Eliminacje MŚ 2026/Jan Urban: Miesiąc miodowy minął, czas na wielki test

Popularne

Siedem tygodni po objęciu funkcji selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski Jan Urban przystępuje do realizacji misji, czyli walki o awans na mundial. Miesiąc miodowy już minął, teraz lubianego przez kibiców i media trenera czeka trudne zadanie – debiut w wyjazdowym meczu z Holandią.

– Wierzymy, że ten wybór pozwoli reprezentacji rozwinąć pełnię swojego potencjału. Naszym celem jest zakwalifikowanie się do mistrzostw świata w 2026 roku – oświadczył 16 lipca prezes PZPN Cezary Kulesza, dzień przed oficjalną prezentacją nowego selekcjonera.
63-letni Urban praktycznie od razu po rezygnacji Michała Probierza, która nastąpiła 12 czerwca, był głównym kandydatem mediów do objęcia tej funkcji. Kulesza potrzebował jednak ponad miesiąca na podpisanie z nim umowy.
Następca Probierza przejął kadrę rozbitą po czerwcowej porażce z Finlandią 1:2 w eliminacjach MŚ. Słaby występ w Helsinkach poprzedziły wydarzenia, które wstrząsnęły polskim futbolem – odebranie przez ówczesnego selekcjonera opaski kapitana Robertowi Lewandowskiemu (nieobecnemu na tamtym zgrupowaniu) i jego rezygnacja z gry w kadrze pod wodzą Probierza.
Urban miał niewiele czasu, ale jednocześnie łagodne wejście w nową rolę, ponieważ jest lubiany w środowisku piłkarskim. Dostał duży kredyt zaufania. Na dodatek podejmuje – jak się wydaje – przemyślane i logiczne decyzje.
Przy okazji ogłoszenia kadry na wrześniowe mecze przekazał, że wracający do kadry Lewandowski ponownie będzie kapitanem, a wyznaczony przez Probierza do tej roli Piotr Zieliński – zastępcą. Trzecim w kolejności piłkarzem, który może założyć opaskę – Jan Bednarek.
– Piłkarze zostali już o tym poinformowani, rozmawiałem z nimi i chciałem, by jako pierwsi dowiedzieli się o mojej decyzji. Jest ona ostateczna i temat opaski kapitańskiej uważam za zamknięty, nie będziemy go więcej komentować. Teraz drużyna musi skupić się wyłącznie na grze i dwóch kluczowych meczach – podkreślił wówczas 63-letni szkoleniowiec.
Zakończenie tego delikatnego tematu jeszcze przed zgrupowaniem pozwoliło oczyścić atmosferę wokół reprezentacji. Pokazało również, że Urban nie bez powodu jest uznawany za świetnego dyplomatę, potrafiącego rozładować każde napięcie i konflikt.
Przy okazji nowy selekcjoner załatwił inną sprawę. Dzięki niemu do kadry wrócił wyróżniający się od dawna w ekstraklasie Kamil Grosicki, który za kadencji Probierza… pożegnał się oficjalnie z reprezentacją w czerwcowym meczu towarzyskim z Mołdawią (2:0).
Na razie doświadczony trener jest „głaskany” przez media, raczej chwalony za swoje wybory, ale prawdziwe wyzwanie dopiero się zaczyna. 4 września biało-czerwoni zagrają z Holendrami w Rotterdamie, a trzy dni później z Finami na Stadionie Śląskim w Chorzowie.
Urban urodził się 14 maja 1962 w Jaworznie. W miejscowej Victorii rozpoczął przygodę z piłką nożną, by w 1981 podpisać kontrakt z grającym wówczas w najwyższej klasie Zagłębiem Sosnowiec. Dobrymi występami zapracował na transfer do Górnika Zabrze, który wtedy rozdawał karty w krajowym futbolu, choć wcześniej był o krok od transferu do Lecha Poznań.
Z Górnikiem w latach 1986-1988 trzykrotnie z rzędu został mistrzem Polski. Zanim wyjechał do Hiszpanii, w polskiej ekstraklasie zdążył rozegrać 237 meczów i uzyskać 77 bramek. W maju został wprowadzony do Galerii Legend Ekstraklasy.
W 1989 roku został zawodnikiem Osasuny Pampeluna.
– Obawy? Nie miałem, jechałem przecież do normalnego kraju, a poza tym trochę podróżowałem po świecie z Górnikiem, bo co rok graliśmy w europejskich pucharach, i reprezentacją, z którą wystąpiłem w mistrzostwach świata. Od początku wiedziałem, że bez problemów będę grał. Mówiłem w Osasunie, że Górnik był wtedy mocniejszą drużyną. Bardziej zastanawiałem się nad tym, jak ułoży nam się życie pozasportowe – wspominał tamte czasy.
W 1991 roku z Osasuną zajął czwarte miejsce w La Liga, co oznaczało przepustkę do Pucharu UEFA. W tym historycznym sezonie rozegrał też jeden z najlepszych meczów w karierze – 30 grudnia 1990 strzelił trzy gole Realowi i to na madryckim Santiago Bernabeu, a jego zespół wygrał 4:0, co w pewien sposób łączy go z Robertem Lewandowskim, który „Królewskim” wbił cztery gole w barwach Borussii Dortmund w półfinale Ligi Mistrzów w 2013 roku.
Po tym wyczynie Urban przez pewien czas otwierał nawet klasyfikację strzelców, a ostatecznie z 14 trafieniami zajął w niej piątą lokatę.
W szczycie formy, jesienią 1991 roku, rozegrał 57. i zarazem ostatni mecz w drużynie narodowej. Było to spotkanie eliminacji mistrzostw Europy z Anglią (1:1) w Poznaniu. W reprezentacji, w której zadebiutował w 1985 roku, zdobył siedem goli. Uczestniczył w mundialu w Meksyku w 1986 roku, gdzie biało-czerwoni odpadli w 1/8 finału po porażce z Brazylią 0:4.
W Osasunie spędził sześć lat. W tym okresie rozegrał 156 spotkań i zdobył 45 bramek. W 1995 roku przeniósł się na krótko do Realu Valladolid, a po sezonie przeszedł do CD Toledo. Hiszpański rozdział kariery zamknął liczbą 177 meczów w ekstraklasie i 49 goli.
Latem 1996 związał się z niemieckim klubem VfB Oldenburg, zaś na początku 1998 wrócił do Górnika, by „na starych śmieciach” dokończyć sezon 1997/98 i swoją bogatą karierę.
– Miałem 35 lat, ale chciałem jeszcze pograć. Na wszelki wypadek trenowałem sobie indywidualnie, biegałem. Miałem propozycję z Egiptu, ale słyszałem o porwaniach turystów w tym kraju i postanowiłem tam nie jechać. Wtedy zadzwonił prezes Górnika Stanisław Płoskoń. Zespół miał problemy w lidze, więc zgodziłem się na półroczny kontrakt. Chciałem zostać dłużej na podobnych warunkach, ale się nie porozumieliśmy i rozstaliśmy bez urazy. Od razu zresztą dostałem propozycję pracy z młodzieżą w Osasunie. Dla mnie to była super sprawa, takie łagodne przejście na „drugą stronę rzeki” – podkreślił.
Szkolenie młodzieży w Pampelunie przerwała na rok praca w drugoligowym Polideportivo Ejido. Z kolei w sezonie 2005/06 prowadził rezerwy Osasuny. Nie ukrywał jednak, że wcześniej w ogóle nie myślał o zawodzie trenera.
– Pod koniec grania trenowałem dzieciaki. Uczestniczyliśmy w takiej lidze 5×5 na małe bramki. Tak się zaczęło. W Osasunie pracowałem jako drugi trener drugiej drużyny juniorów. I nie byłem wcale pewny, czy chcę być szkoleniowcem. Chyba przekonałem się, że to fajne, kiedy zdobyliśmy mistrzostwo Hiszpanii w najstarszej grupie juniorów. To był bodziec – dodał.
Jego zdaniem doświadczenie z boiska pomaga w pracy szkoleniowej.
– Bo człowiek „czuje” szatnię, wie, jak zareagować w danym momencie. Łatwiej mu dotrzeć do zawodników, bo przeżył różne sytuacje na własnej skórze. Późno zacząłem pracę trenera, ale z drugiej strony – długo grałem. Miałem możliwość zaczepienia się od razu w pierwszej Osasunie w roli asystenta. Odmówiłem, bo wolałem być trenerem drugiej drużyny czy juniorów. Nie pasuję na drugiego. To była dobra nauka: dzieciaki, młodzież, półprofesjonalne rezerwy Osasuny, grające na trzecim poziomie… Czekałem spokojnie na swoją ofertę – przypomniał.
Przełom w pracy trenerskiej nastąpił 4 czerwca 2007, gdy Legia Warszawa niespodziewanie ogłosiła, że Urban zostanie nowym szkoleniowcem zespołu. Miał 45 lat i wtedy uchodził za trenera młodego, a do tego niesprawdzonego i bez doświadczenia w pracy na poziomie ekstraklasy.
– Wydaje mi się, że ówczesny właściciel Legii, Mariusz Walter, wiedział, czego chce, czyli trenera, który będzie stawiał na młodzież. I tak się stało w pierwszym etapie. Później zostałem zwolniony i przez tego samego człowieka sprowadzony z powrotem. Wielu młodych zawodników pokazało się najpierw w klubie, potem w reprezentacji, a ja odniosłem sukces jako trener w Legii, sięgając po dublet – mistrzostwo i Puchar Polski – przyznał po latach Urban.
Już w pierwszym sezonie pracy wywalczył z Legią Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju, a także Superpuchar (2008). Pod jego skrzydłami najpierw zaistnieli, a później stali się czołowymi postaciami drużyny m.in. Maciej Rybus i Ariel Borysiuk. Podkreślał jednak, że wprowadzanie młodzieży nie może się odbywać kosztem wyniku.
– Wpuszczam „młodego”, jeśli na to zasługuje. W drużynie, która dobrze funkcjonuje, on to wykorzysta, pójdzie do przodu – zauważył.
W 2013 roku sięgnął z Legią po mistrzostwo i puchar kraju.
Jako trener emanował spokojem, otwarcie i z pasją dzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat futbolu. Szybko zdobywał sympatię kibiców, mediów, ale i piłkarzy, którzy często podkreślali, że jest trenerem sprawiedliwym i dbającym o atmosferę w drużynie.
Znaczenie ducha zespołu i jedności tłumaczył też zawodnikom: – Bez znaczenia jest, czy jesteś średnim, czy bardzo dobrym piłkarzem. Bez kolegi, który na boisku wskoczy za ciebie w ogień, jesteś nikim. Piłka nożna jest grą drużynową, więc siłą musi być drużyna. Jakiekolwiek podziały ją osłabiają. Zespół wewnętrznie podzielony automatycznie skazuje się na niekorzystny wynik sportowy.
Dwie kadencje w Legii przedzieliły krótkie epizody w Polonii Bytom i Zagłębiu Lubin.
W lipcu 2014 Urban został szkoleniowcem Osasuny, z którą miał wrócić do hiszpańskiej ekstraklasy. Niespełna osiem miesięcy później został zwolniony, gdy drużyna była na 16. pozycji w Segunda Division.
Później bez większych sukcesów i dość krótko pracował w Lechu Poznań (Superpuchar) i Śląsku Wrocław, by w połowie 2021 roku trafić do Górnika. Z ośmiomiesięczną przerwą na przełomie 2022 i 2023 roku pracował tam do połowy kwietnia 2025.
Powrót do Zabrza wiosną 2023, gdy jego ulubionemu klubowi zaglądało w oczy widmo spadku, uważa za najtrudniejsze doświadczenie w karierze. Ale Górnik pod jego wodzą po świetnej serii zakończył sezon na szóstej pozycji.
Urban ma za sobą też szkoleniowe szlify w reprezentacji. W 2008 roku, przed mistrzostwami Europy, dołączył do sztabu Leo Beenhakkera.
– Byłem w takim wieku, że raczej nie powołał mnie jako zawodnika – żartował. – Działo się to kosztem mojego urlopu, ale z przyjemnością pojechałem popracować z takim trenerem, jak Beenhakker – wspominał.
A słynny Holender odważnie mówił, że widzi w Urbanie albo w także będącym wówczas w sztabie Adamie Nawałce kandydatów do zastąpienia go w kadrze.
Od lat dzieli czas między Polskę i Hiszpanię, co ma też wpływ na jego podejście do życia, w tym do pracy trenerskiej.
– W Hiszpanii też jest krytyka, ale ludzie są bardziej otwarci, rozmowni, choć i bardziej wybuchowi. Po porażkach mocniej się wkurzają, a z drugiej strony bardziej spontanicznie cieszą się po zwycięstwach. Ja staram się zachować balans i spokój, co ma znaczenie, bo trener w jakimś stopniu przekazuje swoją osobowość drużynie. Potrafię się wkurzyć podczas treningu czy meczu, kiedy coś jest źle robione, a wiem, że zawodnik może lepiej. Z drugiej strony piłkarz nie zawsze ma coś przeciwko temu, żeby go trochę przycisnąć, bo czasami tak jest, że kiedy się wstanie lewą nogą, to ktoś musi cię popchnąć do roboty – tłumaczył.
Przerwy między rozgrywkami Urban wraz z rodziną spędza zazwyczaj w Hiszpanii.
– Tam mieszka córka, syn dojeżdża. Mamy bazę w Hiszpanii. Mieszkam na północy, tam w zimie pada śnieg, niedaleko są Pireneje. To w Hiszpanii nauczyłem się jeździć na nartach. Jestem Polakiem, ale tam też czuję się bardzo dobrze. Doceniają mnie, szanują, dzieci i żona mają swoich znajomych, jesteśmy jak u siebie. Od lat mieszkamy w dwóch krajach – podsumował.(PAP)

bia/ pp/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane