HomePOLSKAŚląskie

Koszulka z Chicago z autografem „Lewego” pomogła Oliwce z Rudy Śląskiej

Koszulka z Chicago z autografem „Lewego” pomogła Oliwce z Rudy Śląskiej

Aż 16 tys. dol. dał za koszulkę Lewandowskiego darczyńca w Chicago. Pieniądze pomogą chorej Oliwi

Czteroletnia Oliwia Kuśmierska z Rudy Śląskiej jeszcze nie wie kim jest Robert Lewandowski. Nie za bardzo interesuje są piłką nożną. Woli bawić się ze swoimi siostrami. Jednak dzięki koszulce z autografem czołowego piłkarza oraz wsparciu wielu ludzi dobrej woli udało się uzbierać pieniądze na jej leczenie. To aż 200 tys. euro. Spora część tej kwoty pochodzi z charytatywnej imprezy radioton radia Polski.FM Chicago oraz fundacji You Can Be My Angel, która odbyła się w zeszły weekend. Koszulka „Lewego” została zlicytowana na niej za 16 tys. dolarów.

 

Trudny początek 2015 roku O wyjątkowym prezencie do zlicytowania, mama małej bohaterki, Ewelina Dymek-Kuśmierska nie miała zielonego pojęcia. – Dowiedziałam się od państwa, że chodzi o koszulkę Lewandowskiego – przyznaje. – Powiedziałam o tym Oliwii i pokazałam jej w telewizji, o którego piłkarza chodzi. Jednak córka nie była zainteresowana tą informacją – śmieje się pani Ewelina. Sama radości nie ukrywa, bo wie, że cała kwota potrzebna na leczenie we Włoszech jest już zabezpieczona. – Nie spodziewałam się, że uda się ją tak szybko uzbierać. Przecież chodziło o 200 tysięcy euro. A raptem w trzy miesiące jest już całość – opowiada mama chorej dziewczynki. Ta smutniejsza część życia Oliwii zaczęła się dokładnie 31 grudnia zeszłego roku. Kilkanaście dni po 4. urodzinach. – Córkę nagle strasznie zaczął boleć brzuch, dostała wysokiej gorączki, wymiotowała. Zabrałam ją do przychodni. Nie przyjęli jej. Odesłali do innej placówki. Tam również nie udzielono nam pomocy. Ataki nie ustępowały. 1 stycznia zadzwoniłam po pogotowie. Karetka przyjechała w momencie, kiedy córka zaczynała tracić przytomność – wspomina jej mama. Dziewczynka szybko trafiła na Oddział Hematologii i Onkologii Dziecięcej zabrzańskiego szpitala. Diagnoza: guz jamy brzusznej – neuroblastoma III stopnia. – To były bardzo trudne chwile, tym bardziej, że nowotwór zawitał do naszej rodziny po raz drugi. Trzy lata temu na raka zmarł mój mąż, dziewczynki (Oliwia ma trzy siostry) straciły tatę – wspomina pani Ewelina.

 

Skąd koszulka i Chicago W uzbieraniu zawrotnej sumy na leczenie Oliwii pomagało kilka fundacji. Dziewczynka jest podopieczną Fundacji Iskierka. Zbiórkę przeprowadziła też Fundaja Siepomaga. Historia jej choroby dotarła również za ocean, aż do Chicago. Tam blisko pięć lat temu dwie kobiety z Polski, które na stałe mieszkają w Stanach założyły fundację You Can Be My Angel. Zdecydowaną większość darczyńców stanowi chicagowska Polonia. – Pomagamy dzieciom, które walczą z nowotworami. Dostajemy bardzo dużo zgłoszeń z całej Polski, wybieramy te osoby, które mają najmniej czasu na walkę z chorobą – opowiada Katarzyna Romanowska, prezes You Can Be My Angel. – Oliwka nie mogła czekać, dlatego od razu podjęliśmy decyzję o pomocy – dodaje. Mimo, że jej stan jest bardzo ciężki, choroby nie widać w jej zachowaniu. – Oliwka jest straszną gadułą, cudowną, roześmianą i komunikatywną dziewczynką, która uwielbia bawić się ze swoimi siostrami – podkreśla Aneta Klimek-Jędryka z Fundacji Iskierka.

 

Zdaniem mamy, właśnie trzy siostry dają czterolatce tyle siły na przejście przez chorobę. Skąd koszulka Lewandowskiego?- Przywiózł ją ze sobą prosto z Polski przyjaciel fundacji , który otrzymał go po jednym z meczów „Lewego” – zdradza pani Katarzyna. Śmieje się, że gdyby licytacja odbyła się po niedzielnym meczu i kolejnej bramce piłkarza, pewnie uzyskana kwota byłaby dużo większa. A tak sama koszulka poszła za 16 tys. dolarów. Podczas całej licytacji udało się uzbierać ponad 93 tys. dolarów. Pieniądze zostały podzielone między trzech podopiecznych fundacji z Chicago. Oliwka pytana, co chce robić, kiedy wygra z chorobą, od razu odpowiada: wrócić do przedszkola. – Uwielbia tam chodzić, ale ostatnie miesiące spędzała w szpitalu lub w domu. W przedszkolu czeka na nią pani Bożenka, jej ulubiona wychowawczyni, koleżanki i koledzy, których teraz tylko od czasu do czasu odwiedzamy – opowiada pani Ewelina.

, foto Arcyoucanbemyangel

COMMENTS