W USA trwa wielka migracja wewnętrzna napędzana prostą kalkulacją – w którym stanie mieszkać i pracować, aby wycisnąć z życia jak najwięcej. Najczęstszym kierunkiem migracji są stany tzw. Pasa Biblijnego, a w szczególności Teksas i Floryda. Exodus dotyczy z kolei najczęściej północy – między innymi Nowego Jorku – oraz Kalifornii. W Złotym Stanie coraz ciężej żyje się już nie tylko najbiedniejszym, ale także tym, którzy biedni nie są, ale nie są też „ultrabogaci”.
New York Post przytacza przypadek 41-letniego Matta Inglesa, który nie klepał biedy, gdy w 2021 roku przeprowadzał się z rodziną z Kalifornii do Teksasu. W Złotym Stanie zwyczajnie nie mógł sobie pozwolić na to, na co stać go pod „Samotną Gwiazdą”.
„Zauważam, że w Kalifornii istnieje ogromna przepaść majątkowa. Jest tam po prostu bardzo wielu ultrabogatych ludzi mieszkających w LA i San Francisco i ma się z nimi codzienny kontakt. Więc nawet jeśli finansowo radzisz sobie dobrze, możesz mieć poczucie, że masz mniej, bo wielu ludzi wokół żyje w dostatku” – cytuje ex-Kalifornijczyka „NYPost”.
Według Inglesa jego rodzina oszczędza rocznie między 60 tys. a 80 tys. dolarów na samej edukacji, bo w Teksasie mogą wysłać dzieci do dobrych szkół publicznych, natomiast w Kalifornii za ten sam poziom nauczana musieli płacić prywatnej placówce. 41-latek podkreśla, że taniej jest pod wieloma innymi względami – od kosztów żywności po ceny na stacjach paliw. „W Teksasie dostajesz znacznie więcej za swoje pieniądze niż w Kalifornii” – mówi Ingles i dodaje, że chodzi mu o „coś więcej niż tylko finanse”.
Takich ludzi jak Ingles jest znacznie więcej, co potwierdzają badania działającego przy Uniwersytecie Kalifornijskim California Policy Lab. Dowiadujemy się z nich, że odsetek mieszkańców zamożniejszych społeczności, którzy wyprowadzają się z Kalifornii, wzrósł do 19 proc. od wybuchu pandemii COVID-19. Chociaż nie są to biedni ludzie, w Złotym Stanie trudno im związać koniec z końcem, co według dyrektora California Policy Lab, Evan White’a, jest skutkiem rosnącej luki przystępności cenowej w Kalifornii. „To sprawia, że nawet osobom dobrze zarabiającym jest bardzo trudno się utrzymać” – mówi badacz.
Według danych laboratorium – osoby z badanej grupy miały tendencję do zadłużania się. Ich ocena kredytowa była niższa niż średnia, częściej spłacały kredyt samochodowy, dużo częściej „dysponowały” wyczerpanymi do maksimum możliwości kartami kredytowymi i spłacały średnio wyższy kredyt studencki. Jednak po przeprowadzce do innego stanu ich sytuacja ulegała znacznej poprawie. Osoby opuszczające Kalifornię miały o 11 proc. większą szansę na posiadanie własnego domu, podczas gdy w Złotym Stanie to prawdopodobieństwo było dla nicho 10 proc. niższe niż norma.
Kalifornijczykom najbardziej daje się we znaki właśnie sytuacja na rynku mieszkaniowym. Wysokie koszty najmu pochłaniają dużą część domowego budżetu, a na tym cierpią inne aspekty życia. Według innego badania Kalifornijczycy mają od 35 proc. mniejszy dochód rozporządzalnych niż średnia krajowa, chociaż mieszkają w jednym z najbogatszych regionów w kraju.
Według badaczy z California Policy Lab stan bardzo dużo straci na odpływie ludności do innych regionów. Nie tylko w bazie podatkowej, ale także w sile politycznej, a na utracie jednego miejsca w Kongresie się nie skończy. Po spisie powszechnym w 2030 roku – jeżeli obecny trend się utrzyma – Złoty Stan może stracić od 3 do 4 mandatów w Izbie i Senacie USA.
Red. JŁ