W związku z ubiegłoroczną aktualizacją stanowego programu czystych paliw ceny benzyny w Kalifornii mogą wzrosnąć od 1 lipca o 65 centów za galon. Jest to skutek opłat nałożonych na tzw. paliwa wysokoemisyjne, jak benzyna i olej napędowy, które będą wzrastać sukcesywnie w kolejnych latach – aż do 2045 roku, kiedy Złoty Stan ma planowo osiągnąć redukcję emisji dwutlenku węgla o 90 proc.
Na początku listopada ubiegłego roku władze Kalifornii zaktualizowały stanowy Plan Czystych Paliw (Clean Fuel Plan), który jest częścią celów klimatycznych Złotego Stanu na najbliższe dekady – zmniejszenia emisji CO2 o 30 proc. do 2030 roku i o 90 proc. do 2045 roku. Program faworyzuje producentów biopaliw, a na tradycyjne rafinerie nakłada pośrednie opłaty w postaci konieczności zakupu certyfikatów emisyjnych.
Koszty nabycia stanowych uprawnień do emisji dwutlenku węgla najprawdopodobniej zostaną przerzucone na konsumentów, a to będzie oznaczało wzrost cen na stacjach benzynowych.
Według szacunków – ceny benzyny na kalifornijskich stacjach mogą wzrosnąć od 1 lipca 2025 roku o 47 do 65 centów za galon. Podwyżki mają postępować w kolejnych latach. Do 2030 roku benzyna ma być droższa o 85 centów za galon, a do 2035 roku – o 1,50 dolara. Jest to niestety scenariusz optymistyczny.
Alarmujący raport Uniwersytetu Pensylwanii wskazuje, iż średnia cena galonu benzyny na kalifornijskich stacjach już w 2026 roku może sięgnąć 8 dolarów! Tak skokowy wzrost może wynikać nie tylko z nakładanych opłat, ale pośrednich skutków ich nakładania – kolejne rafinerie rezygnują z działalności w Kalifornii z powodu nieprzyjaznego środowiska regulacyjnego dla ich biznesu. Zamykanie rafinerii wiąże z kolei z koniecznością importu paliw i to nie z innych stanów, ale z innych krajów – drogą morską – co również najprawdopodobniej wpłynie na zwiększenie cen.
W najbliższym czasie w Kalifornii zamknięte zostaną dwie rafinerie. Skutkiem będzie zmniejszenie mocy przerobowych stanu o 8,3 proc.
Red. JŁ