Pijemy więcej “małpek”. Wódkę w małych butelkach kupuje 3 mln Polaków dziennie!

Pijemy więcej “małpek”. Wódkę w małych butelkach kupuje 3 mln Polaków dziennie!

„Małpkę” łatwo ukryć czy przemycić. W torebce, kieszeni, rękawie. I wyrzuty sumienia są mniejsze. Wezmę łyczek, a potem pójdę spokojnie do pracy czy ugotuję obiad.

Pierwszy łyk przed pracą albo po prostu rano. Na rauszu dotrwamy jakoś te kilka godzin do popołudnia. Potem szybko w samochód albo autobus i do domu. Po drodze obowiązkowo sklep, ci co bardziej zaradni schowają „małpkę” w samochodzie i zdążą wypić jeszcze w garażu. – Alkoholik musi pić od rana, żeby normalnie funkcjonować, iść do pracy, ugotować obiad – ocenia Barbara Domagała, dyrektor Bydgoskiego Ośrodka Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. – Tak potrafią przetrwać do popołudnia, ale potem musi być kolejny „strzał”. I jeszcze jeden wieczorem. Jednocześnie boją się stracić pracę czy być źle ocenianym przez otoczenie, więc bardzo się pilnują. „Małpka” była znana już na początku XX wieku. Skąd nazwa tej małej buteleczki z alkoholem? Chodzi o zachowanie „po spożyciu”. Po wypiciu takiej ilości wódki człowiek nie upija się bardzo, jest wesoły, ma dobry humor, można powiedzieć, że dostaje małpiego rozumu. Jak podaje firma Synergion, która przeanalizowała świat konsumentów „małpek”, codziennie wódkę w małych butelkach ma kupować aż 3 miliony Polaków! Tymczasem Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy podważa te dane. Zdaniem przedstawicieli ZP PPS wyniki sprzedaży małych opakowań wódek są w rzeczywistości o połowę mniejsze niż wynika z szacunków Synergion. – Sprzeciwiamy się wyciąganiu zbyt daleko idących wniosków z badania, w którym zawarto dane odbiegające w znacznym stopniu od innych miarodajnych wskaźników – informują przedstawiciele ZP PPS. Nikt jednak nie neguje samego faktu istnienia wiernych konsumentów wódki w małych butelkach. Największą grupą kupujących „małpki” są osoby mające problem z alkoholem oraz pracownicy fizyczni. Niewiele mniej liczne są grupy amatorów małych buteleczek wśród ludzi młodych, w wieku 20-25 lat, panów na spacerze z psem, emerytów czy młodych kobiet. Bo kto skontroluje, sprawdzi emeryta, w dodatku mieszkającego samotnie? Albo kogoś pracującego w domu? Nie trzeba się ukrywać przed najbliższymi, tłumaczyć. – Małą wódkę, przez powszechną dostępność, niską cenę i poręczny rozmiar, kupują wszystkie grupy społeczne i zawodowe – zwraca uwagę Michał Kociankowski, dyrektor generalny Synergion. Układam włosy i bach, znika pół szklaneczki. Zawsze muszę się z nimi naszarpać, więc nie żałuję sobie nagrody. Nakładam make-up, kolejny łyk. Puder, róż, haust. – Picie „małpek” dotyczy wszystkich, bo we wszystkich grupach społecznych bez wyjątku są osoby uzależnione od alkoholu – tłumaczy Ireneusz Margol, terapeuta uzależnień. – Wszystkich też dotyczą takie specyficzne objawy jak picie w ukryciu, picie szybkie, z nastawieniem na błyskawiczny efekt, w samotności, picie w pracy, w miejscach niedozwolonych, picie „przy okazji” jakichś obowiązków służbowych, domowych. I tu idealnie sprawdzają się „małpki”. Dyskretnie, szybko i z odpowiednim efektem. No i mamy mniejszy problem z „utylizowaniem” takiej małej buteleczki niż z kilkoma butelkami po piwie lub dużej po wódce – dodaje terapeuta. Większość konsumentów „małpek” dokładnie wie, jaką wódkę kupić, kupuje bez zastanowienia i szybko chowa do torby, torebki lub kieszeni. Można też przemycić w rękawie czy kieszeni. A ukrywamy się, bo mamy poczucie, że nikt nie zauważył, a nam wydaje się, jakby tej wódki tak naprawdę w ogóle nie było. Okazuje się, że „małpki” kupujemy w określonych porach: pierwsza poranna fala to ok. 28 proc. zakupów, potem w godzinach „po pracy” – 36 proc. i wieczorem po godz. 18 kolejne 36 proc. Ponad 600 tysięcy klientów dziennie kupuje małpkę co najmniej dwa razy w ciągu dnia. Po małą wódkę częściej niż mężczyźni sięgają kobiety i to w różnym wieku. – Tak, wiem, nie wyglądam jak alkoholiczka – Julia (imię zmienione), 35-letnia ładna brunetka, staranna fryzura, ciuchy z modnej sieciówki. Od 3 lat w korporacji. – Nie zataczam się, oczu czerwonych od przepicia też nie mam, prawda? A jednak towarzyszką Julii od kilku miesięcy jest „małpka”. – Tak oswajam moje picie. Bo przecież małpka to takie sympatyczne zwierzątko. Ale w pracy muszę być tygrysem czy piranią. Tego wymagają od nas szefowie – próbuje się usprawiedliwiać sama przed sobą.

 

Jeden łyk na porannego kopa, to przecież nie zbrodnia…

 

Małe butelki wódki sprawiają, że Polacy piją alkohol śmielej – z większym poczuciem samokontroli, w sytuacjach, w których wcześniej picie alkoholu było albo niemożliwe, albo zbyt krępujące. Wypicie małej buteleczki wydaje się całkowicie niewinne i niegroźne, niemal niezauważone, co w efekcie może prowadzić do częstszego picia alkoholu i łącznie w większej ilości. – To zwyczajne oszukiwanie się. Nie upiłem się, czyli nie jestem alkoholikiem – wyjaśnia Barbara Domagała. – Pozorna niewinność spożywania „małpek” daje nam często poczucie złudnej kontroli nad piciem – ostrzega. Wszystko dzieje się dość szybko. Musi, zanim alkohol zacznie spowalniać ruchy i odbierze niezbędną precyzję. Ręka nie ma prawa drgnąć, makijaż wygląda jak od szablonu, idealnie, perfekcyjnie – Mała wódka pozwala też uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji, które pojawiają się przy wypiciu większej ilości mocnego trunku. Nie zataczamy się, nie czuć od nas zapachu alkoholu. Nie ma też tzw. objawów odstawiennych, czyli m.in. drżenie języka, powiek lub wyciągniętych dłoni, nudności lub wymioty, bóle głowy. Kiedy kupujemy w aptece lekarstwo, ulotka informuje nas o skutkach ubocznych. Na butelkach z alkoholem takiej instrukcji nie ma – mówi dyrektor BORP-y. Zwraca jednocześnie uwagę, że wśród Polaków wzrasta jednak świadomość, że picie alkoholu do niczego dobrego nie prowadzi. – W naszym ośrodku codziennie od godziny 12 do 14 może przyjść każdy i to anonimowi, sprawdzić, czy ma problem z alkoholem. Kiedyś przychodziła jedna osoba, góra dwie. Dziś są dni, kiedy jest ich kilkanaście – dodaje Domagała. – Dlaczego lubimy wódkę w małych butelkach? Ponieważ mają wiele „zalet” przede wszystkim są małe, a za tym poręczne, wygodne, łatwo je schować w torebce, kieszeni kurtki, w samochodzie – wymienia Ireneusz Margol. – Wybór gatunków tych wódek jest bardzo bogaty, jeszcze kilka lat temu tak nie było, widać na ich przykładzie, że popyt kształtuje podaż. Jakościowo nie różnią się niczym od „pełnowymiarowych” opakowań czyli 0,5 lub 0,7 litra. Kolejnym walorem „małpek” jest ich pozytywny bilans w zestawieniu z piwem. Cenowo wychodzi podobnie, czasami nawet na korzyść wódki, ale dochodzą jeszcze takie korzyści, jak fakt, że mamy ten sam efekt wypijając 200 ml płynu, nie 2 litry, zajmuje to mniej czasu, nie potrzebujemy do tego komfortowych warunków, nie obciążamy tak układu trawiennego oraz moczowego, nie biegamy co chwilę do toalety by opróżnić pęcherz. – Często też o wyborze takiego opakowania decyduje fakt, że konsumenta po prostu nie stać na większe opakowanie – przekonuje terapeuta uzależnień. – Ale jest też poczucie: proszę stać mnie na porządny alkohol – dodaje Barbara Domagała. Znowu przesadziłam?! Nie wiem, jak to się stało, która kolejka o tym przesądziła? Mieszanka słodkich wódek? Mogłam się trzymać klasyki… Do domu. Booożeee, jak ja mam wrócić do domu??! Wracam do domu. Przede mną pan w mocno średnim wieku, obok drepcze nieduży kundelek. Widzę, że pan ściska w ręku małą butelkę. Przystaje, szybkich kilka łyków. Bach i „małpka” ląduje na trawniku, tuż przed moim domem. Obok leżą inne buteleczki.

 

Anna Stasiewicz (aip)



COMMENTS

WORDPRESS: 0