Reprezentacja Polski siatkarzy odniosła drugie zwycięstwo podczas mistrzostw Europy, pokonując w Sofii Izrael 3:0 (25:16, 25:17, 25:18). – Ciężko się do czegoś przyczepić – mówił po spotkaniu Jakub Popiwczak, libero biało-czerwonych.
Zespół trenera Nikoli Grbicia, żeby pokonać rywali w trzech setach potrzebował 72 minuty.
– Ciężko się do czegoś przyczepić chyba w tym momencie, natomiast takie mecze jakie tu rozegraliśmy nie są jakimś wielkim wyznacznikiem tego, w jakim miejscu jesteśmy. Zakładam, że wszystko zacznie się dopiero od meczów z Ukrainą i Bułgarią. Wówczas to będzie dla nas jakiś taki realny feedback, który pokaże nam czy dobrze gramy, czy musimy na czymś konkretnie się skupić itd. – stwierdził Popiwczak.
Biało-czerwoni od samego początku zdecydowanie dyktowali warunki gry, nie pozwalając niżej notowanym rywalom na zbyt wiele.
– Zrobiliśmy swoją robotę w trzech setach, tak jak zaplanowaliśmy i jesteśmy zadowoleni – mówił Szymon Jakubiszak, środkowy reprezentacji Polski, który debiutuje na mistrzostwa Europy. Przyznał, że nie odczuwa z tego powodu jakieś wielkiej presji.
– Na pewno nikogo nie lekceważymy. Każdy, kto tu przyjechał, będzie chciał z nami wygrać, aczkolwiek znamy swoją wartość. Jeżeli zagramy na swoim wysokim poziomie, to jesteśmy w stanie wygrać tak naprawdę z każdym – powiedział środkowy biało-czerwonych.
Mecz z Izraelem na trybunach Areny 8888 w Sofii obejrzało 1876 widzów, z czego 90 procent stanowili kibice reprezentacji Polski.
– No zdecydowanie kibiców było więcej, myślę, że z każdym meczem tutaj będzie coraz lepiej, zaczynaliśmy pierwszy mecz w czwartek o godz. 16, co nie służy do końca temu, żeby spędzać czas na hali. Dziś sobota i już zdecydowanie lepiej. Jak siatkówka w Europie, mecze Polaków, to są nasi kibice. Mam wrażenie, że to jest proste równanie i zawsze ono się zgadza, przez co ja jestem szczęśliwym człowiekiem – podkreślił Popiwczak.
Przed reprezentacją Polski w niedzielę mecz z Macedonią Północną, ale tak naprawdę kolejne dwa z Ukrainą i Bułgarią zadecydują o pierwszym miejscu w grupie B.
– Mamy to szczęście, że graliśmy z tymi zespołami w tym roku całkiem niedawno. Bułgarów mieliśmy na ostatnim turnieju w Lidze Narodów w Chicago, a z Ukrainą graliśmy na finałach w Chinach. Każdy z nas gdzieś tam pamięta w miarę, jak te drużyny grają, co one potrafią – stwierdził Popiwczak.
Ostatni mecz grupowy Polski z Bułgarią obejrzy komplet publiczności, wśród której kibiców biało-czerwonych nie będzie zbyt wielu.
– Myślę, że każdy sportowiec woli grać przy pełnych trybunach, nawet przy kibicach, którzy są przeciwko tobie, aniżeli w pustych obiektach, gdzie wszystko słychać i jest tak trochę smutno. Po to uprawiamy sport, żeby te emocje były, żeby kibice przychodzili na mecze – mówił libero reprezentacji Polski.
Popiwczak nie ukrywał, że doskonale zna drabinkę turniejową i różne warianty, na kogo może trafić reprezentacja Polski w dalszej fazie mistrzostw Europy.
– Mam matematyczny umysł i lubię takie rzeczy wiedzieć. Tak że orientuję się, co i jak. Wiem, które miejsce, czym skutkuje. Zdaję sobie sprawę, jak to wszystko może się potoczyć. Natomiast dla nas najważniejsze jest po prostu, żeby wygrywać każdy kolejny mecz i tutaj nie ma żadnego znaczenia, kto będzie stał po drugiej stronie siatki. Trzeba po prostu wygrywać, grać dobrze, żeby zdobyć mistrzostwo Europy, bo to jest ten cel, o którym myślimy – zakończył Popiwczak. (PAP)