Senatorowie z Illinois żądają podwyżek dla kontrolerów lotów. Oskarżają FAA o blokowanie pieniędzy

0

Senatorowie z Illinois Tammy Duckworth i Dick Durbin ostro zaatakowali kierownictwo Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA). Demokraci domagają się wypłacenia kontrolerom ruchu lotniczego pełnej podwyżki wynagrodzeń zatwierdzonej przez Kongres i podpisanej przez prezydenta Donalda Trumpa.

Kontrolerzy czekają na 2,8 procent podwyżki

Przyjęta przez Kongres ustawa przewiduje 140 milionów dolarów na 3,8-procentową podwyżkę dla kontrolerów. Jak dotąd pracownicy otrzymali jednak tylko 1-procentową podwyżkę, taką samą jak inni pracownicy federalni.

Duckworth i Durbin wzywają administratora FAA Bryana Bedforda do natychmiastowego uruchomienia pozostałych 2,8 procent. Senatorowie twierdzą, że uzależnianie podwyżki od zmian w harmonogramach pracy i zwiększania wykorzystania personelu jest niewłaściwe.

Ich zdaniem kontrolerzy już teraz pracują w warunkach poważnych niedoborów kadrowych, często w ramach obowiązkowych nadgodzin.

Spór o wydajność i harmonogramy pracy

FAA pod kierownictwem Bedforda przedstawiła plan kadrowy na 2026 rok. Jednym z jego celów jest zwiększenie średniej liczby godzin produktywnej pracy podczas ośmiogodzinnej zmiany – z czterech do pięciu.

Senatorowie ostrzegają, że zwiększanie obciążenia kontrolerów może pogorszyć sytuację kadrową i negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo lotnicze. Podkreślają, że pracownicy odpowiadają za bezpieczeństwo milionów pasażerów, jednocześnie korzystając z systemów i technologii, które wymagają modernizacji.

Niektórzy kontrolerzy powiedzieli CBS News, że opóźnienie podwyżki negatywnie wpływa na morale i prowadzi do konfliktów dotyczących warunków pracy.

FAA odpowiada senatorom

Administracja lotnictwa odpiera zarzuty. FAA podkreśla, że to sam Kongres uzależnił wypłatę dodatkowej części podwyżki od wprowadzenia usprawnień dotyczących harmonogramów, wykorzystania personelu i efektywności operacyjnej.

Agencja zapowiedziała rozmowy z Krajowym Stowarzyszeniem Kontrolerów Ruchu Lotniczego, NATCA. Celem ma być analiza obecnych zasad układania grafików i znalezienie rozwiązań, które zwiększą produktywność, poprawią bezpieczeństwo i jednocześnie jakość życia kontrolerów.

NATCA popiera wypłatę pełnej podwyżki zatwierdzonej przez Kongres i podziękowało senatorom za wsparcie. Związek podkreśla, że docenienie pracy kontrolerów jest szczególnie ważne w obliczu problemów kadrowych systemu kontroli ruchu lotniczego.

 

Trzy biełuchy zmarły w akwarium Shedd w Chicago. Specjalistka pyta o przyczyny

0

Śmierć trzech biełuch w krótkim czasie w chicagowskim akwarium Shedd wywołała pytania o stan zdrowia zwierząt i warunki, w jakich były trzymane. Akwarium prowadzi dochodzenie, ale na razie nie wiadomo, co doprowadziło do zgonów.

Trzy biełuchy zmarły w ciągu kilku dni

W środę Shedd Aquarium poinformowało o śmierci dwóch kolejnych biełuch. 20-letnia Rain, uratowana z zamkniętego parku morskiego Marineland w Ontario, oraz 34-letni Beethoven, który od wielu lat mieszkał w Shedd, padły mimo natychmiastowej pomocy weterynaryjnej.

Zaledwie kilka dni wcześniej niespodziewanie zmarła Peekachu, kolejna biełucha uratowana z Marineland.

Przyczyny śmierci żadnego ze zwierząt nie zostały jeszcze ustalone. Przeprowadzane są sekcje zwłok, badania krwi oraz dodatkowe testy. Shedd zapowiedziało także całodobowe monitorowanie pozostałych bieług.

Specjalistka wskazuje na stres lub patogen

Lori Marino, specjalistka zajmująca się zachowaniem wielorybów i przedstawicielka organizacji The Whale Sanctuary, uważa, że trzy zgony w tak krótkim czasie wymagają szczegółowych wyjaśnień.

Jej zdaniem jedną z możliwości jest silny stres związany z przenosinami i zmianami w zbiorniku. Do Shedd trafiły nowe zwierzęta, a biełuchy musiały przystosować się do zupełnie nowych warunków. Marino zwraca uwagę, że Beethoven nie pochodził z Marineland, a mimo to również zmarł, co – jej zdaniem – może wskazywać na dodatkowy czynnik.

Drugą możliwością, którą bierze pod uwagę specjalistka, jest patogen przywieziony wraz z bieługami z Marineland. Marino podkreśla jednak, że jest to na razie tylko hipoteza i nie ma potwierdzenia, że właśnie taki mechanizm doprowadził do zgonów.

Shedd: dochodzenie nadal trwa

Przedstawiciele akwarium podkreślają, że ratowanie bieług było konieczne, ponieważ w zamkniętym Marineland pozostało około 30 zwierząt, dla których nie było odpowiedniego miejsca. Shedd i jego partnerzy zdecydowali się pomóc w ich relokacji.

Akwarium nie potwierdziło żadnej z teorii dotyczących przyczyn śmierci. Zaznacza, że część wyników badań może być znana szybko, ale na pełne wyjaśnienie niektórych kwestii trzeba będzie poczekać.

Marino opowiada się za przenoszeniem bieług do morskich rezerwatów zamiast trzymania ich w betonowych zbiornikach. Organizacja The Whale Sanctuary, z którą jest związana, tworzy obecnie taki rezerwat w Nowej Szkocji.

Na razie najważniejsze pozostaje ustalenie, dlaczego w Shedd Aquarium zmarły trzy biełuchy i czy ich śmierć ma wspólną przyczynę.

 

Premier do PiS ws. Zondacrypto: Okrywacie się hańbą, jesteście trzymani za gardło przez tych ludzi

0

Okrywacie się hańbą, nie zważając na koszta polityczne, nadal popierając tych ludzi i ten proceder – powiedział w piątek do polityków PiS w Sejmie premier Donald Tusk, odnosząc się do afery Zondacrypto. Zacytował fragmenty zeznań ze śledztwa w tej sprawie, m.in. o byłym szefie MS Zbigniewie Ziobrze.

Premier Donald Tusk z mównicy sejmowej przed głosowaniem ws. odrzucenia weta prezydenta do ustawy o kryptowalutach odniósł się do śledztwa ws. giełdy kryptowalut Zondacrypto.

 

Powiedział o „szokującej infiltracji środowisk politycznych przez ludzi zaangażowanych w ten proceder”. Jako przykład podał nieustanne umarzanie przez prokuraturę śledztwa w sprawie zaginięcia założyciela Zondacrypto (pierwotnie firma BitBay) Sylwestra Suszka.

 

– Po tym co do tej pory już wiemy, czego dowiadujemy się w trakcie śledztwa, nie mam żadnej wątpliwości, że głosowanie przeciwko tej ustawie (…) jest przecież de facto samobójstwem politycznym – zaznaczył Tusk.

 

Zwrócił się do polityków PiS. – Jeśli nie jesteście trzymani za gardło przez tych ludzi, to zagłosujcie za tą ustawą – powiedział. – To, że ludzie Zondacrypto od dłuższego czasu wpływali czy próbowali wpływać na działania waszego rządu, waszych instytucji, nie ulega wątpliwości – dodał.

 

Podkreślił, że dzisiaj nikogo nie dziwi ścisła więź między „panem Kralem, Zondacrypto, mafią, która wokół tego przedsięwzięcia się kręciła, PiS-em, Konfederacją i wysokimi urzędnikami państwowymi”.

 

Przypomniał, że fakty są takie, że rynek kryptowalut, w tym działalność ludzi zaangażowanych w proceder Zondacrypto, szczególnie gdy nie jest to uregulowane, to główne źródło finansowania aktów sabotażu. Zaznaczył, że ludzie związani z Zondacrypto próbowali wpływać na działania ówczesnego rządu. Powiedział, że jedno z pierwszych spotkań w tej sprawie miało miejsce w Ministerstwie Finansów.

 

– Na spotkanie przybyli: Sylwester Suszek zaginiony, prawdopodobnie zamordowany przez swoich następców, Rafał Zaorski – dzisiaj sąd potwierdził zasadność aresztowania tego tak zwanego inwestora oraz Krzysztof Piecha – autor koncepcji ustawy o kryptowalutach Konfederacji. Nie ma jasności z kim w MF spotykali się ci panowie, chociaż spotkanie trwało długo. A zaproszenie było wystosowane na wiceministra finansów Grucę, dzisiaj doradcę prezydenta Nawrockiego – podkreślił.

 

– Zastanawialiśmy się, co takiego powoduje wami. Jakie wpływy, jaki szantaż, jakie pieniądze, że tak kurczowo bronicie tych ludzi i tych interesów, że okrywacie się hańbą, nie zważając na koszta polityczne, nadal popierając tych ludzi i ten proceder. Śledztwo to wyjaśnia w sposób bezwzględny i dramatyczny – stwierdził premier.

 

Następnie przeczytał fragment zeznań głównego świadka w aferze Zondacrypto.

 

– Zbyszek zapoznał się z aktami. (…) Mówi, że gdyby wiedział, że taka sprawa się toczy, to natychmiast by interweniował. Obiecał, że jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom. I żebym się nie martwił – czytał Tusk.

 

W dalszej części protokołu zeznający powiedział, że „rekompensata zostanie wypłacona ministrowi Ziobro za pośrednictwem fundacji, którą zakładał jego brat, a była to fundacja Suwerennej Polski”. Miała być to kwota 2 mln zł – zaznaczył premier.

 

Dodał, że zeznający miał wypłacić 500 tys. na fundację, które, jak zeznał, „Ziobro miał sobie wypłacić na swoje potrzeby”.

 

– Umówiliśmy się na łączną kwotę 2 mln zł. Wypłaciłem 500 tys. zł ze swojego rachunku bankowego. Dalsze wpłaty były niemożliwe, ponieważ bank zadawał setki pytań i finalnie wypowiedział umowę rachunku bankowego. Ziobro przestraszył się i podobno chciał zwracać pieniądze. Ale w ostatnim czasie sam publicznie przyznał, że wypłacił sobie z fundacji te pieniądze i przeznaczył na swoje potrzeby – czytał Tusk.

 

– Zeznanie kończy się słowami: „natomiast główną rolę w tym procederze odegrała Patrycja Kotecka” (żona Zbigniewa Ziobry – PAP). To jest oczywista korzyść majątkowa. Zapłaciłem za to, bo miałem być czystym człowiekiem. Najważniejsze w tej współpracy było to, ze pan X – publicznie znana osoba – obiecywał, że jak Nawrocki zostanie prezydentem, to on załatwi mi ułaskawienie gdybym został skazany w tej sprawie” – zakończył odczytywanie protokołu Tusk.

 

Zaznaczył, że jest to jedynie drobny fragment. – Niedługo Polska i wy dowiedziecie się, ile więcej materiałów w tej kwestii obciąża was. Chcecie ostrzeżeń, więc ostrzegam was. Żaden przyzwoity człowiek, żaden polityk, nie powinien brać pieniędzy od przestępców. Żadna partia polityczna nie powinna obiecywać ułaskawienia przestępcom. Żaden polityk prawicy nie powinien używać autorytetu prezydenta, obiecując ułaskawienia – powiedział.

 

Śledztwo ws. Zondacrypto zostało wszczęte przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach w kwietniu pod katem oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy. Dotychczas wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień o przestępstwie. W sierpniu śledztwo ws. Zondacrypto połączono ze śledztwem ws. zaginięcia Sylwestra Suszka, które prowadzi delegatura Prokuratury Krajowej w Katowicach.

 

Sylwester Suszek to założyciel giełdy kryptowalut BitBay, czyli poprzedniczki Zondacrypto. Zaginął w marcu 2022 r. Ostatni raz był widziany na stacji paliw należącej do Mariana W. ps. „Maniek”.

 

Następcą Suszka został Przemysław Kral – obecnie kluczowa postać w śledztwie dot. upadku giełdy kryptowalut. Pod koniec sierpnia media podały, że Kral współpracuje z prokuraturą, chcąc uzyskać statusu tzw. małego świadka koronnego (osoba mająca ten status może skorzystać z nadzwyczajnego złagodzenia kary za przestępstwa popełnione wraz z innymi, pod warunkiem współpracy z organami ścigania). Biznesmena w śledztwie reprezentują adwokaci Roman Giertych i Jacek Dubois. Jak przekazał Giertych, w trakcie czynności procesowych Kral przedłożył do dyspozycji prokuratury majątek do zaspokojenia roszczeń pokrzywdzonych.

 

W ramach śledztwa zatrzymano i aresztowano prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza. Przedstawiono mu zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokajania grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych osób w związku z grożącą giełdzie kryptowalut niewypłacalnością. Nie przyznał się do winy. (PAP)

 

mas/ akar/

Chicago wyprzedza Nowy Jork w liczbie strzelanin i morderstw. Różnica jest ogromna

0

Chicago po raz kolejny znalazło się w niechlubnej rywalizacji z Nowym Jorkiem. Najnowsze dane policyjne pokazują, że mimo trzykrotnie mniejszej populacji Chicago odnotowuje znacznie więcej strzelanin i morderstw niż największe miasto USA.

Chicago z dużo większą liczbą strzelanin

Według danych zebranych przez NBC 5 Investigates, od początku 2026 roku w Chicago doszło do 982 strzelanin, podczas gdy w Nowym Jorku odnotowano ich 442. W Chicago jest również ponad dwa razy więcej ofiar postrzałów, a liczba morderstw jest o około 100 wyższa.

Jeszcze większa różnica widoczna jest w danych dotyczących tegorocznego lata. Chicago miało ponad dwukrotnie więcej strzelanin i ofiar strzelanin niż Nowy Jork, a liczba zabójstw była niemal dwukrotnie większa.

W ostatni weekend doszło w Chicago do najpoważniejszej masowej strzelaniny tego roku. W Washington Park postrzelono 15 osób, a jedna z nich zmarła.

Problemem liczba policjantów i dostęp do broni

Były szef wydziału detektywów chicagowskiej policji Gene Roy zwraca uwagę, że tak duża różnica jest szczególnie zaskakująca, jeśli uwzględnić liczbę mieszkańców. Nowy Jork liczy około 8 milionów mieszkańców, podczas gdy Chicago około 2,7 miliona.

Zdaniem Roya jednym z problemów Chicago jest niedobór funkcjonariuszy. W ostatnich latach Nowy Jork intensywnie rekrutował policjantów i zwiększał liczbę funkcjonariuszy na ulicach. Chicago tymczasem straciło znaczną część personelu.

Roy podkreśla, że odejście doświadczonych funkcjonariuszy oznacza nie tylko mniej policjantów, ale również utratę wiedzy i doświadczenia, których nie można szybko zastąpić absolwentami akademii policyjnej.

Chicago potrzebuje większego wsparcia federalnego?

CPD poinformowała, że w tym roku przejęła już ponad 7300 sztuk broni. Roy twierdzi jednak, że poważnym problemem pozostaje dostęp gangów do broni o dużej pojemności oraz nielegalnie modyfikowanej broni półautomatycznej.

Były funkcjonariusz uważa, że część takich spraw powinna być ścigana na szczeblu federalnym. Jego zdaniem Chicago potrzebuje również większego zaangażowania federalnych organów ścigania, niezależnie od politycznych napięć między władzami miasta i stanu a administracją w Waszyngtonie.

Problem nie ogranicza się przy tym do porównania z Nowym Jorkiem. NBC 5 przeanalizowało również dane z pozostałych największych amerykańskich miast, w tym Los Angeles i Houston. W każdym z nich liczba strzelanin i morderstw jest znacznie niższa niż w Chicago.

 

Amerykańskie organizacje medyczne apelują o jesienne szczepienia przeciwko grypie i COVID-19

0

Najważniejsze amerykańskie stowarzyszenia medyczne zachęcają mieszkańców Stanów Zjednoczonych do szczepień przeciwko grypie i COVID-19 przed rozpoczęciem sezonu jesienno-zimowego. W środę organizacje wspólnie przedstawiły zalecenia dotyczące tegorocznych szczepień, podkreślając, że opierają się one na dowodach naukowych.

Lekarze chcą w ten sposób ograniczyć zamieszanie związane ze zmieniającymi się zaleceniami federalnych władz zdrowotnych.

Nowe szczepionki przeciwko COVID-19 już trafiają do USA

Sezon szczepień przeciwko grypie właśnie się rozpoczyna. Do aptek i placówek medycznych zaczynają również trafiać zaktualizowane szczepionki przeciwko COVID-19, które w ubiegłym tygodniu zostały zatwierdzone przez Agencję ds. Żywności i Leków (FDA).

Jesień i zima przynoszą także ryzyko zakażeń wirusem RSV. Przeciwko wszystkim trzem infekcjom dostępne są szczepienia lub profilaktyka dla określonych grup pacjentów.

W Illinois liczba zakażeń COVID-19 zaczęła ponownie rosnąć. Według najnowszych danych CDC podobny trend występuje w 47 innych stanach. Federalna agencja ocenia, że wirus prawdopodobnie ponownie się rozprzestrzenia.

Kto powinien się zaszczepić?

Przez lata zalecenia dotyczące szczepień przygotowywane były przez CDC przy wsparciu niezależnych ekspertów. W ostatnim czasie sytuacja stała się jednak bardziej skomplikowana.

Administracja prezydenta Donalda Trumpa zaczęła ograniczać lub zmieniać niektóre wcześniejsze zalecenia dotyczące jesiennych szczepień oraz rutynowych szczepień dzieci. Jednocześnie trwa spór prawny dotyczący federalnego panelu doradczego, którego decyzje mają wpływ między innymi na stanowe przepisy oraz zasady ubezpieczeniowe dotyczące szczepień.

CDC nie odpowiedziało na pytania dotyczące tegorocznych zaleceń dla wszystkich grup pacjentów. Na swojej stronie internetowej agencja wskazuje jednak, że lekarze powinni korzystać z ubiegłorocznych zaleceń dotyczących szczepień przeciwko grypie.

Lekarze podkreślają, że decyzja o przyjęciu szczepionki przeciwko COVID-19, grypie czy RSV powinna uwzględniać między innymi wiek, stan zdrowia oraz indywidualne ryzyko ciężkiego przebiegu choroby.

Tegoroczny sezon szczepień rozpoczyna się więc w atmosferze większej niepewności niż w poprzednich latach. Organizacje medyczne przekonują jednak, że ich zalecenia pozostają oparte na aktualnej wiedzy naukowej i mają pomóc pacjentom przygotować się do sezonu infekcji układu oddechowego.

 

Most DuSable Lake Shore Drive w Chicago uznany za wadliwy konstrukcyjnie. Problemy mają też inne mosty

0

Most DuSable Lake Shore Drive nad rzeką Chicago od lat zmaga się z problemami konstrukcyjnymi. Dokumentacja inspekcyjna Departamentu Transportu Illinois (IDOT) pokazuje, że podczas kontroli we wrześniu 2024 roku konstrukcja została określona jako „wadliwa konstrukcyjnie” oraz „przestarzała funkcjonalnie”.

Ocena pojawiła się po tym, jak podczas planowanego podnoszenia w czasie ekstremalnych upałów most zablokował się w pozycji podniesionej. Okazuje się jednak, że problemy dotyczą również wielu innych mostów w centrum Chicago.

Poważne problemy mostów w centrum Chicago

Najnowsze raporty IDOT dotyczące mostów wzdłuż rzeki Chicago, między DuSable Lake Shore Drive a Congress Parkway, wskazują na liczne problemy konstrukcyjne.

Podczas inspekcji mostu na Michigan Avenue w 2025 roku nadbudowę oceniono jako znajdującą się w poważnym stanie. Również stan konstrukcji i geometria pomostu zostały uznane za nieakceptowalne i wymagające priorytetowej wymiany.

Problemy wykryto także na moście Randolph Street. Jego geometria została oceniona jako nieakceptowalna i wymagająca pilnej wymiany.

Jeszcze więcej usterek stwierdzono na moście LaSalle Street. Inspektorzy ocenili nawierzchnię jako będącą w złym stanie i wykazującą zaawansowane zużycie. Nadbudowa ma znajdować się w poważnym stanie, z istotną utratą przekroju, a konstrukcja oraz geometria pomostu wymagają wymiany z wysokim priorytetem.

„Wadliwy” nie oznacza, że most grozi zawaleniem

Eksperci podkreślają jednak, że określenie mostu jako wadliwego konstrukcyjnie nie oznacza automatycznie, że jest on niebezpieczny lub zagrożony zawaleniem.

Andrew Herrmann, były prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierów Budownictwa, wyjaśnia, że taka ocena oznacza konieczność naprawy jednego lub większej liczby elementów konstrukcji. Gdyby most stanowił bezpośrednie zagrożenie, zostałby zamknięty.

Herrmann zwraca również uwagę na wpływ coraz częstszych ekstremalnych upałów. Wysokie temperatury powodują rozszerzanie się elementów stalowych, co może utrudniać prawidłowe otwieranie i zamykanie mostów zwodzonych.

Problem stał się szczególnie widoczny w środę, gdy z powodu upałów zablokował się most DuSable Lake Shore Drive oraz most nad rzeką Calumet. Zdaniem eksperta wraz ze wzrostem temperatur podobne sytuacje mogą występować częściej.

Chicago planuje kolejne remonty mostów

Naprawa wszystkich problemów będzie kosztowna i może pochłonąć setki milionów dolarów. Chicago Department of Transportation odpowiada obecnie za ponad 400 mostów i wiaduktów, które podlegają regularnym kontrolom, konserwacji, naprawom i przebudowie.

Rzecznik miejskiego departamentu transportu poinformował, że dodatkowe prace naprawcze na moście DuSable Lake Shore Drive mają rozpocząć się jeszcze w tym roku.

Jednocześnie trwają już remonty kolejnych konstrukcji. Mosty na Lake Street, Chicago Avenue, Halsted Street i Cortland Street są obecnie zamknięte z powodu prowadzonych prac.

Problemy chicagowskich mostów pokazują, że infrastruktura miasta wymaga coraz większych nakładów na utrzymanie i modernizację, szczególnie w obliczu rosnącej liczby ekstremalnych zjawisk pogodowych.

 

Michelle Obama przekazuje 500 tys. dolarów na pomoc dziewczętom w Chicago

0

Michelle Obama oraz Girls Opportunity Alliance, inicjatywa działająca w ramach Fundacji Obamy, przeznaczą 500 tysięcy dolarów na wsparcie 10 organizacji non-profit z Chicago i okolic. Program ma pomóc dziewczętom w wieku od 10 do 19 lat w rozwijaniu ich potencjału, zdobywaniu nowych umiejętności i zwiększaniu szans na przyszły sukces.

Według Fundacji Obamy z pomocy skorzysta ponad 2200 dziewcząt.

Pieniądze trafią do 10 organizacji

Fundacja wybrała 10 organizacji działających na rzecz dziewcząt w różnych społecznościach aglomeracji chicagowskiej. Przyznane środki mają wesprzeć programy odpowiadające na potrzeby młodych kobiet i pomagające im budować pewność siebie oraz rozwijać zainteresowania.

Jedną z beneficjentek jest Box United, organizacja wykorzystująca trening bokserski jako sposób na wzmacnianie u dziewcząt pewności siebie, siły i poczucia własnej wartości.

Dofinansowanie otrzymała również Praize Productions Inc. z Bronzeville, która wykorzystuje sztuki sceniczne do pracy z młodzieżą.

Przedstawiciele Fundacji Obamy podkreślają, że przed przyznaniem grantów szczegółowo analizowano działalność organizacji oraz efekty ich programów. Celem było skierowanie pieniędzy do grup, które mają rzeczywisty wpływ na życie młodych ludzi.

Michelle Obama chce dać dziewczętom więcej możliwości

Valerie Jarrett, dyrektor generalna Fundacji Obamy i mieszkanka South Side, podkreśla, że w Chicago nie brakuje utalentowanych młodych ludzi, ale nie wszyscy mają dostęp do takich samych możliwości.

Jej zdaniem właśnie dlatego potrzebne są inwestycje w organizacje, które działają bezpośrednio w lokalnych społecznościach i pomagają młodym dziewczętom wykorzystać ich potencjał.

Inicjatywa Girls Opportunity Alliance jest związana z wieloletnim zaangażowaniem Michelle Obamy w działania na rzecz edukacji i rozwoju dziewcząt. Była pierwsza dama wielokrotnie podkreślała znaczenie zapewnienia młodym kobietom dostępu do edukacji, wsparcia i możliwości rozwoju.

Ponad 2200 dziewcząt otrzyma wsparcie

Łącznie 500 tysięcy dolarów zostanie rozdysponowane między 10 organizacji działających w Chicago i okolicach. Programy objęte grantami mają dotrzeć do ponad 2200 dziewcząt w wieku od 10 do 19 lat.

Organizatorzy liczą, że inwestycja pomoże młodym mieszkankom Chicago zdobywać nowe doświadczenia, rozwijać zainteresowania i przygotowywać się do dalszej edukacji oraz dorosłego życia.

 

Pracownik chicagowskiej szkoły zwolniony z aresztu ICE. Spędził za kratami 42 dni

0

Pracownik techniczny chicagowskich szkół publicznych, zatrzymany przez federalne służby imigracyjne podczas rutynowej kontroli, został zwolniony z aresztu ICE. Josue Pire-Hidalgo spędził w detencji 42 dni, a po wyjściu na wolność wrócił do Chicago i ponownie spotkał się z rodziną.

42 dni w areszcie ICE

Pire-Hidalgo pracuje jako dozorca w Farnsworth Elementary School. Według jego adwokatki imigracyjnej, Carli Espinozy, pochodzi z Wenezueli, nie ma kryminalnej przeszłości, posiada tymczasowy status ochronny i oczekuje na rozpatrzenie wniosku o azyl.

Mężczyzna został zatrzymany podczas rutynowej kontroli imigracyjnej. Po 42 dniach został zwolniony i wrócił do rodziny. Za pośrednictwem tłumaczącego adwokata opowiedział o pobycie w areszcie, który — jak relacjonował — był dla niego bardzo trudnym doświadczeniem.

Jego żona, Yulexis Padilla Julio, również została zatrzymana w obecności ich dzieci. Później wyszła na wolność, ale została objęta elektronicznym monitoringiem. W czasie, gdy jej mąż pozostawał w areszcie, prowadziła działania mające doprowadzić do jego uwolnienia.

Adwokatka krytykuje politykę zatrzymań

Carla Espinoza, prawniczka imigracyjna i była sędzia imigracyjna z Chicago, twierdzi, że przypadek Pire-Hidalgo pokazuje zmianę sposobu prowadzenia kontroli imigracyjnych.

Jej zdaniem coraz częściej dochodzi do zatrzymywania osób, które pojawiają się na obowiązkowych kontrolach i przestrzegają wymaganych procedur. Espinoza uważa, że w takich przypadkach władze federalne stosują politykę zatrzymań niezależnie od indywidualnej sytuacji danej osoby.

Według danych Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w ubiegłym miesiącu federalne służby imigracyjne dokonały około 51 tysięcy aresztowań. Analiza danych federalnych przeprowadzona przez dziennikarzy ABC wskazuje, że od początku drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa niemal połowa osób zatrzymanych przez ICE w Illinois nie miała zarzutów karnych.

ICE broni swoich działań

Z analizy dziennikarzy wynika również, że 72 procent osób zatrzymanych przez ICE w Illinois od początku drugiej kadencji Trumpa zostało deportowanych.

Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego podkreśla jednak, że działania służb są przede wszystkim skierowane przeciwko osobom, które według władz stanowią największe zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

Po zwolnieniu Pire-Hidalgo podkreślał przede wszystkim znaczenie powrotu do rodziny. Po ponad sześciu tygodniach spędzonych w areszcie ponowne spotkanie z żoną i dziećmi było dla niego szczególnie ważnym momentem.

 

Nowe prawo w Illinois chroni ofiary przemocy domowej przed długami zaciągniętymi pod przymusem

0

Ofiary przemocy domowej w Illinois zyskają nowe narzędzie prawne, które ma chronić je przed odpowiedzialnością za długi zaciągnięte w wyniku przemocy finansowej lub kontroli ze strony partnera. Nowe przepisy, podpisane przez gubernatora J.B. Pritzkera, mają pomóc osobom, które po odejściu od sprawcy pozostawały z kredytami, pożyczkami lub zadłużeniem wymuszonym podczas związku.

Ofiary przemocy nie będą musiały spłacać wymuszonych długów

Nowe przepisy tworzą prawną możliwość obrony dla osób, które zostały zmuszone przez sprawcę przemocy domowej do zaciągania zobowiązań finansowych.

Jeżeli ofiara zostanie pozwana przez wierzyciela lub będzie musiała odpowiadać przed firmą windykacyjną, będzie mogła powołać się na fakt, że zadłużenie powstało w wyniku przemocy domowej. W przypadku spełnienia określonych warunków może zostać zwolniona z odpowiedzialności za taki dług.

Projekt ustawy zgłosiła ponadpartyjnie republikańska przedstawicielka stanowa Nicole La Ha. Jej zdaniem przemoc finansowa jest realnym problemem, a osoby, które jej doświadczyły, nie powinny ponosić konsekwencji finansowych działań swoich oprawców.

Przemoc finansowa dotyka większości ofiar

Badania Center for Survivor Agency and Justice wskazują, że ponad połowa osób, które przeżyły przemoc domową, doświadczyła przymusowego zadłużenia podczas związku ze sprawcą.

Organizacje zajmujące się pomocą ofiarom podkreślają, że przemoc finansowa może przybierać różne formy. Sprawca może przejmować kontrolę nad pieniędzmi, zmuszać partnera do zaciągania kredytów lub pożyczek, wykorzystywać jego karty kredytowe albo uniemożliwiać mu samodzielne zarządzanie finansami.

Według Amandy Pyron, szefowej organizacji The Network, aż 94 procent ofiar przemocy domowej doświadcza jakiejś formy przemocy finansowej.

The Network pomaga poszkodowanym między innymi w uzyskaniu pomocy finansowej i prawnej oraz w przygotowaniu dokumentów potrzebnych do wykazania, że zadłużenie było skutkiem przemocy. Organizacja pomaga również w kontaktach z Departamentem Regulacji Finansowych i Zawodowych stanu Illinois.

Nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia

Nowe prawo ma również ułatwić ofiarom odbudowę historii kredytowej. Po wydaniu odpowiedniego orzeczenia informacje o tym, że dana osoba nie odpowiada za określony dług, mają trafiać do agencji kredytowych.

Przedstawiciele organizacji pomocowych i organów ścigania zapowiadają współpracę przy wdrażaniu nowych przepisów. Przedstawicielka Nicole La Ha poinformowała, że szkolenia obejmą między innymi funkcjonariuszy, sędziów, prawników i osoby zajmujące się pomocą ofiarom.

Ustawa zacznie obowiązywać 1 stycznia. Organizacja The Network planuje również kampanię informacyjną, która ma pomóc ofiarom przemocy domowej dowiedzieć się, jakie prawa i możliwości ochrony finansowej będą im przysługiwać.

 

Chicago ma problem z budżetem. W 2027 roku luka może wynieść 882 mln dolarów

0

Chicago stoi przed poważnym wyzwaniem finansowym. Z najnowszej prognozy budżetowej miasta wynika, że w 2027 roku w miejskiej kasie może zabraknąć około 882 milionów dolarów. To mniej niż przewidywano rok temu, ale wciąż ogromna kwota, którą administracja burmistrza Brandona Johnsona będzie musiała znaleźć.

Chicago z luką budżetową na 2027 rok

Według miejskiego zespołu finansowego prognozowany deficyt na 2027 rok wynosi 882 mln dolarów. Rok temu przewidywano, że luka może sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Burmistrz Brandon Johnson podkreśla, że poprawa jest efektem między innymi nowych źródeł dochodów. Jednym z nich jest podatek od transakcji leasingu mienia ruchomego, który ma przynieść około 41 mln dolarów więcej, niż zakładano.

Jednocześnie miasto będzie musiało ponieść znacznie wyższe wydatki. Około 401 mln dolarów ma zostać przeznaczone w przyszłym roku na ugody i wyroki sądowe. To o 266 mln dolarów więcej niż w 2026 roku. Władze tłumaczą, że część tych kosztów wynika ze spraw sięgających nawet kilkudziesięciu lat wstecz.

Wzrosnąć mają także koszty obsługi zadłużenia — o około 70 mln dolarów. Miasto spodziewa się również większych wydatków na energię, paliwo, świadczenia pracownicze oraz emerytury.

Podatki i zwolnienia? Burmistrz nie wyklucza trudnych decyzji

Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi: w jaki sposób Chicago zamierza zlikwidować lukę wynoszącą 882 mln dolarów.

Johnson nie wykluczył podwyżki podatku od nieruchomości. Burmistrz mówi jednocześnie o konieczności zwiększenia udziału w finansowaniu miasta przez osoby i firmy dysponujące większymi możliwościami finansowymi.

Nie wiadomo również, czy konieczne będą redukcje zatrudnienia w miejskich jednostkach. Johnson zapewnia, że chce chronić miejsca pracy oraz najważniejsze usługi publiczne, w tym służby ratunkowe.

Burmistrz nie przedstawił także konkretnego planu dotyczącego ewentualnego powrotu do pomysłu podatku pogłównego, który w ubiegłym roku spotkał się ze sprzeciwem części radnych Rady Miasta Chicago.

Nadwyżka TIF może pomóc budżetowi Chicago

Istotną kwestią pozostaje także wysokość nadwyżki z funduszy TIF. Miasto szacuje ją obecnie na 330–340 mln dolarów, ale kwota może się jeszcze zmienić przed przedstawieniem ostatecznego budżetu.

Pieniądze z nadwyżki TIF są szczególnie ważne dla chicagowskich szkół publicznych, które zakładają w swoim budżecie otrzymanie setek milionów dolarów z tego źródła.

Administracja Johnsona zapowiada, że w najbliższych tygodniach rozpocznie szczegółowe prace nad budżetem na 2027 rok. Burmistrz deklaruje współpracę z radnymi, miejskimi departamentami, pracownikami oraz biznesem i chce skupić się na zmianach strukturalnych, zamiast doraźnego łatania dziury budżetowej.

Niektórzy radni już jednak krytykują sposób prowadzenia miejskiej polityki finansowej. Radny Brian Hopkins zarzuca administracji Johnsona przypisywanie sobie sukcesów związanych z rozwiązaniami, które — jego zdaniem — były wynikiem decyzji Rady Miasta. Krytykuje również wzrost zadłużenia i obawia się, że zapowiadane ograniczanie wydatków może oznaczać zmniejszenie liczby funkcjonariuszy policji.

Ostateczny kształt budżetu Chicago na 2027 rok nie jest jeszcze znany. Jeśli prognoza się potwierdzi, burmistrza i Radę Miasta czekają jesienią trudne negocjacje dotyczące podatków, wydatków i miejskich usług.

 

Były chiropraktyk z Batavii przyznał się do nagrywania pacjentów. Wśród ofiar było dziecko

0

Były chiropraktyk z Batavii w Illinois przyznał się do dwóch poważnych przestępstw związanych z produkcją i rozpowszechnianiem materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci. 44-letni David Hanson prowadził wcześniej gabinet Hanson Family Chiropractic. Prokuratura zarzucała mu potajemne nagrywanie pacjentów, w tym osób niepełnoletnich.

David Hanson przyznał się do dwóch zarzutów

Podczas rozprawy w Centrum Sądowym Powiatu Kane Hanson przyznał się do dwóch przestępstw klasy X. Chodzi o produkcję oraz rozpowszechnianie materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci. W obu przypadkach ofiarą było dziecko poniżej 13. roku życia, które w chwili nagrania było całkowicie nagie.

Mężczyzna został aresztowany w listopadzie ubiegłego roku. Według śledczych miał potajemnie filmować ponad 180 pacjentów podczas zabiegów, między innymi terapii światłem czerwonym. Ukryte kamery miały znajdować się m.in. w otworach wentylacyjnych, wentylatorach oraz innych elementach wyposażenia gabinetu.

W lutym wielka ława przysięgłych Powiatu Kane postawiła Hansonowi łącznie 76 zarzutów dotyczących między innymi tworzenia i rozpowszechniania materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci oraz nielegalnego nagrywania.

Pacjenci pozywają chiropraktyka

Dziesiątki byłych pacjentów pozwały Hansona oraz jego klinikę. Część poszkodowanych pojawiła się na czwartkowej rozprawie i mówiła o długotrwałych konsekwencjach całej sytuacji.

Według ich prawników Hanson miał nie tylko nagrywać pacjentów, ale również sprzedawać część materiałów w celu osiągnięcia zysku. Poszkodowani obawiają się także, że nagrania mogły trafić do internetu i pozostać tam przez wiele lat.

Hanson pozostanie w areszcie do ogłoszenia wyroku

Za każdy z dwóch zarzutów, do których Hanson się przyznał, grozi kara do 30 lat więzienia. Ogłoszenie wyroku zaplanowano na 10 listopada o godzinie 9:00.

Do tego czasu były chiropraktyk pozostanie w areszcie. Zgodnie z zawartą ugodą sądową po odbyciu kary będzie również zobowiązany do dożywotniej rejestracji jako przestępca seksualny.

 

Sejm wybrał Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego

0

Sejm wybrał w piątek Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Berek do niedawna pełnił funkcję ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu; jego kandydaturę zgłosili posłowie KO.

W głosowaniu nad wyborem nowego sędziego Trybunału wzięło udział 437 posłów, większość bezwzględna wynosiła 219. Za kandydaturą Berka zagłosowało 226 posłów, a za kandydaturą zgłoszonego przez PiS Artura Kotowskiego – 184.

 

Berek jest radcą prawnym, doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego; jest też ekspertem Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych. Do niedawna pełnił funkcję ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.

 

Kotowski jest profesorem zwyczajnym nauk prawnych, specjalistą w dziedzinie prawa publicznego i teorii prawa, jest związany z Uniwersytetem Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie. Jego kandydatura była głosowana w Sejmie po raz siódmy.

 

Głosowanie w Sejmie poprzedziła burzliwa dyskusja na temat kandydatów do TK – przede wszystkim koncentrująca się na sylwetce kandydata KO. Posłowie PiS oraz Rozwoju Plus podnosili swoje wątpliwości m.in. co do wcześniejszej pracy Berka w Radzie Ministrów czy też co do spełnienia przez kandydata wymogu formalnego dziesięcioletniego pełnienia przez niego zawodu radcy prawnego.

 

– Czy wam nie wstyd? – pytała między innymi posłanka niezrzeszona Paulina Matysiak.

 

Po blisko godzinie na mównicę wyszedł także szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, który powiedział, że kandydatura Berka „nie powinna być procedowana”. Wskazywał, że Berek powinien był wykazać wykonywanie zawodu radcy prawnego – a nie bycie wpisanym na listę radców. – Dzisiaj są tak daleko idące wątpliwości co do wykonywania zawodu radcy prawnego przez 10 lat, rzeczywistego, a nie wpisania na listę, że ta kandydatura z powodów formalnych nie powinna być po prostu procedowana – stwierdził Bogucki.

 

Obie kandydatury opiniowała w czwartek rano sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka. Wówczas posłowie klubu PiS pytali Berka m.in., o twierdzenie, że był „prawą ręką” premiera Donalda Tuska, czy o staż w zawodzie radcy prawnego.

 

Berek podkreślił wówczas, że w rejestrze radców prawnych, a to ustawa o radcach prawnych determinuje i określa, na czym polega wykonywanie zawodu radcy prawnego, na czym polega zgłoszenie wykonywania tego zawodu i jakie obowiązki są z tym związane. Później tego dnia opublikował skan dotyczący zaświadczenia Dziekana Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych. Według dokumentu, Berek uchwałą z 2002 r. został wpisany na listę radców prawnych i od dnia ślubowania, do chwili obecnej, posiada uprawnienia do wykonywania zawodu. Jak czytamy w dokumencie, Berek zgłosił w ewidencji wykonywanie zawodu radcy prawnego w okresie od 1 stycznia 2006 r. do 31 lipca 2009 r. oraz od 1 sierpnia 2012 r. do chwili obecnej.

 

Berek podkreślił też wtedy, że 28 lat „przepracował dla Polski”, z czego przez trzy lata pełnił funkcję ministra. – Z każdego roku tej pracy jestem dumny – mówił. – Oczywistym jest, że ktoś, kto jest członkiem Rady Ministrów pełni w przestrzeni publicznej taką funkcję, jaką pełni członek Rady Ministrów – zaznaczył. – Nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby udawać, że jest inaczej. Ale też nie zamierzam na niczyje potrzeby anulować i udawać, że przez 25 lat poprzednich nie wykonywałem pracy urzędniczej – zaznaczył Berek.

 

Maciej Berek od grudnia 2023 roku – wraz z powołaniem obecnego gabinetu – pełnił funkcję ministra-członka Rady Ministrów i szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów. W marcu 2025 roku stanął zaś na czele powołanego w kancelarii premiera rządowego zespołu ds. deregulacji. Od tego czasu patronował przygotowywanym przez rząd projektom deregulacyjnym. W lipcu 2025 roku, przy okazji rekonstrukcji rządu, został ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Premier postawił przed nim wówczas zadanie kontroli i rozliczania pracy ministrów.

 

W połowie sierpnia premier Donald Tusk ogłosił, że wyraził warunkową zgodę na odejście Berka z Rady Ministrów i jego kandydowanie na sędziego TK. Podkreślał przy tym, że Berek nie jest ani partyjnym, ani jego osobistym kandydatem na sędziego Trybunału. Wskazał, że sam udzielił tylko zgody na wycofanie Berka z rządu.

 

W poprzednich latach Berek pełnił szereg funkcji w urzędach obsługujących konstytucyjne organy władzy publicznej. W latach 2007-2015 był prezesem Rządowego Centrum Legislacji, a w latach 2008-2015 sekretarzem Rady Ministrów. Był też dyrektorem generalnym Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, wicedyrektorem Departamentu Budżetu i Finansów oraz wicedyrektorem Departamentu Prawnego i Orzecznictwa Kontrolnego Najwyższej Izby Kontroli. Pełnił też funkcję dyrektora Centrum Informacyjnego Senatu. Przez dwie kadencje (w latach 2009-2017) był członkiem Głównej Komisji Orzekającej w Sprawach o Naruszenie Dyscypliny Finansów Publicznych.

 

Berek jest ósmą osobą, którą Sejm tej kadencji wybrał na sędziego TK. Sama sprawa obsady wakatów w Trybunale budzi prawne kontrowersje.

 

Sześcioro sędziów Sejm wybrał 13 marca, byli to: Magdalena Bentkowska, Dariusz Szostek, Krystian Markiewicz, Marcin Dziurda, Anna Korwin-Piotrowska oraz Maciej Taborowski.

 

1 kwietnia sędziowie Szostek i Bentkowska złożyli na zaproszenie prezydenta Nawrockiego ślubowanie w Pałacu Prezydenckim. Przedstawiciele KPRP wskazywali wówczas, że sytuacja czworga pozostałych sędziów jest analizowana, gdyż – według prezydenckiej kancelarii – w Sejmie doszło do błędów. Kilka dni później, 9 kwietnia, pozostałych czworo sędziów złożyło ślubowanie w Sejmie. Ślubowanie ponownie złożyli wówczas też sędziowie Bentkowska i Szostek. Tych dwoje sędziów jeszcze tego samego dnia objęło urzędy w TK. Prezes Trybunału nie dopuścił zaś do orzekania pozostałej czwórki.

 

Od kwietnia br. na rozpatrzenie przez TK oczekuje wniosek prezydenta Nawrockiego ws. sporu kompetencyjnego w związku ze ślubowaniem sędziów TK w Sejmie. We wniosku podkreślono m.in., że czynności dokonane w Sejmie „nie wywołały jakichkolwiek skutków prawnych w sferze objęcia urzędu sędziego TK”.

 

W czerwcu tego roku Sejm wybrał siódmą osobę na sędziego TK, Sławomira Patyrę. Ten 28 lipca złożył ślubowanie w obecności prezydenta. Tego samego dnia oświadczył, iż nie będzie uczestniczył w jakichkolwiek procedurach związanych z orzekaniem w Trybunale do czasu, aż czworo wybranych w marcu przez Sejm sędziów zostanie dopuszczonych do orzekania. (PAP)

 

nl/ rbk/

Giełda Zondacrypto mogła być trwale niewypłacalna już pod koniec 2022 r. Mimo to przyjmowała nadal wpłaty klientów i została sponsorem PKOl

0

Giełda Zondacrypto mogła być trwale niewypłacalna już pod koniec 2022 r – wynika z ustaleń estońskiego syndyka, które przywołują w piątek Wirtualna Polska i TVN24. Przez kolejne trzy lata przyjmowała jednak wpłaty klientów, została nawet sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego – przypominają redakcje.

Estoński sąd wydał decyzję o upadłości spółki BB Trade Estonia, operatora giełdy Zondacrypto, wyznaczył też dla niej syndyka (dotychczasowego zarządcę).

WP i TVN24 podały, że zarządca tymczasowy ustalił majątek giełdy na około 167 tys. euro, a jej zobowiązania na co najmniej 2,5 tys. razy więcej: 431 944 846,47 euro.

Postępowanie upadłościowe wszczęto na wniosek austriackiej modelki, która posiadała kryptowaluty w swoim portfelu na giełdzie Zondacrypto. Trwała niewypłacalność mogła jednak powstać już pod koniec 2022 r., odkąd giełda nie miała dostępu do tzw. zimnego portfela z około 4500 bitcoinów (BTC). Estoński zarządca – jak relacjonują redakcje – napisał, że nie można wykluczyć, iż niewypłacalność spowodowały czyny noszące znamiona przestępstwa lub poważne błędy w zarządzaniu. (PAP)

Astronom: Teleskop Nancy Grace Roman może odkryć coś, czego dziś nie potrafimy sobie wyobrazić

0

Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman może znaleźć 100 tys. planet pozasłonecznych, w tym planety swobodne oraz dostarczyć nowych danych o ciemnej energii. Najciekawsze byłoby jednak odkrycie czegoś zupełnie nieoczekiwanego – powiedział PAP dr hab. Przemysław Mróz z UW, który uczestniczył w przygotowaniu misji.

Rozmówca PAP jest adiunktem w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego i członkiem zespołu OGLE (Optical Gravitational Lensing Experiment – polski projekt astronomiczny prowadzony przez Obserwatorium Astronomiczne UW). Zajmuje się m.in. wykorzystaniem mikrosoczewkowania grawitacyjnego do badania planet pozasłonecznych, w tym planet swobodnych, Drogi Mlecznej i ciemnej materii.

Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman wystartował 30 sierpnia na pokładzie rakiety Falcon Heavy. Teleskop będzie przemierzał przestrzeń kosmiczną w kierunku tzw. drugiego punktu Lagrange’a, położonego 1,6 mln km od Ziemi. Misja ma trwać pięć lat, ale – jak poinformowała NASA – teleskop ma zapasy paliwa wystarczające na kolejne pięć lat.

Głównymi międzynarodowymi partnerami NASA w projekcie są Europejska Agencja Kosmiczna (ESA), której członkiem jest Polska, japońska agencja kosmiczna JAXA, Francuska Agencja Kosmiczna (CNES) oraz niemiecki Instytut Maxa Plancka ds. Astronomii (MPIA).

Jak podkreślił dr Mróz, godne uwagi jest już to, że tak dużą misję udało się rozpocząć przed planowanym terminem. Pierwotnie NASA zobowiązała się do wystrzelenia teleskopu nie później niż w maju 2027 r.

– Duże projekty, które pochłaniają miliardy dolarów, trwają długo i często się opóźniają. Widzieliśmy to w szczególności w przypadku Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. Natomiast jeżeli chodzi o teleskop Roman, wyjątkowe jest to, że udało się to urządzenie wystrzelić w kosmos przed czasem – powiedział ekspert.

Zaznaczył, że teleskop Roman różni się od Hubble’a czy Teleskopu Jamesa Webba przede wszystkim ogromnym polem widzenia. Jego główny przyrząd badawczy – Wide Field Instrument – obejmuje jednocześnie obszar nieba ok. 100 razy większy niż kamera Hubble’a.

– Dzięki temu otwierają się zupełnie nowe możliwości przed astronomami. W szczególności będzie można prowadzić wielkoskalowe przeglądy nieba – podkreślił.

Obszary badań będą różne. Dwa z głównych przeglądów nieba będą poświęcone przede wszystkim badaniom ogromnej liczby galaktyk, ich rozmieszczeniu i kształtom. Teleskop będzie także rejestrował odległe supernowe.

– Dane te mają pomóc w badaniach przyspieszającej ekspansji Wszechświata i ciemnej energii. Chcemy zrozumieć, czym jest ciemna energia. Wiemy, że odpowiada ona za przyspieszanie ekspansji Wszechświata, ale nikt nie wie do końca, czym ona jest – powiedział badacz.

Kolejne przeglądy obejmą centralne rejony Drogi Mlecznej. Roman będzie wielokrotnie obserwował setki milionów gwiazd, poszukując m.in. pozasłonecznych planet metodami tranzytów i mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Według eksperta dzięki obu tym metodom w czasie eksperymentu powinno się udać znaleźć niemal 100 tys. planet.

– To znacznie poprawi statystyki w porównaniu do teleskopów Keplera czy TESS. Z drugiej strony większość tych obiektów będzie za słaba, żeby można je było później dokładnie badać innymi metodami. Będziemy więc mieli lepsze statystyki, zmierzymy masy i odległości do wielu planet, ale niektóre ich własności, na przykład skład chemiczny atmosfer, pozostaną zagadką – zaznaczył astronom.

Dla zespołu z Obserwatorium Astronomicznego UW szczególnie istotne będą przy tym obserwacje prowadzone metodą mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Warszawscy astronomowie wykorzystują tę metodę od ponad trzydziestu lat w ramach projektu OGLE. Do mikrosoczewkowania dochodzi, kiedy znajdujący się bliżej obserwatora obiekt swoim polem grawitacyjnym zakrzywia i wzmacnia światło dalszej gwiazdy. Zmiany jej jasności mogą zdradzić obecność planety przy obiekcie działającym jak soczewka.

– Mikrosoczewkowanie jest całkowicie komplementarne względem metody tranzytów i metody prędkości radialnych. Te metody dostarczyły największej liczby odkryć, ale są przede wszystkim czułe na planety krążące stosunkowo blisko swoich gwiazd. Mikrosoczewkowanie pozwala szukać planet znajdujących się dalej – wyjaśnił dr hab. Mróz.

Teleskop Nancy Roman powinien dzięki mikrosoczewkowaniu znaleźć co najmniej kilkaset tysięcy planet. Metoda pozwala także wykrywać tzw. planety swobodne, które nie są związane z żadną gwiazdą.

– O tym, że one prawdopodobnie istnieją, wiemy już z obserwacji zjawisk mikrosoczewkowania, także wykonywanych w ramach projektu OGLE. Nie wiemy jednak o nich zbyt wiele. Spodziewamy się, że Roman znajdzie co najmniej kilkaset takich obiektów. To również znacząco poprawi nasze statystyki – powiedział badacz.

Dzięki badaniom egzoplanet astronomowie będą mogli lepiej sprawdzić teorie opisujące powstawanie i ewolucję układów planetarnych.

– Głównym celem jest badanie, ile takich planet jest i jakie mają właściwości – jakie są rozkłady ich mas czy odległości od gwiazd. Robimy to po to, żeby weryfikować nasze teorie opisujące, jak powstają układy planetarne takie jak nasz Układ Słoneczny – wyjaśnił dr Mróz.

Roman ma być wyposażony także w koronograf. To układ, który blokuje światło gwiazdy, dzięki czemu można próbować bezpośrednio obserwować znacznie słabiej świecące obiekty znajdujące się w jej pobliżu, w tym właśnie planety i dyski pyłowe.

– To będzie trochę eksperymentalny instrument. Chcemy przetestować, jak to wszystko będzie działało w praktyce. Mamy nadzieję, że dzięki temu będzie można bezpośrednio zobaczyć światło pochodzące od planet krążących wokół pobliskich gwiazd – wyjaśnił astronom.

Dr Mróz uczestniczył także w przygotowaniu misji. – Współpracowałem z ogromnym, międzynarodowym zespołem kierowanym głównie przez astronomów amerykańskich. Opracowałem kody komputerowe, które mogą być wykorzystane do analizy zbieranych przez teleskop danych – powiedział badacz.

Dodał, że w przygotowaniu badań prowadzonych przez Romana uczestniczył również prof. Radosław Poleski z Obserwatorium Astronomicznego UW. Jest on członkiem zespołu, który przygotowywał eksperyment mikrosoczewkowania. Pracował też nad kodami i algorytmami, które będą służyły do analizy danych.

Dr Mróz ze szczególnym zainteresowaniem czeka na wyniki dotyczące planet swobodnych. – To temat, z którym czuję się związany. Już na podstawie obserwacji projektu OGLE pokazaliśmy dowody na istnienie tego typu obiektów. Dzięki obserwacjom kosmicznym będziemy mogli znaleźć ich znacznie więcej i dokładniej je zbadać. Jestem ciekaw, co z tego wyjdzie – podkreślił.

Astronom liczy jednak na to, że Roman przyniesie także odkrycia, których dzisiaj nie można przewidzieć.

– Mam nadzieję, że uda się odkryć coś, o czym w ogóle nie myśleliśmy – coś, co nas totalnie zaskoczy. Dzięki takim teleskopom, które umożliwiają przeglądy nieba, jest całkiem spora szansa, że trafimy na coś zupełnie nieznanego, czego wcześniej nauka nie znała. To byłby najciekawszy wynik – podsumował rozmówca PAP.

 

Marek Matacz (PAP)

 

mat/ agt/

240 tysięcy kierowców Ubera z siedmiu krajów europejskich, w tym z Polski, złożyło pozew zbiorowy przeciwko firmie

0

240 tysięcy kierowców Ubera z siedmiu krajów europejskich, w tym z Polski, złożyło pozew zbiorowy przeciwko firmie. Zarzucają, że algorytm, który ustala ich wynagrodzenie, jest bezprawnym, zautomatyzowanym systemem, który celowo zaniża zarobki – informuje piątkowa „Gazeta Wyborcza”.

Ponad dwa lata temu Uber zaczął wprowadzać w Polsce tzw. system dynamicznej prowizji. Miało to zrekompensować kierowcom nieopłacalne kursy, np. takie, w których dojazd do klienta był długi, a sam kurs krótki. Firma miała wtedy pobierać niższą prowizję.

Jednak według doświadczeń kierowców i niezależnych badań algorytm miał zupełnie inny, ukryty cel: przykręcać śrubę kierowcom i testować, jak bardzo może zmniejszać ich wynagrodzenie – pisze gazeta.

Uber Polska odcina się od tych zarzutów. W przesłanym do „GW” oświadczeniu napisał: „Mimo że nie mieliśmy jeszcze możliwości zapoznania się z treścią pozwu, kategorycznie odrzucamy zarzuty Worker Info Exchange(…) Aplikacja Uber wykorzystuje informacje o przejeździe w czasie rzeczywistym – takie jak trasa, czas i cel podróży – do obliczania ceny kursu. Kierowcy widzą swoje wynagrodzenie oraz cel przejazdu przed podjęciem decyzji o przyjęciu lub odrzuceniu zlecenia. Zdecydowana większość łącznej kwoty kursu ostatecznie trafia tam, gdzie powinna: do kieszeni kierowców, a procentowy udział firmy Uber w opłatach pasażerów pozostaje zasadniczo stabilny”.

Komentarz Ubera odnosi się do badania „Not Even Nice Work If You Can Get It”, przeprowadzonego przez Uniwersytet Oksfordzki i stowarzyszenie Worker Info Exchange, zajmującego się badaniami i analizą danych z rynku pracy na platformach. Prześwietlono w nim 1,5 mln przejazdów 258 kierowców z lat 2016-2024. Z danych wynikło, że: prowizja pobierana przez Ubera przestała być przejrzysta i wzrosła z 25 do 50 proc.; Uber pobierał większą prowizję przy droższych kursach; czas oczekiwania na zlecenie (kierowca wtedy nie zarabia) wzrósł o godzinę tygodniowo od 2022 roku; wzrosła nierówność wynagrodzenia wśród kierowców wykonujących porównywalną pracę – wskazuje „Gazeta Wyborcza”. (PAP)

lm/ zm/

Ukraińska koszykarka opuszcza drużynę uniwersytecką w USA po zatrudnieniu Rosjanki

0

Ukraińska koszykarka Kateryna Kowalowa opuściła grającą w amerykańskiej lidze NCAA drużynę Louisiana State University po tym, jak władze uczelni zdecydowały się zatrudnić Rosjankę Annę Minajewą.

 

Pochodząca z Kijowa 20-letnia Kowalowa, która od 2021 roku mieszka w USA, ogłosiła swoją decyzję w internecie. Jak tłumaczyła, jej ojciec służy w ukraińskiej armii i jest niezmiernie dumna, że broni kraju przed rosyjską agresją.

„Wojna nie jest dla mnie czymś odległym ani abstrakcyjnym. Bliscy mi ludzie zginęli i zostali ranni w rosyjskich atakach, a miejsca, w których dorastałam i zaczynałam grać w koszykówkę, zostały zniszczone wskutek ataków rakietowych” – napisała w portalu społecznościowym.

Mierząca 196 cm koszykarka zdecydowała się opuścić LSU po jednym sezonie. Wcześniej grała w NCAA w barwach Notre Dame.

„Ta decyzja nie była łatwa. Rozumiem i szanuję fakt, że tworzenie składu jest częścią koszykówki uniwersyteckiej, ale muszę pozostać wierna sobie, swoim wartościom i swojemu krajowi” – podsumowała Kowalowa.

17-letnia Minajewa do ekipy Louisiana State University trafiła z MBA Moskwa. (PAP)

Włochy/ Rekord rządu Giorgii Meloni: Najdłużej pracuje w historii Republiki

0

Od piątku rząd Giorgii Meloni jest najdłużej nieprzerwanie pracującym gabinetem w historii Republiki Włoskiej: działa od 1413 dni. O jeden dzień wyprzedził drugi rząd Silvio Berlusconiego z lat 2001-2005. Rekordowy wynik rząd będzie świętować w Bari w Apulii na południu kraju.

Meloni przechodzi do historii nie tylko jako pierwsza we Włoszech kobieta na stanowisku premiera, ale także jako szefowa rekordowo długo działającego rządu. Został on zaprzysiężony 22 października 2022 roku, a utworzyła go koalicja ugrupowań centroprawicy: Braci Włochów, Forza Italia wicepremiera Antonio Tajaniego i Ligi Matteo Salviniego.

Rząd, jak podkreśla włoska prasa w związku z rekordem jego pracy, zdołał przetrwać zarówno wewnętrzne turbulencje na tle podziałów i polemiki wśród ugrupowań koalicyjnych oraz w relacjach międzynarodowych, przede wszystkim w związku z kryzysami na świecie i ich konsekwencjami dla gospodarki i pogarszającymi się relacjami z administracją prezydenta USA Donalda Trumpa.

Po wyborach w 2022 roku, wygranych przez blok centroprawicy pod wodzą Meloni, w europejskiej prasie dominował alarmistyczny ton. Najczęściej przedstawiano ten wynik jako przełom dla europejskiej prawicy i pierwszy poważny powrót ugrupowania o korzeniach postfaszystowskich do władzy w dużym państwie UE. Było to odniesienie do partii szefowej rządu – Bracia Włosi, którą utworzyli m.in. politycy dawnego Sojuszu Narodowego.

W klimacie zaniepokojenia wyrażanego wówczas w Europie rządowi Meloni nie dawano zbyt wielu szans.

Szefowa rządu w expose nawiązała wtedy do tego, że pochodzi ze środowiska politycznego pozostającego na marginesie. – Reprezentuję to, co Anglicy określają jako: underdog – zaznaczyła. To odniesienie do osoby, która startuje jako słabsza i musi odwrócić przewidywania.

W poprzednich wyborach, w 2018 roku Bracia Włosi otrzymali 4 proc. głosów; cztery lata później – 26 proc. i stali się pierwszym ugrupowaniem w parlamencie i główną siłą koalicji.

Rząd Meloni realizując obietnice z kampanii wyborczej rozpoczął stanowczą walkę z przemytnikami migrantów. Tragicznym impulsem do zaostrzenia przepisów i kar była katastrofa łodzi u wybrzeży Kalabrii, w której w lutym 2023 roku zginęło 94 migrantów, płynących z Turcji.

Kilka miesięcy później gabinet Meloni zawarł porozumienie z rządem Albanii w sprawie utworzenia w tym kraju, a więc poza UE, dwóch ośrodków dla migrantów, zabranych z łodzi płynących w kierunku do Włoch oraz dla tych, wobec których zastosowano procedurę odesłania do kraju pochodzenia. Albańskie rozwiązanie jest ostro krytykowane przez opozycyjną centrolewicę jako nieskuteczne i kosztowne, a włoskie sądy kilkakrotnie wydały orzeczenia nakazujące transfer migrantów do ośrodków we Włoszech.

Na początkowy okres pracy rządu centroprawicy przypadł masowy napływ dziesiątek tysięcy migrantów. W tym roku według danych MSW w Rzymie od stycznia do końca lipca drogą morską przybyło około 17 tys. migrantów. Minister spraw wewnętrznych Matteo Piantedosi zaznaczył, że to o 55 proc. mniej niż w tym samym czasie w 2025 r.

Rządzącej centroprawicy nie udało się dotąd zrealizować jednej z głównych obietnic: reformy wymiaru sprawiedliwości. W marcu bieżącego roku rząd przegrał referendum, co było pierwszą wyraźną porażką polityczną Meloni od objęcia przez nią urzędu. Odrzucona rządowa reforma zakładała m.in. rozdzielenie karier sędziów i prokuratorów, by nie mogli zmieniać tej funkcji, a także podział Najwyższej Rady Sądownictwa na dwie osobne: jedną dla sędziów, drugą dla prokuratorów.

Druga niezrealizowana dotąd obietnica to reforma, nazwana przez Meloni „matką wszystkich reform”. Przewiduje ona zmianę konstytucji, której głównym elementem jest bezpośredni wybór premiera przez obywateli. Szefowa rządu argumentowała, że Włosi powinni sami wskazywać, kto ma rządzić, a nie by premier był mianowany w wyniku negocjacji parlamentarnych. Reforma jest praktycznie zamrożona w parlamencie i nie wejdzie w życie przed wyborami, planowanymi na jesień 2027 roku.

Meloni, która sama określała siebie jako underdog, została uznana z czasem przez komentatorów i prasę międzynarodową za jedną z głównych rozgrywających na forum europejskim.

Z nieufnością i zdziwieniem traktowano potem jej deklarację, że chce być mediatorką między UE a nową administracją Trumpa. W ciągu roku specjalne relacje Meloni z prezydentem USA pogorszyły się po serii jego ataków pod jej adresem.

„Brakuje już tylko inwazji szarańczy” – te słowa Meloni na temat licznych kryzysów międzynarodowych i wyzwań cytuje włoska prasa w związku z rekordem długości pracy jej rządu.

Uroczyste obchody z tej okazji odbędą się w piątek w porcie w Bari w Apulii, a całe wydarzenie, połączone z festynem organizuje partia szefowej rządu. Oczekiwanych jest tam około 10 tys. osób.

Kulminacyjnym wydarzeniem będzie przemówienie premier Meloni.

 

Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)

Nepal/ Dwaj robotnicy uratowani z zalanego tunelu po dziewięciu dniach od powodzi

0

Nepalskie służby ratownicze uwolnili w piątek dwóch robotników, którzy przez dziewięć dni byli uwięzieni w tunelu hydroelektrowni po katastrofalnej powodzi na granicy Nepalu z Tybetem – przekazały władze. Straty materialne po kataklizmie szacowane są w Nepalu na ponad 2,5 mld dolarów.

O sukcesie akcji ratowniczej poinformował w serwisach społecznościowych deputowany Shri Ram Neupane krótko po tym, jak rzecznik armii gen. Raja Ram Basnet potwierdził uratowanie pierwszego z uwięzionych. Ocaleni to dwaj pracownicy hydroelektrowni.

Lokalna telewizja wyemitowała nagranie, na którym widać pierwszą ewakuowaną osobę – ubrudzony błotem mężczyzna był wynoszony przez ratownika. Obaj uratowani trafili na obserwację lekarską.

— Jestem taki szczęśliwy, spadł mi kamień z serca – powiedział brat jednego z ocalonych, cytowany przez AFP.

Obaj ocaleni mężczyźni zostali uwięzieni 26 sierpnia w tunelu hydroelektrowni Trishuli 3A, położonej na rzece Trishuli w dystrykcie Rasuwa, około 70 km na północ od Katmandu. Tego dnia oderwanie się fragmentu lodowca sprawiło, że potężne masy wody i niesionego nimi gruzu zeszły korytami rzek Bhote Koshi i Trishuli, pustosząc całe doliny zarówno po nepalskiej, jak i chińskiej stronie granicy.

Pojawiają się różne dane na temat liczby zaginionych pracowników sektora hydroenergetycznym. Według nepalskiego stowarzyszenia producentów energii IPPAN w samym obiekcie Trishuli 3A poszukiwanych jest 557 pracowników, z czego około 115 przebywało w głównym tunelu w momencie przejścia fali powodziowej. Szacunki nepalskiej agencji ds. zarządzania kryzysowego (NDRMMA) wskazują z kolei, że na terenie 12 projektów hydroenergetycznych w całym kraju zaginęło łącznie około 900 osób, a blisko 500 z nich może być uwięzionych w podziemnych tunelach.

Kataklizm przyniósł gigantyczne szkody materialne. Szef NDRRMA Dharma Raj Upreti przekazał agencji Reutera, że szkody spowodowane przez żywioł sięgają 387,5 mld rupii nepalskich (około 2,5 mld USD). Pierwsze, najpilniejsze prace naprawcze w ciągu czterech miesięcy pochłoną 52,6 mln USD, a naprawy lub odbudowy wymaga około 20 tys. domów.

Według danych NDRRMA z czwartku wieczorem w wyniku ubiegłotygodniowej powodzi w Nepalu życie straciło 1259 osób, a ponad 5 tys. osób jest poszukiwanych. Aktualny bilans w kontrolowanym przez Pekin Tybecie pochodzi jeszcze ze środy i mówi o 21 zabitych oraz 541 zaginionych.

 

Krzysztof Pawliszak (PAP)

Policja poszukuje 14-latki i jej ojca po śmierci noworodka – ich wspólnego dziecka

0

W Kalifornii trwają poszukiwania 14-letniej dziewczyny podejrzanej o zabójstwo noworodka, nazwanego przez śledczych „Baby Angelita”. Zdaniem policjantów dziecko zostało poczęte w wyniku kazirodczego stosunku nastolatki z jej ojcem, 38-letnim Sergio Galvezem Perezem, który również jest poszukiwany.

Ciało noworodka znaleziono 1 sierpnia przy drodze znajdującej się około 20 mil na północ od Monterey. Sekcja zwłok wykazała „obrażenia urazowe”. Śledczy podejrzewają, że 14-latka urodziła dziecko na miejscu, a następnie je porzuciła. Dziewczyna miała wcześniej przez lata padać ofiarą wykorzystywania seksualnego ze strony ojca.

Policja poszukuje obecnie zarówno 14-latki, jak i jej ojca. Perez – z zawodu muzyk – jest podejrzany o czyny kazirodcze i pedofilskie. Policjanci uważają, że to mężczyzna ukrywa i jednocześnie więzi córkę. W międzyczasie zatrzymano matkę 14-latki. Kobieta usłyszała zarzuty a potem opuściła areszt po opłaceniu kaucji.

Szeryf Nita Nieto zaapelowała do Pereza o zgłoszenie się na policję. „Oddaj się w ręce policji. W centrum tej sprawy jest dwoje dzieci – Baby Angelita, która straciła życie, i 14-latka, stojąca przed poważnymi zarzutami” – powiedziała.

W śledztwie wykorzystano m.in. system Flock, czyli sieć automatycznych czytników tablic rejestracyjnych. Dane z kamer pomogły policji namierzyć pojazd powiązany z Perezem.

Poszukiwania nadal trwają.

Red. JŁ

Nowy Jork coraz bezpieczniejszy. Lokalna policja chwali się historycznym rekordem

0

Tegoroczne lato w Nowym Jorku było najbezpieczniejszym we współczesnej historii miasta, jeśli chodzi o liczbę przestępstw z użyciem przemocy i broni palnej – poinformowała nowojorska policja (NYPD). Od czerwca do sierpnia odnotowano 195 strzelanin i 66 zabójstw, co jest najniższą wartością od początku prowadzenia pomiarów.

Policja podkreśla w szczególności, że w wakacje do żadnego z najpoważniejszych przestępstw nie doszło w nowojorskim metrze – miejscu szczególnie napiętnowanym jako niebezpieczne. Latem nie doszło tam do żadnego zabójstwa, strzelaniny ani gwałtu.

W sierpniu na terenie osiedli należących do miejskiego urzędu mieszkalnictwa (NYCHA) również nie odnotowano żadnego zabójstwa. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku liczba zabójstw spadła o 24 proc. Zmniejszyła się także liczba rozbojów, włamań, kradzieży samochodów i wielkich kradzieży.

Również dane za pierwsze osiem miesięcy roku wskazują na rekordowe minima. Od stycznia do sierpnia odnotowano 442 strzelaniny, 538 ofiar postrzałów i 173 morderstwa.

Spadki odnotowano jednak nie we wszystkich kategoriach przestępstw. Latem wzrosła m.in. liczba napaści kwalifikowanych (o 3,1 proc. r/r) i gwałtów (4 proc. r/r). Największy wzrost dotyczy natomiast przestępstw z nienawiści (17 proc. r/r).

Komisarz NYPD Jessica Tisch podkreśliła, że rekordowe minima osiągnięto w czasie wzmożonej aktywności służb podczas m.in. finałów NBA, mistrzostw świata w piłce nożnej, Sail 250 oraz obchodów 4 lipca.

„Ten postęp jest możliwy tylko dzięki niezwykłej pracy policjantów i policjantek z nowojorskiej policji (NYPD) i jestem im głęboko wdzięczna za zaangażowanie w zapewnienie bezpieczeństwa w Nowym Jorku” – powiedziała Tish.

Red. JŁ

Migrant z Kuby wpadł z deszczu pod rynnę. Z Florydy deportowano go do… Afryki

0

37-letni Aristides Fernandez Garcia, pochodzący z Kuby i do niedawna mieszkający na południu Florydy, został deportowany przez władze USA do… Republiki Środkowoafrykańskiej. Mężczyzna twierdzi, że nie wiedział, dokąd zostanie odesłany, a po przybyciu do Afryki trafił do budynku, którego – jak twierdzi – od ponad miesiąca nie może swobodnie opuszczać.

Garcia został zatrzymany przez służby imigracyjne 6 stycznia 2026 roku w Miami i przez około siedem miesięcy przebywał w areszcie imigracyjnym. Deportowano go 30 lipca. Jak relacjonuje w rozmowie z dziennikarzami, przed wylotem pytał funkcjonariuszy ICE o miejsce docelowe, ale nie uzyskał odpowiedzi. Dopiero po międzylądowaniu w innym kraju afrykańskim dowiedział się, że został wysłany do Republiki Środkowoafrykańskiej.

Mężczyzna przebywa obecnie w budynku, gdzie dzieli pokój z innym migrantem. Jak twierdzi, nie otrzymał dokumentów pozwalających mu na swobodne przemieszczanie się. „Jesteśmy tutaj bez dokumentów” – powiedział.

Republika Środkowoafrykańska nie jest uznawana za kraj bezpieczny – w USA jest objęta, czwartym, najwyższym poziomem ostrzeżenia przed podróżą. Powodem są m.in. wojna domowa, ryzyko porwań i terroryzm.

Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA (DHS) przekazał, że władze działają zgodnie z prawem. „Stosujemy prawo w jego obecnym brzmieniu. Jeśli sędzia stwierdzi, że nielegalny imigrant nie ma prawa przebywać w tym kraju, zostanie on wydalony. Kropka” – przekazał department w oświadczeniu. Instytucja dodała w komunikacie, że pomaga realizować „największą operację deportacyjną w historii”. „Zgodnie z obietnicą prezydenta Trumpa” – podkreślają przedstawiciele DHS.

Garcia zamierza nadal prowadzić swoją sprawę azylową w USA. Nie wiadomo, jak długo pozostanie w Republice Środkowoafrykańskiej.

Red. JŁ

Wykorzystał Snapchat, by krzywdzić dzieci. Mężczyzna skazany na 35 lat więzienia

0

28-letni Raymond Daniel Solis z Midland w Teksasie został skazany na 35 lat więzienia federalnego za produkowanie i rozpowszechnianie materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie nieletnich. Mężczyzna wykorzystywał Snapchata do kontaktowania się z nastolatkami, oferując im pieniądze za zdjęcia i nagrania, a szantażował ofiary, grożąc ujawnieniem materiałów.

Solis przyznał się do siedmiu zarzutów produkcji materiałów seksualnych z udziałem nieletnich oraz jednego zarzutu ich dystrybucji. Według ustaleń śledczych jego ofiarami było co najmniej siedem dziewcząt w wieku od 12 do 17 lat, mieszkających w różnych stanach. Proceder miał trwać od 2018 do 2025 roku.

Mężczyzna oferował nastolatkom od 100 do 1000 dolarów za godzinne „sesje”, a także proponował układ określany jako „sugar baby”, za który miał płacić 800 dolarów tygodniowo. W przypadku odmowy dalszego przesyłania materiałów miał grozić dziewczętom, że skontaktuje się z ich rodzinami.

Śledczy namierzyli podejrzanego w Midland, dzięki wykorzystaniu danych Google i adresu IP jednego z urządzeń należących do mężczyzny. W czasie przeszukania w iPhonie Solisa znaleziono intymne materiały z udziałem siedmiu dziewcząt, nagrania rozmów z nimi oraz informacje z ich profili w mediach społecznościowych.

W kwietniu 2025 roku Solis przyznał się śledczym z FBI, że zajmował się produkcją takich materiałów od 2018 roku.

Oprócz kary 35 lat pozbawienia wolności sąd nakazał mu zapłatę nawiązki w wysokości 14 205,96 dolarów na rzecz ofiar.

Red. JŁ

Prezydent: W grudniu, przy okazji szczytu G20, spotkam się z Donaldem Trumpem

0

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział w czwartek, że przy okazji grudniowego szczytu G20 „z pewnością” spotka się z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Zaznaczył, że współpraca między Polską a Stanami Zjednoczonymi jest „bardzo regularna”.

Podczas czwartkowego briefingu prasowego w Warszawie prezydent był pytany, czy można spodziewać się, że jego zaplanowana na grudzień wizyta w USA w związku ze szczytem G20 przyniesie jakieś konkrety.

Nawrocki odparł, że jego „stałe relacje z prezydentem Donaldem Trumpem”, które – jak zaznaczył – przyniosły dotąd wiele efektów, „po prostu w grudniu zostaną odświeżone”. Zaznaczył też, że współpraca między Polską a Stanami Zjednoczonymi „jest bardzo regularna”.

Na pytanie, czy będzie miał okazję spotkać się z Trumpem podczas wrześniowej wizyty w USA, w trakcie której weźmie udział w debacie generalnej 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, odparł: – Tego nie wiem, takich planów na dzień dzisiejszy nie ma (…), więc być może spotkamy się w sposób spontaniczny, ale z całą pewnością spotkamy się w grudniu.

– Skoro idziemy w stronę stałych baz amerykańskich, skoro za sprawą zaproszenia prezydenta Trumpa jesteśmy na szczycie G20, uznaję, że wszystko jest pod kontrolą – ocenił.

USA sprawują w tym roku przewodnictwo w G20 – grupie zrzeszającej największe gospodarki świata; w spotkaniach tego formatu uczestniczy także Polska. Tegoroczny szczyt G20 odbędzie się w dniach 14-15 grudnia w ośrodku Trump National Doral Miami na Florydzie, a jego gospodarzem będzie amerykański prezydent.

Przejmując tegoroczne przewodnictwo w G20, sekretarz stanu USA Marco Rubio ogłosił, że „Polska, jako kraj niegdyś uwięziony za żelazną kurtyną, a obecnie znajdujący się w gronie 20 największych gospodarek świata, dołączy, aby zająć należne mu miejsce w G20”. (PAP)

from/ mbed/ sdd/ mhr/

Euforia wśród Węgrów opadła: Spadło zaufanie do Magyara i poparcie dla jego partii

0

Opublikowany w czwartek sondaż Instytutu Publicus wykazał, że w okresie od lipca do końca sierpnia poparcie dla rządzącej na Węgrzech partii Tisza spadło o trzy punkty procentowe, a odsetek osób uważających Petera Magyara za odpowiedniego do pełnienia funkcji premiera spadł z 62 do 57 proc.

W omawianym okresie poparcie dla Fideszu, partii byłego premiera Viktora Orbana i największego obecnie ugrupowania opozycyjnego, wzrosło o jeden punkt procentowy. Wśród ogółu społeczeństwa rządząca Tisza cieszy się poparciem na poziomie 48 proc., Fidesz – 19, a Mi Hazank – 5 proc.

W sondażu zbadano również stosunek wyborców do Magyara i Orbana. Ponad 90 proc. wyborców ich partii postrzega liderów jako odpowiednich kandydatów do pełnienia funkcji szefa rządu. Wśród dorosłych mieszkańców kraju 57 proc. respondentów uznało Magyara za odpowiedniego kandydata na premiera, a 34 procent – za raczej nieodpowiedniego. W lipcu 2026 roku stosunek ten wynosił 62 do 30 proc.

Orbana za odpowiedniego kandydata do kierowania krajem uważa 33 proc. badanych, a za raczej nieodpowiedniego – 61 procent. W lipcu proporcje te wynosiły odpowiednio 29 i 65 proc.

Sondaż został przeprowadzony na zlecenie dziennika „Nepszava” w dniach 18–25 sierpnia metodą wywiadów telefonicznych z udziałem 1006 osób.

Z Budapesztu Jakub Bawołek (PAP)

 

jbw/ ap/

Trump: Mamy nieograniczone zapasy amunicji, media dopuszczają się zdrady`

0

Prezydent USA Donald Trump oskarżył media o zdradę za doniesienia o kurczących się zapasach rakiet w związku z wojną z Iranem. Zapewnił jednocześnie, że USA mają „praktycznie nieograniczoną” liczbę amunicji średniej i wysokiej klasy.

„Do zdradliwych szumowin, które odmawiają rzetelnego raportowania o naszej Operacji Wojskowej w Iranie: mamy praktycznie nieograniczone ilości amunicji średniej do wysokiej klasy, dużo więcej, niż kiedykolwiek moglibyśmy do tego potrzebować do tego, ani do jakiejkolwiek innej wojny (co jest bardzo mało prawdopodobne!)” – napisał Trump we wpisie na swojej platformie Truth Social. „Ponadto produkujemy amunicję na niespotykaną dotąd skalę. Gromadzimy zapasy i przygotowujemy się na każdą ewentualność. Zabieramy ją dla siebie, dla Stanów Zjednoczonych, zamiast sprzedawać ją innym, ale sprzedaż do sojuszników wkrótce się rozpocznie” – dodał.

Trump stwierdził przy tym, że administracja Joe Bidena oddała więcej amunicji Ukrainie za darmo, niż siły USA zużyły w wojnie z Iranem. W innym czwartkowym wpisie na ten sam temat Trump powtórzył, że media twierdzące, że siłom USA brakuje amunicji dopuszczają się zdrady.

Doniesienia o niedoborach rakiet – zwłaszcza rakiet przechwytujących systemu Patriot – pojawiają się od dawna. W ubiegłym tygodniu AP i „Wall Street Journal” pisały – powołując się na urzędników Pentagonu – że poziom ich zapasów spadł poniżej poziomu krytycznego i zagraża zdolności USA do przeciwstawiania się innym przeciwnikom. Pentagon zaprzeczał tym doniesieniom.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)