Matka 29-letniej Dejianny Lane z południowej Kalifornii walczy w sądzie o kontynuację leczenia córki, u której lekarze stwierdzili śmierć mózgu. Sąd tymczasowo nakazał szpitalowi pozostawienie kobiety przy aparaturze podtrzymującej oraz zezwolił na przeniesienie pacjentki do innej placówki.
Dejianna Lane trafiła do Los Angeles General Medical Center 6 lipca w wyniku postrzału. W ciągu 48 godzin lekarze poinformowali rodzinę, że u pacjentki nastąpiła śmierć mózgu, i – jak relacjonuje matka, Rochelle Grant – zasugerowali rozważenie donacji narządów, wskazując, że mogłaby w ten sposób uratować życie 29 innych osób. Grant podkreśliła również, że personel dawał jej do zrozumienia, iż sprzeciw wobec pobrania narządów jest „samolubną postawą”.
Rochelle Grant utrzymuje, że dostrzega u córki oznaki poprawy i uważa, że zasługuje ona na więcej czasu. Zarzuca szpitalowi zaniedbania w opiece, w tym nieregularną wymianę wenflonów, która – według niej – powinna następować co 2-3 dni. Twierdzi także, że dopiero po jej interwencji założono córce cewnik PICC.
Matka 29-latki postanowiła ostatecznie pozwać szpital. Zgodnie z pierwszym postanowieniem sądu placówka ma kontynuować leczenie podtrzymujące życie do czasu dalszych rozstrzygnięć, a pacjentka może zostać przeniesiona do innego szpitala.
Według Grant transfer nie został jednak zrealizowany. Jak relacjonuje, początkowo wskazywano na brak źródeł pokrycia kosztów transportu w pakiecie ubezpieczeniowym pacjentki, mimo że rodzina zadeklarowała ich opłacenie z własnej kieszeni, a następnie na brak wolnych łóżek w placówce docelowej. Grant kwestionuje to wyjaśnienie, twierdząc, że wcześniej szpital przekazał numer kontaktowy potrzebny do sfinalizowania procedury.
Grant zapowiada dalszą walkę o życie córki.
Red. JŁ








