Nie wypełniły się najbardziej alarmistyczne „przepowiednie”, dotyczące burmistrza Zohrana Mamdaniego. Po 100 dniach w Gracie Mansion socjalista nadal nie przeprowadził w Wielkim Jabłku zapowiadanej rewolucji. Najbardziej ambitne plany Mamdaniego zeszły na dalszy plan, czym nowy włodarz Nowego Jorku z jednej strony rozczarował najtwardszy elektorat, a z drugiej – uspokoił największych sceptyków. Poza tym – nawet w opinii sceptyków – burmistrz zarządza miastem całkiem sprawnie.
Po pierwszych 100 dniach Mamdaniego w miejskim ratuszu wiemy, że nowy burmistrz zamierza rządzić Wielkim Jabłkiem w „gwiazdorskim stylu” – nie unika mass mediów, a ze społecznościówek uczynił główny kanał komunikacji z mieszkańcami. W tym wymiarze nietrudno znaleźć podobieństwa pomiędzy nim a prezydentem USA Donaldem Trumpem, z którym – ku zaskoczeniu wielu – Mamdani bardzo szybko zawarł bezterminowy rozejm, a nawet zaskarbił sobie sympatię nieprzewidywalnego przywódcy. Po pierwszej wizycie Mamdaniego w Białym Domu pomiędzy nim a Trumpem nie doszło jeszcze – jak dotąd – do tak poważnej wymiany ciosów, jakich wiele było w kampanii wyborczej w 2025 roku.
Nadal nie wiadomo, czy popularność burmistrza przełoży się na realizację jego największych celów. W kampanii obiecał m.in. bezpłatną opiekę w żłobkach dla najmłodszych nowojorczyków oraz darmową komunikację autobusową. Zapowiadał także powołanie miejskiej sieci sklepów spożywczych, która sprzedawałaby żywność po kosztach. Aby to wszystko sfinansować, Mamdani zobowiązał się do obłożenia dodatkowymi podatkami najzamożniejszych mieszkańców Wielkiego Jabłka oraz korporacji. Z tych większych obietnic udało mu się częściowo zrealizować tylko tę pierwszą – i to w znacznej mierze dzięki współpracy z gubernator Kathy Hochul i władzami stanu.
W międzyczasie udało mu się poprawić swój wizerunek w oczach sceptyków i przeczekać kontrowersje, które wywołał zapowiedziami „likwidacji” miejskiego departamentu policji oraz osobistym stosunkiem do postępowania Izraela w Strefie Gazy i otwartego wspierania Palestyny bez jednoznacznego potępienia Hamasu. Nawet niektórzy przeciwnicy polityczni burmistrza przyznają, że „wykonuje swoją pracę”, co ma objawiać się m.in. w radzeniu sobie z codziennmi problemami miasta. W czasie największej od lat zamieci na początku roku burmistrz zatrudnił „kryzysowych” pracowników do odśnieżania zasypanych śniegiem ulic miasta, a nawet sam chwycił za łopatę, aby pomóc w usuwaniu białego puchu. Tysiące komunalnych „minutemanów” udało się zrekrutować w krótkim czasie w dużej mierze przy wykorzystaniu mediów społecznościowych. Aktywność burmistrza w sieci przyniosła także 50 tys. nowych użytkowników miejskiego systemu alertów kryzysowych.
Dość dobry start Mamdaniego nie zapewni mu jednak wielkiej chwały. Przed nowym burmistrzem o wiele większe problemy niż zaśnieżone ulice. Miasto zmaga się z wielomiliardowym deficytem budżetowym, który tylko w części ma zostać załatany z kasy stanu. Resztę włodarz Wielkiego Jabłka będzie musiał jakoś pozyskać, a to nie przysporzy mu zwolenników. Na stole jest propozycja podwyżki podatku dochodowego dla zarabiających powyżej 1 miliona dolarów – czemu sprzeciwia się gubernator Hochul – albo podwyżka podatku od nieruchomości dla mieszkańców. Problemy budżetowe mogą nie tylko utrudnić burmistrzowi bieżące zarządzanie miastem, ale wręcz pogrzebać jego ambitne postulaty z kampanii wyborczej.
Red. JŁ