rano wyłączane jest oświetlenie uliczne. Według szacunków takie rozwiązanie przyniesie około 20 tys. zł oszczędności każdej nocy. – Podstawą jest bezpieczeństwo na ulicach, a wyłączenie latarni znacznie je obniży. Wiele osób w ostatnich tygodniach robiło zakupy w sklepach otwartych całodobowo, licząc na to, że w późniejszych godzinach będzie w nich luźniej. Osobną kwestią jest ruch uliczny (komunikacja miejska, dostawy, nieliczne ale jednak prywatne auta), któremu nie można wyłączyć oświetlenia, bo to wyjątkowo niebezpieczne – wyjaśnia Jakub Dybalski ze stołecznego magistratu.

 

W Gdańsku od 30 marca do odwołania całkowicie bądź częściowo wyłączona została część iluminacji gdańskich obiektów zabytkowych. – Iluminacje obiektów wyłączone zostały tylko tam, gdzie podświetlenie nie służy jednocześnie oświetleniu chodników czy ulic – zaznacza Magdalena Kiljan z Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Przyznaje też, że oświetlenie uliczne jest wyłączane nad ranem trochę wcześniej, jak już świta, ale nie od północy.

 

 

 

AIP

COMMENTS