Plemię Indian Gila River z Arizony rozważa powrót banicji lub wygnania jako formy kary za przestępstwa z użyciem przemocy oraz przestępstwa seksualne. Dyskusja pojawia się w atmosferze chaosu, który ogarnął wspólnotę w ostatnich miesiącach. W lutym gubernator plemienny ogłosił w rezerwacie „stan zagrożenia bezpieczeństwa publicznego”.
„Siła naszej społeczności zawsze opierała się na jedności i musimy podjąć wszelkie kroki, aby chronić najbardziej narażonych spośród nas” – powiedział gubernator plemienny Stephen Roe Lewis ogłaszając stan wyjątkowy.
W ostatnich miesiącach mieszkańcy rezerwatu borykają się z przemocą ze strony współplemieńców. W kwietniu doszło do zabójstwa kobiety. Sytuacja nadal jest niepewna.
„Dochodzi do aktów przemocy, które wcześniej nie miały miejsca w naszej społeczności. Zostały przekroczone granice, o których wcześniej nawet nie słyszeliśmy. Dlatego rozwiązania nie mogą pochodzić wyłącznie od rządu – to będzie wymagało, abyśmy wszyscy razem pracowali… aby wykorzenić przyczyny tej przemocy” – powiedział Lewis.
Rozwiązaniem ma być powrót kary wygnania. Banicja groziłaby skazanym za przestępstwo z użyciem przemocy lub trzy wykroczenia z jej użyciem. Wygnanie oznaczałoby zakaz zamieszkiwania i wstępu na ziemie plemienne, pozbawienie lokalnych praw wyborczych oraz praw do partycypowania w przychodach wspólnoty.
Najcięższe przestępstwa byłyby karane całkowitym wykluczeniem z plemienia – pozbawieniem sprawcy jego tożsamości. Zgodnie z proponowanymi zasadami banicja i wykluczenie z plemienia nie przechodziłaby na dzieci. Wygnanie nie zastępowałoby także kary więzienia.
Red. JŁ








