HomePOLSKA

Wynik I tury wyborów jest w ręku prezydenta – tyle, że Stanów Zjednoczonych. Czy Andrzej Duda zdoła coś ugrać w Waszyngtonie?

Wynik I tury wyborów jest w ręku prezydenta – tyle, że Stanów Zjednoczonych. Czy Andrzej Duda zdoła coś ugrać w Waszyngtonie?

Spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem to element wyborczego teatru? Oczywiście. Nie można jednak wykluczyć, że polski prezydent zdoła coś ugrać w Waszyngtonie. Może to dotyczyć przede wszystkim amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce albo dostaw gazu ze Stanów Zjednoczonych. Andrzej Duda może wrócić z Białego Domu z całkiem niezłym trofeum.

 

To zupełnie jasne, że nagła wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu ma bezpośredni związek z toczącą się w Polsce kampanią prezydencką. Jednocześnie nie należy zapominać, że kampania wyborcza toczy się również w Stanach Zjednoczonych a Donaldowi Trumpowi w listopadowych wyborach z pewnością znów będzie zależeć na głosach Amerykanów polskiego pochodzenia.

Przeciwnicy obu prezydentów nie szczędzą w kontekście planowanego spotkania złośliwości o ostatnim spotkaniu, pożegnaniu itp – mogą się jednak znacząco pomylić. Tak, faktem jest, że i Trumpa, i Dudę czeka zacięta walka o reelekcję. Z całą pewnością możemy się więc spodziewać uścisków dłoni, uśmiechów od ucha do ucha i licznych wspólnych zdjęć. Nie powinniśmy jednak lekceważyć wyborczego wymiaru takich rytuałów – zwłaszcza w Polsce może on odegrać sporą rolę. Rzecz jasna, sztab Andrzeja Dudy liczy po cichu na to, ze tym razem nie trafią się w tym wszystkim takie kwiatki, jak fotografia, na której Duda podpisuje dokument na stojąco tuż przy rozpartym w fotelu za prezydenckim biurkiem Trumpie.

Relacje między Stanami Zjednoczonymi a Polską nie sprowadzają się jednak oczywiście do samej choreografii na czerwonych dywanach. Prezydenci obu krajów jak najbardziej mają o czym rozmawiać – a główne tematy, jakie poruszą, nie są żadną wielką tajemnicą.

Biuro prasowe Białego Domu zapowiedziało, że rozmowy mają dotyczyć przede wszystkim dalszej współpracy obronnej z Polską, energetyki i bezpieczeństwa telekomunikacyjnego. To trzy gorące tematy – które amerykańska administracja porusza w ostatnich miesiącach i latach w rozmowach z większością swych sojuszników, modyfikując konkretne oferty i oczekiwania w odniesieniu do sytuacji geopolitycznej poszczególnych krajów. Jeśli chodzi o Polskę, to pod hasłem „współpraca obronna” kryje się oczywiście kwestia amerykańskiej obecności w naszym kraju, ze szczególnym uwzględnieniem wschodniej flanki NATO. Z kolei hasło „energetyka” odnosi się przede wszystkim do dostaw amerykańskiego gazu LPG do Polski drogą morską – co do tego panuje dość powszechna zgoda, że może to zwiększać niezależność energetyczną Polski względem Rosji, jednak wciąż kosztem wyższej (ze względu na konieczność transportu morskiego) ceny gazu. Wreszcie gdy mowa o bezpieczeństwie telekomunikacyjnym, chodzi w pierwszej kolejności o budowę infrastruktury sieci 5G ze szczególnym uwzględnieniem ostrożności, także wywiadowczej, w relacjach z Chinami i chińskimi gigantami technologicznymi.

Zanim bardziej szczegółowo zajmiemy się tematyką spotkania Trump-Duda, przypomnijmy jego bezpośredni kontekst. Wiadomość o niespodziewanej wizycie Dudy w Waszyngtonie poprzedziły dwa wydarzenia. Po pierwsze, dowiedzieliśmy się, że miał ostatecznie upaść pomysł budowy w Polsce tzw „Fortu Trump” forsowany przez rząd i prezydenta od kilku lat. Miałaby to być duża amerykańska baza, zapewniająca trwałą obecność w Polsce kilku (mowa najczęściej o 5 tysiącach) tysięcy żołnierzy US Army – mowa więc o sile mniej więcej wzmocnionej brygadowej grupy bojowej. Mieliby oni zostać przeniesieni przede wszystkim z Niemiec. Oczywiście taka baza zwiększałaby poziom bezpieczeństwa naszego kraju przede wszystkim w kontekście zagrożeń ze Wschodu, Polska zaś stałaby się jednym z państw, w których stale stacjonują znaczące amerykańskie siły. Rzecz jasna pomysł ten budzi gwałtowne opory Rosji, która powołuje się na traktaty z lat 90. – rezygnacja z projektu miała mieć jednak przede wszystkim motywy finansowe.

Niedługo po doniesieniach dotyczących upadku koncepcji „Fortu Trump”, Dziennik Gazeta Prawna podał, że spory wpływ na amerykańską decyzję w tej sprawie miało odegrać niezadowolenie Trumpa i jego administracji z nagonki na środowiska LGBT uruchomionej przez obóz PiS i sztab kampanii Andrzeja Dudy. Mieli w tej sprawie interweniować najpierw wpływowy amerykański dyplomata Richard Grennel a następnie amerykańska ambasador w Polsce Georgette Mosbacher. „Niemożliwe jest utrzymywanie przyjaznych stosunków z Waszyngtonem i jednocześnie stosowanie dyskryminacyjnej retoryki” miała stwierdzić amerykańska dyplomatka. Mosbacher napisała na Twitterze, że nie rozmawiała o tym z Andrzejem Dudą, jednak w tym samym wpisie podkreśliła, że „USA potępiają dyskryminację i nienawiść na tle rasowym, religijnym, pochodzenia lub orientacji seksualnej”.

Bezpośrednio potem dowiedzieliśmy się, że prezydent Andrzej Duda ma nieoczekiwanie odwiedzić Biały Dom. Spotkanie Dudy z Trumpem ma zaś nastąpić już w najbliższą środę. Sekwencja zdarzeń nie wydaje się być przypadkowa, podobnie jak bardzo bliski termin wyborów w Polsce.

Skoro tak, to kwestia „Fortu Trump” może jednak znaleźć inne rozwiązanie niż to, o którym słyszeliśmy przed tygodniem. Nie musimy wcale usłyszeć, że jego budowa właśnie się rozpoczyna – nie można jednak wykluczać, że Trump wygłosi mniej lub bardziej konkretne zapewnienie, że rozmowy w tej sprawie są kontynuowane, zaś powstanie bazy w Polsce jest jego osobistym marzeniem. Tego rodzaju okrągłe zdania są specjalnością Trumpa, a wygłaszanie ich nic kompletnie go nie kosztuje – to wręcz jego znak rozpoznawczy.

Nie można też jednak wykluczać czegoś całkiem realnego. Na przykład specjalnej oferty na amerykański gaz. Ceny surowca na skutek spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią obecnie dołują, rynki zbytu katastrofalnie się skurczyły – dumpingowa wręcz cena na LPG z USA nie byłaby niczym niezwykłym, z perspektywy długofalowych interesów inwestycyjnych Stanów Zjednoczonych. I jedno, i drugie Andrzej Duda mógłby przedstawić wyborcom jako swój wielki, osobisty sukces. Identycznie, jak było w wypadku zeszłorocznego zniesienia obowiązku wizowego dla Polaków. I znów – tego typu wydarzenia nie wywołują w polskiej polityce żadnych kopernikańskich przewrotów – mają jednak dość znaczący wpływ na nastroje Polaków w krótkim czy średnim okresie. W kontekście niedzielnych wyborów może to mieć spore znaczenie.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Wielu komentatorów ma rację zaznaczając, ze trzydniowa nieobecność w kraju Andrzeja Dudy na samym finiszu kampanii jest w pewnym sensie niebezpieczna. W takiej sytuacji łatwo o przejęcie inicjatywy przez konkurencję – i to mimo tego, że urzędujący prezydent będzie właśnie w świetle kamer brylował z Trumpem na czerwonym dywanie. Z drugiej jednak strony rządowe i prorządowe media będą mogły bez żadnych konsekwencji prawnych emocjonować się tą wizytą nawet w trakcie ciszy wyborczej czy w dniu samych wyborów. Będzie o to tym łatwiej, z im lepszym trofeum wróci Duda z Waszyngtonu. Nie jest więc wcale wykluczone, ze wynik I tury wyborów w Polsce jest właśnie w ręku prezydenta – tyle, że Stanów Zjednoczonych.

Red. Witold Głowacki PolskaPress AIP

COMMENTS