Środowy mecz polskich piłkarzy z Nigerią w Warszawie. Przeciwnicy bez gwiazd, bo rozpoczęli już wakacje, więc jest szansa, że nie przegramy…

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Środowy mecz polskich piłkarzy z Nigerią w Warszawie to rzadka okazja do sprawdzianu z tak odległym geograficznie rywalem, choć akurat w przypadku Jana Urbana – już druga za jego kadencji. Dla porównania, czterej poprzedni selekcjonerzy ani razu nie grali z drużyną spoza strefy UEFA.

Pełniący od połowy lipca 2025 roku funkcję selekcjonera reprezentacji Polski Urban już w swoim trzecim meczu w tej roli – po wrześniowych z Holandią (1:1) i Finlandią (3:1) w eliminacjach mistrzostw świata – zmierzył się z przeciwnikiem spoza strefy UEFA. 9 października jego podopieczni wygrali w Chorzowie z Nową Zelandią 1:0, po golu Piotra Zielińskiego w 49. minucie.

Drużyna Darrena Bazeleya już wtedy była pewna udziału w mistrzostwach świata 2026 – rywalizacja w strefie Oceanii zakończyła się bowiem wyjątkowo wcześnie.

W środę kadra Urbana znów zmierzy się z egzotycznym rywalem – tym razem Nigerią, która, podobnie jak biało-czerwoni, nie wywalczyła awansu na mundial. Nigeryjczycy występują w wielu silnych klubach w Europie, więc ich brak w mistrzostwach świata jest dużą niespodzianką. W spotkaniu z Polską nie wystawią jednak najsilniejszego składu, ich największe gwiazdy zaczynają już wakacje.

Biało-czerwoni mogli wkrótce zagrać jeszcze co najmniej z dwoma przeciwnikami spoza Europy, ponieważ w grupie F mundialu czekały Tunezja i Japonia, ale tę szansę dostanie Szwecja, która pokonała Polskę w marcowym finale barażowym 3:2.

Dwaj poprzednicy Urbana, czyli Fernando Santos (2023) i pracujący na tym stanowisku prawie dwa lata Michał Probierz (2023-2025), nie mieli takiej okazji ani razu. Ten drugi zagrał wprawdzie towarzysko z Turcją w Warszawie (2:1) tuż przed Euro 2024, ale to jest federacja należąca do UEFA.

Poprzednim selekcjonerem, który mierzył się z odległymi geograficznie drużynami, był Czesław Michniewicz. 16 listopada 2022 roku prowadzona przez niego kadra wygrała w Warszawie na stadionie Legii 1:0 z Chile po golu Krzysztofa Piątka.

Wybór tego rywala nie był przypadkowy. Dzień po meczu z Chile podopieczni Michniewicza wylecieli na mundial do Kataru, gdzie w grupie C spotkali się – pod koniec listopada – właśnie z zespołami spoza Europy: Meksykiem (0:0), Arabią Saudyjską (2:0) i Argentyną (0:2).

– Zdecydowaliśmy się na Chile, ponieważ jest to zespół, który w wielu elementach przypomina reprezentacje Argentyny i Meksyku – mówił kilka tygodni wcześniej prezes PZPN Cezary Kulesza.

Reprezentacja Chile po raz drugi była sparingpartnerem polskich piłkarzy przed mundialem. 8 czerwca 2018 roku w Poznaniu – za kadencji Adama Nawałki i tuż przed wylotem na MŚ w Rosji – mecz zakończył się remisem 2:2. Wtedy wybór rywala z Ameryki Południowej też nie był przypadkowy, bowiem w turnieju mistrzowskim biało-czerwoni zagrali m.in. z Kolumbią (0:3).

Podobnie było w przypadku innych towarzyskich potyczek z drużynami spoza Europy w tamtym okresie. W marcu 2018 roku podopieczni Nawałki zmierzyli się z Nigerią (0:1) we Wrocławiu i z Koreą Południową w Chorzowie (3:2), ponieważ na mundialu w Rosji czekały ich potyczki z drużynami z Afryki i Azji, czyli – odpowiednio – Senegalem (1:2) i Japonią (1:0).

Wybór sparingpartnerów pod kątem przeciwników na mundialach był praktycznie jedynym powodem, dla którego w ogóle dochodziło – od 2018 do 2022 roku – do takich ciekawych geograficznie konfrontacji.

Wprowadzenie od 2018 roku przez UEFA rozgrywek Ligi Narodów, które w dużej mierze zastąpiły mecze towarzyskie, sprawiło, że drużyny z Europy lub – szerzej obejmując – strefy UEFA (jak Izrael, Kazachstan, Armenia czy Turcja), grają głównie między sobą.

Od początku lipca 2018, czyli od momentu zakończenia pracy z kadrą przez Nawałkę, tylko wspomniany Michniewicz mógł zmierzyć się w roli selekcjonera z drużyną z federacji, która nie należy do Europejskiej Unii Piłkarskiej. Podobnej okazji nie mieli ani Jerzy Brzęczek, pracujący z kadrą praktycznie do końca 2020 roku, ani jego następca Paulo Sousa (styczeń – grudzień 2021), a także wspomniani Santos i Probierz.

A przecież w przeszłości, nawet już w XXI wieku, często dochodziło do konfrontacji z rywalami z odległym kontynentów, co zawsze stanowi dodatkową atrakcję dla kibiców.

Na przykład Nowa Zelandia była 16 października 2002 roku rywalem kadry prowadzonej wówczas przez Zbigniewa Bońka. Towarzyskie spotkanie w Ostrowcu Świętokrzyskim zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2:0.

Inna reprezentacja z Oceanii, Australia – należąca obecnie do… Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC) – sprawdziła formę reprezentacji Polski 7 września 2010 roku w Krakowie, gdy na stadionie Wisły wygrała z kadrą Franciszka Smudy 2:1. Była wówczas 91. rywalem biało-czerwonych w historii.

To był szczególny mecz z kilku powodów, choć bez stawki. Strzelec jedynego gola dla Polski Robert Lewandowski nie wykorzystał rzutu karnego (jego lekki strzał obronił bramkarz gości Adam Federici), a w kadrze narodowej zadebiutował… prawie 31-letni wtedy Dariusz Pietrasiak.

W ogóle reprezentacja pod wodzą Smudy, który był selekcjonerem od jesieni 2009 do połowy 2012 roku, często grała towarzysko z ciekawymi, egzotycznymi rywalami. Spośród 37 spotkań pod jego wodzą, oprócz tego z Australią, zdarzyły się mecze m.in. z Kanadą (1:0), Tajlandią (3:1), Singapurem (6:1), Kamerunem (0:3), USA (2:2), Ekwadorem (2:2), Wybrzeżem Kości Słoniowej (3:1), Argentyną w jej mocno rezerwowym składzie (2:1), Meksykiem (1:1) i Koreą Południową (2:2).

Urban zagra w środę po raz drugi z egzotycznym rywalem, ale wiele wskazuje na to, że kolejna taka okazja szybko się nie powtórzy. Jesienią polskich piłkarzy czekają zmagania w dywizji B Ligi Narodów – ze Szwecją, Rumunią oraz Bośnią i Hercegowiną, a w 2027 roku – eliminacje do mistrzostw Europy.

Maciej Białek (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane