„Masa” – świadek koronny czy celebryta? Koronny świadek upadku świadka koronnego

„Masa” – świadek koronny czy celebryta? Koronny świadek upadku świadka koronnego

Nie wiadomo, co bardziej szokuje: niespodziewane zatrzymanie w Łodzi najsłynniejszego świadka koronnego Jarosława S. ps. Masa, czy fakt, że w związku ze sprawą „Masy” zarzuty postawiono też dwóm wysokim funkcjonariuszom służb mundurowych w Łodzi.

W środę funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymali „Masę” w jego łódzkim mieszkaniu, w czwartek postawiono mu zarzuty. Według prokuratury, „Masa” pod osłoną statusu świadka koronnego nadal czerpał w pełni z życia przestępczego. Prokuratura podejrzewa go o wyłudzenie kilkuset tysięcy złotych w pożyczkach i kredytach w ośmiu bankach na terenie województw mazowieckiego i łódzkiego. Co ciekawe, jest również oskarżony o powoływanie się na wpływy w policji i załatwianie pracy w łódzkiej komendzie wojewódzkiej.
W tej sprawie zarzuty usłyszał również młodszy inspektor Zbigniew G., naczelnik wywiadu kryminalnego w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi, którego „Masa” poznał w związku ze statusem świadka koronnego. Gangster miał płacić policjantowi sterydami i pelletem. Zbigniew G. został również zawieszony w czynnościach służbowych. Z kolei Grzegorzowi S., kierownikowi referatu dochodzeniowo-śledczego Urzędu Celno-Skarbowego w Łodzi, postawiono zarzut przyjęcia 2 tys. zł łapówki od Masy i pewnego biznesmena. W sprawie „Masy” i policjanta są wnioski o areszt.
Nagłe zatrzymanie Jarosława S. i dwóch funkcjonariuszy nie dla wszystkich jest zaskoczeniem. Jarosław S. zawsze potrafił lawirować tak, by spaść na cztery łapy, a ludzie, którzy robili z nim takie lub inne interesy, mocno sobie później pluli w brodę.

Początki w mafii

Jarosław S. przyszedł na świat w 1962 roku w podwarszawskim Pruszkowie. Już w latach szkolnych zdradzał talent do zarabiania pieniędzy. Oczywiście nielegalnie. Na przełomie lat 80. i 90. handlował walutą pod miejscowym Peweksem. Tam też zetknął się z grupami przestępczymi, którym musiał „odprowadzać” działkę. Pierwszą robotę dostał w gangu Wojciecha Kolikowskiego, słynnego „Pershinga”, który do końca życia (zginął w zamachu w Zakopanem) pozostał bliskim znajomym „Masy”. Tej znajomości zawdzięczał wręcz życie. „Pershing” chronił go przed innymi gangsterami, którzy podejrzewali „Masę” o współpracę z policją. Kolejne zlecenia dostawał od innych bossów mafii pruszkowskiej. Napadali na tiry, ściągali haracze od handlujących na miejskich targowiskach, handlowali narkotykami. Czuli się bezkarni i byli bezkarni. Nawet jeżeli ktoś odważył się i złożył obarczające któregoś z gangsterów zeznania, po „namyśle” je odwoływał.

Biznes (nie)legalny

Pierwsze naprawdę duże pieniądze „Masa” zarobił, kradnąc wspólnie z kompanami tir z papierosami. – W 1990 roku ukradliśmy dwa tiry należące do „Baraniny”. Działka, którą dostałem, to 125 tysięcy zł – opowiadał „Masa”. Takie pieniądze trzeba było albo gdzieś ukryć, albo wydać z hukiem. „Masa” robił jedno i drugie. Prowadził restaurację w Pruszkowie (La Cucaracha) oraz jedną z największych dyskotek w Warszawie (Planeta). Żył rozrzutnie i nie krył się z tym zupełnie. – Mogliśmy sobie pozwolić na zapłacenie pilotowi pod Gołębiewskim 20 tysięcy dolarów. Lataliśmy za to i rzucaliśmy butelkami – mówił „Masa”. Pojawiał się na ekskluzywnych przyjęciach i często udzielał wywiadów w mediach jako człowiek biznesu i moralista. Równolegle piął się po stopniach mafijnej drabiny. Nieskromnie dodaje, że wszyscy im ustępowali z drogi, bo to był czas terroru, a policji po prostu nie było. – Chodziłem podpięty (red. – z bronią ostrą), tylko na akcję. Były noże i pięści, tak się rozwiązywało problemy biznesowe – mówił „Masa”. Jak na świadka koronnego „Masa” specjalnie się nie krył: widywano go w pubie Łódź Kaliska i na Piotrkowskiej, promował swoje książki W 1993 roku młoda kelnerka oskarżyła go o gwałt.
Do aresztowania nie doszło, a kilka tygodni później kobieta wycofała zeznania. Jak się później okazało, był to moment przełomowy w działalności Jarosława S. Przed kamerami „Masa” przyznał, że współpracę z policją rozpoczął właśnie po tych wydarzeniach – w 1994 roku. Pod koniec lat 90. kilkakrotnie organizowano zamachy na jego życie. Do jednego z nich doszło na początku 1996 roku. Do aresztu śledczego trafił w 1999 r., po oskarżeniu o wymuszanie haraczu. Wyszedł po pięciu miesiącach. Właśnie wtedy został świadkiem koronnym. W zamian za status świadka koronnego „Masa” składał przed sądem zeznania obciążające jego byłych pobratymców. Dzięki jego zeznaniom skazano szefów grupy pruszkowskiej: Słowika, Maliznę i Parasola.

Świadek prawie tajny

Miejsce zamieszkania „Masy” powinno być chronione ścisłą tajemnicą, gdyż objęty jest programem ochrony świadków i ma zapewnioną ciągłą ochronę policjantów. Ale w Łodzi regularnie można było spotkać „Masę” na piwie w pubie Łódź Kaliska i na Piotrkowskiej. Nie krył się też zupełnie, gdy w 2016 roku postanowił ponownie się ożenić. Jego wybranką stała się była modelka Katarzyna, a ślub wzięli w łódzkim Urzędzie Stanu Cywilnego. Był czas, gdy nie wiadomo było, kim bardziej czuje się „Masa” – świadkiem koronnym czy celebrytą. Napisał dwie książki o życiu mafijnym i żywo brał udział w ich promocji, pokazując się w różnych miejscach publicznych i często stając przed kamerami telewizyjnym. Sensacyjne zatrzymanie „Masy” może zamknąć jego karierę świadka koronnego, ale otworzyć zupełnie nowy problem. „Masa” wielokrotnie swoje zeznania zmieniał i odwoływał. Czy są wiarygodne? Prokuratura postawiła mu teraz m.in. zarzuty składania fałszywych zeznań nawet w tak drobnych sprawach jak wykroczenia drogowe. Wielce prawdopodobne jest to, że adwokaci osób skazanych na podstawie zeznań „skruszonego” gangstera będą wnosić o wznowienie procesów. A „Masa” znów będzie w świetle reflektorów…

Red.AIP

COMMENTS

WORDPRESS: 0