Kraków robi porządki w reklamach, ale dopuszcza zaśmiecanie centrum

Kraków robi porządki w reklamach, ale dopuszcza zaśmiecanie centrum

Zgodnie z przygotowanym projektem uchwała krajobrazowa pozwoli na upstrzenie serca miasta banerami do 3,5 metra 

Wielu krakowian z niecierpliwością wyczekuje uchwały krajobrazowej – przepisów, które uporządkują reklamy w mieście, wyrzucą z niego m.in. wielkie płachty zasłaniające całe elewacje czy wyeliminują zalew banerów przy wjazdach do miasta. Zgodnie z projektem, który został opracowany w magistrackim Biurze Planowania Przestrzennego i przedstawiony mieszkańcom, przepisy mają być restrykcyjne, ale też… zostawiają szczególną furtkę miastu. Zaskakującą, bo przez nią do historycznego centrum mogą się bez końca przenikać reklamy – związane z rozlicznymi imprezami. –

 

Władze miasta nigdy nie opanowały, a nawet nie próbowały opanować tego, co się dzieje w ścisłym centrum, przede wszystkim w Rynku, jeżeli chodzi o imprezy masowe, ich liczbę, jakość. Dlatego straciłam nadzieję, że kiedykolwiek za prezydentury Jacka Majchrowskiego coś się zmieni – mówi Monika Bogdanowska, aktywistka miejska, członek Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. – Władze miasta prawo, które same naznaczyły, będą naginać do własnych potrzeb po to, żeby zarabiać – dodaje.

 

Chodzi o zapisy proponowane w projekcie uchwały krajobrazowej, zgodnie z którymi w I strefie, obejmującej obszar ścisłego centrum w obrębie Plant, wprawdzie będzie zakaz sytuowania wolnostojących tablic reklamowych i urządzeń reklamowych – ale z wyjątkami. Urzędnicy zaproponowali, aby można było w sercu miasta ustawiać tymczasowe reklamy, wysokości do 3,5 metra. Mogłyby pojawiać się w miejscu przedsięwzięcia plenerowego na czas jego trwania oraz na czas montażu i demontażu w okresie trzech dni przed jego rozpoczęciem i do jednego dnia roboczego po zakończeniu.

 

W projekcie uchwały wytłumaczono, że należy przez nie rozumieć „imprezy masowe oraz inne wydarzenia realizowane w przestrzeni publicznej, w szczególności: uroczystości państwowe lub religijne, imprezy sportowe lub kulturalne, wystawy, kiermasze, akcje o charakterze informacyjnym, promocyjnym lub charytatywnym”. – Nie ma sensu dyskutować, czy to będzie ładne, brzydkie, wyższe, niższe, pięć stojaków czy dziesięć. Po prostu będą szpecić Rynek – mówi krótko Bogdanowska. – Gdyby to ode mnie zależało, w obrębie Plant byłby całkowity zakaz umieszczania tego typu elementów. Święta narodowe, uroczystości religijne – tak, ale reszta – won.

 

Zresztą próbkę fantazji magistratu odnośnie tego, co można postawić w ścisłym centrum, mieliśmy dwa miesiące temu. Sześciometrowej wysokości czworoboczne reklamy – banery na stelażach – wyrosły wtedy na Rynku Głównym. Gmina zachęcała na nich – w ramach w ramach kampanii informacyjno-wizerunkowej – m.in. do wymiany pieca, zamiany auta na rower. Mieszkańcy i przedsiębiorcy komentowali wówczas, że tak oto miasto „świeci przykładem”. Ale dla magistratu te wielkie płachty nie stanowiły żadnego zgrzytu na historycznym placu, wśród zabytków: urzędnicy wyjaśnili nam, że uchwała o parku kulturowym Stare Miasto dopuszcza „lokalizację tymczasowych nośników informacji wizualnej”. Bo to informacja, a nie reklama była…

 

– Jestem przeciwko reklamom w centrum. A jeszcze 3,5 metra – to dosyć dużo. Każdą imprezę na Rynku i Małym Rynku będzie można tak reklamować? I to w sytuacji, kiedy na Rynku Głównym imprez ciągle jest za dużo – komentuje Aleksander Miszalski, radny miasta, jak też Dzielnicy I Stare Miasto. Byłby za tym, żeby np. targi i kiermasze nie mogły liczyć na takie wyjątkowe traktowanie. Dopuściłby natomiast promowanie tylko paru wydarzeń związanych z kulturą wysoką. Mec. Mateusz Kowalski z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Reklamy Wielkoformatowej podkreśla, że przepisy uchwały krajobrazowej miały – i powinny – dotyczyć wszystkich. – A tu jest furtka dla pewnych firm i dla miasta, które dużą ilość takich imprez organizuje lub w porozumieniu z którym są one urządzane – mówi.

 

A definicja „przedsięwzięcia plenerowego” jest nieścisła. – Istnieje ryzyko kompletnej uznaniowości, do miasta będzie należała decyzja, jak zakwalifikować dane wydarzenie – uważa mec. Kowalski. Obecnie są rozpatrywane uwagi złożone do projektu uchwały. Jak informuje magistrat, pod koniec przyszłego tygodnia będzie wiadomo, jak zostaną rozpatrzone i jakie w związku z tym korekty pojawią się w projekcie.

 

Małgorzata Mrowiec (aip)

HTML tutorial

COMMENTS

WORDPRESS: 0