Prezydent: Niemcy nie potrzebowali Hitlera, by gardzić Polską

0

Odpowiedzialność wymaga świadomości rządzących, że jest prawda o II wojnie światowej, która jest słabo słyszalna za zachodnią granicą – powiedział prezydent Karol Nawrocki podczas obchodów na Westerplatte. Jak mówił, „Niemcy nie potrzebowali Adolfa Hitlera, by gardzić Polską Polkami, Polakami i polskością”.

Prezydent, wraz z m.in. premierem Donaldem Tuskiem i wicepremierem, szefem MON, wziął udział we wtorek rano w obchodach 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte. – Pamięć o 1 września wymaga od nas prawdy i odpowiedzialności – powiedział podczas wystąpienia.

Jak podkreślił, Westerplatte to jeden z kluczowych symboli II wojny światowej, symbol walki i oporu przed przeważającym wrogiem. – Tu, na Westerplatte wykuwał się archetyp polskich postaw w czasie całej II wojny światowej, na wszystkich szerokościach geograficznych – powiedział prezydent.

Nawrocki przypomniał, że podczas gdy Westerplatte jest symbolem walki, to symbolem „niezasłużonego cierpienia jest Wieluń, miasto zbombardowane przez Niemców nad ranem 1 września 1939 roku”. – Trzeba pamiętać że 1 września rozpoczęła się hekatomba i pandemonium narodu polskiego – podkreślił.

Prezydent przypomniał, że w trakcie II wojny zginęło ok. 6 mln polskich obywateli, czyli ok. 17 proc. przedwojennej ludności Polski; w niemal 90 proc. byli to cywile. – O tym nie możemy zapomnieć (…) Prawda i odpowiedzialność wymaga z jednej strony ich powtarzania, ale z drugiej – wymaga od dziś rządzących także świadomości, że istnieje prawda o II wojnie światowej, która jest słabo słyszalna u naszych zachodnich sąsiadów, u naszych sojuszników, w Berlinie – podkreślił.

– Prawda, której nie zna, albo nie chce poznać Europa. Prawda, która nie dociera za Atlantyk; prawda, z którą wielki problem niestety mają także rządzący. A musimy wszyscy powtarzać i uzmysłowić sobie, że to boli, ale jest potrzebne – że Niemcy nie potrzebowali Adolfa Hitlera, by gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością – ocenił prezydent.

Jego zdaniem, już w XIX wieku niemieccy literaci, nawet ci o liberalnych poglądach, „z pogardą pisali o Polakach, Polsce i Polskości, że jesteśmy Irokezami ze wschodu”; jak ocenił, antypolonizm był także w „centrum kultury politycznej międzywojennej niemieckiej Republiki Weimarskiej”.(PAP)

mml/ dsok/ agzi/

Paliwo z dnia na dzień droższe o 1 zł. Minister Domański zrzuca winę na prezydenta

0

Wetując podatek od nadmiernych zysków koncernów paliwowych, prezydent Karol Nawrocki de facto uniemożliwił dalsze działanie programu CPN – ocenił w rozmowie z PAP minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Jak dodał, prezydent „zamiast po stronie Polaków stanął po stronie wielkich firm”.

Domański, który w poniedziałek uczestniczył w obradach na forum G20 w Asheville w Karolinie Północnej w USA, skomentował w ten sposób wygaśnięcie rządowego programu Ceny Paliw Niżej (CPN), obniżającego VAT na benzynę i paliwa. Pytany o to, czy rząd planuje przywrócić obniżki, minister odpowiedział odmownie, a winą obarczył prezydencką decyzję o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o opodatkowaniu nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych.

– Trudno za program CPN płacić z kieszeni wszystkich podatników. Chcieliśmy, aby był on sfinansowany z potężnych, horrendalnych zysków koncernów paliwowych – powiedział. – Pan prezydent zamiast po stronie Polaków stanął po stronie wielkich firm – dodał.

Prezydent Nawrocki skierował 24 lipca do Trybunału Konstytucyjnego ustawę wprowadzającą 60-procentowy podatek od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych ze sprzedaży paliw ciekłych w okresie od marca do grudnia 2026 r. Prezydent zastrzegł, że nie jest to weto, a w oświadczeniu Kancelarii Prezydenta argumentował, że przepisy łamią zasadę zakazu działania prawa wstecz. Zapewniał, że nie broni niczyich zysków, lecz zasad konkurencji, polskich konsumentów oraz małych i średnich przedsiębiorców.

Szef resortu finansów obarczył również głowę państwa częściową winą za rosnące zadłużenie i deficyt, wskazując na jego weto – „absolutnie nieodpowiedzialne” – ustawy o podwyższeniu akcyzy na alkohol.

– To już jest ostatni moment, moim zdaniem, na refleksję ze strony prezydenta – dodał, przypominając o zbliżających się przeglądach ratingów Polski. Jak zaznaczył, agencja Fitch oceniła, że rekordowa liczba wet prezydenta utrudnia „prowadzenie odpowiedzialnej polityki gospodarczej”.

– Prezydent nie może domagać się niskiego długu, niskiego deficytu i jednocześnie sabotować działań rządu, które właśnie do tego zmierzają. To jest polityka wewnętrznie sprzeczna, niespójna i całkowicie nieodpowiedzialna – powiedział minister.

Kwestia rosnącego zadłużenia była jednym z tematów obrad ministrów finansów G20 w Asheville w Karolinie Północnej z udziałem Domańskiego oraz szefa NBP Adama Glapińskiego.

Pytany o plan ograniczania zadłużenia, Domański – podobnie jak gospodarz szczytu, amerykański minister finansów Scott Bessent – wymienił na pierwszym miejscu wzrost gospodarczy. Wskazał na dane o wzroście PKB o 3,9 proc. w drugim kwartale i podkreślił, że „włącza się silnik inwestycji” – zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym, m.in. dzięki uruchomieniu środków z Krajowego Programu Odbudowy. Dodał, że wraz z ożywieniem w strefie euro przyspiesza także polski eksport.

– Widać, że gospodarka pracuje w coraz bardziej zrównoważony sposób, już nie tylko na konsumpcji wewnętrznej – ocenił.

Podkreślił przy tym, że polski rozwój gospodarczy jest szeroko doceniany i podziwiany na forum G20, a opowieść o polskiej transformacji stanowi znaczną część polskiej „soft power”.

Z Asheville Oskar Górzyński (PAP)

 

Resort finansów: program CPN w drugiej połowie sierpnia kosztował 495 mln zł

Wznowiony na drugą połowę sierpnia program osłonowy Ceny Paliwa Niżej kosztował budżet państwa 495 mln zł – poinformowało PAP Ministerstwo Finansów. Według analityków rynku paliw ceny benzyny i diesla na stacjach w pierwszych dniach września mogą wzrosnąć od kilkudziesięciu groszy do 1 zł za litr.

„Całkowity koszt programu CPN, na którym skorzystały m.in. gospodarstwa domowe, wyniósł około 5,2 mld zł, z czego 495 mln kosztowała obniżka od 17 do 31 sierpnia br.” – przekazało PAP biuro prasowe resortu.

Poniedziałek był ostatnim dniem obowiązywania programu Ceny Paliwa Niżej (CPN), wprowadzonego na okres ostatnich tygodni wakacji szkolnych, czyli od 17 do 31 sierpnia. W ramach programu obniżono stawkę podatku VAT na niektóre paliwa, w szczególności benzyny i olej napędowy z 23 proc. do 8 proc. Równocześnie obowiązywały ceny maksymalne, ogłaszane przez Ministra Energii. Sprzedaż powyżej ceny maksymalnej była zagrożona karą do 1 mln zł.

Według prognoz biura Reflex po przywróceniu 23 proc. VAT na paliwa ceny na stacjach mogą wzrosnąć o 60-90 gr/l. Analitycy przewidują, że średnia cena benzyny 95 w tygodniu 31 sierpnia – 4 września wyniesie 7,35 zł/l, czyli o 83 gr więcej niż w ubiegłym tygodniu. Benzyna 98 ma kosztować średnio 8,19 zł za litr, a olej napędowy 8,09 zł. Natomiast według analityków serwisu e-petrol.pl przewidywane przedziały cenowe na najbliższe dni to 7,38-7,51 zł za litr benzyny 95 oraz 8,19-8,33 zł w przypadku oleju napędowego.

Od soboty do poniedziałku, zgodnie z obwieszczeniem Ministra Energii, cena maksymalna benzyny 95 wynosiła 6,64 zł/l, benzyny 98 – 7,46 zł/l, a oleju napędowego 7,31 zł/l.

Pierwsza odsłona pakietu CPN wprowadzona była pod koniec marca br. Był on odpowiedzią na gwałtownie rosnące ceny ropy w związku z konfliktem USA i Izraela z Iranem, który wybuchł 28 lutego. CPN obowiązywał do końca czerwca i obejmował przepisy, na mocy których stosowana była obniżona stawka VAT na benzynę i olej napędowy – oraz ustalana była cena maksymalna tych paliw na stacjach benzynowych. W ramach pakietu wprowadzono też czasową obniżkę akcyzy na paliwa, która obowiązywała do połowy czerwca. (PAP)

kawa/ pad/

25 lat temu reprezentacja Polski zdjęła „klątwę Bońka i Piechniczka”

0

25 lat temu piłkarska reprezentacja Polski pokonała w Chorzowie Norwegię 3:0, wywalczając po 16 latach przerwy awans do finałów piłkarskich mistrzostw świata. Było to komentowane jako zdjęcie „klątwy Bońka i Piechniczka”.

Obaj bowiem w studiu telewizyjnym po odpadnięciu Polski z mundialu w 1986 roku sugerowali, że Polacy mogą mieć problem z awansem do następnych turniejów.

1 września 2001 roku Polska grała na Stadionie Śląskim w Chorzowie z Norwegią w eliminacjach mistrzostw świata 2002 w Japonii i Korei. Choć Polakom do zakończenia eliminacji w Grupie 5 zostały jeszcze dwa mecze, dzięki zwycięstwu 3:0 już tego dnia wywalczyli awans na mundial. Zrobili to jako pierwsza drużyna europejska.

 

Umożliwił to korzystny układ w grupie. Druga w tabeli Białoruś tego samego dnia przegrała bowiem z Ukrainą, zaś Norwegowie po drugiej porażce z drużyną prowadzoną przez Jerzego Engela (w marcu 2001 w Oslo było 3:2 dla Polaki) definitywnie odpadli z rywalizacji.

Awans na mundial po 16 latach przerwy był dużym sukcesem polskiego futbolu. Reprezentacji Polski nie było bowiem ani na mistrzostwach świata we Włoszech w 1990 roku, ani w USA w 1994 roku, ani we Francji w 1998 roku. W każdych z powyższych eliminacji Polska trafiała w grupie na Anglię – tę samą, której wyeliminowanie z finałów MŚ 1974 otworzyło drogę do wielkich sukcesów polskiego futbolu.

W latach 90. ci sami Anglicy okazali się wykonawcami słynnej „klątwy Bońka i Piechniczka” z 1986 roku, po wielokroć rewanżując się Polsce za wyrzucenie z turnieju w RFN w 1974. Jedynie w przypadku mundialu w USA w 1994 roku nie tylko Polska, ale również oni nie przebrnęli z sukcesem eliminacji. Oba zespoły musiały ustąpić Holandii i wspomnianej Norwegii.

Co do samej „klątwy Bońka i Piechniczka”, obrosła ona swoistą legendą. Po latach, zwłaszcza gdy nie był dostępny zapis telewizyjnej rozmowy red. Dariusza Szpakowskiego z selekcjonerem i kapitanem drużyny tuż po porażce 0:4 z Brazylią w 1/8 Mundialu 1986 w Meksyku, pojawiły się opinie, że Boniek z Piechniczkiem wprost mówili, iż Polska przez 16 lat nie zakwalifikuje się na mundial i na tym właśnie polegała owa „klątwa”. W rzeczywistości taką interpretację ich słów można wyczytać jedynie między wierszami.

Ustępujący z funkcji selekcjonera Piechniczek życzył następcy, by tak jak on dwukrotnie doprowadził reprezentację do finałów MŚ – to akurat nie udało się dotąd nikomu innemu. Zaś Boniek sarkastycznie wyrażał nadzieję, że Polska będzie grać na następnych czterech mundialach, tak jak występowała na czterech dotychczasowych i osiągnie w nich podobny rezultat, czyli dwa razy trzecie miejsce, raz miejsce 5-8 i raz 1/8 finału. Co jak wiadomo nie nastąpiło, bo w ogóle od tamtego czasu Polacy grali tylko cztery razy, a tylko raz – w Katarze w 2022 roku – wyszli z grupy, odpadając w 1/8.

W to, że akurat drużyna prowadzona przez Engela przełamie ową klątwę mało kto wierzył. Engel objął reprezentację na przełomie 1999 i 2000 roku, gdy po raz siódmy z rzędu nie zakwalifikowała się do dużego turnieju – w tym przypadku do Euro 2000. Mimo że reprezentację prowadził w tych eliminacjach opromieniony srebrnym medalem z igrzysk olimpijskich w 1992 roku selekcjoner Janusz Wójcik.

Początki Engela było trudne – w pierwszych czterech spotkaniach pod jego wodzą reprezentacja nie tylko nie wygrała, ale i nie strzeliła bramki, co w połączeniu z ostatnimi meczami pod wodzą Wójcika tworzyło jedyny w swoim rodzaju bezbramkowy rekord. Trafił on nawet do piosenki Kazika, zatytułowanej „Cztery pokoje”, a znajdującej się na wydanej w tym samym 2000 roku płycie „Melassa”. Pierwszy gol padł dopiero w czerwcu 2000 roku, w przegranym 1:3 towarzyskim meczu z Holandią, a czas 661 minut bez bramki zakończył celnym strzałem Paweł Kryszałowicz.

Decyzją najbardziej brzemienną dla sukcesów kadry Engela było – jak się później okazało – załatwienie obywatelstwa polskiego dla Nigeryjczyka Emmanuela Olisadebe, który grał w drużynie mistrza Polski Polonii Warszawa. Selekcjoner był dyrektorem sportowym Polonii przed objęciem kadry i znał możliwości Nigeryjczyka, który nie tylko nie wywoływał zainteresowania szefów reprezentacji Nigerii, ale nie chciało go nawet kilka polskich klubów, gdy pojawił się nad Wisłą. Zdecydowała się jedynie mająca kłopoty kadrowe Polonia.

Olisadebe okazał się świetnym wyborem nie tylko stołecznego klubu. Postawienie na niego dowodziło, że piłkarskiego nosa ma również selekcjoner. W trybie przyspieszonym Nigeryjczyk otrzymał obywatelstwo od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i już w sierpniu 2000 roku wystąpił w towarzyskim meczu z Rumunią, strzelając bramkę. Potem trafiał do siatki w większości kluczowych meczy eliminacyjnych – przede wszystkim dwukrotnie w niezwykle ważnym pierwszym spotkaniu eliminacyjnym 2 września 2000 z Ukrainą w Kijowie, wygranym 3:1.

Rywalami Polski w eliminacjach w grupie 5. były, poza Ukrainą i Norwegią, Białoruś, Walia i Armenia. Do przełomowego meczu z Norwegią udało się pokonać Białoruś i Armenię u siebie, a Walię i Norwegię na wyjeździe. W tych dwóch ostatnich meczach kluczowe bramki strzelał również Olisadebe. Punkty reprezentacja straciła tylko w remisowych meczach z Walią u siebie i Armenią na wyjeździe.

Przed zaplanowanym na 1 września 2001 rewanżowym meczem z Norwegią Engel zadbał o szczególną motywacje piłkarzy. Jak wspomina w swojej książce „Futbol na tak”, wyświetlił im m.in. film o ataku Niemiec hitlerowskich na Polskę 1 września 1939 roku.

Sam chorzowski mecz z Norwegią miał szczególny przebieg. Pierwsza połowa nie wskazywała, że może to być wysokie zwycięstwo – gra była bardzo wyrównana. Dopiero gol Kryszałowicza tuż przed przerwą ustawił dalszy przebieg gry. W drugiej połowie trafiali Olisadebe (choć dziś VAR zapewne zakwestionowałby tę bramkę, jaką zdobytą ze spalonego), a także Marcin Żewłakow. Co ciekawe, ci sami zawodnicy strzelali gole w jedynym wygranym meczu już na mundialu w Japonii i Korei – ze Stanami Zjednoczonymi, który był klasycznym meczem „o honor”, bo drużyna Engela wcześniej odpadła po porażkach 0:2 z Koreą Płd i 0:4 z Portugalią.

Zanim to nastąpiło, sam awans wywołał w kraju euforię. Ówcześni komentatorzy powody sukcesu upatrywali tyleż w dobrym wyborze zawodników, co fachowym przygotowaniu drużyny pod względem taktycznym wobec konkretnych rywali. Tak zresztą źródła sukcesu przedstawia sam Engel we wspomnianej książce „Futbol na tak”. Ale wskazywano również na umiejętności pozasportowe Engela. Na to, że potrafił dobrze nastawić drużynę psychicznie, zarazić optymizmem, zadbać o dobra atmosferę i brak konfliktów. Przypominał w tym trochę słynnego poprzednika Kazimierza Górskiego.

Wszystko to nie wystarczyło na finały mundialu. Po odpadnięciu Polski już po rozgrywkach grupowych Engel musiał pożegnać się z posadą. Przyczyny takiego wyniku były różne, choć w ówczesnych mediach wskazywano na wynikające z braku doświadczenia niewłaściwe przygotowanie mentalne polskich piłkarzy do tak dużego turnieju. Wskazywał na to zresztą sam Engel. Nie bez znaczenia był fakt, że pierwszy mecz Polacy grali z gospodarzami, czyli z Koreą Płd. Gospodarzom, jak wiadomo, pomagają ściany, a w tamtym turnieju pomagały szczególnie.

Wysłannik PAP na ten mundial Zbigniew Miller wspomina, że utkwiła mu scena tuż przed meczem z Koreą w Pusan. – Cały wielki stadion niemal kipiał od dopingu na rzecz gospodarzy. To nie był zwykły doping, tylko coś w rodzaju skrzyżowania pisku z wyciem. Ten dźwięk sprawiał upiorne wrażenie. Zobaczyłem dwóch polskich zawodników wychodzących na murawę, m.in. jednego z braci Żewłakowów. Wyszli, rozejrzeli się po trybunach i wrócili do szatni. Po ich mowie ciała było widać, że ten mecz będzie im ciężko wygrać – opowiada Miller.

Błędy popełnił sam selekcjoner. Jeden z atutów drużyny – dobra atmosfera – został zaprzepaszczony w dużym stopniu z jego powodu. Engel z niejasnych powodów nie zabrał na mundial jednego z podstawowych piłkarzy – Tomasza Iwana, co reszta drużyny miała mu za złe. Popełnił też błąd, wystawiając do drugiego meczu z Portugalią niemal ten sam skład, który przegrał z Koreańczykami. Trzeci mecz z USA, zagrany już w zupełnie innym zestawieniu pokazał, że może gdyby na tych zawodników postawił wcześniej, Polacy nie przegraliby z Portugalczykami tak sromotnie.

Co ciekawe, podobny błąd został popełniony także w eliminacjach, gdy kilka dni po dającym awans zwycięstwie z Norwegią Polacy grali z Białorusią w Mińsku. Dla nich mecz o niczym nie decydował, był zaś ważny dla Białorusinów, bo przedłużał im szanse na miejsce gwarantujące grę w barażach. Można było się spodziewać, że w polskiej ekipie motywacja do gry będzie niewielka, zaś u Białorusinów duża. Tak było i Białoruś wygrała 4:1. Niewykluczone jednak, że gdyby w tym meczu Engel postawił na zmienników, którzy chcieliby się pokazać w kontekście nadchodzącego mundialu, wynik byłby inny.

Piotr Śmiłowicz (PAP)

 

pś/ krys/

Premier: Z Westerplatte głośno krzyczymy do całego wolnego świata – musimy pomóc przetrwać Ukrainie

0

Z Westerplatte głośno krzyczymy do całego wolnego świata: bądźcie solidarni, musimy pomóc przetrwać Ukrainie – wezwał premier Donald Tusk podczas obchodów 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Nie możemy powtórzyć błędów Monachium – podkreślił.

We wtorek rano Tusk wraz z m.in. prezydentem Karolem Nawrockim wziął udział w obchodach upamiętniających 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej na gdańskim Westerplatte. Jak mówił podczas wystąpienia, ofiara polskich żołnierzy z Westerplatte i innych starć II wojny światowej „poszłaby na marne, gdybyśmy pozwolili dziś na odrodzenie się faszyzmu, pogardy i nienawiści”.

Premier przypomniał „bardzo groźną, ale oczywistą prawdę, że agresor, który rozpoczął kolejną okrutną wojnę, to Rosja”. – Odpowiedzialnością całego Zachodu jest powiedzieć: los Ukrainy to jest także nasz los w najbliższej przyszłości – powiedział.

– Tu, na Westerplatte musimy to głośno powiedzieć: najbliższe miesiące, ta jesień i zima, które są przed nami, mogą być kluczowe dla niepodległości Ukrainy, ale także bezpieczeństwa Polski, całego wolnego świata – zaznaczył Tusk.

– Mając w pamięci 80 milionów ofiar II wojny światowej, 6 milionów ofiar obywateli Polski, mając w pamięci wymordowanie prawie wszystkich Żydów w Europie przez ogarniętych obłędem nazistów (…), dzisiaj głośno z Westerplatte krzyczymy do całego wolnego świata: bądźcie solidarni, musimy dzisiaj pomóc przetrwać Ukrainie. Nie możemy powtórzyć tamtych błędów, nie może się powtórzyć Monachium, ta upiorna, bezradna, bezsilna polityka ustępowania złu – podkreślił Tusk.

Jak zaznaczył, Polska swoją historią „świadczy o tym, że jak zło zagraża nam, naszym dzieciom, to stajemy w obronie wolności, prawdy, uczciwości”.(PAP)

mml/ dsok/ rbk/

Prezydent apeluje do kanclerza Niemiec: Załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia

0

Prezydent Karol Nawrocki z Westerplatte zwrócił się do kanclerza Niemiec i narodu niemieckiego, aby załatwić sprawę reparacji i zadośćuczynienia po II wojnie światowej. Zaapelował m.in. do rządu i innych polityków o wspólne działanie w tej sprawie.

– Apeluję stąd, z Westerplatte, do kanclerza Niemiec, do narodu niemieckiego: załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia z myślą o sprawiedliwości historycznej, ale i z myślą o przyszłości – powiedział Nawrocki we wtorek podczas obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Nawrocki stwierdził, że „prawdziwa, twarda, sojusznicza deklaracja wobec Polski wymaga tego, aby nasi sojusznicy z Berlina i nasi sąsiedzi wypłacili nam zadośćuczynienie, które Polska przekaże na polskie siły zbrojne, na polski przemysł zbrojeniowy; żebyśmy nie musieli brać zachodnich kredytów; abyśmy dostali to, co nam się należy”.

– Wzywam też z Westerplatte, z serca się zwracam, do pana premiera, do pana ministra, do pana marszałka, do wszystkich stronnictw w polskim parlamencie, do narodu polskiego. Bądźmy razem w tym dziele – mówił prezydent. (PAP)

jawa/ dsok/ agzi/

Szokujące! Młodzi Niemcy nie wiedzą wiele o tym, co się wydarzyło 1 września 1939 r.

0

Młodzi Niemcy nie wiedzą zbyt dużo o tym, co się wydarzyło 1 września 1939 r.; nie interesuje ich bilateralna historia polsko-niemiecka, szukają nowego spojrzenia na przeszłość – powiedziała PAP dr Agnieszka Pufelska, historyczka Nordost-Institut. Niemcy chcą postrzegać siebie także jako ofiary II wojny – zauważyła.

PAP: Co przeciętny Niemiec wie o 1 września 1939?

Agnieszka Pufelska, polska historyczka wykładająca w Nordost-Institut w Lüneburgu działającym przy Uniwersytecie w Hamburgu: Zależy co rozumiemy pod pojęciem przeciętny Niemiec. Młodzi Niemcy nie wiedzą o tym zbyt dużo. Chyba, że studiują historię stosunków polsko-niemieckich. Skąd niby mieliby wiedzieć?

PAP: W programie nauczania historii w szkołach nie ma II wojny światowej?

A.P.: Jest, ale program koncentruje się głównie na Holocauście i ogólnie na planie Barbarossa czy wojnie w Europie Zachodniej. Powstał owszem wspólny polsko-niemieckie podręcznik historii („Europa. Nasza historia / Europa – Unsere Geschichte” – PAP), ale nie jest obowiązkowy. To nauczyciele decydują, czy po niego sięgnąć czy też nie. Ponieważ sięgają po niego tylko nieliczni, nie jest on wykorzystywany powszechnie.

PAP: Dlaczego? Czy Niemcy „po przepracowaniu” Holocaustu uważają rozliczenia z historią II wojny za zamknięte?

A.P.: Tak daleko bym się nie posunęła. Często decydują o tym przyczyny pragmatyczne. W Niemczech nauka historii ogranicza się do omawiania głównych faktów. Często łączy się ją z wychowaniem obywatelskim. Historia jako przedmiot nie ogrywa takiej roli jak w Polsce. Niemcy nie są tak historycznie osadzonym narodem jak Polacy. Nie zafiksowali się na przeszłości. Drugi powód jest demograficzny. 30 proc. mieszkańców Niemiec ma pochodzenie inne niż niemieckie. Historia nauczana jest więc w taki sposób, by włączać te 30 proc. potomków migrantów do wspólnej narracji o przeszłości. Stosunki polsko-niemieckie nie pokrywają się z tym nowym trendem w niemieckiej historiografii.

PAP. W jakim sensie?

A.P.: Z rozmów z moimi studentami wiem, że nie interesuje ich to bilateralne, w tym narodowe spojrzenie na historię polsko-niemiecką. Na historię patrzą globalnie, z szerszej perspektywy. Chłoną nowe pojęcia, szukają nowego spojrzenia na przeszłość. Szanse na przekonanie ich do tej wąskiej, narodowej perspektywy historycznej, która dominuje w Polsce, są nikłe. Z kolei starsze pokolenie, bardziej zakorzenione w przeszłości, jest już zmęczone żądaniami reparacji wojennych, irytuje ich propagowanie przez polską prawicę negatywnego obrazu Niemców.

PAP: Pytanie, na ile ten antyniemiecki dyskurs zwalnia ich z refleksji nad niemiecką winą.

A.P.: Niestety Polacy są po części sami sobie winni tego, że Niemcy tak mało interesują się historią Polski. Jeśli spojrzy się na polską politykę historyczną, to dominują dwie narracje. Przez PiS i partie prawicowe Niemcy przedstawiani są wciąż tak, jak w latach 60., czyli jako wrogowie, którzy zrobili nam krzywdę i muszą za to zapłacić. Z kolei dyskurs historyczny obozu liberalnego zatrzymał się w latach 90., tam wciąż mówi się o pojednaniu polsko-niemieckim. Obie te narracje są już mocno zużyte, osłuchane. Niestety, jak dotąd nie znaleźliśmy nowoczesnego sposobu opowiadania o relacjach polsko-niemieckich, takiej uniwersalnej narracji historycznej, która wzbudziłby zainteresowanie Niemców. Chodzi mi szerokie spojrzenie na II wojnę światową i na pamięć o ofiarach.

Niemcy są zorientowani na Zachód. Jeśli chodzi o II wojnę światową, interesują się głównie Francją, lądowaniem Aliantów w Normandii. Nie byliśmy w stanie zainteresować ich tym, co 86 lat temu się działo na Wschodzie. Koncentrujemy się na byciu ofiarą, co jest oczywiście uwarunkowane historycznie. Rozpamiętujemy Powstanie Warszawskie, powtarzamy, że w czasie II wojny światowej cierpieli i ginęli głównie Polacy, ale brak nam samokrytycznego spojrzenia na całość. Nie dostrzegamy pewnych istotnych rzeczy. Wyrzuciliśmy na przykład z polskiej pamięci o II wojnie światowej Holocaust. Przenieśliśmy zagładę ludności żydowskiej gdzieś do innej sfery, nie wiadomo nawet gdzie. Tymczasem w Holocauście zginęli głownie polscy obywatele i obywatelki. Jeżeli zaczęlibyśmy postrzegać Zagładę szerzej – także jako zbrodnię na Polakach – polskiej narracji łatwiej byłoby się przebić i zaistnieć w niemieckiej świadomości. Jeżeli zapyta się dziś Niemców o to, jacy Żydzi ginęli w czasie Holocaustu, odpowiedzą, że niemieccy…

PAP: Radzi pani umiędzynarodowienie polskiej pamięci historycznej?

A.P.: Na pewno należałoby rozszerzyć polską pamięć o II wojnie światowej, bo jest bardzo hermetyczna. Nie dopuszczamy do niej innych narracji, np. niemieckiej.

PAP: I dlatego historia rzuca cień na wzajemne relacje?

A.P.: W istotnych kwestiach nie możemy znaleźć wspólnego języka, tymczasem w XXI wieku należałoby szukać jakiś wspólnych kategorii. Od wielu lat nad Renem można zaobserwować nową tendencję w myśleniu o historii – Niemcy chcą postrzegać siebie także jako ofiary II wojny światowej. Stąd ta dyskusja o wypędzeniach czy też przesiedleniach. Sporo mówi się o niemieckich więźniach politycznych, o ludziach zamykanych w obozach z powodu orientacji seksualnej. Słowem mit ofiar i kata w Niemczech jest bardziej zróżnicowany.

W Polsce jest wciąż jednorodny: Niemcy to kaci, Polacy-katolicy to ofiary. W potocznej świadomości Żydzi nie należą do polskich ofiar II wojny. Jeśli udałoby nam się zniuansować to spojrzenie, być może znaleźlibyśmy wspólną przestrzeń z Niemcami. W innym wypadku historia II wojny światowej ulegnie w Niemczach zapomnieniu. Nie oszukujmy się, młodzi Polacy też coraz mniej o niej wiedzą. Obawiam się, że z powodu tych wszystkich zaniechań w obu krajach do głosu dojdzie w końcu pokolenie, dla którego historia II wojny światowej nie będzie miała znaczenia. Przyznam, że przeraża mnie to jako historyczkę, bo przecież nie ma przyszłości bez przeszłości. Spróbujmy połączyć przyszłość z przeszłością w teraźniejszości i szukać nowych dróg porozumienia. Przestańmy myśleć tylko i wyłącznie kategoriami narodowymi.

PAP: W Niemczech w siłę rośnie AfD, której politycy wzywają do wymazania niemieckiej winy. To chyba nie ułatwia dialogu?

A.P.: Przypomnę, że Alexander Gauland, jeden z liderów tej partii, powiedział, że w tysiącletniej historii Niemiec Hitler i naziści to tylko Vogelschiss, czyli tłumacząc na polski, „ptasi kleks” (Vogelschiss to w języku niemieckim wulgarne określenie – PAP). Ciążenie ku prawej stronie sceny politycznej, które obserwujemy zarówno w Polsce jak i w Niemczech, nie zbliża nas ku sobie. W Niemczech sporo mówi się o otwartym w zeszłym roku w Berlinie tymczasowym „Miejscu Pamięci dla Polski 1939–1945”, na którego miejscu ma stanąć pomnik przypominający Niemcom o stratach, jakie ponieśli Polacy. W stolicy ma powstać też Dom Polsko-Niemiecki, czyli muzeum oraz centrum dialogu, które ma upamiętniać polskie ofiary niemieckiej okupacji w latach 1939–1945.

PAP: To pomoże?

A.P.: Dobrze, że coś się w tym względzie dzieje. Wydaje mi się jednak, że nic się nie zmieni, dopóki Niemcy nie będą gotowi włączyć polskiego spojrzenia na II wojnę światową we własną historię, dopóki w niemieckich muzeach nie zacznie się opowiadać o okupacji Polski i ofiarach w Generalnej Guberni, i Kraju Warty.

Rozmawiał Jacek Pawlicki (PAP)

 

jap/ ugw/ ktl/

Krzysztof Wyszkowski odznaczony Orderem Orła Białego

0

Działacz opozycji antykomunistycznej Krzysztof Wyszkowski został w poniedziałek odznaczony przez prezydenta Karola Nawrockiego Orderem Orła Białego. Prezydent wręczył Wyszkowskiemu order w uznaniu zasług dla przemian demokratycznych w Polsce oraz za osiągnięcia w działalności państwowej i publicznej.

Wyszkowski został odznaczony podczas uroczystości w Gdańsku upamiętniających 46. rocznicę Porozumień Sierpniowych. Dyrektor Biura Odznaczeń i Nominacji w Kancelarii Prezydenta Piotr Oleńczak, przedstawiając Wyszkowskiego, podkreślił, że to antykomunistyczny działacz niepodległościowy w czasach PRL, rozpracowywany przez Służbę Bezpieczeństwa od 1975 roku, współpracownik Komitetu Samoobrony Społecznej KOR, współzałożyciel Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża oraz uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej.

„Krzysztof Wyszkowski to wojownik, który wyposażony w tarczę swego życiorysu i wiedzę; wierny swoim ideałom, zasłużony dla Polski. Wypowiada swoje przekonania w sposób zdecydowany. Bez takich ludzi Solidarność nigdy by nie powstała” – napisał prezydent RP Karol Nawrocki na platformie X.

Krzysztof Wyszkowski urodził się 10 listopada 1947 r. w Mrągowie. Przed ukończeniem 16. roku życia podjął pracę jako robotnik fizyczny w Miejskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego w Olsztynie, później był operatorem spychacza, konwojentem, ajentem stacji benzynowej i pracownikiem Olsztyńskich Zakładów Samochodowych. W 1974 r. wymógł na kierownictwie OZOS odmowę wpisania do komunistycznych związków zawodowych. Był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa od 1975 r., jako „figurant” Sprawy Operacyjnego Rozpracowania kryptonim „Kanał”.

Od 1977 r. Wyszkowski był w środowisku Komitetu Obrony Robotników. W 1978 r. inicjator i autor „Deklaracji Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża”. W 1979 r. dokonał pierwszej w najnowszej historii Polski lustracji obywatelskiej ujawniając na łamach pisma WZZ „Robotnik Wybrzeża”, że Edwin Myszk, udający antykomunistę, jest agentem SB. Od 1979 r. zajmował się wydawaniem publikacji podziemnych. W 1980 r. był uczestnikiem strajku w Stoczni Gdańskiej, gdzie stworzył oficjalne wydawnictwo strajkowe i nadał tytuł „Solidarność” biuletynowi strajkowemu. W kwietniu 1981 r. został sekretarzem redakcji „Tygodnika Solidarność”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego został zatrzymany 13 grudnia 1981 r. w Grand Hotelu w Sopocie, następnie był internowany w Strzebielinku, skąd, wykorzystując okazję, jaką stworzyło przewiezienie go do szpitala w sierpniu 1982 r., uciekł, pozostając w podziemiu do 22 lipca 1983 r., gdy został tymczasowo aresztowany, ale zwolniono go na mocy amnestii. W maju i sierpniu 1988 r. uczestniczył jako doradca Komitetów Strajkowych w strajkach w Stoczni Gdańskiej. W 1989 r. pod pretekstem funkcji dźwiękowca ekipy Video Studio Gdańsk był jedynym niezależnym obserwatorem obrad Okrągłego Stołu a następnie w miesięczniku „Kultura” opublikował pierwszą krytyczną relację z tych wydarzeń.

Po objęciu kierownictwa „Tygodnika Solidarność” przez Jarosława Kaczyńskiego został w nim kierownikiem działu politycznego. Wszedł w skład sztabu wyborczego Wałęsy i napisał mu przemówienie na temat polityki zagranicznej, w którym głównym celem było wejście Polski do NATO. W latach 1991–1992 Wyszkowski był doradcą premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego. W maju 1992 r. na łamach dziennika „Nowy Świat” ujawnił, że ówczesny szef MSZ Krzysztof Skubiszewski był agentem Służby Bezpieczeństwa, a następnie w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej, że w ówczesnym Sejmie zasiada ok. 60 byłych agentów SB, co spowodowało zgłoszenie uchwały zobowiązującej ministra SW do przedstawienia listy agentów w naczelnych instytucjach państwa polskiego, zaprezentowanej Sejmowi 4 czerwca 1992 r. jako tzw. „Lista Macierewicza”.

W 2005 r. w wypowiedzi dla TVN ujawnił, że Lech Wałęsa był agentem SB w latach 70., co spowodowało 15-letni proces zakończony uniewinnieniem przez Sąd Najwyższy w 2020 r.

W kwietniu 2016 r. został doradcą ds. politycznych i historycznych wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha. W czerwcu tego samego roku został powołany przez Sejm w skład Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. W czerwcu 2023 r. został powołany w skład Kolegium IPN na kolejną kadencję, która potrwa do 2030 r.

W 2016 r. został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2018 r. Krzyżem Wolności i Solidarności. (PAP)

maku/ aszw/

Mieczysław Nowicki upoważniony do zastępowania prezesa PKOl Piesiewicza, który siedzi w areszcie

0

Wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Mieczysław Nowicki, w przeszłości wybitny kolarz, został upoważniony do zastępowania prezesa Radosława Piesiewicza, aresztowanego w ubiegłym tygodniu na trzy miesiące.

Nowicki wyjaśnił w rozmowie z PAP, że upoważnienie od Piesiewicza otrzymał w 2025 roku i na jego podstawie zwołał na 8 września posiedzenie prezydium zarządu.

Jako kolarz największe sukcesy odniósł podczas igrzysk olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, zdobywając dwa medale – srebrny w jeździe drużynowej na czas na 100 km, startując razem z Ryszardem Szurkowskim, Stanisławem Szozdą i Tadeuszem Mytnikiem, oraz brązowy w wyścigu indywidualnym. W jeździe drużynowej wywalczył również dwa krążki mistrzostw świata – złoty w Yvoir (1975) oraz brązowy w San Cristobal (1977).

W latach 2000-2001 był prezesem Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu (obecnie Ministerstwo Sportu i Turystyki). Kierował również Towarzystwem Olimpijczyków Polskich, angażując się szczególnie w pomoc byłym sportowcom w trudnej sytuacji życiowej.

W okresie, gdy kierował UKFiS, weszła w życie ustawa o emeryturach olimpijskich (2000), później wielokrotnie nowelizowana.

– Widząc, co się dzieje w kraju, ilu zasłużonych mistrzów wymaga pomocy, i to, że samorządy nie stać na udzielenie wsparcia albo nie dostrzegają problemu, zaczęliśmy jako społecznicy docierać do parlamentarzystów, przekonywać do podjęcia decyzji, żeby sprawę uporządkować na poziomie krajowym. W ten sposób powstała ustawa o emeryturach olimpijskich – mówił Nowicki w rozmowie z PAP w 2019 roku.

W 2024 roku wszedł w skład Obywatelskiego Komitetu Poparcia Kandydata na Urząd Prezydenta RP dr. Karola Nawrockiego, a w styczniu 2025 został koordynatorem utworzonego w ramach tego komitetu zespołu ds. sportu.

75-letni Nowicki jest jednym z ośmiu wiceprezesów PKOl. Działając z upoważnienia Piesiewicza zwołał na 8 września posiedzenie prezydium zarządu PKOl. W skład prezydium zarządu, poza aresztowanym prezesem, wchodzi 16 osób. W piątek to gremium w wydanym komunikacie zapewniło, że mimo zatrzymania i przedstawienia zarzutów Piesiewiczowi (wyraził zgodę na podanie swojego pełnego imienia i nazwiska), który później został aresztowany, organizacja działa „w sposób niezakłócony”.

Piesiewicz, który kieruje PKOl od kwietnia 2023, a jego kadencja trwa do wiosny przyszłego roku, został zatrzymany w czwartek w Warszawie. Tego samego dnia w śląskim wydziale Prokuratury Krajowej usłyszał zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością. Nie przyznaje się do winy. Po przesłuchaniu podejrzanego, które było kontynuowane w piątek, prokuratura skierowała do sądu wniosek o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. W sobotę rano rzeczniczka prokuratora generalnego prok. Anna Adamiak poinformowała PAP, że katowicki sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla Piesiewicza.

Giełda kryptowalut Zondacrypto od października 2025 była sponsorem generalnym PKOl. W kwietniu tego roku Piesiewicz poinformował, że jeśli do końca miesiąca nie wpłynie kolejna transza środków, komitet zerwie umowę. 30 kwietnia podjęto decyzję o wygaszeniu i demontażu neonu sponsora z siedziby komitetu w Warszawie. (PAP)

af/ cegl/

Od jutra paliwa ostro w górę, Polacy stoją w kolejkach, a w niektórych miejscach zaczęło brakować paliwa

0

Na stacjach benzynowych w Zakopanem i okolicznych miejscowościach w poniedziałek, ostatnim dniu obowiązywania tzw. pakietu CPN, zaczęło brakować paliwa. Po południu do dystrybutorów ustawiały się długie kolejki kierowców, a po godz. 20 niektóre stacje zamknięto.

Poniedziałek jest ostatnim dniem obowiązywania pakietu Ceny Paliwa Niżej, czyli obniżonej, 8-proc. stawki VAT i maksymalnych cen benzyny oraz oleju napędowego. Za litr Pb95 płacimy maksymalnie 6,64 zł, Pb98 – 7,46 zł, a oleju napędowego – 7,31 zł.

Po południu przed dystrybutorami na zakopiańskich stacjach paliw ustawiały się długie kolejki samochodów. Kierowcy chcieli zatankować jeszcze przed powrotem do cen sprzed wprowadzenia obniżki. Na wzmożony ruch na stacjach wpłynął także koniec wakacji. W poniedziałek turyści, którzy spędzali ostatni dzień urlopu pod Giewontem, przygotowywali się do wyjazdu i przed wyruszeniem w drogę chcieli zatankować samochody.

Na największej stacji Orlenu na zakopiańskim Ustupie około godz. 20 pozostały jedynie resztki benzyny Pb98 i oleju napędowego – przekazał PAP pracownik stacji.

Paliwa zabrakło m.in. na stacji BP w Zakopanem, a na kolejnych stacjach kończyły się zapasy. Kierowcy mogli jeszcze zatankować LPG.

Od wtorku 1 września nastąpi przywrócenie 23-proc. stawki VAT, co automatycznie spowoduje podwyżki cen paliw objętych pakietem w sprzedaży detalicznej. Analitycy rynku spodziewają się podwyżek cen benzyn i oleju napędowego w przedziale od 60 do 90 groszy na litrze.

Pierwsza odsłona pakietu CPN wprowadzona była pod koniec marca br. Był on odpowiedzią na gwałtownie rosnące ceny ropy w związku z konfliktem USA i Izraela z Iranem, który wybuchł 28 lutego. CPN obowiązywał do końca czerwca i obejmował przepisy, na mocy których stosowana była obniżona stawka VAT na benzynę i olej napędowy – oraz ustalana była cena maksymalna tych paliw na stacjach benzynowych. W ramach pakietu wprowadzono też czasową obniżkę akcyzy na paliwa, która obowiązywała do połowy czerwca.

Ponownie CPN zaczął obowiązywać od 17 sierpnia. Cena maksymalna była ustalana według określonej formuły, obejmującej średnią cenę hurtową paliw na rynku krajowym, powiększoną o akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową w wysokości 0,30 zł za litr oraz podatek VAT. Sprzedaż powyżej ceny maksymalnej była zagrożona karą do 1 mln zł.

Według Ministerstwa Finansów dotychczasowy koszt programu CPN wyniósł ok. 4,7 mld zł. Wznowienie obniżonej stawki VAT na ostatnie dwa tygodnie sierpnia miało kosztować budżet państwa ok. 495 mln zł.(PAP)

Trump zapowiedział kolejne „bardzo mocne” uderzenia na Iran

0

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział w poniedziałek kolejną odpowiedź na ataki balistyczne Iranu, obiecując, że siły USA uderzą „bardzo mocno”. Jednocześnie prezydent przekonuje, że Iran „bardzo chce rozmawiać”.

Trump zapowiedział kolejne ataki na Iran w krótkim wywiadzie dla Fox News.

– Uderzymy ich mocno. Będzie odpowiedź – powiedział, cytowany przez korespondenta stacji, odnosząc się do niedzielnego ataku rakietami balistycznymi na bazy w Jordanii. Prezydent stwierdził, że wszystkie rakiety poza jedną zostały przechwycone. Ostatniej z nich siły USA miały pozwolić uderzyć, bo nie stanowiła zagrożenia.

Mimo pierwszej od tygodni bezpośredniej wymiany ciosów z Iranem, Trump przekonywał, że reżim w Teheranie chce wznowić negocjacje, bo „sankcje działają naprawdę mocno”.

– Bardzo chcą się spotkać – powiedział Trump. – Po prostu nie wiem, czy można liczyć na porozumienie z nimi – dodał.

Do nowej eskalacji doszło w niedzielę po tym, jak Iran ponownie uderzył w statki przepływające przez cieśninę Ormuz, zaś siły USA uderzyły na wyrzutnie rakiet na wyspie Larak. Wznowienie walk spowodowało wzrost cen ropy naftowej o ok. 3 proc.

W nocy prezydent zamieścił przy tym na swojej platformie społecznościowej wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI) wideo, mające przedstawiać „wyspę Chark rozwalaną na kawałki”. Chark to wyspa będąca najważniejszym ośrodkiem eksportu ropy naftowej i gazu Iranu, a Trump wielokrotnie groził zniszczeniem tych instalacji. Do tego dotąd jednak nie doszło.

Z Asheville Oskar Górzyński (PAP)

Messi ogłosił w poniedziałek zakończenie kariery w reprezentacji Argentyny

0

Lionel Messi ogłosił zakończenie kariery w reprezentacji Argentyny. Jeden z najlepszych piłkarzy w historii po raz ostatni zagrał w niej 19 lipca w przegranym 0:1 po dogrywce meczu z Hiszpanią w finale mistrzostw świata w Ameryce Północnej.

„Minęło trochę czasu od finału i po długim namyśle chcę ogłosić wszystkim, że kończę karierę w reprezentacji. To decyzja (…), która wciąż bardzo mnie boli, ale rozumiem, że nadszedł właściwy czas” – napisał ośmiokrotny zdobywca Złotej Piłki na swoim koncie na Instagramie.

„Nie mam wiele czasu, kolejne etapy następują jeden po drugim, a ten boli szczególnie mocno. Kocham, kochałem i zawsze będę kochał reprezentację. Dałem z siebie wszystko, nie mam już nic do zaoferowania, za mną idzie kilku bardzo dobrych młodych piłkarzy, którzy zasługują na swoje miejsce” – dodał.Messi, który w wieku 39 lat nadal występuje w amerykańskim klubie Inter Miami, zakończył już swoją karierę w reprezentacji w 2016 roku, po czym wrócił na mundial w 2018 roku w Rosji, a w 2022 wywalczył mistrzostwo świata w Katarze.

Oprócz porażki z Hiszpanią w finale mundialu w East Rutherford koło Nowego Jorku, Argentyńczyk był głęboko poruszony również śmiercią swojego ojca, Jorge Messiego. W połowie sierpnia oświadczył, że nie widzi już siebie zbyt długo w piłce nożnej.

Łącznie w drużynie narodowej rozegrał 207 meczów, zdobywając 125 bramek. Lepszy bilans strzelecki ma tylko Portugalczyk Cristiano Ronaldo – 146 goli w 233 meczach.

Oprócz mistrzostwa świata w 2022 roku, Messi wywalczył z drużyną narodową dwa tytuły Copa America (2021, 2024), złoty medal olimpijski (2008), zwyciężył w Finalissimie (2022) oraz w mistrzostwach świata do lat 20 (2005). Sukcesy z reprezentacją zapewniły mu miejsce w panteonie argentyńskiej piłki nożnej, obok Diego Maradony.

Messi ma kontrakt z Interem Miami do końca grudnia 2028 roku. (PAP)

Lionel Messi ogłosił w poniedziałek zakończenie kariery w reprezentacji Argentyny. Jeden z najlepszych piłkarzy w historii rozegrał w niej 207 meczów i zdobył 125 bramek. Największy triumf odniósł w 2022 roku w Katarze, zdobywając tytuł mistrza świata.

Messi rozpoczął seniorską karierę w 2004 roku w Barcelonie. Z tym klubem wywalczył niezliczone trofea, m.in. czterokrotnie triumfował w Lidze Mistrzów, 10 razy był mistrzem Hiszpanii, po siedem razy wywalczył krajowy Puchar i Superpuchar. W 2021 roku postanowił przenieść się do Paris Saint-Germain, z którym w obu spędzonych tam sezonach został mistrzem Francji, a ponadto raz zdobył odpowiednik tamtejszego Superpucharu – Trofeum Mistrzów.

Od 2023 roku broni barw Interu Miami, w którym zachwycał szczególnie w sezonie 2025. Został królem strzelców i pomógł drużynie wywalczyć zarówno Supporters’ Shield, czyli nagrodę dla najlepszej drużyny fazy zasadniczej, jak i Puchar MLS.

Pokaźna jest też kolekcja jego nagród indywidualnych – na czele z ośmiokrotnie przyznaną mu Złotą Piłką w plebiscycie magazynu „France Football” (przez krótki okres połączonego z plebiscytem Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej – FIFA).

Długo nie potrafił jednak odnieść znaczącego sukcesu z drużyną narodową, co często przypominano w debatach o tym, kto jest najlepszym piłkarzem w historii. Podkreślano, że postacie takie, jak jego rodak i wielki poprzednik Diego Maradona czy Brazylijczyk Pele poprowadzili swoje reprezentacje do triumfu w mistrzostwach świata.

Urodzony 24 czerwca 1987 roku w Rosario Messi był już o krok od tego trofeum w Brazylii w 2014 roku, ale Argentyna przegrała w finale z Niemcami 0:1 po dogrywce. Niewielkim pocieszeniem był fakt, że Argentyńczyk został wybrany najlepszym piłkarzem turnieju. Rok i dwa lata po tym „Albicelestes” ulegli Chile w finale Copa America.

Po tej drugiej porażce jeden z kolegów z kadry relacjonował, że Messi załamał się i „płakał jak nigdy wcześniej”. Zrezygnował wówczas z dalszej gry w drużynie narodowej, ale zmienił zdanie niespełna dwa miesiące później.

„Wiele spraw przychodziło mi do głowy tego wieczoru i poważnie rozważałem odejście, ale moja miłość do ojczyzny i narodowa koszulka są zbyt potężne” – tłumaczył w oświadczeniu najlepszy strzelec w historii reprezentacji Argentyny.

W 2021 roku w końcu sięgnął po pierwsze trofeum – w finale Copa America Argentyna pokonała Brazylię 1:0. Piłkarz rywali Neymar, klubowy kolega Messiego z Barcelony, a później również z PSG, skomentował wówczas: „Nienawidzę przegrywać, ale ty, bracie, ciesz się tym tytułem. Futbol czekał na ten moment”.

W latach 2009-2012 Messi zdominował rywalizację o tytuł najlepszego zawodnika świata, odbierając Złotą Piłkę czterokrotnie z rzędu. Później wygrał ten plebiscyt jeszcze w latach 2015, 2019, 2021 (kiedy wyprzedził ledwie o 33 punkty Roberta Lewandowskiego) i 2023. Ronaldo został w ten sposób wyróżniony pięć razy, a nikt inny nie dokonał tego więcej niż trzykrotnie.

– Od samego początku był lepszy od wszystkich. Błędem jest porównywanie tego, co jest nieporównywalne, dlatego powinny być przyznawane dwie Złote Piłki – jedna dla Messiego, druga dla reszty – mówił nieco żartobliwie były selekcjoner Argentyny Jorge Sampaoli.

Po raz ostatni Messi zagrał w drużynie narodowej 19 lipca w przegranym 0:1 po dogrywce meczu z Hiszpanią w finale mistrzostw świata w Ameryce Północnej. Niecałe trzy tygodnie później zmarł jego ojciec i agent, Jorge Messi. W połowie sierpnia piłkarz oświadczył, że nie widzi już siebie zbyt długo w futbolu, choć kontrakt z Interem Miami ma do 2028 roku.

Messi pobił niezliczoną liczbę rekordów klubowych, europejskich i światowych. Jednym z jego niezwykłych dokonań było poprawienie osiągnięcia Niemca Gerda Muellera w liczbie goli zdobytych w roku kalendarzowym. Od stycznia do grudnia 2012 roku strzelił ich 91.

Plamą na jego życiorysie były za to kłopoty z hiszpańskim fiskusem. W 2016 roku został skazany na 21 miesięcy więzienia i grzywnę w wysokości dwóch milionów euro za przestępstwa podatkowe, a odwołania nie przyniosły efektu. Za kratki nie trafił, ponieważ w Hiszpanii nie wykonuje się wyroków pozbawienia wolności poniżej 24 miesięcy, jeśli nakładane są po raz pierwszy.

W 2017 roku Messi poślubił swoją przyjaciółkę z dzieciństwa Antonelę Roccuzzo. Para ma trzech synów: Thiago (urodzony w 2012 roku), Mateo (2015) i Ciro (2018).

Sylwetka Lionela Messiego:

ur. 24 czerwca 1987 roku w Rosario
wzrost - 169 cm
kluby - FC Barcelona (2004-2021), Paris Saint-Germain (2021-2023), Inter Miami (od 2023)
pozycja - napastnik
debiut w reprezentacji - 17 sierpnia 2005 (Węgry - Argentyna 1:2)
pierwszy gol w reprezentacji - 1 marca 2006 (Chorwacja - Argentyna 3:2)
dorobek w reprezentacji - 207 meczów, 125 bramek

gole w reprezentacji:
- 54 w meczach towarzyskich
- 36 w eliminacjach mistrzostw świata
- 21 w mistrzostwach świata
- 14 w Copa America

największe sukcesy:

indywidualne:
Złota Piłka                       (2009, 2010, 2011, 2012, 2015, 2019, 2021, 2023)
piłkarz roku na świecie (FIFA)    (2009, 2019, 2022, 2023)
piłkarz roku w Europie (UEFA)     (2009, 2011, 2015)
najlepszy piłkarz MŚ              (2014, 2022)
król strzelców ligi hiszpańskiej  (2010, 2012, 2013, 2017, 2018, 2019, 2020, 2021)
król strzelców Ligi Mistrzów      (2009, 2010, 2011, 2012, 2015, 2019)
król strzelców amerykańskiej MLS  (2025)
Złoty But                         (2010, 2012, 2013, 2017, 2018, 2019)

z drużyną narodową:
1. miejsce w mistrzostwach świata (2022)
1. miejsce w Copa America         (2021, 2024)
2. miejsce w mistrzostwach świata (2014, 2026)
2. miejsce w Copa America         (2007, 2015, 2016)
Finalissima                       (2022)

z Barceloną:
triumf w Lidze Mistrzów           (2006, 2009, 2011, 2015)
Superpuchar UEFA                  (2009, 2011, 2015)
mistrzostwo Hiszpanii             (2005, 2006, 2009, 2010, 2011, 2013, 2015, 2016, 2018, 2019)
Puchar Hiszpanii                  (2009, 2012, 2015, 2016, 2017, 2018, 2021)
Superpuchar Hiszpanii             (2006, 2009, 2010, 2011, 2013, 2016, 2018)
klubowe mistrzostwo świata        (2009, 2011, 2015)

z Paris Saint-Germain:
mistrzostwo Francji               (2022, 2023)
Superpuchar Francji               (2022)

z Interem Miami:
mistrzostwo USA (MLS Cup)         (2025)

z drużynami młodzieżowymi:
złoty medal olimpijski i tytuł najlepszego piłkarza turnieju (2008)
mistrzostwo świata do lat 20 i tytuł najlepszego piłkarza oraz króla strzelców turnieju (2005)

(PAP)

 

af/ mm/ cegl/

ME siatkarek/ Polki w ćwierćfinale po zwycięstwie nad Portugalią 3:0

0

Polskie siatkarki pokonały w Stambule Portugalię 3:0 (25:18, 25:17, 25:23) w meczu 1/8 finału mistrzostw Europy i awansowały do ćwierćfinału, w którym w czwartek zmierzą się z Holandią.

Polska – Portugalia 3:0 (25:18, 25:17, 25:23).

Polska: Katarzyna Wenerska, Magdalena Stysiak, Maja Koput, Magdalena Jurczyk, Julita Piasecka, Monika Lampkowska – Justyna Łysiak (libero) – Martyna Czyrniańska, Paulina Damaske, Anna Obiała, Alicja Grabka, Julia Szczurowska.

Portugalia: Mariana Garcez, Julia Kavalenka, Joana Garcez, Amanada Cavalcanti, Ana Monteiro, Margarita Maia, Matilde Rodrigues (libero) – Alice Clemente, Ana Figueiras, Raissa Cassama.

Polki w spotkaniach z dużo niżej notowanymi rywalami często natrafiały na kłopoty, nie inaczej było w poniedziałkowym starciu. 45. w rankingu FIVB Portugalia zagrała bez kompleksów i była bliska wygrania trzeciego seta. Tak się jednak nie stało, bowiem zmienniczki trenera Stefano Lavariniego stanęły na wysokości zadania.

Po raz ostatni oba zespoły spotkały się siedem lat temu w mistrzostwach Europy w Łodzi – w spotkaniu fazy grupowej Polska wygrała 3:0.

Pierwsza partia bez historii, biało-czerwone zaczęły od mocnego uderzenia i już na początku wygrywały 6:1. Siatkarki z Półwyspu Iberyjskiego podejmowały ryzyko w ataku i często omijały albo obijały blok przeciwniczek. W pewnym momencie przewaga biało-czerwonych zmalała do dwóch „oczek”, ale potem Julita Piasecka skończyła dwa ataki, Monika Lampkowska posłała asa serwisowego i było już 20:11 dla Polski.

Portugalki dobrze zaczęły drugą partię – prowadziły 7:3 i 11:7, a skutecznością imponowała rezerwowa skrzydłowa Alice Clemente. Biało-czerwone podkręciły tempo i w drugiej części seta widowisko było już jednostronne. Katarzyna Wenerska większość piłek kierowała do Magdaleny Stysiak, która praktycznie się nie myliła. Także Lampkowska i Piasecka dokładały punkty w ataku.

Trzecia partia zaczęła się do prowadzenia Portugalii 6:0, dwukrotnie zagrywki nie przyjęła Piasecka i Lavarini musiał szybko reagować. Piasecką zastąpiła Martyna Czyrniańska, która mocno ożywiła poczynania polskiej drużyny, a niemal każdy jej kontakt z piłką kończył się zdobyczą punktową. Biało-czerwone błyskawicznie zniwelowały dystans – po kilku minutach był remis 6:6.

Rywalki przerwały swoją niemoc i przez długie fragmenty grały jak równy z równym. Biało-czerwone przegrywały 11:14 i znów musiały „gonić” wynik. Zadanie zostało znów szybko wykonane, ale Portugalki nie chciały jeszcze żegnać się z turniejem. Po autowych atakach Magdaleny Stysiak i Pauliny Damaske, sytuacja zrobiła się trudna, bowiem było już 20:16 dla reprezentacji z Półwyspu Iberyjskiego.

Lavarini sięgnął po drugą rozgrywającą Alicję Grabkę i Julię Szczurowską. Zmienniczka Stysiak w kluczowym momencie spotkania skończyła wszystkie ataki. Przy pierwszym meczbolu Szczurowska sprytną kiwką wręcz wcisnęła piłkę za siatkę i rywalki nie były już w stanie obronić.

Stysiak zakończyła mecz z dorobkiem 22 punktów, 11 dołożyła Piasecka. Najwięcej dla Portugalii zdobyły Julia Kavalenka i Clemente – po 10.

W czwartek w Stambule Polki zagrają z Holandią, która wyeliminowała z turnieju Słowenię wygrywając 3:2. W innym poniedziałkowym pojedynku 1/8 finału, rozegranym w Brnie, Włochy pokonały Bułgarię 3:0.(PAP)

Marcin Pawlicki (PAP)

13 września burmistrz Chicago ma wydać specjalne oświadczenie. Czyżby Brandon Johnson miał oficjalnie ogłosić walkę o reelekcję?

0

Organizacja polityczna burmistrza Chicago Brandona Johnsona zapowiada na 13 września „specjalne oświadczenie”. W opublikowanym dziś zaproszeniu wzywa zwolenników, by „stali się częścią historii”.

 

Nie podano jednak, co burmistrz zamierza ogłosić. Brandon Johnson nie potwierdził w dalszym ciągu, czy będzie ubiegał się o drugą kadencję. Tymczasem lista kandydatów na przyszłego włodarza Wietrznego Miasta jest coraz dłuższa. Podczas udzielanych ostatnio wywiadów Johnson pytany o potencjalny start w wyścigu o reelekcję powtarzał, że decyzję podejmie wkrótce. Podkreślał, że w tej chwili skupia się wyłącznie na budowaniu bezpiecznych i przystępnych cenowo społeczności.

Pierwsza tura wyborów na burmistrza Chicago zaplanowana jest na 23 lutego 2027 roku. Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska zdecydowanej większości głosów, 6 kwietnia odbędzie się druga tura.

 

BK

Ksiądz Michael Pfleger odprawił niedzielną mszę święta po przywróceniu go do posługi kapłańskiej: Mam pozytywne nastawienie

0

Ksiądz Michael Pfleger po raz pierwszy od czasu przywrócenia go przez Archidiecezję Chicago do posługi kapłańskiej w parafii św. Sabiny odprawił niedzielną mszę świętą. „Na początek chcę tylko powiedzieć, że kocham was, parafianie św. Sabiny” – rozpoczął nabożeństwo ksiądz Pfleger.

 

„Jestem podekscytowany i trochę zdenerwowany, ale wróciłem” – dodał. Proboszcz kontynuował: „Nie chcę wracać jako osoba złamana. Nie chcę wracać jako osoba zgorzkniała. Nie chcę wracać jako osoba rozgniewana. Chcę wracać z pozytywnym nastawieniem”. W zeszłym miesiącu ksiądz Pfleger został odsunięty od posługi duszpasterskiej i wysłany do zamieszkania poza parafią po tym, jak oskarżono go o wykorzystywanie seksualne nieletniego ponad 30 lat temu. To nie pierwsze tego typu zarzuty wobec znanego w Chicago nie tylko księdza ale także aktywisty walczącego o prawa cywilne i domagającego się od władz Chicago zdecydowanych działań wobec rosnącej przemocy.

Ksiądz Pfleger skrytykował też sposób postępowania Archidiecezji Chicago. „Wystarczy, że ktoś wyśle maila i nagle zostajesz natychmiast odsunięty od obowiązków bez jakiegokolwiek wstępnego dochodzenia, wstępnej rozmowy czy przesłuchania” – powiedział duchowny. „To po prostu nie jest dobra procedura” – stwierdził. „Nie jestem naiwny. Zdaję sobie sprawę, że do końca życia będą ludzie, którzy będą mówić: Został oskarżony o molestowanie dziecka” – kontynuował proboszcz.

Ksiądz Michael Pfleger potwierdził też, że walczył z chorobą nowotworową. „Jestem wdzięczny, że mam już za sobą radioterapię i że jestem wolny od raka” – powiedział. Pomimo oskarżeń i problemów zdrowotnych Pfleger ogłosił, że zamierza kontynuować swoją posługę. „Modlę się i wierzę, że świadectwo mojego życia będzie miało większą wagę niż czyjeś oskarżenie” – powiedział. „Zwłaszcza gdy jest ono fałszywe” – zaznaczył.

W ubiegłym tygodniu Archidiecezja Chicago wysłała do parafii św. Sabiny pismo informujące, że komisja rewizyjna oczyściła Pflegera z zarzutów. Kapłan stwierdził, że najnowszy zarzut był atakiem ze strony osób próbujących wyłudzić pieniądze od Archidiecezji i uciszyć go. Ksiądz Michael Pfleger był już w przeszłości oskarżany o wykorzystywanie seksualne i za każdym razem oczyszczony z wszystkich zarzutów.

 

BK

 

 

CPS dzięki ugodzie z departamentem edukacji USA odzyska miliony dolarów

0

Chicagowskie Szkoły Publiczne (CPS) odzyskają miliony dolarów w ramach ugody sądowej zawartej z rządem Donalda Trumpa. Środki te wpłyną po tym, jak departament edukacji Stanów Zjednoczonych odebrał CPS dotacje w zeszłym roku, twierdząc, że dystrykt naruszył prawo federalne poprzez politykę wspierającą uczniów czarnoskórych i transpłciowych.

 

Nie wiadomo, jaka dokładnie kwota zostanie przekazana CPS w ramach ugody. Wcześniej departament edukacji podał, że wstrzymał wypłatę około 6 milionów dolarów oraz kolejne środki, których kwoty nie ujawniono. Z dokumentów sądowych wynika, że CPS powinno było oficjalnie otrzymać te środki do piątku, 28 sierpnia. Jednak dopiero tego dnia departament edukacji USA zgodził się je zwrócić.

CPS pozwało rząd federalny w marcu, twierdząc, że dotacje zostały cofnięte bez przeprowadzenia właściwej procedury prawnej.W zeszłym roku administracja Trumpa stwierdziła, że CPS naruszyła prawa obywatelskie uczniów, wprowadzając plan wspierający uczniów czarnoskórych oraz zasady wspierające uczniów transpłciowych.

Rzecznik CPS opublikował komunikat w którym czytamy: „Chicagowskie Szkoły Publiczne otrzymały niedawno zawiadomienie o przedłużeniu finansowania w ramach programu dotacji Magnet School Assistance Program (MSAP) i intensywnie pracujemy nad kolejnymi krokami. CPS będzie nadal dokładać wszelkich starań, aby wspierać ciągłą realizację wysokiej jakości programów szkół magnetycznych. Okręg z niecierpliwością oczekuje współpracy z departamentem edukacji Stanów Zjednoczonych w celu zapewnienia, że środki te dotrą do szkół i uczniów tak szybko, jak to możliwe”.

 

BK

Burmistrz Chicago o strzelaninie w parku: Ciężko pracuję nad zapewnieniem mieszkańcom bezpieczeństwa

0

W chicagowskim parku Washington doszło w sobotę do masowej strzelaniny. Zginęła jedna osoba a co najmniej 14 zostało rannych.

 

Do strzelaniny doszło podczas imprezy z okazji zjazdu mieszkańców osiedla Robert Taylor Homes. Na miejsce wezwano policję w celu rozproszenia tłumu i wtedy padły strzały. Departament policji Chicago podał, że zginął 35-letni Rontonio Guterz. Rannych zostało 14 osób w wieku od 21 do 47 lat.

Burmistrz Brandon Johnson wezwał do pociągnięcia do odpowiedzialności sprawcy lub sprawców. „Codziennie ciężko pracuję, aby zapewnić naszym mieszkańcom większe bezpieczeństwo” – dodał burmistrz. W tym roku nastąpiły znaczące zmiany w składzie personelu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo publiczne w Chicago. Zwolniony został Garien Gatewood, zastępca burmistrza ds. bezpieczeństwa. Na emeryturę przeszedł też nadkomisarz miejskiego departamentu policji Larry Snelling. Funkcję szefa policji pełni obecnie tymczasowo Fred Waller.

 

BK

Inflacja wystrzeli we wrześniu?

0

Inflacja we wrześniu może przekroczyć 3,5 proc. i utrzyma się na takim poziomie do początku 2027 r. – ocenili w poniedziałek w komentarzu do szybkiego szacunku GUS ekonomiści banku Erste. Dodali, że RPP zapewne będzie wstrzymywać z ewentualną obniżką stóp procentowych w najbliższym czasie.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu 2026 r. wzrosły rdr o 3,4 proc., a w porównaniu z ub. miesiącem wzrosły o 0,4 proc. – podał w poniedziałek w szybkim szacunku Główny Urząd Statystyczny.

Ekonomiści Erste zwrócili uwagę, że konsensus rynkowy wynosił 3,1 proc., a ich prognoza – 3,3 proc.

„Według nas już we wrześniu inflacja CPI może przekroczyć 3,5 proc. r/r, po czym utrzyma się powyżej tego poziomu przez resztę roku i na początku 2027 r. W grudniu wzrost CPI może sięgnąć 4,0 proc. r/r. W naszej ocenie najnowsze dane o inflacji powinny powstrzymać Radę Polityki Pieniężnej przed dyskutowaniem obniżek stóp procentowych w najbliższym czasie, a retoryka Rady zapewne pozostanie wyważona i zgodna z postawą waitand-see” – poinformowali ekonomiści Erste.

Dodali, że ich zdaniem samo przekroczenie górnej granicy pasma odchyleń od celu inflacyjnego (cel inflacyjny to 2,5 proc. z odchyleniem +/- 1 p.p.) nie będzie wystarczającym argumentem za zacieśnieniem polityki pieniężnej, biorąc pod uwagę tymczasowy charakter wzrostu inflacji powyżej 3,5 proc.

Jak wskazali przedstawiciele banku, za większość przyspieszenia we wzroście cen konsumpcyjnych odpowiadały paliwa, których ceny wzrosły o 5,2 proc. miesiąc do miesiąca.

„Tak jak sygnalizowaliśmy, obniżka VAT na benzynę i olej napędowy obowiązująca w drugiej połowie sierpnia tylko częściowo pokryła się z okresem zbierania cen przez GUS. W rezultacie największe spadki cen paliw nie zostały ujęte we wstępnym odczycie” – zaznaczyli.

Zwrócili też uwagę, że deflacja w żywności pogłębiła się do -0,9 proc. rdr z -0,4 proc. rdr w lipcu, a w ujęciu miesięcznym ceny żywności spadły o 0,7 proc. Wzrosły za to ceny energii – o 0,3 proc. w ujęciu miesięcznym i o 4,1 proc. w rocznym.

Ekonomiści Erste oszacowali też, że inflacja bazowa wyniosła 3,3-3,4 proc. rdr, co byłoby najwyższym poziomem od około roku. Poprzedni odczyt wyniósł 3,1 proc. rdr.

„Przyszła ścieżka cen surowców energetycznych pozostaje jednym z głównych źródeł niepewności dla perspektyw inflacji w Polsce. Według nas niekorzystne warunki pogodowe przyczynią się do wzrostu inflacji cen żywności w drugiej połowie br. Nadal oczekujemy utrzymania stóp procentowych bez zmian w 2026 i 2027 r.” – wskazali ekonomiści. (PAP)

bpk/ drag/

Trump zmienił nazwę Jeziora Ontario na Jezioro Ameryka, ale w Polsce się ona nie zmieniła. Mamy wyjaśnienia sekretarza Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami RP

0

Prezydent USA Donald Trump zmienił nazwę Jeziora Ontario na Jezioro Ameryka. Obowiązującą polską nazwą nadal jest Jezioro Ontario – powiedziała PAP sekretarz Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami RP Justyna Kacprzak.

Prezydent Stanów Zjednoczonych, w ramach trwającego sporu handlowego z Kanadą, w czwartek podpisał rozporządzenie wykonawcze zmieniające nazwę Jeziora Ontario na Jezioro Ameryka. Google zmienił już wyświetlaną w swoich aplikacjach w USA nazwę jeziora zgodnie z dekretem Trumpa. Gigant cyfrowy powołał się na U.S. Geographic Names Information System (GNIS), czyli federalną bazę danych, która zawiera ustandaryzowane nazwy oraz lokalizacje ponad dwóch milionów obiektów geograficznych i kulturowych w USA.

Justyna Kacprzak podkreśliła w rozmowie z PAP, że w Polsce nie należy kierować się nazewnictwem stosowanym na mapach Google. – To nie jest dla nas wiążące. Komisja nie podjęła jeszcze decyzji w sprawie ewentualnej zmiany nazwy Jeziora Ontario. Nie wiem, czy będzie to przedmiotem najbliższego posiedzenia planowanego na przełom września i października. Obowiązującą polską nazwą jest nadal Jezioro Ontario – powiedziała.

Kacprzak wyjaśniła, że to przewodniczący Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami RP (KSNG) Maciej Zych decyduje o tym, jakie tematy zostaną poruszone na najbliższym posiedzeniu. – Jeżeli Komisja zdecyduje o zmianie nazwy, informacja na ten temat ukaże się na naszej stronie internetowej, podobnie jak to było w przypadku Zatoki Meksykańskiej – dodała.

Donald Trump zmienił nazwę Zatoki Meksykańskiej na Zatokę Amerykańską na początku 2025 roku. Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami RP (KSNG) odniosła się do tego w marcu 2025 roku. „Zatoka Meksykańska jest obiektem transgranicznym, a zmiana nazwy stosowanej w Stanach Zjednoczonych nie ma wpływu na nazwy stosowane w innych państwach leżących nad tą zatoką (Meksyk, Kuba). Warto też zwrócić uwagę na stosowanie nazwy tej zatoki na arenie międzynarodowej. Akwen ten formalnie uznawany jest przez Międzynarodową Organizację Hydrograficzną (IHO) za morze i jego nazwa stosowana na arenie międzynarodowej (ang. Gulf of Mexico, fr. Golfe du Mexique) ustalona została przez tę organizację. Zmiana nazwy Zatoki Meksykańskiej w IHO wymagałaby zgody Meksyku i Kuby” – czytamy na stronie Komisji.

Członkowie Komisji uznali, że zalecaną nazwą do stosowania w języku polskim pozostaje nadal Zatoka Meksykańska. „Zmiana nazwy obiektu transgranicznego w jednym z dwóch języków (angielski i hiszpański) nie powinna mieć wpływu na tradycyjną polską nazwę całej zatoki” – oceniono.

Kacprzak zapytana przez PAP, czy w przypadku Jeziora Ontario Komisja może kierować się podobnymi przesłankami, skoro ten akwen jest także obiektem transgranicznym, odpowiedziała, że nie jest to wykluczone. Zaznaczyła jednak, że trzeba poczekać na posiedzenie Komisji.

Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej ustala i standaryzuje polskie nazwy obiektów geograficznych leżących poza granicami Polski. Działa przy Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii. Jej wiceprzewodniczącym jest językoznawca i leksykograf prof. dr hab. Andrzej Markowski, emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Komisja liczy 16 członków a wśród nich są lingwiści, geografowie, przedstawiciel MSZ specjalizujący się w protokole dyplomatycznym oraz kartograf wojskowy.

Jezioro Ontario zostało tak nazwane w XVII w. i według głównych teorii swoją nazwę wywodzi ze słowa języka Indian Huron oznaczającego „wielkie jezioro”. Dopiero około 200 lat później tym samym słowem nazwano kanadyjską prowincję Ontario. Nazwę Ontario nosi przy tym kilka miejscowości w Stanach Zjednoczonych. (PAP)

jap/ rbk/ mow/

UE/ KE uznała, że ChatGPT będzie podlegał bardziej restrykcyjnym unijnym przepisom

0

Komisja Europejska uznała w poniedziałek ChatGPT za bardzo dużą wyszukiwarkę internetową, a portale Reddit i Roblox – za bardzo duże platformy. Oznacza to, że będą one podlegały bardziej restrykcyjnym unijnym przepisom dotyczącym usług cyfrowych.

Serwisy będą miały cztery miesiące, czyli do końca listopada 2026 r., na dostosowanie się do dodatkowych wymogów tzw. unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Obejmują one m.in. obowiązek identyfikowania i ograniczania ryzyk związanych z rozpowszechnianiem nielegalnych treści, wpływem usług na osoby małoletnie, zdrowiem psychicznym użytkowników, prawami podstawowymi, procesami wyborczymi oraz bezpieczeństwem publicznym.

„ChatGPT, Reddit i Roblox będą teraz podlegać w Unii Europejskiej bardziej rygorystycznej kontroli i większej odpowiedzialności, odpowiednio do ich dużego wpływu na naszych obywateli i społeczeństwo. Nadal uważnie obserwujemy sytuację w cyfrowym świecie i nie zawahamy się objąć wzmożonym nadzorem każdej platformy, która spełni kryteria wymagane do takiego nadzoru na mocy aktu o usługach cyfrowych (DSA)” – poinformowała wiceszefowa KE Henna Virkkunen.

Akt o usługach cyfrowych to przepisy, które mają sprawić, żeby duże platformy internetowe działały bezpieczniej, bardziej przejrzyście i były bardziej odpowiedzialne za swoje działania. UE wymaga od nich m.in. większej przejrzystości reklam i algorytmów, możliwości zgłaszania nielegalnych treści oraz podejmowania działań w przypadku zagrożeń dla użytkowników.

ChatGPT to system sztucznej inteligencji umożliwiający użytkownikom zadawanie pytań i otrzymywanie odpowiedzi, w tym z wykorzystaniem wyszukiwania w internecie.

Reddit jest platformą dyskusyjną, na której użytkownicy mogą tworzyć, udostępniać i komentować treści w ramach społeczności skupionych wokół określonych tematów. Roblox to z kolei platforma do gier i ich tworzenia, pozwalająca użytkownikom tworzyć, publikować i uruchamiać gry opracowane przez innych użytkowników.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

Eurostat: produkcja piwa w UE spadła o 0,7 proc. w 2025 r., Polska trzecim największym producentem

0

Kraje Unii Europejskiej wyprodukowały w 2025 r. 34,4 mld litrów piwa, o 0,7 proc. mniej niż rok wcześniej – wynika z danych opublikowanych przez Eurostat. Polska zajęła trzecie miejsce wśród producentów piwa w UE.

Z ogólnej produkcji 32,3 mld litrów stanowiło piwo zawierające ponad 0,5 proc. alkoholu, natomiast 2,1 mld litrów przypadło na piwo niskoalkoholowe i bezalkoholowe.

Największym producentem piwa w Unii Europejskiej pozostały Niemcy, gdzie uwarzono 7,4 mld litrów, co odpowiadało 21,6 proc. całej unijnej produkcji. Na drugim miejscu znalazła się Hiszpania z wynikiem 5,3 mld litrów i udziałem 15,5 proc.

Polska zajęła trzecie miejsce wśród producentów piwa w UE. Produkcja wyniosła 3,5 mld litrów, co odpowiadało 10,2 proc. unijnego wolumenu. Za Polską uplasowały się Niderlandy z produkcją 2,4 mld litrów oraz Francja z wynikiem 2,1 mld litrów.

Według Eurostatu, pięć największych krajów producentów odpowiadało za blisko 60 proc. całej produkcji piwa w Unii Europejskiej w 2025 r. (PAP Biznes)

 

map/ gor/ mrr/

Deepfake’i o powodzi w Nepalu zalewają sieć; w Chinach trwa blokada informacji o skali zniszczeń

0

Po powodzi na pograniczu Nepalu i Chin, do której doszło 26 sierpnia, w sieci pojawiły się masowo sfabrykowane, hiperrealistyczne filmy z katastrofy – podała agencja AFP. Według ustaleń CNN, władze w Pekinie nałożyły ścisłą blokadę informacyjną na Tybet, ukrywając faktyczną skalę zniszczeń.

Dział fact-checkingu w AFP poinformował, że materiały wygenerowane przez sztuczną inteligencję zyskały ogromną popularność na Instagramie, Facebooku, TikToku, YouTube oraz X. Jednym z deepfake’ów był 10-sekudowy klip ukazujący rzekę występującą z brzegów, niszczącą budynki i porywającą ludzi. Analitycy wykazali w materiale rażące anomalie wizualne, m.in. w pewnym momencie fale wody w nienaturalny sposób przekształcają się w głazy.

Inne zmanipulowane nagranie z 7 milionami wyświetleń pokazywało rzekome zawalenie się mostu pod naporem żywiołu. Amerykański portal fact-checkingowy Lead Stories udowodnił, że to wideo było dziełem AI. Wskazywał na to brak realizmu w zachowaniu postaci, które stały na moście całkowicie spokojnie mimo nadciągającego żywiołu.

Jak zauważyła agencja AFP, oprócz technologii deepfake’u autorzy dezinformacji wykorzystali także technikę zmiany kontekstu, czyli tzw. recykling starych nagrań. Jako aktualne relacje z Nepalu dystrybuowano m.in. archiwalne wideo przedstawiające spływ wody z lodowca Columbia na Alasce czy kadry z zalanym posągiem Buddy z wcześniejszej powodzi w Nepalu w 2024 r. W sieci pojawiło się także nagranie osuwiska niszczącego plac budowy, które w rzeczywistości zostało zarejestrowane w indyjskim stanie Kerala w lipcu 2026 r.

Gazeta „Kathmandu Post” poinformowała w piątek, że nepalski rząd zwrócił się do przedstawicieli TikToka oraz Mety, do której należy Facebook i Instagram z prośbą o natychmiastowe usunięcie drastycznych obrazów oraz filmów stworzonych przez sztuczną inteligencję. Treści te nie tylko wprowadzały błąd, ale też zawierały kody QR kierujące do fałszywych zbiórek na rzecz poszkodowanych Nepalczyków.

Z kolei wydawany w Hongkongu dziennik „South China Morning Post” w piątek zwrócił uwagę, że początkowy brak informacji dotyczący przyczyny wystąpienia powodzi wywołał w sieci falę spekulacji i teorii spiskowych. Redakcja ustaliła, że w wielu wpisach na portalach społecznościowych winą za kataklizm obarczono stronę chińską, sugerując, że powódź wywołało rzekome pękniecie tamy w Tybecie. Choć rządy w Pekinie i Katmandu oficjalnie potwierdziły, że przyczyną było naturalne oderwanie się lodu i skał od lodowca w rejonie szczytu Langtang Lirung, to dezinformacja wokół działań Chin w tym regionie nie ustała.

Stacja CNN podała w poniedziałek, że chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego pociągnęło do odpowiedzialności co najmniej 12 osób za rzekome rozpowszechnienie fałszywych informacji o skutkach powodzi w Tybecie, w tym o liczbie ofiar śmiertelnych i zaginionych. Według amerykańskiej stacji, Pekin zaostrzył cenzurę w internecie podczas dużej klęski żywiołowej aby zachować pełną kontrolę nad przekazywaną narracją.

CNN poinformowała, że chińskie władze usunęły z sieci nagranie pokazujące moment gdy woda zalewa budynek administracyjny w mieście Gyirong, na granicy kontrolowanego przez Chiny Tybetańskiego Regionu Autonomicznego i Nepalu. Zwrócono także uwagę, że telefon zaufania dla rodzin ofiar powodzi został uruchomiony w niedzielę, klika dni po katastrofie. Ponadto chińskie państwowe media w swoich relacjach skupiają się wyłącznie na sukcesach akcji ratunkowej, pomijając bezpośrednie wypowiedzi i komentarze samych poszkodowanych w kataklizmie.

Brytyjski dziennik „Guardian” ocenił w piątek, że „sytuacja w Nepalu jest o wiele bardziej przejrzysta niż w Chinach, gdzie ścisła kontrola przepływu informacji (…) utrudnia społeczeństwu zrozumienie wydarzeń”. Gazeta przypomniała, że kataklizm dotknął rejon Tybetu, kontrolowany przez Chiny od początku lat 50. XX w., gdzie zagraniczni korespondenci nie mogą swobodnie podróżować bez restrykcyjnych pozwoleń, co praktycznie uniemożliwia niezależne weryfikowanie sytuacji na miejscu.

Nepalska agencja ds. zarządzania kryzysowego (NDRRMA) poinformowała w poniedziałek, że liczba ofiar śmiertelnych powodzi błyskawicznej wzrosła do 903, a ponad 4 tys. osób wciąż uznaje się za zaginione. Z kolei chińskie władze potwierdziły dotychczas śmierć 16 osób; poszukiwanych jest tam kolejne 546 osób, w tym 261 obcokrajowców z 23 państw. Tym samym łączny bilans ofiar śmiertelnych środowego kataklizmu w obu regionach wynosi już 919. (PAP)

 

Chiny/ Policja ukarała 10 osób za dezinformację w sprawie powodzi na granicy z Nepalem

Chińskie władze poinformowały w poniedziałek o ukaraniu 10 osób za rozpowszechnianie – jak podano – fałszywych informacji na temat skali powodzi błyskawicznej, do której doszło 26 sierpnia przy granicy Tybetu i Nepalu. MSZ w Pekinie odrzuciło zarzuty o cenzurze i ograniczaniu przepływu informacji.

Biuro cyberbezpieczeństwa chińskiego ministerstwa bezpieczeństwa publicznego poinformowało, że ukarani obywatele sugerowali, iż rzeczywisty bilans ofiar śmiertelnych jest nieporównywalnie wyższy od oficjalnego.

Jak przekazało biuro w komunikacie, jeden z zatrzymanych twierdził we wpisie opublikowanym w internecie, że „możliwe, że zginęło ok. 500 osób, wszyscy zaginieni prawdopodobnie nie żyją”.

Wpis internautów, wobec których zastosowano kary grzywny oraz do 10 dni aresztu, uznano za złamanie prawa i sianie paniki.

Ostatni oficjalny bilans, podany w niedzielę przez władze kontrolowanego przez Pekin Tybetu, mówi o 16 ofiarach śmiertelnych powodzi i 554 zaginionych.

Rzecznik chińskiego MSZ Guo Jiakun odniósł się do krytyki zagranicznych mediów i organizacji broniących praw człowieka mówiących o cenzurze informacji i ukrywaniu skali katastrofy.

– Społeczeństwo (chińskie) nie popiera złośliwego zniesławiania, szukania sensacji i wykorzystywania katastrofy (do swoich celów – PAP) – przekonywał na briefingu prasowym, zapewniając, że państwowe dane przekazywane są „w sposób otwarty, przejrzysty i szybki”.

Eksperci, na których powołuje się australijski nadawca ABC, zwracają jednak uwagę, że państwowych danych nie da się niezależnie zweryfikować, bo zagraniczni korespondenci i organizacje pozarządowe nie mają wstępu do regionu. Z kolei media państwowe skupiają się na skali zaangażowania służb, mobilizacji wojska i sprawności akcji ratunkowej prowadzonej z polecenia przywódcy kraju Xi Jinpinga. Mieszkańcy Tybetu, przejętego zbrojnie przez Chiny w 1950 roku, są poddawani ciągłej inwigilacji.

– Oznacza to, że mieszkańcy w obawie przed karą nie informują o tym, gdzie ludzie są uwięzieni (przez powódź – PAP) – zauważył Ryan Fioresi z organizacji International Campaign for Tibet, podkreślając, że przez brak takich sygnałów kluczowe informacje mogą nie dotrzeć do ratowników i rodzin poszkodowanych.

26 sierpnia w graniczącym z Chinami nepalskim dystrykcie Rasuwa zeszła potężna lawina błotna wywołana oberwaniem się fragmentu lodowca w Himalajach. Osuwisko wywołało wstrząs o magnitudzie 5,2 oraz powódź po obu stronach granicy. W poniedziałek władze Nepalu poinformowały, że liczba ofiar w tym kraju wzrosła do 903, a ponad 4 tys. osób uważa się za zaginione.

Z Pekinu Krzysztof Pawliszak (PAP)

 

krp/ akl/

Prezydent Donald Trump potwierdza: Przyjadę na turniej golfowy do Chicago

0

Prezydent Donald Trump w przyszłym miesiącu odwiedzi Chicago w związku z rozgrywkami Presidents Cup. Organizuje je PGA. Turniej golfowy odbędzie się w klubie Medinah Country Club od 22 do 27 września.

 

Swój przyjazd Trump potwierdził we wpisie opublikowanym na swojej platformie Truth Social. „Na prośbę PGA Tour oraz jej wspaniałego nowego komisarza, Briana Rolappa, mam zaszczyt przyjąć funkcję honorowego przewodniczącego zbliżającego się turnieju Presidents Cup, który odbędzie się w klubie Medinah Country Club w Chicago. Będzie to wyjątkowo ekscytujące wydarzenie. Obie drużyny są pełne utalentowanych graczy. Nie mogę się doczekać, aby tam być i powitać wszystkich tych fantastycznych sportowców z obu drużyn! Dziękuję za uwagę poświęconą tej sprawie. Do zobaczenia w Chicago! Prezydent DONALD J. TRUMP”.

W turnieju weźmie udział 24 najlepszych golfistów świata – 12 ze Stanów Zjednoczonych i 12 z innych części świata, z wyłączeniem Europy. Stany Zjednoczone nigdy nie przegrały tego turnieju, choć w edycji z 2003 roku w RPA doszło do remisu.

Zgodnie z tradycją organizatorzy Presidents Cup zapraszają przywódcę politycznego USA do pełnienia funkcji honorowego przewodniczącego. Funkcję tę pełnili dotychczas byli prezydenci: Joe Biden, Barack Obama, George W. Bush i Bill Clinton.

 

BK

Od tygodnia trwają poszukiwania Marcina Bachledy-Błaszczaka z Illinois. Polak zaginął w parku w Tennessee

0

Pracownicy parku narodowego Great Smoky Mountains w Tennessee, przy wsparciu lokalnych służb, rozszerzyli poszukiwania Polaka z Illinois. Zaginięcie Marcina Bachledy-Błaszczaka zgłoszono wieczorem 24 sierpnia.

 

Podano rysopis mężczyzny, mieszkającego w Lockport w Illinois: 5 stóp i 6 cali wzrostu, waga około 170 funtów, brązowe włosy i niebieskie oczy. Z dotychczasowego śledztwa wynika, że po raz ostatni Polak widziany był 22 sierpnia na parkingu centrum turystycznego Sugarlands. Tam też mężczyzna pozostawił samochód. Polaka szuka ponad 50 strażników parku i wolontariuszy.

Osoby posiadające informacje na temat Marcina Bachledy – Błaszczaka proszone są o kontakt z parkiem narodowym  Great Smoky Mountains.

 

BK

Japonia/ Zmarła najstarsza osoba w kraju, 115-letnia Shigeko Kagawa

0

W Japonii zmarła najstarsza osoba w tym państwie, 115-letnia Shigeko Kagawa – podało w poniedziałek ministerstwo zdrowia, pracy i polityki społecznej w Tokio, cytowane przez agencję Kyodo. Kobieta mieszkała w prefekturze Nara na zachodzie kraju.

Shigeko Kagawa, urodzona 28 maja 1911 r., była emerytowaną lekarką. Studia medyczne ukończyła przed II wojną światową i pracowała jako ginekolożka.

Prowadziła aktywny tryb życia. W wieku 109 lat brała udział w sztafecie z pochodnią olimpijską podczas igrzysk olimpijskich w Tokio w 2021 r.

Rodzina Kagawy podkreślała, że sekret jej długowieczności tkwił w regularnym trybie życia, stałych porach snu i wstawania oraz trzech posiłkach dziennie, spożywanych w mniejszych porcjach.

Japonia przoduje w światowych statystykach dotyczących długowieczności. Ponad 29 proc. populacji kraju, czyli 36 mln osób, ukończyło 65 lat – wynika z danych z września ubiegłego roku. Wśród nich jest ponad 95 tys. stulatków, z czego 85 proc. to kobiety. (PAP)

sw/ rtt/

Wynik referendum na Islandii to porażka Brukseli. „Komu się dobrze powodzi, ten nie widzi powodu, żeby cokolwiek zmieniać”

0

Wynik referendum na Islandii, w którym Islandczycy sprzeciwili się wznowieniu negocjacji z UE, jest zdaniem niemieckiej prasy porażką islandzkiego rządu, ale i całej Unii Europejskiej. Komentatorzy nie są zgodni, czy takie decyzje powinien podejmować naród, czy raczej dysponujący fachową wiedzą politycy.

„Brytyjskie referendum dotyczące UE było największym politycznym błędem popełnionym przez rząd państwa europejskiego w minionym dziesięcioleciu. Skutki głosowania nad Brexitem w 2016 r. były dalekosiężne i negatywne, zarówno gospodarczo, jak i społecznie. Brexit stał się tak odstraszającym przykładem, że wydawało się, iż żaden inny rząd nie będzie aż tak naiwny, żeby obciążać obywateli tak kompleksową decyzją. Czyż nie?” – czytamy w poniedziałek w „Sueddeutsche Zeitung”.

„A jednak islandzki rząd tak właśnie postąpił” – kontynuuje komentator gazety Michael Neudecker. Pytanie postawione w referendum i sytuacja wyjściowa były co prawda inne niż w przypadku Wielkiej Brytanii, jednak w Islandii też chodziło o akceptację lub odrzucenie UE. Wynik był zbliżony do głosowania nad Brexitem – 53 proc. przeciwko i 47 proc. za.

„Wynik głosowania jest porażką nie tylko islandzkiego rządu z premier Kristrun Frostadottir, lecz także całej Unii Europejskiej w odległej Brukseli” – pisze komentator. Szefowa rządu opowiadała się za rozmowami z UE ze względu na bezpieczeństwo kraju oraz wspólną walutę euro. Jednak Islandczykom powodzi się dobrze, są członkami NATO i mają dostęp do unijnego rynku wewnętrznego. „Komu się dobrze powodzi, ten nie widzi powodu, żeby cokolwiek zmieniać” – ocenił autor.

Zdaniem „SZ” odpowiedzialność za decyzję o rozpoczęciu rozmów z UE muszą wziąć na siebie politycy – pani premier i rząd. Przerzucanie tej odpowiedzialności na naród jest „opacznie pojmowaną demokracją” – pisze w konkluzji komentator „Sueddeutsche Zeitung”.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung” przyznaje, że decyzja o przystąpieniu do UE dla kraju, który chce chronić swoje rybołówstwo i rolnictwo, była „trudna, wymagająca wyważenia argumentów”. „Oddanie decyzji w ręce narodu jest w ustroju demokratycznym słusznym wyjściem, które powinno zostać zaakceptowane, zarówno w Rejkiawiku, jak i w Brukseli” – pisze komentator.

Europejska integracja przestała być, niemal 70 lat po podpisaniu traktatów rzymskich, gwarancją sukcesu. Nigdy jeszcze siły sceptyczne wobec Europy nie były tak silne jak dzisiaj – w Parlamencie Europejskim i w krajach członkowskich. „W tym sensie wynik referendum w Islandii pasuje do tej sytuacji” – ocenił komentator „FAZ”.

Gazeta przypomniała, że w przyszłą niedzielę w niemieckim landzie Saksonii-Anhalcie odbędą się wybory do lokalnego parlamentu. Prowadząca w sondażach z wynikiem ok. 40 proc. partia (AfD) domaga się rezygnacji z euro, wyjścia z obszaru Schengen i likwidacji UE w obecnym kształcie.

Komentator zwraca uwagę na różnicę między sytuacją w Islandii i w Niemczech. „AfD chodzi nie o zachowanie status quo lecz o zniszczenie filarów systemu, który zapewnił Niemcom bezprecedensowy w historii okres dobrobytu i pokoju” – czytamy w „FAZ”.

„UE nie powinna traktować odprawy ze strony Islandii jak osobistego afrontu. Mieszkańcy Islandii kochają swoją niepodległość, a umowa z UE i tak już istnieje” – pisze Anne Diekhoff w „Tageszeitung” (TAZ).

Zwolennicy podjęcia rozmów z UE tłumaczą porażkę kampanią przeciwników posługujących się dużymi funduszami i nieuczciwymi metodami – czytamy w „TAZ”. Donatorami było kilku najbogatszych przedsiębiorców, którzy uważają, że interesy prowadzone poza Unią przynoszą im większe zyski.

Komentatorka zastrzega, że UE „nie powinna oceniać swojej atrakcyjności na podstawie negatywnej decyzji Islandii”. „Islandia jest krajem kochającym niezależność, który jest już beneficjentem unijnego rynku wewnętrznego. Decyzja zapadła w komfortowej sytuacji – wszystko pozostaje tak piękne, jak było dotychczas” – pisze komentatorka „TAZ”.

Jej zdaniem porażka w referendum powinna zmotywować Brukselę do pracy nad własną strategią PR. „Nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której ciągle jeszcze można tak łatwo, za pomocą nieprawdziwych informacji o UE, skłonić ludzi do jej odrzucenia” – czytamy w konkluzji komentarza w „TAZ”.

W sobotnim referendum 52,8 proc. Islandczyków wypowiedziało się przeciwko wznowieniu rozmów z UE na temat członkostwa we Wspólnocie, a za – 47,2 proc. (PAP)