Im większe podatki Kalifornia nakłada na najbogatszych mieszkańców, tym paradoksalnie mniej ściągają lokalne urzędy skarbowe – uważa inwestor venture capital Chamath Palihapitiya. Zgodnie z jego wyliczeniami wraz z wyprowadzającymi się ze stanu miliarderami Kalifornia straciła połowę (!) kapitału należącego do najbardziej majętnych mieszkańców.
Kalifornia stara się na wszelkie sposoby załatać dziurę budżetową o wartości kilkudziesięciu miliardów dolarów. Poza cięciami władze wprowadzają nowe podatki. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych, na razie tylko rozważanych opłat, jest 5-procentowy podatek od aktywów powyżej 1 mld dolarów. Każdy z miliarderów musiały jednorazowo przekazać stanowi dwudziestą część swojego majątku.
Zdaniem Palihapitiyi taki podatek nie tylko nie zlikwiduje problemu, ale wręcz pogorszy sprawę. Wraz z wyjazdem najbogatszych Kalifornia traci wpływy z podatków dochodowych, podatków od sprzedaży, nieruchomości oraz miejsca pracy i podatki płacone przez ich pracowników – wyjaśnia inwestor.
Według jego szacunków jeszcze niedawno najbogatsi mieszkańcy Kalifornii trzymali w stanie kapitał o wartości 2 bilionów dolarów. Obecnie jest to już tylko 1 bilion. Połowa kapitału uciekła więc do innych, bardziej przystępnych podatkowo i regulacyjne regionów USA. Czołowe postacie z Doliny Krzemowej ostrzegają, że wprowadzenie podatku majątkowego może pogłębić ten exodus.
Palihapitiya podkreśla, że miliarderzy byli dotąd stabilnym źródłem dochodów podatkowych dla stanu. Ostrzega, że jeśli Kalifornia nie wycofa się z 5-procentowego podatku majątkowego, może trwale utracić to źródło dochodów, a ciężar finansowania budżetu spadnie na klasę średnią.
Podatek majątkowy ma w Kalifornii wielu zwolenników, ale raczej nie wejdzie w życie. Jego wprowadzeniu przeciwny jest m.in. gubernator Gavin Newsom.
Red. JŁ