Miasto Chicago pozwało właścicieli domu pogrzebowego na South Side, gdzie w ubiegłym miesiącu odkryto 56 rozkładających się ciał. Władze zarzucają właścicielom liczne naruszenia przepisów budowlanych i domagają się wysokich kar za każdy dzień, w którym problemy nie zostaną usunięte.
23 naruszenia przepisów
Pozew przeciwko Clarkowi i Johannie Morgan oraz powiązanym z nimi firmom złożono w piątek. Miasto wskazuje w nim na 23 domniemane naruszenia przepisów budowlanych.
Wśród zarzutów znalazły się między innymi niewłaściwe utrzymanie budynku, brak wymaganych alarmów przeciwpożarowych i czujników tlenku węgla oraz nielegalna przebudowa drugiego piętra.
Chicago zwróciło się do sądu o nałożenie na właścicieli kary w wysokości 11 500 dolarów za każdy dzień, w którym stwierdzone naruszenia nie zostaną usunięte.
Wcześniej stanowe organy regulacyjne zawiesiły licencję Johanny Morgan jako dyrektora domu pogrzebowego. Inspektorzy opisali warunki przechowywania ciał jako skrajnie nieodpowiednie, wskazując między innymi na obecność gryzoni i larw much.
Większość zwłok zidentyfikowano
Po odkryciu zwłok sprawą zajęło się między innymi Biuro Koronera Powiatu Cook. Większość ciał została już zidentyfikowana, jednak według danych z 21 sierpnia dziewięć z 56 zwłok nadal pozostawało niezidentyfikowanych.
Proces identyfikacji nadal trwa, dlatego liczba ta mogła się zmienić.
Rodziny zmarłych domagają się również, aby wobec osób odpowiedzialnych zostały postawione zarzuty karne.
Wcześniej były skargi na zapach
Nowe dokumenty pokazują również, że problemy z zakładem mogły być sygnalizowane władzom miejskim znacznie wcześniej.
Prawie rok przed odkryciem zwłok biuro radnego Petera Chico dwukrotnie w ciągu jednego tygodnia przekazało miastu skargi mieszkańców dotyczące nieprzyjemnego zapachu dochodzącego z domu pogrzebowego. W jednej ze skarg pojawiła się także informacja o wcześniejszych problemach właściciela związanych z niewłaściwym obchodzeniem się ze szczątkami.
Inspektor miejski odwiedził obiekt dwa dni po pierwszym zgłoszeniu. Spędził tam około 20 minut i wykonał kilka zdjęć. Skargę zamknięto po uzyskaniu informacji, że źródłem zapachu miał być palący się na zewnątrz kosz na śmieci.
Z dokumentu wynika, że w krótkim raporcie inspektora nie znalazła się informacja o próbie wejścia do budynku.
Sprawa wywołała pytania o to, czy wcześniejsze sygnały od mieszkańców zostały właściwie potraktowane przez miejskie służby i czy tragedii można było zapobiec.







