HomeCiekawostkiMazowieckie

Czynny reaktor jądrowy pod Warszawą. Maria od prawie pół wieku skrywa w sobie atomową moc [FOTO]

Czynny reaktor jądrowy pod Warszawą. Maria od prawie pół wieku skrywa w sobie atomową moc [FOTO]

Budynki ukryte w lesie, ogrodzone bramami, a nawet drutem kolczastym. Co jest tak pilnie strzeżone w Otwocku? Jedyny działający w Polsce reaktor jądrowy. Na dźwięk tych słów mogła stanąć Wam przed oczami katastrofa elektrowni w Czarnobylu i śmiertelne promieniowanie, ale zapomnijcie już o tym widoku. Przypominający bazę wojskową obiekt to Narodowe Centrum Badań Jądrowych, a znajdujący się tam reaktor Maria nie zagraża ludzkości – wręcz przeciwnie. Do czego więc służy Maria i czym zajmują się badacze pracujący w NCBJ?

 

Narodowe Centrum Badań Jądrowych znajduje się około pół godziny drogi od Warszawy, w Świerku – dawnej wsi, obecnie dzielnicy Otwocka. Schowany za drzewami kompleks budynków otoczony jest nie tylko wysokimi bramami, ale nawet drutami kolczastymi. Przypomina teren wojskowy i nic w tym dziwnego: NCBJ jest obiektem rządowym, a do tego naukowym, w którym znajduje się jedyny działający w Polsce reaktor jądrowy, co oznacza, że zabezpieczenia muszą być na najwyższym poziomie.

 

Przekroczenie progu już pierwszego budynku nie jest łatwe. Od razu po wejściu należy pokazać dowód osobisty, z którego pracownik Centrum spisuje imię, nazwisko i numer PESEL. Następnie wydaje przepustkę. Potem ”tylko” kontrola przypominająca tę na lotnisku, czyli przeglądanie rzeczy osobistych przez strażników oraz prześwietlenie toreb oraz plecaków, które ze sobą macie, i można przejść przez żelazną bramę do ośrodka.

 

Kompleks Narodowego Centrum Badań Jądrowych składa się z m.in. Ośrodka Radioizotopów POLATOM czy Parku Naukowo-Technologicznego “Świerk”, choć oczywiście najciekawszym obiektem – z punktu widzenia zwiedzającego NCBJ – jest ten, w którym znajduje się reaktor. Aby móc poruszać się po jego terenie, należy włożyć biały fartuch oraz foliowe ochraniacze na buty. Bez takiego zabezpieczenia nie tylko nie można wejść do hali reaktora, ale także niemożliwe będzie zwiedzanie samego budynku. A jest na co popatrzeć – w ogromnym holu znajduje się makieta Marii, natomiast na ścianach wiszą plansze przedstawiające przekrój podłużny reaktora oraz jego zastosowanie.

 

– Najistotniejsze z punktu widzenia większości obywateli jest zastosowanie Marii w medycynie. Dzięki radioizotopom, które są produkowane w reaktorze, można diagnozować i leczyć pacjentów chorych na nowotwory. (…) Reaktora używamy także do badania materiałów czy neutronografii – powiedział nam dr Marek Pawłowski.

 

I dodał: Wszyscy wiedzą, że można prześwietlać promieniowaniem rentgenowskim różne materiały i dowiedzieć się, co się kryje w środku. W podobny sposób można wykorzystywać neutrony. Uzyskujemy wtedy inne, być może bardziej dokładne i ciekawsze informacje. Możemy w ten sposób np. analizować dzieła sztuki. Dr inż. Rafał Prokopowicz podkreślił jednak, że leki produkowane w reaktorze mają krótki czas zastosowania i dlatego muszą być szybko dostarczone do pacjenta. Oznacza to, że farmaceutyków z izotopem jodu-131, które są wytwarzane w Marii, nie dostaniecie w aptece tak jak tabletek przeciwbólowych. Tzw. czas rozpadu (utrata właściwości leczniczych) tych preparatów promieniotwórczych wynosi od kilkudziesięciu godzin do kilkunastu dni, dlatego od razu po wyprodukowaniu są one przekazywane szpitalom.

 

Zanim przejdziemy przez wielkie, metalowe drzwi do hali rektora, zatrzymajmy się przy innym pomieszczeniu, znajdującym się tuż obok. Tajemniczo wyglądający pokój ze ścianami w kolorze błękitnym, który jest pełen ekranów, tablic pomiarowych i przycisków, to sterownia. W tym miejscu operatorzy reaktora nadzorują jego pracę, czuwają, aby Maria działała prawidłowo. – Sterownia reaktora jądrowego to miejsce, z którego dowodzi się całym reaktorem. Tutaj steruje się mocą Marii i wszystkimi jej parametrami – powiedział dr inż. Rafał Prokopowicz.

 

Co ważne: w sterowni zawsze musi być choć jeden operator. Przy ich zatrudnianiu władze NCBJ nie kierują się wyłącznie wykształceniem potencjalnych pracowników, ale także ich cechami charakteru. Idealny operator powinien bowiem umieć zachować zimną krew w przypadku odkrycia jakiejkolwiek anomalii.

 

Wejścia do hali reaktora strzegą metalowe drzwi, nad którymi aż krzyczy czerwona tablica z napisem ”NIE WCHODZIĆ!”. Nie od razu za nimi znajduje się Maria – najpierw trzeba przejść przez specjalną śluzę przy której stoi bramka dozymetryczna służąca do monitorowania promieniowania. Aby sprawdzić, czy nie jesteśmy skażeni, wystarczy położyć w odpowiednich miejscach stopy i dłonie. Kilka sekund później można przejść przez kolejne grube drzwi i nareszcie zobaczyć reaktor. Patrząc na Marię można odnieść wrażenie, że widzimy wielką, metalową studnię. Dopiero po wejściu na płytę czuć przyjemny dreszcz, że oto pod stopami ma się reaktor jądrowy.

 

– Maria to duma naszego Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Reaktor ten jest reaktorem basenowym, czyli różni się od typowych reaktorów energetycznych. Woda tutaj, jak łatwo zauważyć, jest widoczna gołym okiem, można odkryć pokrywy, można bezpośrednio dostać się do rdzenia reaktora – tylko w teorii oczywiście, ponieważ te osiem metrów wody, które tutaj mamy, chroni nas przed promieniowaniem gamma emitowanym z rdzenia – powiedział dr Marek Pawłowski.

 

Podkreślając: 8 metrów wody i około 2 metrów betonu to wystarczająca osłona, by zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. Osoby, które pracują przy reaktorze, a także liczne wycieczki szkolne odwiedzające NCBJ, nie muszą się obawiać, że wrócą do domów ”świecący”. Co by się jednak stało, gdyby ktoś wpadł do tego ”basenu”? Pechowcowi niewiele. Najadłby się strachu, jednak nie musiałby się obawiać o swoje zdrowie, ponieważ płytkie zanurzenie nie powinno mu zaszkodzić. Taka kąpiel jeszcze nigdy nikogo nie spotkała, jednak w ramach żartu (a także ze względów bezpieczeństwa) naukowcy przymocowali do poręczy reaktora koło ratunkowe. Gorzej taki wypadek odbiłby się na samym reaktorze – niepożądane elementy w basenie mogłyby doprowadzić do tzw. zatrucia reaktora, co oznacza, że nie mógłby być on używany przez dłuższy czas. W takiej sytuacji trzeba byłoby wymienić wodę na nową, a warto podkreślić, że woda w Marii jest jedną z najczystszych wód w Polsce.

 

Decyzję o budowie reaktora badawczego Maria podjęto w 1966 roku. Reaktor ten – całkowicie polskiej konstrukcji, choć oparty na radzieckim pomyśle – został uruchomiony w 1974 roku. Urządzenie nosi imię Marii Skłodowskiej Curie, posiada moc cieplną 30 MW i jest… piękne. A wszystko za sprawą najbardziej charakterystycznej cechy Marii – widocznego gołym okiem promieniowania Czerenkowa. Wystarczy spojrzeć przez szklaną szybkę wgłąb reaktora, by dostrzec piękną, niebieską poświatę. Powstaje ona dzięki bardzo szybkiemu poruszaniu się elektronów – przekraczają one w wodzie prędkość światła, stąd taki efekt.

 

Jeśli chcecie na własne oczy zobaczyć reaktor jądrowy, macie taką możliwość. Narodowe Centrum Badań Jądrowych umożliwia bowiem zorganizowanym grupom zwiedzanie Marii. W trakcie wycieczki będzie można obejrzeć rdzeń pracującego reaktora, w tym najbardziej spektakularny ”dowód” jego pracy, czyli promieniowanie Czerenkowa. Pokazana zostanie także sterownia reaktora, hala przygotowawcza i makieta rdzenia w skali 1:1.

 

Jest jednak wiele wytycznych m.in. do budynku reaktora mogą wejść jedynie osoby, które skończyły 13 lat; termin wizyty należy rezerwować telefonicznie z dużym wyprzedzeniem, a grupy nie mogą liczyć więcej niż 32 osoby. Oznacza to, że ”grupa” może liczyć nawet 2 osoby, jednak ze względu na stałą cenę zwiedzania – 450 złotych – radzimy zebrać większą liczbę osób.

 



COMMENTS