Burmistrz Chicago Brandon Johnson wykorzystał środowe wystąpienie w City Club do przedstawienia argumentów na rzecz swojej reelekcji. Mówił o spadku przestępczości, inwestycjach w południowej i zachodniej części miasta oraz sporze o sposób finansowania budżetu. Jego zdaniem jednym z kluczowych tematów nadchodzącej kampanii będzie udział najbogatszych mieszkańców i korporacji w finansowaniu miasta.
Johnson łączy bezpieczeństwo z inwestycjami
Burmistrz przypisał spadek przestępczości z użyciem przemocy inwestycjom realizowanym przez jego administrację, szczególnie w dzielnicach South i West Side. Johnson argumentował, że problemy związane z przestępczością są powiązane z brakiem inwestycji w lokalne społeczności.
Podczas wystąpienia krytykował również grupę 29 radnych miejskich, którzy sprzeciwiają się podwyżce podatków od nieruchomości oraz podatkowi od zatrudnienia w dużych korporacjach. Koalicja radnych zapowiedziała, że przed rozważeniem nowych źródeł dochodów chce najpierw zobaczyć cięcia wydatków i zwiększenie efektywności miejskiej administracji.
Spór o budżet przed wyborami
Wystąpienie Johnsona odbyło się w czasie przygotowań do przyszłorocznego budżetu Chicago. Miasto prognozuje na 2027 rok deficyt w wysokości około 882,4 miliona dolarów. Burmistrz opowiada się za bardziej progresywnymi źródłami dochodów, podczas gdy grupa 29 radnych sprzeciwia się zarówno podatkowi od zatrudnienia w korporacjach, jak i podwyżce podatku od nieruchomości.
Johnson przedstawił też nadchodzące wybory jako polityczne starcie między jego koalicją a grupami reprezentującymi najbogatszych mieszkańców i interesy korporacyjne. Zadeklarował, że wierzy w możliwość uzyskania drugiej kadencji.
City Club rozpoczął tym samym serię spotkań z kandydatami na burmistrza. Dzień po Johnsonie wystąpi tam John Kelly, a w kolejnych tygodniach zaplanowano spotkania między innymi z Joe Holbergiem i Susaną Mendozą.
