25 lat po ataku na WTC

Popularne

Zamachy z 11 września 2001 r. były zdarzeniem, które nie tylko fundamentalnie zmieniło Stany Zjednoczone, ale też ukształtowało na nowo architekturę bezpieczeństwa w Europie i przedefiniowało pojęcie zagrożenia. Efektem było zacieśnienie współpracy w walce z terroryzmem na niespotykaną dotąd skalę.

Do 2001 r. europejska architektura bezpieczeństwa oparta była na tradycyjnej, wywodzącej się z czasów zimnej wojny, obronie granic, a walka z terroryzmem była w dużej mierze traktowana jako wewnętrzna sprawa poszczególnych państw, które zajmowały się grupami działającymi na ich terenie (takimi jak IRA w Wielkiej Brytanii czy ETA w Hiszpanii).

Bezpośrednio po atakach europejscy członkowie NATO poparli uruchomienie art. 5. Traktatu Waszyngtońskiego o kolektywnej obronie, co było pierwszym i jedynym takim przypadkiem w całej w historii Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zmieniło to całkowicie charakter NATO – Sojusz przestał skupiać się wyłącznie na obronie terytorialnej w Europie, a zaczął prowadzić operacje typu out-of-area (poza obszarem traktatowym), co zaowocowało m.in. wieloletnim zaangażowaniem sił europejskich w Afganistanie.

W 2003 r. Unia Europejska pierwszy raz w swojej historii przyjęła Europejską Strategię Bezpieczeństwa (ESS), w której wymieniono globalny terroryzm, rozprzestrzenianie broni masowego rażenia oraz upadek instytucji państwowych w niektórych krajach wśród głównych zagrożeń dla Europy.

Konsekwencją tego przedefiniowania zagrożenia stała się współpraca policyjna i antyterrorystyczna między państwami europejskimi na niespotykaną wcześniej skalę. Zamachy w USA dały impuls do wdrożenia w UE mechanizmów, które dziś stanowią filary jej bezpieczeństwa. Od początku 2004 r. obowiązuje Europejski Nakaz Aresztowania (ENA), który znacząco przyspieszył ekstradycję podejrzanych między krajami członkowskimi, eliminując długotrwałe procedury dyplomatyczne.

Wcześniej, w 2002 r., UE ustanowiła swoją pierwszą jednolitą definicję prawną „przestępstwa terrorystycznego”, harmonizując sankcje karne we wszystkich państwach członkowskich – co samo w sobie było sporym sukcesem, biorąc pod uwagę, że wcześniej terroryzm był odrębnie wyszczególnionym przestępstwem tylko w sześciu z ówczesnych 15 państw członkowskich.

Wzmocniono pozycję unijnych agencji zajmujących się wymianą informacji wywiadowczych oraz agencji operacyjnych, takich jak Europol i Eurojust – otrzymały one do dyspozycji znacznie pokaźniejsze środki finansowe, zwiększono też ich kompetencje i zasoby w celu koordynacji transgranicznego wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych.

Ataki z 11 września doprowadziły do fundamentalnej transformacji w podejściu do prawa. Tradycyjne podejście sądowe polegające na reagowaniu na przestępstwo po jego popełnieniu zaczęło ustępować miejsca rozbudowanemu aparatowi opartemu na arbitralnemu zapobieganiu przestępczości i ograniczaniu zagrożeń.

Doprowadziło to do powszechnego wprowadzenia szeroko zakrojonych regulacji finansowych mających na celu zwalczanie finansowania terroryzmu, ram prawnych dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz dyrektyw w sprawie przechowywania danych dotyczących podróży pasażerów. To z kolei spowodowało trwały konflikt między koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa narodowego a przestrzeganiem podstawowych praw człowieka, swobód obywatelskich i przepisów dotyczących prywatności.

W codziennym życiu to szczególnie widoczne stało się w przypadku podróży lotniczych oraz przy przekraczaniu granic zewnętrznych UE. W przypadku podróży lotniczych UE odeszła od autonomicznych przepisów krajowych na rzecz jednolitych, restrykcyjnych standardów bezpieczeństwa na lotniskach. Wprowadzono rygorystyczne kontrole bagażu, ograniczenia dotyczące płynów (do 100 ml), zaawansowane skanery biometryczne oraz obowiązkowe kuloodporne drzwi do kabin pilotów.

UE szybko rozbudowała swoje międzyrządowe sieci wymiany danych. Bazy danych, takie jak System Informacyjny Schengen (SIS) i System Informacji Wizowej (VIS), zostały zmodernizowane tak, aby wymagały podania danych biometrycznych (takich jak odciski palców i zdjęcia cyfrowe) od podróżnych spoza UE.

11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne.

Po zamachach, NATO po raz pierwszy uruchomiło art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. (PAP)

 

Wspomnienia o atakach na World Trade Center nie mają daty ważności

 

„Wspomnienia z 11 września nie mają daty ważności” – powiedziała PAP kobieta, która 25 lat temu pracowała na 82. piętrze północnej wieży World Trade Center. Dla ocalałych skutki zamachów pozostają częścią ich życia. Dla pokolenia urodzonego później stają się historią poznawaną w szkole.

Leokadia Głogowski pracowała wówczas w Metropolitan Planning Organization (MPO). Samolot uderzył zaledwie kilka pięter nad jej biurem. Zdołała zbiec z 82. piętra, a później pieszo pokonała około 15 km do domu. Znalazła się też w chmurze pyłu po zawaleniu się jednej z wież.

 

– Rany fizyczne dawno się zagoiły, ale psychika została naruszona, bez wątpienia – mówi. Do dziś reaguje lękiem na nagły huk i wstrząsy, a szczególnie na zapach chemicznej spalenizny. Po zamachach czuła go nawet w swoim domu na Brooklynie.

 

Na zbliżającą się rocznicę patrzy jednocześnie z wdzięcznością i niepokojem.

 

– Dziękuję Panu Bogu, że dał mi 25 lat. Zostały mi darowane. A z drugiej strony wszystkie wspomnienia wracają. To jest nieuniknione – podkreśliła.

 

Co roku spotyka się z dawnymi współpracownikami. Każdy przynosi białą różę. Dawniej wrzucali je do Wschodniej Rzeki, dziś składają przy nazwiskach kolegów wyrytych na pomniku ofiar 9/11. Głogowski dostrzega bardzo różne reakcje ludzi. Niektórzy uczestnicy prowadzonych przez nią wycieczek po Ground Zero słuchają opowieści o tamtych dniach z ogromnym zainteresowaniem, czasem płaczą. Inni nie chcą już wracać do wydarzeń sprzed ćwierćwiecza.

 

Nie ma im tego za złe. Przypomina sobie wojenne opowieści własnych rodziców o II wojnie światowej. – Mnie te historie w pewnym momencie też już męczyły. Nie chciałam tego słuchać, bo ile można. Ale dopóki my, pierwsi świadkowie, żyjemy, jest naszym obowiązkiem dzielić się świadectwem – przekonuje.

 

Poza Nowym Jorkiem zainteresowanie bywa, jak zauważa, nawet większe. Podczas niedawnego pobytu w Kanadzie opowiadała o swoich przeżyciach ludziom, którzy reagowali łzami i zapewniali, że przekażą tę historię rodzinom.

 

– To nie jest tylko historia Nowego Jorku. To jest wydarzenie całego świata – zaznaczyła.

 

Wycieczki po miejscu tragedii prowadzi jako wolontariuszka. Gdy ktoś próbuje wręczyć jej napiwek, odmawia.

 

– Ja już dostałam swoją zapłatę 11 września i po prostu muszę to w jakiś sposób dzisiaj oddać – wyjaśnia.

 

Juliette Bergman też pracowała na 82. piętrze północnej wieży. Przeżyła wcześniej zamach na WTC w 1993 roku, dlatego po uderzeniu samolotu 11 września natychmiast uznała, że doszło do kolejnego ataku terrorystycznego. W ostatniej fazie ewakuacji dwóch mężczyzn pomogło jej szybciej schodzić. Gdy zawaliła się południowa wieża, Bergman znajdowała się już w podziemnej części kompleksu. Potężny podmuch rzucił uciekających na ziemię.

 

Po zamachu Bergman zmagała się m.in. z zespołem stresu pourazowego (PTSD), depresją i przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (COPD). Dziś mówi, że o 11 września rozmawia z ludźmi znacznie rzadziej. Kiedy wspomina, że przeżyła zamach, słyszy czasem jedynie: „Cieszę się, że żyjesz”.

 

Ocalała z obydwu zamachów sądzi, że po ćwierćwieczu wciąż nie nastąpiło zamknięcie bolesnego rozdziału.

 

– Po bardzo długich 25 latach wciąż nie ma closure, co uważam za bardzo bolesne i rozczarowujące. Wciąż nie stało się zadość sprawiedliwości – powiedziała PAP.

 

Jednocześnie swoje doświadczenie próbuje przekuć w coś pozytywnego.

 

– W 1993 roku myślałam o śmierci. 11 września zaakceptowałam śmierć. Myślenie o śmierci i zaakceptowanie śmierci to dwie różne rzeczy – oceniła.

 

Jak dodała, zaakceptowanie śmierci uwolniło ją od lęku przed nią.

 

Osobiste obserwacje rozmówczyń PAP nie dają jednoznacznego obrazu pamięci Amerykanów. Według badania Pew Research Center 83 proc. dorosłych urodzonych przed zamachami pamięta, gdzie byli, kiedy dowiedzieli się o atakach. Z kolei sondaż Reuters/Ipsos wskazuje, że 60 proc. Amerykanów nadal od czasu do czasu myśli o 11 września.

 

Zmieniają się jednak pokolenia. Pew zwraca uwagę, że 10 proc. dorosłych mieszkańców USA urodziło się już po zamachach, a 60 proc. osób w wieku 18–24 lat po raz pierwszy dowiedziało się o 11 września w szkole.

 

Nastoletnia Caroline z Brooklynu zapytana przez PAP o World Trade Center zaczęła mówić o nowym wieżowcu, który jej się podoba, widzi go często, lecz tylko z daleka. Dopiero po sprecyzowaniu, że chodzi o zniszczone przez terrorystów bliźniacze wieże, zastanowiła się przez chwilę i przypomniała sobie, że kiedyś opowiadała o nich nauczycielka w szkole.

 

11 września 2001 r. 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne.

 

Po zamachach, NATO po raz pierwszy uruchomiło art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego.

 

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

 

Strażak, uczestnik akcji ratunkowej: myślałem, że ludzie skaczący z płonących wież to ptaki

11 września 2001 roku jednostka nowojorskiej straży pożarnej, do której należał Stanley Trojanowski, została skierowana na 73. piętro północnej wieży World Trade Center. W pierwszych minutach akcji zobaczył ludzi skaczących w desperacji z górnych pięter. – Myślałem, że to ptaki – wspomina w rozmowie z PAP.

Trojanowski, były strażak polskiego pochodzenia, pamięta, że po podłączeniu węża do hydrantu ciśnienie w nim było minimalne. – Wystarczało co najwyżej na cienką kurtynę wodną, nic więcej – relacjonuje. Mimo to jego zespół ruszył na górę, próbując dostać się pod strefę pożaru.

 

– Część jednostek zajmowała się gaszeniem, inne – przeszukiwaniem, ratowaniem i wentylacją. My mieliśmy dostać się poniżej pożaru, podłączyć się do pionu wodnego i spróbować opanować ogień – mówi.

 

Dotarli w okolice trzeciego–czwartego piętra, gdy konstrukcja budynku zaczęła się walić.

 

– Udało nam się wydostać. Ja byłem już na zewnątrz, ale jeden z naszych ludzi zaginął – wspomina. Porucznik, który ruszył z dodatkową butlą powietrza na poszukiwanie kolegi, zginął w wyniku zawalenia się gmachu.

 

Na zewnątrz Trojanowski widział sceny, które – jak mówi – zostaną z nim na zawsze.

 

– Widziałem wielu skaczących ludzi (…) Niektórzy trzymali się za ręce. Najpierw myślałem, że to ptaki, tak wysoko, setki stóp (metrów) nad ziemią. Kiedy zbliżali się do ziemi, po prostu w nią uderzali (…) . Ku mojemu zaskoczeniu prawie nie było krwi, wchłaniały ją pył i kurz – opowiada były strażak.

 

Komunikacja radiowa była poważnie zakłócona. – Były (z tym) problemy… różne częstotliwości, mogła mówić tylko jedna osoba naraz. Jeśli ktoś inny próbował nadawać, wszystko się blokowało. Nie wiedziałem, gdzie jest moja kompania. Co jakiś czas próbowałem nadawać, wołałem (…) żeby zobaczyć, czy ktoś odpowie – relacjonuje.

 

Trojanowski – który jest prezesem FDNY Pulaski Association, czyli stowarzyszenia nowojorskich strażaków pochodzących z krajów Europy Wschodniej – wspomina, że wśród strażaków polskiego pochodzenia, których znał z pracy, byli także tacy, którzy zginęli tego dnia. Po latach wiele nazwisk zatarło się jednak w pamięci.

 

Po atakach jego zdrowie gwałtownie się pogorszyło. – Byłem w szpitalach, kaszlałem tak mocno, że traciłem przytomność. Trafiłem na oddział już w środę (dzień po atakach – PAP). Nie chciałem iść na zwolnienie, bo tego dnia straciliśmy 343 strażaków… ale porucznik wezwał karetkę. Krztusiłem się krwią i traciłem przytomność. To był mój ostatni dyżur. Powiedzieli, że nigdy nie wrócę do pełnej służby, więc odszedłem na emeryturę – opowiada.

 

U Trojanowskiego zdiagnozowano choroby płuc oraz zespół stresu pourazowego. Przeszedł liczne zabiegi, w tym ablacje nerwów kręgosłupa, i nadal musi się leczyć. Podkreśla, że z powodu chorób związanych z toksynami, które uwolniły się po atakach z 11 września, nowojorska straż pożarna (FDNY) straciła dotąd ponad 400 strażaków.

 

Najlepiej zapamiętał moment odnalezienia ciała porucznika. – Została tylko połowa ciała, ale głowa była nienaruszona – hełm, radio, wszystko. Wziąłem krótkofalówkę i rozpadła mi się w ręku. Tylko baterie były całe – wylicza.

 

Trojanowski nie kryje, że jako ocalały ma poczucie winy. – Czasem człowiek ma wrażenie, że może mógł zrobić coś inaczej. Zastanawia się, czy gdyby był (wtedy) gdzie indziej, albo wcześniej, albo później, ktoś by żył – podkreśla.

 

Terapia nauczyła go funkcjonować mimo traumatycznych wspomnień.

 

– Uczą cię, że nigdy tego nie zaakceptujesz… ale musisz nauczyć się żyć, nie robić nic głupiego. To się stało – trzeba nauczyć się oddychać – konkluduje Trojanowski.

 

11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne. Po atakach NATO po raz pierwszy uruchomiło art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego.

 

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

 

Ataki z 11 września uświadomiły NATO, że źródłem zagrożenia nie musi być obca armia

Zamachy na USA z 11 września 2011 r. uświadomiły NATO, że zagrożenie dla Sojuszu nie musi pochodzić od armii innego państwa ani pojawić się bezpośrednio na terytorium państw Sojuszu. Jednym z głównych zagrożeń stał się terroryzm, a NATO zaczęło postrzegać bezpieczeństwo w szerszym niż dotąd wymiarze.

11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. Był to najbardziej śmiercionośny zamach terrorystyczny w historii USA; zginęło w nim 2996 osób, a tysiące zostały ranne.

 

Po tych atakach NATO przeszło jedną z największych zmian w swojej historii. Sojusz, który podczas zimnej wojny był przede wszystkim organizacją obrony przed potencjalnym atakiem państwa, zaczął traktować terroryzm jak bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa.

 

Najważniejszym wydarzeniem było uruchomienie, na wniosek zaatakowanych USA, artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego, który stanowi, że atak zbrojny na jednego członka NATO jest traktowany jako atak na wszystkich. Jest to jeden z najważniejszych zapisów traktatu, na którym opiera się działanie Sojuszu.

 

Dzień po zamachach państwa NATO uzgodniły, że jeśli okaże się, iż atak na USA został przeprowadzony z zagranicy, zastosowany zostanie właśnie artykuł 5. Kilka tygodni później, na początku października, NATO oficjalnie uznało ataki za atak objęty artykułem 5. Był to pierwszy i do dziś jedyny przypadek jego zastosowania.

 

Co ważne, artykuł 5 nie oznacza automatycznego wypowiedzenia wojny przez wszystkich członków NATO. Każde państwo udziela pomocy w sposób, jaki uzna za konieczny.

 

Po ataku na USA NATO rozpoczęło walkę z terroryzmem, m.in. zwiększając wymianę informacji wywiadowczych i ochronę infrastruktury. Udostępniono też USA przestrzeń powietrzną, porty i lotniska państw sojuszniczych.

 

Powstały dwie nowe operacje. W ramach pierwszej, o kryptonimie Eagle Assist, NATO wysłało samoloty AWACS do patrolowania przestrzeni powietrznej USA. Było to pierwsze użycie wojskowych zasobów Sojuszu w ramach operacji związanej z artykułem 5.

 

W ramach drugiej – Active Endeavour – od października 2001 r. okręty NATO patrolowały Morze Śródziemne, monitorując żeglugę i przeciwdziałając działalności terrorystycznej oraz przemytowi. Misja zakończyła się w 2016 r. i została zastąpiona przez inną, o kryptonimie Sea Guardian.

 

Jedną z kluczowych zmian po zamachach z 11 września 2001 r. było wyjście NATO poza obszar Europy i Ameryki Północnej. Sojusz zaczął prowadzić działania poza tradycyjnym obszarem euroatlantyckim. Najważniejszym przykładem był Afganistan, gdzie w 2003 r. NATO przejęło dowodzenie nad siłami międzynarodowej koalicji ISAF (International Security Assistance Force). Była to pierwsza duża operacja Sojuszu poza Europą.

 

Wraz z rozszerzeniem misji ISAF żołnierze NATO coraz częściej uczestniczyli w działaniach bojowych przeciwko talibom i innym ugrupowaniom zbrojnym. Z czasem ich działania skoncentrowały się jednak na szkoleniu afgańskich sił bezpieczeństwa i doradzaniu im.

 

Zamachy z 11 września pokazały też, że NATO potrzebuje sił, które byłoby w stanie przemieścić szybko w dowolne miejsce. Dlatego na szczycie w Pradze w 2002 r. Sojusz rozpoczął duży program modernizacji swoich zdolności wojskowych. W rezultacie powstały m.in. siły szybkiego reagowania, czyli Siły Odpowiedzi NATO (NATO Response Force; NRF).

 

Sojusz położył też większy nacisk m.in. na wymianę informacji wywiadowczych, ochronę przed bronią chemiczną, biologiczną, radiologiczną i nuklearną, ochronę infrastruktury, zdolności do działań specjalnych oraz rozpoznanie i obserwację.

 

W 2002 r. NATO przyjęło dokument „Militarna koncepcja obrony przed terroryzmem”, który zakładał m.in. rozwój wymiany informacji i zdolności do przeciwdziałania terroryzmowi.

 

Po zakończeniu w Afganistanie największej operacji wojskowej związanej z walką z terroryzmem zagrożenie terrorystyczne nie zniknęło ze strategii NATO.

 

Obecnie Sojusz podkreśla przede wszystkim potrzebę zapobiegania zamachom, a także wymiany informacji i rozwijania zdolności państw członkowskich oraz partnerów do reagowania na zagrożenia terrorystyczne. Temat terroryzmu pojawia się regularnie zarówno podczas spotkań ministerialnych Sojuszu, jak i szczytów.

 

Zmienił się również charakter samej walki z terroryzmem. Większy nacisk Sojuszu kładzie na współpracę wywiadowczą, szkolenie, rozpoznanie oraz wsparcie partnerów. Przykładem jest misja NATO w Iraku, w ramach której Sojusz doradza i szkoli irackie siły bezpieczeństwa.

 

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Mojbilet imporezy w USA

Ostatnio dodane

Mojbilet imporezy w USA