W Finlandii olej napędowy na stacjach benzynowych jest obecnie najdroższy w całej UE. Na północy kraju cena 1 litra diesla przekroczyła na początku tygodnia 2,9 euro, a w Helsinkach średnio trzeba płacić niemal 2,5 euro za litr. Rząd ani we wcześniejszej fazie kryzysu paliwowego ani teraz, gdy ceny są rekordowe, nic z tym nie robi – pisze fiński dziennik „Iltalehti”.
Opozycja i branża transportowa domaga się od rządu działań łagodzących wzrost cen. W mediach społecznościowych ludzie przyłączają się do zaplanowanej na początek października akcji protestacyjnej „Nie tankuj”, której celem jest bojkot stacji benzynowych.
Przy takich cenach przeciętnego pracownika przestaje być stać na dojazd autem do pracy – argumentują politycy partii „Centrum” (KESK), domagając się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia rządu premiera Petteriego Orpo.
Według minister finansów Riikki Purry drogie paliwa to konsekwencja wysokich cen ropy na rynkach co wynika z przedłużającego się konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie oraz zamknięcia rynku rosyjskiego. – Obniżka podatków i opłat (wpływających znacząco na ostateczną cenę dla konsumenta) nie jest jednak obecnie możliwa, ponieważ Finlandia boryka się problemami finansów publicznych i została w tym roku objęta przez Komisję Europejską dyscyplinującą procedurą nadmiernego deficytu – mówiła szefowa resortu finansów podczas wystąpienia w parlamencie w ub. tygodniu. Kilka miesięcy temu przekonywała również, że jakakolwiek interwencja rządu nie przyniosłaby i tak odczuwalnej ulgi.
– To nie sytuacja geopolityczna, ale przede wszystkim poziom opodatkowania wpływa najbardziej na ostateczną cenę paliwa. Jednak gdy cena ropy naftowej spada, wysokie stałe składniki podatkowe powodują, że cena płacona przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa nie spada proporcjonalnie – analizuje „Iltalehti”. Gazeta podkreśliła, że w Szwecji, dzięki rządowi i obniżce podatków oraz opłaty paliwowe różnica w cenach na granicy szwedzko-fińskiej w 2026 r. wynosiła nawet 60-80 centów za litr.
Z Helsinek Przemysław Molik (PAP)
Czechy/ Rząd wprowadzi limity cen paliw i nałoży podatki na rafinerie
Czeski rząd ogłosił w poniedziałek wprowadzenie limitów cen paliw oraz dodatkowego podatku dla rafinerii – podała agencja CTK. Decyzję podjęto w związku z rosnącymi cenami paliw, na które wpływają działania wojenne na Bliskim Wschodzie.
Ministerstwo finansów Czech będzie codziennie ustalać maksymalne ceny benzyny i oleju napędowego. Regulacje mają na razie obowiązywać przez cały październik.
To drugie takie działanie rządu Andreja Babisza w tym roku. Poprzednio limity cen paliw obowiązywały od kwietnia do lipca.
Według monitorującej rynek firmy CCS litr najpopularniejszej w Czechach benzyny Natural 95 kosztował w czwartek średnio 45,55 korony (8,15 złotych), a oleju napędowego 49,13 korony (8,8 złotych).
Ceny benzyny w Czechach są najwyższe od lata 2022 r., a diesla od marca 2022 r. – podała CTK.
Czeski rząd wprowadzi również tymczasowy, nadzwyczajny podatek dla rafinerii, obejmujący wzrost ich marż w porównaniu z ubiegłym rokiem.
Minister finansów Alena Schillerova powiedziała, że regulacja cen paliw i planowana obniżka akcyzy na olej napędowy będą działać antyinflacyjnie i pozwolą utrzymać ceny paliw w Czechach „na jednym z najniższych poziomów w UE”.
Ceny paliw w Europie, zwłaszcza oleju napędowego, rosną wskutek konfliktów na Bliskim Wschodzie i wojny w Ukrainie. Transport ropy przez cieśninę Ormuz od marca jest mocno ograniczony, a saudyjski rurociąg do Janbu, pozwalający ominąć cieśninę, pozostaje wyłączony już drugi tydzień. Dodatkową presję na rynek wywierają ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie. (PAP)
Ropa zakończyła na razie fazę spadków cen
Ropa na globalnych rynkach na razie zakończyła fazę spadków cen widoczną w ciągu poprzednich 4 sesji. Inwestorzy oceniają ryzyka związane z dostawami surowca z Bliskiego Wschodu i działania dyplomatyczne, które doprowadziłyby do zakończenia konfliktu w tym regionie – podają maklerzy.
Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na X jest na NYMEX w Nowym Jorku po 97,22 USD – wyżej o 1,50 proc.
Brent na ICE na XI jest wyceniana po 101,91 USD za baryłkę, wyżej o 1,56 proc. i po spadku o prawie o 8 proc. w ciągu poprzednich 4 sesji.
Inwestorzy oceniają ryzyka związane z dostawami surowca z Bliskiego Wschodu i działania dyplomatyczne, które doprowadziłyby do zakończenia konfliktu zbrojnego pomiędzy USA a Iranem.
We wtorek prezydent USA Donald Trump wygłosi przemówienie na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ i zadeklarował, że jest gotowy na spotkanie ze swoim irańskim odpowiednikiem Masudem Pezeshkianem.
Ponadto Donald Trump będzie też w tym tygodniu gospodarzem szczytu z przywódcą Chin Xi Jinpingiem.
„Inwestorzy będą uważnie śledzić wszelkie postępy dyplomatyczne podczas spotkania prezydenta USA z prezydentami Iranu i Chin” – powiedział Hamad Hussain, starszy ekonomista ds. klimatu i surowców w Capital Economics Ltd.
„Nie ma jednak gwarancji, że rozmowy te doprowadzą do +namacalnych+ postępów, biorąc pod uwagę, jak bardzo różnią się żądania USA i Iranu wobec siebie” – dodał.
Analitycy wskazują, że ryzyko geopolityczne wciąż pozostaje wysokie.
Na rynek napłynęły informacje o uszkodzeniu tankowca w cieśninie Ormuz – raport w tej sprawie otrzymało UKMTO – UK Maritime Trade Operations. Dwóch członków załogi tankowca odniosło obrażenia. Statek kontynuuje jednak podróż do kolejnego portu w cieśninie „o własnych siłach”.
Z kolei na największym polu naftowym w Libii – Sharara – wydobycie ropy spadło o ponad połowę. Nastąpiło to po zamknięciu przez grupę zbrojną rurociągu prowadzącego do terminalu eksportowego w Zawii.
Obecnie z tego pola wydobywa się ok. 127 tys. baryłek ropy dziennie. Większość tej produkcji przekierowano do portu Mellitah.
Tymczasem wojna na Bliskim Wschodzie, której początek sięga 28 lutego br., nadal wciąga kolejne kraje.
Wielka Brytania zgodziła się wesprzeć armię Arabii Saudyjską – premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham poinformował w poniedziałek, że jego kraj udzieli Arabii Saudyjskiej ograniczonego wsparcia wojskowego w odpieraniu ataków rebeliantów Huti.
Królewskie Siły Powietrzne (RAF) będą pomagać w tankowaniu saudyjskich samolotów w powietrzu.
Porozumienie zacznie obowiązywać w najbliższych dniach i ma obowiązywać przez kilka tygodni.
Jeden samolot RAF Voyager będzie tankował w powietrzu saudyjskie maszyny wykonujące misje „obronne”.
Burnham powiedział, że decyzja ma służyć zabezpieczeniu interesów Wielkiej Brytanii i regionu oraz utrzymaniu otwartych szlaków transportu ropy w związku z atakami na Arabię Saudyjską.
We wrześniu ponownie nasiliły się walki między popieranymi przez Iran rebeliantami Huti a rządem Jemenu, który ma wsparcie Rijadu.
Huti przeprowadzają ataki rakietowe i dronowe na Arabię Saudyjską, a także ogłosili blokadę saudyjskiej żeglugi w cieśninie Bab al-Mandab i na Morzu Czerwonym. Atakowali również statki powiązane z królestwem oraz obiekty naftowe na jego terytorium.
Na początku tego miesiąca Huti zajęli strategiczny port Mokka w Jemenie oraz ważne wyspy na Morzu Czerwonym.
Pozwala im to skuteczniej monitorować ruch statków przez cieśninę Bab al-Mandab, przez którą w normalnych warunkach przechodzi około 12 proc. światowego handlu.
Arabia Saudyjska zwróciła się do sojuszników, w tym Francji, Wielkiej Brytanii, Pakistanu i Egiptu, o wsparcie obrony powietrznej przed atakami Huti i innych ugrupowań wspieranych przez Iran.
Arabia Saudyjska jest największym na świecie eksporterem ropy naftowej, dlatego zakłócenia jej produkcji lub eksportu wpływają na sytuację na światowym rynku surowca. (PAP Biznes)
aj/ osz/