Do domu polskiego wiceministra spraw zagranicznych zapukał były „okupant”, mieszkał tu w czasie II wojny z rodzicami. Marcin Bosacki bardzo się ucieszył i poczęstował Niemca kawą, a ten wiceministrowi wskazał gdzie w jego domu… „spał polski parobek Feliks”.
We wpisie wiceministra czytamy:
Puk, puk. Dziś do drzwi mojego domu pod Poznaniem zapukał mocno starszy pan z synem. Jak się okazało, 91-letni pan Leonard jest Niemcem. Gdy był dzieckiem, był tu „okupantem”. I mieszkał w moim obecnym domu. Ale po kolei. Gdy moja rodzina w latach 70. kupiła ten dom, poprzedni właściciele przekazali, że ich przodkowie zbudowali go w 1895 roku i od tego czasu tu mieszkali. Z jedną, ważną przerwą na lata 1939-1945. Pod koniec 1939 roku, jak wielu Polaków z tych terenów, zostali przez Niemców przesiedleni na Zamojszczyznę, wrócili w marcu 1945. Dziś dowiedziałem się od pana Leonarda, że w 1941 roku jego rodzice z szóstką dzieci zostali tu pod Poznań przesiedleni z Łotwy – byli Baltendeutchami. Hitlerowskie Niemcy chciały Wielkopolskę skolonizować. Pod koniec stycznia 1945 uciekli przed nadchodzącą Armią Czerwoną i LWP. Jego ojciec ledwo przeżył – podczas podróży furmanką do zachodnich Niemiec złamał biodro. Prawowici właściciele wrócili w marcu z Zamojszczyzny. Zaprosiłem pana Leonarda z synem na kawę. Porozmawialiśmy. Obejrzał ogród i całkowicie niemal zmieniony dom, w którym mieszkał ponad 3 lata w dzieciństwie i który opuścił jako 10-latek. Pokazywał gdzie spał on (tu jest dziś kuchnia), gdzie jego siostry, a gdzie polski parobek Feliks (tu jest łazienka). Miał łzy w oczach. Opowiedziałem mu, że cztery lata temu mieszkali tu kilka miesięcy uciekinierzy – kobiety ze wschodniej Ukrainy z dziećmi, uciekający przed Rosjanami.
Większość komentujących wpis wiceministra wskazuje na niestosowność sformułowania „polski parobek” pouczając, że „Nie parobek tylko robotnik przymusowy, względnie niewolnik”.
oprac. PJ