Wizyta prezydenta w Niemczech. „Uniknięto niepotrzebnych gestów i uszczypliwości”

Popularne

Biorąc pod uwagę skalę różnic poglądów obu stron i potencjał do nieporozumień, należy ocenić wizytę prezydenta Karola Nawrockiego w Niemczech, jako dobrą – powiedział PAP dr Piotr Andrzejewski z Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Jak dodał, „uniknięto niepotrzebnych gestów i uszczypliwości”.

We wtorek prezydent Nawrocki odwiedził Niemcy i Francję. Po wizycie w Berlinie powiedział m.in., że jest zwolennikiem wypłacania reparacji Polsce, a Niemcy mogłyby zacząć je spłacać „budując siłę polskiego wojska i jednocześnie wschodnią flankę NATO”. Z kolei z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem Nawrocki najdłużej miał rozmawiać o umowie handlowej między UE a krajami Mercosur.

– Wizytę prezydenta w Niemczech oceniam dobrze – powiedział PAP dr Andrzejewski. Jak dodał, „drobnym zgrzytem” był brak wspólnych oświadczeń i konferencji polityków polskich i niemieckich po rozmowach. – Z punktu widzenia wizerunkowego jest to pewna niedogodność, która wynika z silnej różnicy zdań dotyczącej kwestii reparacji – zaznaczył ekspert.

– Wizyty prawicowych prezydentów Polski w Niemczech są trudne, wystarczy przypomnieć wizytę prezydenta Andrzeja Dudy na Forum Polsko-Niemieckim w 2018 r. Teraz uniknięto niepotrzebnych gestów i uszczypliwości. Nawet prasa niemiecka, jeszcze przed wizytą prezydenta Nawrockiego, opisywała to spotkanie, jako wyzwanie dla prezydenta i kanclerza Niemiec. Biorąc pod uwagę skalę różnic poglądów obu stron i potencjał do nieporozumień, należy ocenić wizytę prezydenta Nawrockiego w Niemczech, jako dobrą – podkreślił naukowiec.

Dodał, że nie spodziewał się po stronie niemieckiej innego gestu, niż twardej odmowy w kwestii reparacji wojennych.

Wskazał przy tym, że kilka dni przed wizytą Nawrockiego w Berlinie, pełnomocnik rządu RFN ds. współpracy z Polską Knut Abraham mówił o potrzebie pewnych „rozwiązań przyszłościowych”. Dr Andrzejewski zaznaczył, że jest to termin używany przez niemieckich polityków w kontekście odszkodowania dla Polski także w czasie poprzedniej kadencji Bundestagu.

– Ten koncept jest taki, że pieniądze, które Niemcy miałyby ewentualnie przekazać Polsce, pracowałyby także na rzecz niemieckiej gospodarki, czy to wspierając przemysł, np. produkujący odnawialne źródła energii, czy – jak obecnie jest proponowane – przemysł obronny – powiedział.

Ekspert zwrócił uwagę na – jego zdaniem – przełamanie dotychczasowej narracji polityków związanych z PiS ws. niemieckich reparacji.

– Środowisko PiS z reguły optowało za twardym, literalnym rozumieniem pojęcia reparacje wojenne. A teraz nastąpiło pewne otwarcie się polskiego prezydenta na to „rozwiązanie przyszłościowe” proponowane przez Niemcy ws. obronności. Warto jednak zauważyć, że pełnomocnik rządu federalnego ds. kontaktów z Polską Knut Abraham chciałby rozdzielenia kwestii współpracy wojskowej i zadośćuczynienia – powiedział dr Andrzejewski.

Podkreślił jednak, że ze strony niemieckiej padały już deklaracje np. dotyczące wsparcia jeszcze żyjących ofiar, co zapowiadał w 2024 r. ówczesny kanclerz Olaf Scholz, a nie szły za tym konkretne działania. – Z tego względu należy się spodziewać kolejnego rozczarowania. Z drugiej strony, na co słusznie zwrócił uwagę Knut Abraham, przyjęcie optyki, że wzmacnianie polskiej armii, jako forma zadośćuczynienia może doprowadzić do sytuacji, w której już realizowane projekty będą uważane za rozwiązanie sprawy – dodał naukowiec.

– Nie widzę większych szans, by strona niemiecka mogła wyjść przed szereg i zaproponować coś nowego czy coś dodatkowego. Za każdym razem, gdy strona polska dawała Niemcom szansę do zaproponowania nowych rozwiązań wykazywali oni zadziwiający brak kreatywności – ocenił.

Pytany o niechęć części polskich polityków do inwestycji związanych z niemieckim przemysłem obronnym dr Andrzejewski zaznaczył, że przy wydawaniu pieniędzy na bezpieczeństwo „nie da się ominąć jednego z największych na świecie przemysłów zbrojeniowych”. Podkreślił przy tym zdolności produkcyjne naszych sąsiadów do wytwarzania np. amunicji.

W tym kontekście przypomniał, że zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej, Polsce przyznano 43,7 mld euro z programu niskooprocentowanych pożyczek na obronność SAFE.

– Wymogi są takie, że znaczącą część wsparcia należy wydać w UE. Oczywistym wydaje się, że jednym z beneficjentów, obok polskich firm, będzie niemiecki przemysł obronny. Nie widzę w tym zakresie strasznych różnic w realizacji interesu narodowego zarówno Polski, jak i Niemiec. Bo nasze bezpieczeństwo wzrasta kosztem unijnych zobowiązań finansowych rozłożonych na całą wspólnotę. To jest dobra sytuacja dla obu stron – ocenił naukowiec.

Pytany o sprawę nastawienia Niemiec do umowy UE-Mercosur zaznaczył, że na tej umowie niektóre gałęzie polskiej gospodarki zyskają także dzięki współpracy z niemieckimi podmiotami. – Problem jest taki, że w Polsce zyski z tej umowy będą rozproszone, a straty skoncentrowane np. w segmencie średnich przedsiębiorców rolnych. Pytanie, czy mający 6 mld euro program osłonowy wystarczy na pokrycie tych strat – zaznaczył ekspert.

– Inne państwa – eksportujące produkty bardziej zaawansowane, takie jak Włochy i Niemcy – potrafią dobrze komunikować zyski płynące z umowy. Zyski z eksportu będą niwelować straty w innych sektorach. I to jest zrozumiałe w tych państwach, dlatego umowa UE-Mercosur powoduje w nich mniejsze napięcia, niż w Polsce czy Francji – powiedział.

Dodał, że nie powstanie tzw. mniejszość blokująca umowę UE-Mercousr, bo Polsce i Francji nie udało się „przeciągnąć na swoją stronę” władz Włoch.(PAP)

szk/ mok/ lm/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane