Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach przed sądem. Tak wyjaśniała sprawę kopert

Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach przed sądem. Tak wyjaśniała sprawę kopert

– Nie przyznaję się – mówiła w środę w sądzie Małgorzata S. dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach oskarżona o to, że we wrześniu dwa lata temu przyjęła od dwóch lokalnych przedsiębiorców 3,5 tysiąca złotych w zamian za zawarcie umów na zorganizowanie stażu dla ustalonej osoby. Kobieta twierdzi, że panowie dali jej pieniądze wspierając ją w kampanii do Senatu.

 

Małgorzata S. od 2000 roku była członkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Przez ten czas wielokrotnie startowała w kilku wyborach z ramienia PSL. W 2015 roku zaproponowano jej strat w wyborach do Sejmu. Odmówiła, bo jak twierdziła wciąż spłacała długi po wcześniejszej kampanii wyborczej do sejmiku województwa świętokrzyskiego, do którego się dostała. Przekonano ją jednak, aby startowała do Senatu. – Podczas spotkania członków i sympatyków PSL-u obiecano mi wsparcie finansowe. Moi znajomi, koledzy, przyjaciele i ci, którzy dobrze mi życzyli przekazywali mi różne kwoty na kampanię. W ciągu dwóch tygodni we wrześniu 2015 roku zebrałam 25 tysięcy złotych. Otrzymywałam pieniądze na ulicy, w domu, w pracy. To były różne sumy od 100 złotych od 2 tysięcy złotych- tłumaczyła w sądzie oskarżona. We wrześniu 2015 roku do jej gabinetu w Powiatowym Urzędzie Pracy przyszli dwaj bracia, lokalni przedsiębiorcy z gminy Nowa Słupia.

– Jednego z panów, Hieronima Ł. poznałam kilka lat temu przy okazji chyba dożynek. Nie była to znajomość bardzo zażyła, raczej na zasadzie przypadkowych spotkań. Podczas wizyty w moim gabinecie rozmawialiśmy między innymi o budowie kolejki na Święty Krzyż. W pewnej chwili wręczyli mi zaklejone koperty, mówili, że to wsparcie na moją kampanię – wyjaśniała przed sądem Małgorzata S. Jak twierdziła, koperty przyjęła, odłożyła do biurka nie zaglądając do nich. – Już w drzwiach jeden z panów zapytał o możliwość przedłużenia stażu. Powiedziałam, że sama nie mogę się tym zająć, ale skieruję go do pracownika, który udzieli mu informacji. Niedługo później do drzwi jej gabinetu zapukali agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy zapytali o koperty z pieniędzmi. Wówczas doszło do zatrzymania. – Tłumaczyłam agentom i w prokuraturze, że wszystkie darowizny na kampanię zapisywałam w specjalnym notesie. Były tam nazwiska i kwoty osób, które przekazały pieniądze oraz tych, którzy deklarowali wpłatę.

Pieniądze, w sumie 25 tysięcy złotych na konto komitetu wyborczego PSL przelał mój syn. Te pieniądze nigdy nie zostały mi zwrócone przez Polskie Stronnictwo Ludowe – mówiła oskarżona. Jak dodawała w sądzie, nie było niczym dziwnym to, że osoby wspierające jej start w wyborach przekazywały pieniądze w miejscu jej pracy. – Mam nienormowany czas pracy, często pracuję po godzinach, w weekendy. Moim zadaniem jako dyrektora jest zadbanie o odpowiednia organizację pracy, mam promować urząd i opracować jego strategię – dodawała Małgorzata S. Wraz z nią na ławie oskarżonych zasiada dwóch wspomnianych wyżej braci, którzy mieli korumpować Małgorzatę S. Obaj także nie przyznają się do winy. Dodatkowo Hieronim Ł. miał za 100 złotych obiecać pośrednictwo w załatwieniu stażu dla Janiny M. Kobieta nie stawiła się w środę w sądzie, przebywa we Włoszech.

 

 

 

COMMENTS

WORDPRESS: 0