80 lat temu, 15 września 1946 r., urodził się Oliver Stone – amerykański reżyser, scenarzysta i producent, laureat trzech Oscarów. Twórca takich filmów, jak „Pluton”, „Wall Street”, „Urodzony 4 lipca” i „JFK”. „Nigdy nie chciałem prowokować. Po prostu szukałem prawdy” – wspominał w „New York Timesie”.
Oliver Stone to reżyser, który wzbudza ogromne emocje – jego twórczość filmowa często schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca burzliwej biografii. W dorosłość wchodził jako konserwatysta, który na ochotnika zgłosił się do wojska, by walczyć z komunistami. Z wojny w Wietnamie wrócił odznaczony Orderem Brązowej Gwiazdy i Medalem Serca Purpurowego – został dwukrotnie ranny.
Był już jednak zupełnie innym człowiekiem. Frontowe doświadczenia zrobiły z niego lewicowca, jednego z głównych krytyków polityki Stanów Zjednoczonych. Przez lata postrzegany był jako symbol lewicowej i antyestablishmentowej narracji. Od pewnego czasu reżysera krytykują jednak nie tylko środowiska konserwatywne, ale także te, które wcześniej brały go na swoje sztandary, zarzucając mu m.in. wspieranie autokratów, powielanie teorii spiskowych, a nawet zbliżenie do skrajnej prawicy.
„Mój ojciec był prawicowcem i wychowano mnie w przekonaniu, że w Wietnamie walczyliśmy z komunistami, że będę tam służył ojczyźnie i postępował słusznie. Wierzyłem w romantyczną iluzję dotyczącą wojny, opartą na filmach z Johnem Wayne’em i Audiem Murphym, a zgłoszenie się na ochotnika do wojny wydawało mi się sposobem na przejście rytuału przejścia w dorosłość” – opowiadał w 1986 r.
Sam nie uważa się za aktywistę. „Jestem filmowcem. Dramaturgiem” – podkreślał w 2016 r. podczas rozmowy z Chrisem Wallace’em, dodając, że jego „mocną stroną jest opowiadanie historii i znajdowanie sposobu, by opowiedzieć je w ekscytujący sposób”. Trudno jednak nie zgodzić się z często powtarzaną tezą, że znakiem rozpoznawczym Olivera Stone’a jest konsekwentne podważanie oficjalnej wersji historii Stanów Zjednoczonych.
William Oliver Stone urodził się 15 września 1946 r. w Nowym Jorku jako jedyne dziecko Louisa Stone’a – odnoszącego zawodowe sukcesy maklera giełdowego i analityka inwestycyjnego żydowskiego pochodzenia – oraz Francuzki Jacqueline Goddet. Jego rodzice poznali się w Paryżu, podczas II wojny światowej. Louis służył wówczas jako oficer finansowy w sztabie generała Dwighta D. Eisenhowera.
Dzieciństwo Stone’a upłynęło w atmosferze związanych z zamożnością przywilejów – prywatnej szkoły i częstych zagranicznych wakacji we Francji. Ojciec przyszłego reżysera był zdeklarowanym konserwatystą, wierzącym w konieczność zachowania tradycyjnych wartości społecznych. Kiedy Oliver miał 16 lat, jego rodzice się rozwiedli – ta wiadomość była dla niego szokiem. Kolejnym było odkrycie, że ojciec był głęboko zadłużony. To sprawiło, że Oliver poczuł się oszukany i zaczął kwestionować wpajane mu przez niego wartości.
W 1964 r. rozpoczął studia na prestiżowym Uniwersytecie Yale, z których jednak zrezygnował rok później. Mówił, że nie potrafił się odnaleźć w środowisku aroganckich, snobistycznych elit. Zainspirowany twórczością Josepha Conrada i Ernesta Hemingwaya, zapragnął rzucić wszystko i wyjechać, by przeżyć przygodę i zobaczyć, jak wygląda prawdziwy świat.
Tak znalazł się w Wietnamie Południowym, gdzie uczył miejscową młodzież języka angielskiego. Po pół roku postanowił wrócić. W drodze powrotnej rozpoczął pracę nad swoją pierwszą powieścią. Nie udało mu się jednak zainteresować nią żadnego wydawcy. Postanowił więc zaciągnąć się do wojska i jako ochotnik wziął udział w wojnie w Wietnamie. Ostatecznie powieść zatytułowana „A Child’s Night Dream” wydał dopiero w 1997 r., kiedy był już uznanym reżyserem.
W 1971 r. uzyskał dyplom w Szkole Filmowej na Uniwersytecie Nowojorskim, gdzie jednym z jego wykładowców i mentorów był Martin Scorsese. To od niego dostał radę, która – jak później przyznał – pomogła mu w odnalezieniu własnego stylu filmowego. Podczas studiów zrealizował krótkometrażowy dokument „Last Year in Viet Nam”.
„Pamiętam, że kręciliśmy wówczas filmy krótkometrażowe i były one dość kiepskie. Scorsese powiedział mi: »Robisz te wszystkie abstrakcyjne rzeczy w stylu Godarda, próbujesz naśladować francuską Nową Falę. Zrób coś osobistego«. I to było kluczowe” – wspomniał Stone cytowany w „Far Out Magazine”.
Pierwszym wyreżyserowanym przez Stone’a pełnometrażowym filmem fabularnym był horror „Seizure” (1974). Nie przyniósł mu jednak uznania. Oddał się więc pisaniu scenariuszy – pięć lat później otrzymał Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany do biograficznego dramatu kryminalnego Alana Parkera „Midnight Express” (1978). W 1983 r. napisał scenariusz do głośnego „Człowieka z blizną” w reżyserii Briana De Palmy.
Prawdziwy rozgłos przyniósł mu jednak „Pluton” (1986) z Williamem Dafoe i Charliem Sheenem w rolach głównych. Film opowiadający o wojnie w Wietnamie, świadectwo osobistych przeżyć, nagrodzono czterema Oscarami, w tym statuetką dla Stone’a za reżyserię. Film okazał się także wielkim sukcesem komercyjnym, pozwalającym reżyserowi myśleć o kolejnych realizacjach.
„François Truffaut powiedział, że nie da się nakręcić filmu antywojennego, ponieważ wszystkie filmy wojenne, dzięki swojej energii i poczuciu przygody, sprawiają, że walka wydaje się zabawą. Gdyby Truffaut dożył premiery »Plutonu« – najlepszego filmu 1986 roku – być może zmieniłby zdanie. Jest to film, który przedstawia walkę z perspektywy piechura i nie sprawia, że wojna wydaje się zabawą” – ocenił amerykański krytyk Roger Ebert. Jego zdaniem „Stone tak komponuje ujęcia, by odebrać nam poczucie, że walka ma sens”.
Nieco inną perspektywę przyjęła Pauline Kael, która podkreśliła, że Stone „jest bez wątpienia dobrym filmowcem, ale brakuje mu rozsądku”. „Prawie wszystko w filmie »Pluton« jest zbyt dosadne i tak wyolbrzymione, że może znieczulić widza i sprawić, że poczuje się on znudzony” – recenzowała Kael.
Rok później Stone nakręcił „Wall Street” z nagrodzonym Oscarem Michaelem Douglasem jako Gordonem Gekko – postacią symbolem. Jego motto: „Chciwość jest dobra”, stało się dla wielu prawdziwym symbolem bezdusznego kapitalizmu.
W grudniu 1989 r. na ekrany wszedł „Urodzony 4 lipca” z Tomem Cruise’em w roli głównej. Adaptacja autobiografii weterana wojny w Wietnamie Rona Kovica to kolejny rozrachunek Stone’a z tą tematyką i kolejny film, który przyniósł mu Oscara za najlepszą reżyserię. Finalnie obraz zgarnął jeszcze statuetkę za najlepszy montaż.
„Kino Stone’a jest jednak polityczne głównie w sensie publicystycznym – operuje ostrym językiem, jaskrawymi kontrastami, częściej sloganami niż kategoriami. Twórca »Urodzonego 4 lipca« uprawia sztukę perswazyjną, dobierając środki wyrazu tak, aby przedstawić swoje teorie i poglądy w przyswajalnym ciągu, zgrabnie omijającym pułapki, które zastawiają sceptycyzm i logika. Choć trzeba przyznać, że z tą ostatnią w swoich najlepszych filmach rzadko bywał na bakier” – recenzował w „Dwutygodniku” Błażej Hrapkowicz.
W 1991 r. Stone prezentuje widzom dwa kolejne filmy – poświęcony legendzie Jima Morrisona biograficzny dramat muzyczny „The Doors” (w roli głównej Val Kilmer) i kolejny polityczny rozrachunek z rzeczywistością, czyli „JFK”, którego tematem jest zamach na Johna F. Kennedy’ego – 35. prezydenta USA. „»The Doors« ukazuje kult wokół Jima Morrisona jako ciemną stronę kontrkultury; »JFK« wychodzi od wielu wątpliwości, jakie wiążą się z zabójstwem Johna F. Kennedy’ego, by w brawurowo zmontowanym łańcuchu przyczynowo-skutkowym wyłożyć tezę o zamachu Kubańczyków i amerykańskiej prawicy” – podsumował Hrapkowicz.
„»JFK« to film sprawnie skonstruowany, zwięźle napisany i momentami zapierający dech w piersiach pod względem gry aktorskiej – a jednocześnie jedno z najbardziej oburzających przeinaczeń historii” – recenzowano w brytyjskim „Guardianie”, określając dzieło Stone’a jako „idealny materiał dla zwolenników teorii spiskowych”.
Trzy lata po „JFK” nakręcił oparty na scenariuszu Quentina Tarantino film „Urodzeni mordercy” o parze zakochanych, psychopatycznych morderców, którzy terroryzują Amerykę – z Woodym Harrelsonem i Juliette Lewis w rolach głównych. „Wiele kontrowersyjnych i odważnych stylistycznie filmów, które nakręcił w tym okresie, odniosło sukces kasowy i ugruntowało pozycję Stone’a – dwukrotnego laureata Oscara za najlepszą reżyserię – jako odważnego rzecznika swojego pokolenia. Chociaż filmy takie jak »Wall Street« i »Urodzeni mordercy« nie przedstawiały zniuansowanego spojrzenia na zgniłą moralność leżącą u podstaw naszego społeczeństwa, a sposób ujęcia narodowych złudzeń w »Urodzonych 4 lipca« i »J.F.K.« nie był szczególnie subtelny, nikt nie mógł zaprzeczyć, że twórczość Stone’a odnosiła się bezpośrednio do amerykańskich marzeń i koszmarów” – czytamy w „New York Timesie”.
„Od tamtej pory pozycja reżysera jako twórcy trzymającego rękę na pulsie została przyćmiona przez wizerunek politycznego prowokatora – głównie dzięki filmom dokumentalnym o takich osobach jak Fidel Castro i Władimir Putin” – podkreślił krytyk David Marchese.
Późniejsze filmy Stone’a nie zdobywały już wielkiego rozgłosu. W 2004 r. do kin wszedł „Aleksander” z Colinem Farrellem jako Aleksandrem Macedońskim. W 2010 r. reżyser powrócił do postaci Gordona Gekko filmem „Wall Street: Pieniądz nie śpi”. Coraz bardziej niż z kinem zaczął być kojarzony z kolejnymi kontrowersyjnymi wypowiedziami. Z uznaniem wypowiadał się o Fidelu Castro, Hugo Chavezie i Władimirze Putinie. W 2022 r. usprawiedliwiał rosyjską inwazję na Ukrainę. „Stone od lat ma prosty sposób objaśniania świata: prawda jest odwrotnością tego, co twierdzi amerykańska propaganda. Teraz za ofiarę imperializmu USA uważa nawet Putina” – czytamy w „Newsweeku”.
„Stone to przede wszystkim reżyser polityczny, którego żywiołem są tematy trudne i kontrowersyjne, a znakiem rozpoznawczym – gniewna fascynacja Stanami Zjednoczonymi. Jego filmy przepełnione są gwałtownymi emocjami, znakomicie oddanymi również w warstwie wizualnej — dynamicznym montażem, częstej zmianie tonacji kolorystycznej i nerwowej pracy kamery stałego operatora Stone’a Roberta Richardsona” – oceniła filmoznawczyni Patrycja Włodek. „Mimo kontrowersji nie można odmówić Stone’owi biegłości warsztatowej, umiejętności perswazji i genialnego wyczucia rytmu – które już w latach 80. przyniosły mu dwa Oscary za reżyserię” – podkreślił Rafał Syska w książce „Kino końca wieku. Historia kina, tom 4”.
Pomimo upływu lat Stone nie zamierza zbaczać z wybranej drogi. W połowie 2026 r. zakończył zdjęcia do swojego nowego filmu „White Lies”. „Nie ma już dobrych zakończeń. To świat melancholii: trzeba być cynicznym realistą” – ocenił w rozmowie z Rudigerem Sturmem reżyser. „Nauczyłem się, że jeśli coś jest dla ciebie naprawdę ważne, nie możesz się wycofać. Trzeba jednak też zdać sobie sprawę, że w Ameryce będziesz postacią z marginesu” – zaznaczył podczas wywiadu z magazynem „The Talks”.
„Nigdy nie chciałem kłótni. Nigdy nie chciałem prowokować. Po prostu szukałem prawdy” – podsumował artysta w rozmowie z dziennikiem „The New York Times”.
Mateusz Wyderka (PAP)






