Katowice, 06.05.2025. Wybory Prezydenta RP 2025 - kampania. Europose³, kandydat w zbli¿aj¹cych siê wyborach na fotel prezydenta RP Grzegorz Braun pali flagê Unii Europejskiej w Katowicach, 6 bm. (ad) PAP/Micha³ Meissner
Zarzucanie oponentom działania na rzecz Kremla i nazywanie ich „ruskimi onucami” jest coraz mniej skuteczne – mówią PAP badacze, zajmujący się manipulacją polityczną. Przyznają zarazem, że straszenie Putinem to nie tylko polska specyfika.
W poniedziałek poseł Prawa i Sprawiedliwości Artur Szałabawka, komentując w Radio Super FM spór o Trybunał Konstytucyjny retorycznie zapytał, czy Donald Tusk jest „tylko namiestnikiem niemieckim, czy przypadkiem nie jest także ruską onucą”.
W czerwcu br. posłanka PiS Małgorzata Wassermann, zapytana w Radiu ZET, czy Grzegorz Braun to „ruska onuca”, odpowiedziała: „Niestety tak”. W maju 2024 r. prezes PiS Jarosław Kaczyński, odpowiadając na zarzuty Donalda Tuska dotyczące rosyjskich wpływów za rządów PiS, zarzucił obecnej koalicji realizowanie „agendy rosyjskiej”, a Polskę pod jej rządami określił po raz kolejny mianem „kondominium niemiecko-rosyjskiego”.
Podobne oskarżenia wobec polityków prawicy formułowali politycy obozu rządzącego. W październiku br. szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, odnosząc się do zaproszenia członków Konfederacji Korony Polskiej na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, powiedział: „Ja przy ruskich onucach o sprawach bezpieczeństwa Polski rozmawiać nie będę”.
W lutym ub. r. posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska, komentując wypowiedź kandydującego wówczas na urząd prezydenta Karola Nawrockiego na temat sytuacji Ukraińców w Polsce napisała na platformie X: „Ruska onuca nadaje!”. Europoseł Koalicji Obywatelskiej Michał Szczerba skomentował zaś słowa Nawrockiego: „Tonący brzytwy się chwyta. Szczuje. Kłamie. Mówi Ławrowem”.
Kierownik Katedry Teorii Polityki i Myśli Politycznej Uniwersytetu Warszawskiego prof. Mirosław Karwat przyznał w rozmowie z PAP, że nagminne sięganie po ten środek retoryczny nie jest nowym zjawiskiem. Z jego obserwacji wynika, że występowało już wcześniej, co najmniej od czasu aneksji Krymu i rozpoczęcia działań zbrojnych w Donbasie w 2014 r. Jednak, jak zaznaczył, ten sposób dyskredytowania przeciwnika jest znacznie starszy i nawiązuje do ciągłych sporów w Polsce o orientację prorosyjską i antyrosyjską.
W ocenie prof. Karwata – zajmującego się badaniem socjotechniki i mechanizmów manipulacji politycznej – zarzucanie intencjonalnego działania na rzecz Kremla i stosowanie określeń takich jak „ruska onuca” czy „pożyteczny idiota Putina” nie przynosi chluby politykom, którzy sięgają po ten środek retoryczny. Pokazuje bowiem, że nie potrafią oni pokonać adwersarza argumentacją merytoryczną oraz zapanować nad emocjami.
– To insynuacja, a więc przypisywanie komuś intencji, które ten ktoś niekoniecznie ma. A nawet jeśli je ma, to przecież tego nie udowodniliśmy. Po prostu wydajemy werdykt, przyklejamy etykietkę, jak na słoiku. I jesteśmy zadowoleni, bo uciekliśmy w ten sposób od odpowiedzi czy od analizy – wskazał prof. Karwat.
Według eksperta stwierdzenia te to typowy szantaż emocjonalny, moralny i ideologiczny. – Stawiamy przeciwnika pod ścianą: jeśli głosisz poglądy, których nie akceptuję, albo podejmujesz działalność, którą potępiam, to nie jesteś Polakiem, tylko ruskim agentem. Albo się wycofasz, żeby uniknąć napiętnowania, albo potwierdzasz, że nim jesteś – wyjaśnił.
Ekspert przyznał, że ten instrument może być skuteczny w ramach jednej bańki informacyjnej. – Mówimy przecież o społeczeństwie spolaryzowanym, a nawet pluralistycznym. Składającym się ze środowisk i grup światopoglądowych, które zamykają się we własnym obrębie i nie chcą stykać się z informacjami ani poglądami przeciwnymi. Pielęgnują w ten sposób samozadowolenie i nagradzają wypowiedzi potwierdzające własne uprzedzenia – wskazał.
Dodał, że w bańce sterowanej uprzedzeniami i grupowym konformizmem podzielamy i powielamy oceny całej grupy po to, aby nie narazić się na podejrzenie, że nie jesteśmy jej częścią.
– Ludzi, których powtarzany raz po raz epitet „ruska onuca” coraz bardziej śmieszy jest dużo, a będzie coraz więcej. Nawet jeśli ktoś cieszy się, że przeciwnik został poniżony, to przecież wciąż ma świadomość, że takie określenie nie zastąpiło argumentu i niczego nie wyjaśniło – zwrócił uwagę prof. Karwat.
Poproszony o ocenę szkodliwości stosowania tego zabiegu retorycznego rozmówca PAP ocenił, że m.in. za jego sprawą na naszych oczach wyrasta pokolenie obywateli, które nie miało okazji zetknąć się z godną i merytoryczną debatą, polemiką i repliką. Zamiast tego zaraża się pyskówkami, pomówieniami i wzrasta w klimacie nienawiści politycznej.
Pytany, czy nasza klasa polityczna sięga po to narzędzie częściej niż te w innych krajach europejskich, wyraził pogląd, że jesteśmy do tego bardziej predysponowani z powodów historycznych.
– Wciąż jest w nas żywy kompleks zaborów, rusyfikacji pod zaborem rosyjskim i wojny polsko-radzieckiej. Polityka historyczna kolejnych rządów III RP uczyniła z Bitwy Warszawskiej, z Cudu nad Wisłą, jeden z koronnych elementów edukacji patriotycznej obywateli – zwrócił uwagę prof. Karwat. Piętno odcisnął też okres Polski Ludowej – dominacja radziecka wprawdzie stopniowo słabła w życiu Polski, ale była odczuwalna. Dla następnych pokoleń, dla których jest to już wiedza książkowa, tamte doświadczenia odżywają.
Specjalistka od systemów politycznych państw europejskich dr hab. Małgorzata Myśliwiec z Uniwersytetu Śląskiego, pytana przez PAP czy politycy w innych państwach europejskim stosują tego rodzaju zabiegi retoryczne oceniła, że zdarza się to rzadziej niż u nas.
– Polska nie jest jedynym państwem europejskim, w którego sprawy wewnętrzne Rosja próbuje się wmieszać i doprowadzić do destabilizacji. Obserwując to, co dzieje się w Hiszpanii, Francji czy we Włoszech, nie ma wątpliwości, że wygląda to bardzo podobnie. Proces niepodległościowy w Katalonii był świetnym przykładem pokazującym, w jaki sposób Rosja pomagała w pewnych działaniach destabilizacyjnych – wskazała.
Oskarżenia o prorosyjskość i sprzyjanie Putinowi pojawiały się m.in. w kampanii prezydenckiej we Francji. Jak podawał Reuters, podczas debaty przed drugą turą wyborów w kwietniu 2022 r. Emmanuel Macron zarzucił Marine Le Pen zależność od rosyjskiego prezydenta, wskazując na pożyczkę zaciągniętą przez jej partię w rosyjskim banku. Le Pen odrzuciła te oskarżenia.
Jak relacjonowała hiszpańska agencja informacyjna Europa Press, w lutym 2022 r. lider prawicowej partii Vox Santiago Abascal oświadczył, że w rządzie Pedra Sancheza znajdują się „sojusznicy Putina”. Zarzut dotyczył polityków lewicowego ugrupowania Unidas Podemos i ich związków z Grupo de Puebla – nieformalnym forum współpracy polityków lewicy i centrolewicy z Ameryki Łacińskiej i Europy.
We wrześniu 2022 r. ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk nazwał szefa AfD w Saksonii-Anhalt Martina Reichardta „piątą kolumną Putina”. The Guardian podał, że była to reakcja na wyjazd grupy polityków AfD do Rosji i planowaną wizytę na okupowanym Donbasie.
W Wielkiej Brytanii w czerwcu 2024 r. lider ugrupowania Reform UK Nigel Farage został oskarżony o usprawiedliwianie polityki Putina po tym, jak w wywiadzie dla BBC powiedział, że rozszerzanie NATO i UE na wschód sprowokowało Rosję do inwazji na Ukrainę. Ówczesny premier Rishi Sunak zarzucił mu politykę ustępstw wobec Moskwy, a były lider laburzystów Keir Starmer stwierdził, że wypowiedzi Farage’a służą Putinowi. Farage odpowiedział, że nie jest apologetą rosyjskiego prezydenta – podała BBC.
Myśliwiec podkreśliła, że Polska znajduje się w szczególnej sytuacji ze względu na swoje położenie geopolityczne, jednak należy pamiętać, że w innych systemach politycznych, takich jak francuski czy hiszpański, politycy w różnych okresach chętnie współpracowali z Rosją.
– Wystarczy przypomnieć działania Marine Le Pen czy fakt, że w Hiszpanii separatyzmy terytorialne na peryferiach kraju mają w dużej mierze skrajnie lewicowe podłoże ideologiczne. Ich relacje z Rosją utrzymywane były przez lata, dlatego wskazywanie dziś na intencjonalne działania nie jest pozbawione podstaw – wyjaśniła.
Podobny wniosek sformułował kolejny rozmówca PAP, dr Jakub Olchowski z Katedry Bezpieczeństwa Międzynarodowego UMCS.
– Rosyjska machina kognitywna wspiera wszystko, co może spolaryzować europejskie społeczeństwa. Wszystko jej jedno, czy będzie wspierać siły określające się jako patriotyczna prawica jak w Polsce np. środowisko Grzegorza Brauna czy Konrada Berkowicza, czy skrajna lewica, komuniści lub środowiska ekologiczne, o ile te są dostatecznie ekstremistyczne. Te u nas może nie są zbyt silne, ale w Grecji, Francji czy Niemczech wygląda to już inaczej – powiedział Olchowski.
Rozmówca PAP, a zarazem analityk w Zespole Wschodnim Instytutu Europy Środkowej w Lublinie wyraził też pogląd, że co prawda wciąż panuje ogólna zasada, że im bliżej granic Rosji, tym nieufność społeczeństw wobec niej jest większa, ale np. Polacy jego zdaniem nie są tak antyrosyjscy, jak jeszcze kilka lat temu.
– Caryca Katarzyna Wielka miała podobno powiedzieć, że „Polaków nie trzeba podbijać, wystarczy ich skłócić”. Mam wrażenie, że „argumentum ad Putinum”, czyli stwierdzenie, że jest się agentem Putina jeszcze kilka lat temu było terminalne. Teraz już nie ma takiej siły oddziaływania. Wynika to z faktu, że mamy dziś w Polsce otwarcie prorosyjskie środowiska, które wcale się tego nie wstydzą i których narracje sprzedają się całkiem nieźle – podsumował Olchowski. (PAP)