Kalifornijscy kierowcy przeżywają coraz większy dramat przy każdej kolejnej wizycie na stacji paliw. Średnia cena oleju napędowego wyniosła w Złotym Stanie w poniedziałek 7,83 dolara za galon, co oznacza wzrost aż o 52 proc. w porównaniu z tym samym dniem w ubiegłym roku. Cena regularnej benzyny przekroczyła natomiast 5,86 dolara za galon po wzrośnie o 26,95 proc. rok do roku.
Średnia cena benzyny w Kalifornii już o prawie dwa dolary przewyższa średnią krajową. W całych Stanach Zjednoczonych wynosiła ona w poniedziałek 4,14 dolara za galon, po wzroście o 4 centy w ciągu tygodnia. Poza Złotym Stanem ceny benzyny przekraczające 5 dolarów odnotowano jedynie w sąsiednim stanie Waszyngton i na Hawajach.
Mowa tutaj tylko benzynie regularnej – za mid-grade i premium Kalifornijczycy płacą już powyżej 6 dolarów za galon. Cena benzyny typu mid-grade wyniosła średnio 6,08 dolara, a premium – 6,28 dolara za galon.
Na przeciwległym biegunie są Indiana, Teksas i Missisipi, gdzie paliwo jest najtańsze.
Na wzrost cen wpływa – w przypadku Kalifornii – cały szereg czynników. To nie tylko wojna na Bliskim Wschodzie, która doprowadziła do zamknięcia cieśniny Ormuz i wzrostu cen ropy na globalnych rynkach, ale także sytuacja w samym stanie. Ceny paliw podbijają lokalne regulacje klimatyczne i energetyczne oraz ograniczona infrastruktura przesyłowa, która – przy stale zmniejszanych zdolnościach do przetwarzania ropy na paliwa – zmusza Złoty Stan do importu benzyny i diesla drogą morską.
Profesor Paasha Mahdavi z University of California w Santa Barbara ocenił, że cena diesla w Kalifornii może przekroczyć 8 dol. za galon do końca września. Jako jeden z czynników wskazał jesienne zbiory, które zwiększają zapotrzebowanie na olej napędowy.
Red. JŁ