HomePOLSKAMałopolskie

Cmentarz w Małopolsce – szczątki zmarłych pływają w wodzie

Cmentarz w Małopolsce – szczątki zmarłych pływają w wodzie

Wysoki poziom wód gruntowych na cmentarzu parafialnym powoduje problemy z pochówkiem. Parafia chciała poszerzyć nekropolię o działkę plebańską, ale to spotkało się z protestami ludzi.

– Czasem mówię do siostry, że jak już pochowają nas w tej piwniczce, którą mamy wykonaną na cmentarzu, to będziemy pływać w niej, jak w wannie – mówi Jan Oćwieja z Biadolin Radłowskich. Mieszkańcom do śmiechu jednak nie jest. Ich zdaniem sprawa jest naprawdę poważna. – Bezpieczeństwo epidemiologiczne już jest mocno zagrożone, a będzie jeszcze gorzej, gdy dojdą do skutku plany poszerzenia cmentarza o sąsiednią działkę – przekonują. Działka znajduje się dobrych kilka metrów poniżej poziomu, na którym obecnie chowani są zmarli. Cmentarz w Biadolinach wielokrotnie był obiektem kontroli prowadzonych przez inspektorów tarnowskiego Sanepidu. Związane było to najczęściej ze zgłaszanymi przez mieszkańców przypadkami wypompowywania wody z grobowców, w których rozkładają się zwłoki z trumną. Płynęła ona przez cmentarz lub przez żywopłot, na sąsiadującą działkę. – Wiem o jednym takim przypadku z lata ubiegłego roku. Grabarz dostał ode mnie za to reprymendę i wie, że nie może już tak więcej robić – zapewnia ks. Zbigniew Dudek, od niespełna dwóch lat proboszcz w Biadolinach Radłowskich.
Ludzie twierdzą jednak, że do tego typu praktyk dochodziło w przeszłości wielokrotnie. Związane było to najczęściej z planowanym pogrzebem. – Jakby to wyglądało, gdyby przyszło umieścić trumnę w grobie, wypełnionym wodą. Wylewano ją więc wcześniej, żeby afery nie było – mówi Teresa Banaś, mieszkanka Biadolin. Przekonuje, że problem z wodą w grobach nie jest związany wyłącznie z pozimowymi roztopami czy intensywnymi, utrzymującymi się przez wiele dni opadami. Sama ma już wykonaną piwniczkę grobowca na cmentarzu. Nie ma w niej żadnej trumny, dlatego od czasu do czasu, bez obaw o swoje zdrowie, kontrolnie do niej zagląda. – Latem, mimo że było sucho, to wody było w niej tyle, że aż wylewała się na zewnątrz – twierdzi. Wszystko przez wysoki poziom wód gruntowych na cmentarnej działce. Te – jak mówi rozporządzenie z 1959 roku w sprawie określenia, jakie tereny pod względem sanitarnym są odpowiednie na cmentarze – powinny znajdować się nie płycej niż 2,5 metra od powierzchni.
Na początku roku proboszcz parafii w Biadolinach wysłał do burmistrza Wojnicza pismo, w którym poinformował go, że zamyka cmentarz parafialny. Powód? Miejsc na nowe groby zostało na nim już niewiele i w rok, góra dwa zostaną one zapełnione, a w konsekwencji nie będzie tu już gdzie grzebać zmarłych. – Dobrze, że poinformował nas o tym teraz, kiedy można jeszcze podjąć jakieś kroki w celu wyznaczenia nowych miejsc pochówku, a nie wówczas, kiedy te możliwości będą wyczerpane – mówi Tadeusz Bąk, burmistrz Wojnicza. Wtóruje mu sołtys Biadolin Beata Bednarek. – Nie tylko ja, ale chyba wszyscy mieszkańcy wsi, nie wyobrażają sobie tego, że pogrzeby odbywałyby się w innych miejscowościach. W naszym przypadku w grę wchodziłyby najpewniej Wojnicz lub Dębno, ale jestem przekonana, że uda się znaleźć jakieś kompromisowe rozwiązanie i obecny cmentarz uda się powiększyć – mówi. Mogą być z tym jednak spore problemy. Przekonał się o tym poprzedni proboszcz parafii w Biadolinach. Sześć lat temu chciał poszerzyć nekropolię o działkę plebańską, która sąsiaduje z cmentarzem od północy. Po zdecydowanych protestach części mieszkańców zrezygnował jednak z tego. Wycofał jednocześnie złożony w międzyczasie w tarnowskim starostwie wniosek o pozwolenie wodnoprawne na wykonanie i przebudowę istniejących urządzeń służących do odprowadzania wód z działki do przydrożnego rowu. Jego następcy to jednak nie zraziło. Miesiąc temu sprowadził specjalistyczną firmę, która dokonała odwiertu na plebańskiej działce. – Pomiary celowo przeprowadzone zostały zimą, kiedy ziemia była zmarznięta na kość, na dodatek tuż obok zbieraczy odwodnień wód melioracyjnych. Wybrano zły czas i miejsce, które nie odzwierciedlają faktycznych właściwości terenu – twierdzi Anna Oćwieja. Na potwierdzenie swoich słów zaprasza na wspomnianą działkę i pokazuje, jak wygląda ona obecnie. Woda stoi na niej w wielu miejscach, między innymi w otworze po lutowym odwiercie do badań. – To miejsce położone jest w niecce, gdzie woda spływa z całej okolicy. Tu nie tylko na wiosnę, ale niemal przez cały rok jest mokro – dodaje. Gabriel Duda z firmy, która dokonała odwiertu częściowo zgadza się z jej argumentami. Przyznaje, że termin wykonania badania nie był najlepszy, bo przez kilka tygodni, które je poprzedzały, nie padał deszcz. – Wyniki badań gleby, która znajduje się na tej działce dopuszczają lokalizację na tym terenie cmentarza, ale pod warunkiem, że teren zostanie odpowiednio zdrenowany – tłumaczy.
Przeciwko poszerzeniu cmentarza o sąsiadującą z nim od północy działkę plebańską protestują najbardziej Oćwiejowie. Gdyby te plany doszły do skutku, to ich dom sąsiadowałby jedynie przez drogę z nekropolią. – Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zgodziłby się na to. Skoro w tym momencie groby na cmentarzu już toną w wodzie, to logiczne jest, że na działce położonej niżej będzie jej jeszcze więcej. To oznacza dla nas i naszych sąsiadów gigantyczne zagrożenie bakteryjne i epidemiologiczne. Skażona woda, sama z siebie i z deszczem będzie przenikać do studni, a my będziemy ją później pić i truć się – nie ma co do tego złudzeń Jan Oćwieja. Polubownym rozwiązaniem, które mogłoby załagodzić konflikt, byłoby odkupienie przez parafię od prywatnej osoby 15-arowej działki, która sąsiaduje z cmentarzem z drugiej strony – i co istotne – od góry. Parafianie zebrali na ten cel ponad 40 tysięcy złotych, ale transakcja na razie nie doszła do skutku, bo -jak twierdzi proboszcz – jej właściciel chce trzy razy więcej.
Rozmawiamy z Alicją Jakus, kierownik Sekcji Zapobiegawczego Nadzoru Sanitarnego Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Tarnowie Co inspektorzy sanepidu sprawdzali na cmentarzu w Biadolinach Radłowskich? Nasze kontrole związane były z interwencjami mieszkańców, którzy skarżyli się na to, że woda, która zgromadziła się w piwniczkach na cmentarzu była z nich niewłaściwie opróżniana. Jaki był ich skutek? Zgłosiliśmy tę sprawę do administratora cmentarza, czyli do parafii. Ksiądz proboszcz poinformował nas, że sprawa rozwiązana została w ten sposób, iż na cmentarzu zamontowany został szczelny pojemnik, ukryty w ziemi, do którego w razie potrzeby przepompowywana jest ta woda, a następnie wywożona przez służby, które są do tego przeznaczone. Jakie wymagania trzeba spełnić, aby utworzyć lub poszerzyć cmentarz? Działania te mogą odbywać się wyłącznie za zgodą powiatowego inspektora sanitarnego. Teren na cmentarz nie może być ani zalewany przez deszcze, ani podmywany przez wody gruntowe. Nie może być także nachylony ku terenom zamieszkanym oraz punktom poboru wody. Wszelkie działania w tym kierunku muszą być poprzedzone specjalistycznymi badaniami geologicznymi, które określą m.in. rodzaj gruntu, jego strukturę czy zawilgocenie, a to wszystko razem da odpowiedź na to, czy jest on na tyle przepuszczalny, by można było tam chować ludzi. Szczegółowo ustala to rozporządzenie z 1959 roku.

Tekst, foto Paweł Chwał (aip)



COMMENTS