Zełenski: Liczę na spotkanie z przedstawicielami prezydenta USA w najbliższych dniach w Kijowie

0

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział w czwartek, że liczy na spotkanie z przedstawicielami prezydenta USA Donalda Trumpa w najbliższych dniach w Kijowie. Dodał, że przedstawiciele Trumpa mają odbyć rozmowy w Moskwie i w Kijowie i znane są już wstępne terminy tych spotkań.

– Właśnie odbyłem naradę z zespołem zajmującym się negocjacjami z przedstawicielami prezydenta Stanów Zjednoczonych. W praktyce pozostajemy z nimi w stałym kontakcie i obecnie przygotowujemy się do spotkań. Mamy wstępne terminy. Liczymy na to, że zobaczymy przedstawicieli prezydenta Stanów Zjednoczonych tutaj, w Kijowie. Otrzymaliśmy od nich potwierdzenie: będą mieć spotkanie w Moskwie oraz w Kijowie. Liczymy na spotkanie w najbliższych dniach – powiedział Zełenski w wieczornym przemówieniu.

Prezydent zaznaczył, że ważne jest, aby Stany Zjednoczone nadal odgrywały aktywną rolę. – Jesteśmy gotowi na spotkania (…) zarówno pod względem merytorycznym, jak i na odpowiednim szczeblu – zapewnił Zełenski.

Szef państwa poinformował, że w czwartek wojska rosyjskie zaatakowali dronem fabrykę Coca-Coli.

– Najwyraźniej Coca-Cola jest dla nich (Rosjan – PAP) takim wrogiem, że palą ją swoimi Shahedami. To jasny sygnał Rosji skierowany do Ameryki – Rosjanie nie mogą nie wiedzieć, że jest to amerykańskie przedsiębiorstwo. W odpowiedzi na tę rosyjską taktykę przeprowadzimy nasze operacje asymetryczne – zapowiedział Zełenski.

W poniedziałek prezydent Ukrainy przeprowadził rozmowę telefoniczną z wysłannikami prezydenta Trumpa, Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem, podczas której omówił potencjalną datę ich wizyty w Kijowie, sytuację na froncie oraz rosyjskie ataki na Ukrainę.

28 sierpnia Zełenski powiadomił, że administracja USA przekazała stronie ukraińskiej informacje na temat spotkań, które odbyły się niedawno w Moskwie. Wizytę w stolicy Rosji złożył 25 sierpnia dyrektor CIA John Ratcliffe.

Według dziennika „New York Times” spotkania szefa CIA z przedstawicielami rosyjskich służb specjalnych miały na celu skłonienie Kremla do zakończenia wojny z Ukrainą. Ratcliffe miał przekonywać Rosjan do podpisania porozumienia z Ukrainą zanim sytuacja militarna i gospodarcza Rosji ulegnie pogorszeniu.

Jak podkreślił „NYT”, w ocenie strony ukraińskiej Ratcliffe jest potencjalnie bardziej neutralnym mediatorem niż Witkoff i Kushner, negocjujący dotychczas zawieszenie broni między Rosją a Ukrainą. Mają być oni uznawani przez władze w Kijowie za osoby „zbyt bliskie” Rosjanom.

„NYT” przedstawił wizytę Ratcliffe’a jako element starań administracji Trumpa, by wznowić negocjacje dotyczące zakończenia wojny, które znalazły się w impasie.

Z Kijowa Iryna Hirnyk (PAP)

ira/ ap/

Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy US Open

Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy wielkoszlemowego turnieju US Open w Nowym Jorku. Rozstawiona z numerem ósmym polska tenisistka wygrała z Argentynką Nadią Podoroską 6:3, 6:2.

Świątek i Podoroska poprzednio grały ze sobą jesienią 2020 roku, w półfinale przełożonego z powodu pandemii French Open. Polka wygrała wówczas gładko, a następnie sięgnęła po pierwszy wielkoszlemowy tytuł.

 

W kolejnych latach Świątek wygrała jeszcze pięć Szlemów i przez 125 tygodni była liderką rankingu. Mówiąc krótko stała się wielką gwiazdą. Podoroska natomiast nigdy więcej w Szlemie nie przebrnęła drugiej rundy. Jej karierę zdominowały kontuzje i obecnie na liście WTA jest 449. W Nowym Jorku wystąpiła dzięki zamrożeniu rankingu.

 

Spotkanie trwało 71 minut, a Świątek w pełni kontrolowała wydarzenia na korcie. Nieco emocji było tylko w końcówce pierwszego seta. Triumfatorka US Open 2022 serwowała na zwycięstwo w partii i zaczęła gema od wyniku 0-40. Ostatecznie obroniła jednak cztery break pointy i wykorzystała drugą piłkę setową.

 

Kolejną rywalką Świątek będzie rozstawiona z numerem 25. Czeszka Marie Bouzkova.

 

25-latka jest jedyną Polką, która pozostała w rywalizacji singlistek. Maja Chwalińska, Magdalena Fręch i Magda Linette odpadły w pierwszej rundzie.

 

Wynik meczu 2. rundy singla kobiet:

 

Iga Świątek (Polska, 8) – Nadia Podoroska (Argentyna) 6:3, 6:2. (PAP)

 

wkp/ af/

Sąd federalny blokuje próbę ograniczenia „prawa ziemi”

0

Amerykański sąd federalny zablokował ostatnie rozporządzenie Donalda Trumpa ograniczające tak zwane prawo ziemi, czyli prawo do obywatelstwa z powodu urodzenia na terytorium Stanów Zjednoczonych. Sędzia uznała je za niemal na pewno niezgodne z konstytucją.

W sierpniu Donald Trump podpisał dekret, według którego dzieci obcokrajowców urodzone w USA nie dostaną obywatelstwa, jeśli ich rodzice są zagranicznymi lobbystami albo obywatelami wrogich państw. Sąd zakwestionował ten zakaz. W uzasadnieniu sędzia Deborah Boardman napisała, że żadne rozporządzenie prezydenta nie może unieważnić orzeczenia Sądu Najwyższego.

Ten w czerwcu potwierdził, że 14 poprawka do konstytucji przyznaje obywatelstwo każdemu, kto urodzi się na amerykańskiej ziemi. Wyjątki są nieliczne i dotyczą między innymi dzieci dyplomatów. Sędzia stwierdziła, że prezydent próbuje wywrócić wielowiekową tradycję i pozbawić dużą część Amerykanów prawa do obywatelstwa z urodzenia. Biały Dom zapowiedział odwołanie, a w razie potrzeby ponowną drogę do Sądu Najwyższego.

To kolejna porażka prezydenta w kwestii „prawa ziemi”. W styczniu ubiegłego roku podpisał szersze rozporządzenie w tej sprawie, które Sąd Najwyższy odrzucił.

IAR

Polki awansowały do półfinału mistrzostw Europy

Polskie siatkarki pokonały w Stambule Holandię 3:1 (25:16, 20:25, 25:20, 25:23) w ćwierćfinale mistrzostw Europy. W półfinale w sobotę zagrają z mistrzyniami olimpijskimi Włoszkami. W ostatnim ćwierćfinale Turcja zagra z Niemcami.

Biało-czerwone po siedmiu latach znów zagrają w najlepszej czwórce mistrzostw Starego Kontynentu. W 2019 roku w Ankarze zakończyły turniej poza podium, a ostatni medal, brązowy, zdobyły w 2009 roku w Łodzi.(PAP)

 

lic/ af/

Medioznawca: Uwierzyliśmy w największe kłamstwo na świecie: że internet jest źródłem wiedzy

0

Szybki dostęp do newsów z całego świata pozbawił odbiorców cierpliwości, co wykorzystują autorzy dezinformacji – przyznaje medioznawczyni dr hab. Katarzyna Bąkowicz. Zaś na rzetelną wiadomość zawsze trzeba było poczekać, więc tzw. luka informacyjna nie jest większa niż kiedyś.

PAP zapytała ekspertkę z Uniwersytetu SWPS dr hab. Katarzynę Bąkowicz o mechanizm powstawania tzw. luki informacyjnej w momentach kryzysowych. To np. sytuacja, gdy oficjalne źródła nie podają jeszcze sprawdzonych danych, a internetowe trolle już zalewają portale społecznościowe fałszywymi wiadomościami.

– W momencie, gdy na przykład spada rakieta, jak miało to miejsce w sierpniu na Lubelszczyźnie, odpowiednie służby muszą najpierw przyjechać na miejsce i zbadać zdarzenie. I choć takie stwierdzenie może się wielu osobom nie spodobać, to dla dobra obywateli państwo nie zawsze może lub jest w stanie podać wszystkich informacji do wiadomości publicznej. Nie ma to nic wspólnego z cenzurą czy dyktaturą. Jest to zarządzanie informacją, które ma służyć naszemu, obywatelskiemu bezpieczeństwu i właśnie temu, aby nie szerzyła się dezinformacja i nie powstawały teorie spiskowe – wyjaśniła Bąkowicz.

Według niej im większe jest zaufanie obywateli do rzetelnych mediów, instytucji rządowych i źródeł oficjalnych, tym luka informacyjna staje się mniejsza. Wiąże się to także z wyższym poziomem cierpliwości wśród samych odbiorców.

– Na rzetelną informację zawsze trzeba było czekać. Jednak w ciągu ostatnich 20 lat przywykliśmy, że wieści o tym, co dzieje się na drugim końcu świata docierają do nas w ułamku sekundy. W związku z tym nasz mózg przestał akceptować konieczność czekania i, w uproszczeniu, zatracił zdolność do bycia cierpliwym – zauważyła rozmówczyni PAP.

Na pytanie, dlaczego nasz umysł woli zmyśloną teorię od poczucia niewiedzy ekspertka wyjaśniła, że „w sensie biologicznym jesteśmy tak skonstruowani, że informacja ma dla nas znaczenie na zasadzie: być albo nie być”.

– Warto zobaczyć ten schemat na uproszczonym przykładzie: człowiek żyjący w czasach prehistorycznych wiedząc, że przed jego jaskinią znajduje się niedźwiedź lub tygrys, dysponował wiedzą, która ważyła na jego życiu. Kiedy docierał do niego kolejny komunikat, że niedźwiedź przed chwilą na przykład zjadł sąsiada, były to już dwie niezwykle cenne informacje. Mówiły mu one nie tylko o tym, że obok czai się zagrożenie, ale też, że mimo jego obecności może on teraz bezpiecznie wyjść z jaskini i na przykład znaleźć coś do jedzenia. Świat się zmienił, pojawiły się nowe technologie, ale mózg człowieka i jego zdolność przetwarzania danych pozostały takie same choć nie mieszkamy w jaskiniach, a niedźwiedzie nam nie zagrażają. Wciąż tkwi w nas jednak głód informacji, które w naszym odczuciu mogą zapewnić nam przetrwanie – powiedziała Bąkowicz.

Poza tym, wskazała, ludzie stale odczuwają potrzebę posiadania ogromnej ilości danych, ponieważ „mózg uważa, że im więcej informacji posiadamy, tym jesteśmy mądrzejsi i podejmiemy lepsze decyzje”.

Według ekspertki wraz z rozwojem technologii, w tym sztucznej inteligencji, w ludziach narodziła się wiara, że informacje są dostępne zawsze, na każdy temat i od zaraz. Jeśli zatem jakieś informacje czy wiedza o zdarzeniu nie jest dostarczana odbiorcy natychmiast lub z jakichś powodów się ją dawkuje, powstaje idealne podglebie pod teorie spiskowe.

– Uwierzyliśmy w największe kłamstwo na świecie: że internet jest źródłem wiedzy. Stało się tak dlatego, że pomyliliśmy znaczenia trzech pojęć: informacji, wiedzy i mądrości. Należy pamiętać, że informacja nie jest wiedzą, a wiedza nie jest mądrością. W internecie nie ma wiedzy. W internecie są jedynie informacje – podkreśliła Bąkowicz.

Medioznawczyni zwróciła uwagę na zjawisko tzw. dywidendy kłamcy, polegające na tym, że manipulatorzy wykorzystują samo istnienie AI, aby uciec od odpowiedzialności za własne słowa i czyny. Mają bowiem możliwość np. podważania wiarygodności nawet prawdziwych relacji, przedstawiając je jako stworzone przez AI. Jej zdaniem proces ten potęguje antropomorfizacja sztucznej inteligencji, czyli błędne traktowanie jej jako niezależnego bytu, podczas gdy za algorytmami zawsze stoi człowiek. Taka narracja tworzy chaos pojęciowy. W efekcie, w momencie powstania luki informacyjnej, odbiorcy tracą zaufanie do jakichkolwiek faktów, tracą punkty odniesienia i szukają po omacku wśród niesprawdzonych źródeł. Dają się ponieść emocjom, zamiast oprzeć na faktach.

– Warto przypomnieć sobie o paradoksie prawdy. Polega on na tym, że za prawdę często uznajemy nie to, co nią faktycznie jest, ale to, na co zgadza się większość. Dlaczego tak robimy? Ponieważ wolimy mieć jakąkolwiek informację niż czuć pustkę i przyznać: nie wiem – wyjaśniła naukowczyni.

– Powstawaniu luki informacyjnej, co wykorzystują twórcy dezinformacji, sprzyja również mylenie faktów z opiniami. To z kolei wiąże się z brakiem odpowiednich kompetencji po stronie konsumentów mediów. Ci, którzy chcą działać na szkodę debaty publicznej, będą to wykorzystywać, tym bardziej, że na dezinformacji w krótkiej perspektywie da się świetnie zarobić, zarówno wizerunkowo, jak i finansowo – dodała.

Rozmówczyni PAP przyznała, że nie wie, czy istnieją konkretne ćwiczenia budowanie w sobie cierpliwości, ale jako rozwiązanie zaleciła „dietę informacyjną, czyli uświadomienie sobie, że nie jesteśmy w stanie przyswoić wszystkich informacji na dany temat”.

– Po pierwsze, powinniśmy zdecydować, które tematy naprawdę nas interesują, a które możemy sobie odpuścić i pomijać w serwisach informacyjnych. Po drugie, kluczowe jest wybranie kilku rzetelnych źródeł informacji. Po trzecie zaś, ważna jest próba odbudowania zaufania do rządu, mediów, instytucji i do siebie nawzajem. Im mniej sobie ufamy, tym bardziej szerzy się dezinformacja. Tam, gdzie zaufanie społeczne oraz zaufanie do instytucji państwowych jest wysokie, demokracja znajduje się w znacznie lepszej kondycji – podkreśliła.

– Jeśli chcemy naprawdę walczyć z wykorzystywaniem luki informacyjnej przez autorów fake newsów, to media, w tym PAP, mają obowiązek otwarcie mówić odbiorcom, że na niektóre informacje trzeba po prostu poczekać. Francuski badacz teorii komunikacji Dominique Wolton powiedział, że media nie powinny ślepo podążać za zachciankami odbiorcy, ale powinny go wychowywać. Nie w sposób przemocowy czy dyktatorski, lecz ucząc go, jak mądrze konsumować informacje, czemu i kiedy wierzyć, a także jak analizować krytycznie to, co do nas dociera, aby nie dać się zmanipulować lub oszukać – powiedziała medioznawczyni.

– Staliśmy się bardzo niecierpliwi w codziennym życiu. Doprowadziły do tego między innymi media społecznościowe, które przyzwyczaiły nas do natychmiastowej gratyfikacji. Kanadyjska aktywistka i pisarka Naomi Klein zauważyła, że spokój jest najwyższą formą oporu. Dlatego tak ważne jest, aby nie ulegać panice. Warto zachować cierpliwość i poczekać na rzetelne, sprawdzone informacje. To da nam wewnętrzny spokój, który jest niezbędny do podejmowania racjonalnych decyzji – podsumowała Bąkowicz. (PAP)

mzb/ pś/

W gdańskich lasach odkryto kolejne ozdoby z początku epoki żelaza

Dwa nagolenniki oraz bransoletę, pochodzące prawdopodobnie z początku epoki żelaza (VIII w. p.n.e.), odnalazł w gdańskich lasach Stanisław Zachariasz z fundacji Latebra. To kolejne odkrycie w tej okolicy – w ubiegłym roku wydobyto tam 11 podobnych zabytków.

Odkrycia dokonał członek zarządu fundacji Latebra Stanisław Zachariasz, który prowadził poszukiwania w miejscu zeszłorocznego znaleziska, na swojej prywatnej działce.

– Zawsze powtarzam, że nie ma miejsc przechodzonych. Są miejsca, do których warto wracać. Wróciłem tam z nadzieją, że ziemia po raz kolejny odda swoje dobra, i tak właśnie się stało. Drugi skarb odkryłem 1 września, a za 14 dni przypada rocznica odkrycia pierwszego. Trudno o bardziej symboliczny moment – powiedział PAP Zachariasz.

We wrześniu ubiegłego roku Stanisław Zachariasz wraz z Marcinem Wiśniewskim odnaleźli w tym samym rejonie sześć naszyjników, cztery nagolenniki oraz bransoletę. Rzecznik Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Marcin Tymiński określił wówczas znalezisko jako „prawdziwy skarb”.

Najnowsze odkrycie może stanowić kolejną część tego wyjątkowego zespołu zabytków. Według wstępnych ocen odnalezione przedmioty pochodzą z tego samego okresu co znaleziska z ubiegłego roku.

Po natrafieniu na zabytki Zachariasz przerwał dalsze poszukiwania, aby nie naruszyć ich położenia i kontekstu archeologicznego. O odkryciu niezwłocznie poinformowano Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Miejsce zostało zabezpieczone, a dalsze czynności związane z zabezpieczeniem i podjęciem zabytków prowadzono w uzgodnieniu ze służbami konserwatorskimi.

Dla Zachariasza jest to kontynuacja jednego z najważniejszych odkryć w jego działalności poszukiwawczej. Skala oraz liczba odnalezionych ozdób sprawiają, że miejsce to może mieć wyjątkowe znaczenie nie tylko dla historii Pomorza.

– To niezwykłe uczucie wrócić po roku w to samo miejsce i ponownie odnaleźć zabytki sprzed blisko 3 tys. lat. Według mojej wiedzy prawdopodobnie jestem pierwszą osobą w Polsce, której udało się odkryć dwa tak bogate skarby z tego samego okresu – powiedział.

Dodał, że ma przeczucie, że historia tego miejsca jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.

O dalszym losie zabytków oraz o tym, do której placówki muzealnej zostaną przekazane, zdecyduje pomorski wojewódzki konserwator zabytków Dariusz Chmielewski. (PAP)

pm/ miś/

Nepal/ Ponad 1250 ofiar śmiertelnych powodzi; ich rodziny nie mają miejsc na 13-dniową żałobę

0

Do 1252 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych ubiegłotygodniowej powodzi na granicy Nepalu i Tybetu – podała w czwartek nepalska agencja ds. zarządzania kryzysowego (NDRMMA). Rodziny ofiar, które przystąpiły do ceremonii pogrzebowych bez ciał najbliższych, zmagają się z brakiem miejsc na 13-dniową żałobę.

W środę władze Nepalu informowały o 1204 ofiarach śmiertelnych.

Jak wynika z najnowszego komunikatu, liczba zaginionych i uratowanych nie uległa zmianie w stosunku do poprzedniego bilansu i wynosi odpowiednio 4216 i 11993.

Władze kontrolowanego przez Pekin Tybetu poinformowały jeszcze w środę o 21 zabitych. Los kolejnych 541 osób nadal jest nieznany. Oznacza to, że żywioł zabił po obu stronach granicy co najmniej 1273 osoby.

NDRMMA poinformowała, że dotychczas wydano rodzinom zaledwie 95 ciał. Pozostałe zwłoki i szczątki ludzkie po pobraniu DNA są katalogowane i chowane w masowych grobach.

Wobec braku ciał, rodziny decydują się na przeprowadzenie symbolicznych pogrzebów. Zgodnie z tradycją palą na stosach kukły ze świętej trawy kuśa, które zastępują ciała, umożliwiając duszy osoby zmarłej zaznanie spokoju.

Ich tragedię – jak podkreślił dziennik „The Kathmandu Post” – pogłębia fakt, że woda zniszczyła ponad 7 tys. budynków mieszkalnych. Pozbawieni dachu nad głową ocalali nie mają gdzie odbyć rygorystycznej 13-dniowej żałoby w odosobnieniu, zwanej kriją, ponieważ nakazy religijne zabraniają odprawiania tych obrzędów w domach krewnych czy wynajmowanych pokojach. Rodziny usiłują uzyskać miejsca w domach żałobnych kirijaputri przy świątyniach w stolicy kraju, Katmandu. Obiekty są jednak całkowicie przepełnione, a zarządcy – mimo dostawiania namiotów – zmuszeni do odmówienia przyjęcia kolejnych potrzebujących.

Żałobnicy zmagają się też z brakiem na rynku butli z gazem LPG, niezbędnych do obowiązkowego samodzielnego przygotowywania posiłków w czasie żałoby.

W reakcji na katastrofę w całym kraju pojawiają się gesty solidarności społecznej – piszą lokalne media. Jednym z przykładów są uczniowie szkół, rezygnujący z kieszonkowego na przekąski i przekazujący je na fundusz pomocy poszkodowanym rówieśnikom.

Sytuacja w rejonie dotkniętym kataklizmem pozostaje groźna. Służby meteorologiczne ostrzegają przed opadami w górnym biegu rzek Bhote Koshi i Trishuli oraz dużym ryzykiem powodzi błyskawicznych. Wzywają też mieszkańców do zachowania czujności.

Przez obie te rzeki 26 sierpnia przetoczyły się potężne masy wody i niesionego nimi gruzu, pustosząc całe doliny zarówno po nepalskiej, jak i chińskiej stronie granicy. Jak wynika z analiz, katastrofę spowodowało zerwanie się fragmentu lodowca.

Naukowcy podkreślają, że globalne ocieplenie zwiększa częstotliwość i siłę podobnych zjawisk. Minister spraw zagranicznych Nepalu Shisir Khanal zaznaczył, że choć jego kraj odpowiada za mniej niż 0,01 proc. globalnych emisji gazów cieplarnianych, to Nepalczycy są „jednymi z głównych ofiar zmian klimatycznych”.

 

Krzysztof Pawliszak (PAP)

 

krp/ rtt/

Rosja/ Putin mówi o szansie na pokój. Zarzuca Ukrainie „państwowy terroryzm”

0

Rosyjski przywódca Władimir Putin oświadczył w czwartek, że jest szansa na zawarcie porozumienia pokojowego kończącego wojnę w Ukrainie. Ocenił zarazem, że ukraińskie ostrzeżenia o zagrożeniu dla samolotów w rosyjskiej przestrzeni powietrznej, to „terroryzm państwowy”.

Występując na Wschodnim Forum Ekonomicznym we Władywostoku, Putin powiedział też, że szereg krajów, w tym Stany Zjednoczone i Chiny, jest gotowych poprzeć porozumienie pokojowe.

– Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy próbują wnieść wkład w rozwiązanie tego problemu. Czy jest na to szansa? Moim zdaniem tak, jest – powiedział.

Zastrzegł jednak, że problem ten powinny rozwiązać przede wszystkim kraje uczestniczące w tym konflikcie, czyli Rosja i Ukraina.

Ujawnił, że utrzymywane są kontakty między Rosją i Ukrainą, przede wszystkim na szczeblu służb specjalnych. – Na ile prowadzą one do porozumienia pokojowego, trudno mi teraz powiedzieć, biorąc pod uwagę wypowiedzi, które słyszeliśmy w ostatnim czasie ze strony najważniejszych osobistości Ukrainy – dodał.

Putin nawiązał też do wtorkowej zapowiedzi prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o rozpoczęciu kampanii blokowania rosyjskiej przestrzeni powietrznej. „Dziś chcemy ostrzec każdą linię lotniczą korzystającą z rosyjskiej przestrzeni powietrznej, każdego ubezpieczyciela oraz wszystkich, którzy nadal korzystają z kluczowych rosyjskich lotnisk: rosyjskie niebo staje się całkowicie niebezpieczne” – powiedział Zełenski.

Według Putina przejmowanie cywilnych statków i atakowanie ich, a także groźby ataków na cywilne samoloty, to przejawy terroryzmu państwowego. – Milcząc o działaniach Kijowa, zachodni sojusznicy Ukrainy staja się współuczestnikami terroryzmu państwowego – oznajmił.

Putin oświadczył też, że Rosja opowiada się za pełnowymiarowym przywróceniem stosunków z USA. Wyraził też nadzieję, że dialog ze Stanami Zjednoczonymi da pozytywne rezultaty. – Jeśli chodzi o nasze kontakty z amerykańską administracją, to są one kontynuowane. I mam nadzieję, że nadal tak będzie – powiedział.

Według Putina nie istnieją scenariusze, w których Rosja musiałaby ogłosić mobilizację na wojnę z Ukrainą, gdyż nie brakuje jej dostępnego personelu wojskowego. Rosyjski przywódca już wcześniej w tym tygodniu nazwał spekulacje o nowej mobilizacji „kompletnym nonsensem” oraz „atakiem informacyjnym” na Rosję.

Prezydent USA Donald Trump powiedział w środę, że chce spotkać się z Putinem, lecz dopiero wtedy, gdy Rosja i Ukraina będą gotowe do zawarcia porozumienia pokojowego.

Trump ocenił, że choć przeszkodą w zawarciu pokoju jest animozja między przywódcami Rosji i Ukrainy, Putinem i Zełenskim, to uważa, że w rozmowach pojawił się „nowy impuls energii”, a porozumienie jest blisko. (PAP)

mw/ mal/ mhr/

Mimo wysokich cen paliwa Amerykanie nie rezygnują z wyjazdów na długi weekend Labor Day

0

Na długi, świąteczny weekend w związku z przypadającym w poniedziałek Labor Day (Świętem Pracy) wybiera się ponad 45 milionów Amerykanów – szacuje AAA. Najwięcej osób na środek transportu wybierze samochody pomimo wyższej o prawie 1 dolara ceny paliwa w porównaniu z tym wrześniowym weekendem w 2025 roku.

 

Natomiast Agencja Bezpieczeństwa Transportu (TSA) przewiduje, że od czwartku 3 września do środy 9 września na lotniskach w całych Stanach Zjednoczonych odprawi ponad 17 milionów pasażerów. Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) poinformowała, że ​​czwartek, 3 września, będzie dniem o największym natężeniu ruchu lotniczego. Tego dnia zaplanowano blisko 54 tysiące lotów.

Natomiast GasBuddy prognozuje, że średnia cena paliwa wyniesie 4,03 dolara za galon tzw. benzyny regularnej, czyli więcej niż przed rokiem. Według danych AAA, w ubiegłym roku w Święto Pracy średnia krajowa cena wynosiła 3,19 dolara za galon. Firma INRIX uprzedza, że największe natężenie ruchu na amerykańskich autostradach i drogach wystąpi po godzinach pracy w czwartek 3 września oraz w ciągu dnia w piątek 4 września.

Dodajmy, że Labor Day to oficjalne zakończenie sezonu letniego w USA.

Szybki Internet dla 28 tysięcy uczniów szkół publicznych w Chicago

0

Burmistrz Chicago Brandon Johnson w szkole Back of the Yards College Prep ogłosił w środę rozszerzenie programu zapewniającego wybranym uczniom Chicagowskich Szkół Publicznych (CPS)bezpłatny, szybki dostęp do Internetu w domu.

 

Program, uruchomiony po raz pierwszy w 2020 roku, nosi nazwę Chicago Connected. Z informacji podanych przez władze miasta wynika, że w jego ramach w tym roku wsparcie otrzyma 28 tysięcy uczniów. Podczas wizyty w szkole burmistrz spotkał się z uczniami, by porozmawiać o tym, jak wykorzystują oni komputery i tablety do wykonywania zadań szkolnych oraz pracy w domu.

Wizyta Johnsona odbywa się w atmosferze nasilających się spekulacji, że wkrótce ogłosi zamiar ubiegania się o reelekcję w 2027 roku. Specjalne oświadczenie zapowiedział na 13 września. Choć nie rozpoczął jeszcze oficjalnej kampanii, koncentruje się obecnie na kwestiach, które – jak można się spodziewać – będą kluczowe w programie jego drugiej kadencji.

Burmistrz zapewnił uczniów, że intensywnie pracuje nad pozyskaniem dla nich dodatkowych środków. „Zamknęliśmy rozdział dotyczący tego niewiarygodnego, wręcz ohydnego i godnego ubolewania zaniedbania inwestycyjnego, z jakim to miasto zmagało się przez dziesięciolecia i wciąż odczuwamy tego skutki. Wiemy, gdzie zamykano szkoły i gdzie ograniczano w nie inwestycje, gdzie zwalniano nauczycieli, głównie kobiety i gdzie odnotowano wzrost przemocy. Teraz jednak okazuje się, że podjęte inwestycje przynoszą efekty” – powiedział Johnson.

Back of the Yards College Prep to szkoła o wysokim poziomie w systemie CPS. Według informacji zamieszczonych na jej stronie internetowej wskaźnik ukończenia szkoły wynosi 96%.

 

BK

FEMA ocenia szkody po sierpniowych burzach. Mieszkańcy południowych przedmieść czekają na pomoc

0

Ponad trzy tygodnie po gwałtownych burzach, które 11 sierpnia uderzyły w południowe przedmieścia Chicago, rozpoczęła się szczegółowa ocena zniszczeń. Przedstawiciele FEMA, stanowej Agencji Zarządzania Kryzysowego Illinois oraz lokalnych władz odwiedzają poszkodowane dzielnice i dokumentują szkody.

To ważny etap procedury, który może zdecydować o tym, czy Illinois wystąpi o federalną pomoc dla mieszkańców dotkniętych żywiołem.

Urzędnicy sprawdzają dom po domu

Zespoły prowadzą wspólną wstępną ocenę szkód. Sprawdzają nie tylko, gdzie doszło do zniszczeń, ale również ich rozmiar i charakter.

W przypadku zalanych domów dokumentowane jest między innymi to, ile wody dostało się do budynków i czy zalane zostały pomieszczenia mieszkalne. Przy szkodach spowodowanych silnym wiatrem urzędnicy ustalają natomiast, czy ucierpiała konstrukcja budynku, czy jedynie jego elewacja.

Skala zniszczeń jest istotna przy podejmowaniu decyzji o ewentualnym wystąpieniu o pomoc federalną. Stanowi urzędnicy analizują między innymi liczbę poszkodowanych mieszkańców oraz wysokość strat i możliwości lokalnych władz w zakresie prowadzenia odbudowy.

Mieszkańcy stracili prąd i ponieśli tysiące dolarów strat

Wśród poszkodowanych są Michael i Sharon Luckett z Homewood, którzy mieszkają w swojej okolicy od prawie 30 lat. Para szacuje, że straty związane z burzą sięgają tysięcy dolarów.

Przez pięć dni ich dom był pozbawiony prądu. Mieszkańcy musieli wyrzucić część żywności, a silny wiatr uszkodził siding budynku. Na posesji pozostały również zniszczenia po burzy, a woda przedostała się do domu.

Niektórzy mieszkańcy zwracają jednak uwagę, że ocena szkód rozpoczęła się dopiero po kilku tygodniach od przejścia burz.

FEMA wyjaśnia, że jej zespoły pojawiły się w Illinois po oficjalnym wniosku władz stanowych. Wniosek o przeprowadzenie ocen został skierowany do agencji w ubiegłym tygodniu.

Czy mieszkańcy otrzymają federalną pomoc?

Uzyskanie federalnej pomocy po klęskach żywiołowych nie jest automatyczne. Władze muszą wykazać skalę zniszczeń i udowodnić, że sytuacja przekracza możliwości lokalnych i stanowych instytucji.

Dla Cook County to szczególnie istotne, ponieważ wcześniejsze wnioski o federalną pomoc po poważnych powodziach w lipcu i sierpniu 2025 roku zostały odrzucone — zarówno w pierwszym postępowaniu, jak i po odwołaniu.

Po zakończeniu obecnej oceny IEMA przekaże wyniki do biura gubernatora Illinois. Władze stanowe zdecydują wtedy, czy wystąpić do rządu federalnego o pomoc. Ostateczna decyzja o federalnym ogłoszeniu stanu klęski żywiołowej należy do prezydenta.

Stan Illinois ma już również oficjalną deklarację dotyczącą szkód spowodowanych letnimi burzami w 2026 roku, obejmującą między innymi Cook County.

 

ICE chce używać psów-robotów. Kontrowersyjny sprzęt może trafić do agentów

0

Amerykańska służba imigracyjna ICE planuje wykorzystanie nowoczesnych technologii podczas swoich działań w terenie. Wśród nowych narzędzi mają znaleźć się psy-roboty, których zakup może kosztować nawet 2 miliony dolarów. Jednocześnie ICE podpisała kontrakt na zakup 6 tysięcy par rękawic zdolnych do rażenia prądem.

Psy-roboty mają zwiększyć bezpieczeństwo agentów

Z dokumentów federalnych wynika, że ICE planuje zakup robotów typu Spot produkowanych przez Boston Dynamics. Szacowana wartość zamówienia wynosi od 1 do 2 milionów dolarów. Roboty mają być wykorzystywane przede wszystkim do rozpoznania sytuacji, inspekcji i oceny zagrożeń w miejscach, do których wejście mogłoby być niebezpieczne dla funkcjonariuszy.

Maszyny mogą być wyposażone w kamery i dodatkowe czujniki, dzięki którym będą mogły przekazywać agentom informacje z trudno dostępnych miejsc. ICE podkreśla, że ich podstawowym zadaniem ma być zwiększenie bezpieczeństwa funkcjonariuszy.

Pomysł budzi jednak pytania o zakres wykorzystania tej technologii. John Cohen, były wysoki rangą urzędnik Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zwraca uwagę, że przy stosowaniu nowych technologii przez służby konieczne są jasne zasady i odpowiedni nadzór.

6 tysięcy rękawic z prądem

Jeszcze większe kontrowersje wywołuje zakup rękawic G.L.O.V.E. ICE przyznała kontrakt o wartości 16,7 miliona dolarów na 6 tysięcy par urządzeń, które mogą wysyłać bolesny impuls elektryczny przy bezpośrednim kontakcie ze skórą. Według władz mają one pomóc funkcjonariuszom w obezwładnianiu osób stawiających opór i ograniczyć konieczność stosowania bardziej niebezpiecznych środków przymusu.

Krytycy pytają jednak, czy nowe wyposażenie będzie wykorzystywane proporcjonalnie i pod odpowiednim nadzorem. Cohen wskazuje, że kluczowe będzie ustalenie jasnych reguł dotyczących użycia rękawic oraz odpowiedzialności funkcjonariuszy.

Coraz więcej technologii w działaniach ICE

Zakupy robotów i rękawic wpisują się w szerszą strategię zwiększania możliwości technologicznych Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. DHS inwestuje również w narzędzia do monitorowania aktywności w mediach społecznościowych i analizowania informacji dotyczących osób znajdujących się w zainteresowaniu służb.

Cohen podkreśla, że sama technologia nie powinna zastępować dokładnej oceny zagrożenia. Jego zdaniem funkcjonariusze muszą być w stanie wykazać związek między obserwowaną aktywnością a rzeczywistym zagrożeniem lub działalnością przestępczą.

DHS przekonuje natomiast, że nowe wyposażenie ma przede wszystkim zwiększyć bezpieczeństwo funkcjonariuszy. Departament podkreśla, że agenci przechodzą regularne szkolenia dotyczące użycia siły i taktyk deeskalacyjnych.

 

Wrześniowe upały dają się we znaki mieszkańcom Chicago. Temperatura odczuwalna wyniosła 107F!

0

Lato 2026 roku zachowało część swoich najbardziej upalnych dni na sam koniec sezonu. W środę w Chicago zanotowano 96 F i był to drugi dzień z rzędu z temperaturą przekraczająca 90 F.

 

We wtorek na termometrach było 95 stopni. Taka sytuacja we wrześniu ma miejsce po raz pierwszy od 43 lat. Dokładnie 9 i 10 września 1983 roku Chicago także było ponad 90 F.  Jednak za sprawą zanotowanej w środę temperatury 96 F, dzień ten był najgorętszym wrześniowym dniem od 6 września 1990 roku, kiedy to również odnotowano taką samą temperaturę.

Temperatura odczuwalna była jeszcze wyższa i tzw. heat index w wielu miejscach przekroczył niebezpieczny poziom 105 stopni F. Przykładowo w Chicago i Joliet – 107, w Crystal Lake – 105, a na lotnisku Midway – 103 F. W czwartek termometry mają pokazać maksymalnie 90 F a na godziny wieczorne synoptycy zapowiadają burze.

 

BK

Chicago Bears pytają kibiców o przeprowadzkę do Hammond. To pierwszy taki sondaż

0

Chicago Bears bezpośrednio pytają swoich kibiców, co sądzą o możliwości przeniesienia przyszłego stadionu do Hammond w stanie Indiana. To pierwszy raz, kiedy klub w ankiecie wskazał konkretnie to miasto. Wcześniej pytał fanów o potencjalną budowę stadionu w północno-zachodniej części Indiany oraz w Arlington Heights w Illinois.

Bears chcą wiedzieć, czy kibice pojechaliby do Hammond

W nowej ankiecie klub pyta między innymi, czy kibice kupowali wcześniej bilety na mecze oraz czy nadal byliby zainteresowani ich zakupem, gdyby drużyna rozgrywała mecze domowe w Hammond.

Bears od czerwca deklarują, że właśnie Hammond jest obecnie głównym kierunkiem ich projektu stadionowego. Klub wskazuje dwa potencjalne miejsca w mieście, choć ostateczna lokalizacja nie została jeszcze wybrana.

Władze Bears wcześniej zatwierdziły dalsze prace nad projektem w Hammond. Jedna z rozważanych lokalizacji, teren Lost Marsh, została już oceniona jako możliwa do realizacji, natomiast klub analizuje również teren Wolf Lake Terminal.

Arlington Heights nadal pozostaje własnością Bears

Mimo wyraźnego zwrotu w stronę Indiany klub nie zrezygnował z posiadanej nieruchomości w Arlington Heights. Bears nadal są właścicielami terenu po dawnym torze wyścigowym Arlington Racecourse, który przez długi czas był wskazywany jako miejsce budowy nowego stadionu.

Przeprowadzka do Hammond oznaczałaby dla Bears opuszczenie Illinois, choć miasto znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie aglomeracji Chicago. Klub podkreśla jednak, że na tym etapie nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji.

Nowa ankieta może być więc sposobem na sprawdzenie, jak kibice zareagują na coraz bardziej konkretny scenariusz budowy stadionu po drugiej stronie granicy stanów.

 

Radni Chicago chcą wyjaśnień w sprawie kampanii z udziałem burmistrza Brandona Johnsona

0

Grupa radnych Chicago domaga się wyjaśnienia, w jaki sposób finansowana jest kampania promocyjna World Business Chicago, w której występuje burmistrz Brandon Johnson. Radni uważają, że część materiałów przypomina reklamy wyborcze i może budzić pytania o wykorzystywanie publicznych pieniędzy.

Radni chcą przesłuchania w sprawie kampanii

Materiały promocyjne World Business Chicago zostały po raz pierwszy opisane w ubiegłym tygodniu przez stację ABC7 Chicago. Kampania ma promować gospodarkę miasta oraz inwestycje realizowane w Chicago, jednak jej forma wzbudziła zastrzeżenia części radnych.

Kilku członków Rady Miasta zwróciło się do Komisji ds. Etyki i Nadzoru Rządowego o przeprowadzenie przesłuchania. Chcą ustalić między innymi, w jaki sposób organizacja wydaje środki publiczne oraz czy wykorzystanie wizerunku burmistrza w materiałach promocyjnych jest zgodne z obowiązującymi zasadami.

World Business Chicago jest organizacją zajmującą się promocją gospodarczą miasta i otrzymuje znaczącą część finansowania w formie dotacji miejskich i stanowych.

Kampania przypomina materiały wyborcze

Krytycy wskazują, że kampania pojawia się w szczególnym momencie – w Chicago rozpoczyna się okres przygotowań do kolejnych wyborów na burmistrza, a Brandon Johnson nie ogłosił jeszcze oficjalnie, czy będzie ubiegał się o reelekcję.

Część radnych uważa, że materiały promujące osiągnięcia miasta jednocześnie wzmacniają polityczny wizerunek Johnsona. Wcześniejsze doniesienia ABC7 wskazywały, że niektórzy radni oceniali kampanię jako bardzo podobną do przekazu wyborczego.

Biuro burmistrza nie skomentowało dotąd sprawy.

World Business Chicago broni swojej kampanii

World Business Chicago odrzuca zarzuty i przekonuje, że promocja Chicago oraz przedstawianie miliardów dolarów inwestycji realizowanych w mieście jest podstawowym elementem działalności organizacji.

Ostatecznie radni chcą jednak sprawdzić, czy publiczne finansowanie organizacji jest wykorzystywane wyłącznie do celów związanych z promocją gospodarczą miasta, czy też materiały mogą mieć charakter polityczny.

 

Dwie kolejne biełuchy zmarły w akwarium Shedd w Chicago

0

W środę w chicagowskim akwarium Shedd zmarły dwie kolejne biełuchy. To już trzeci przypadek śmierci takiego ssaka od rozpoczęcia międzynarodowej akcji ratunkowej, w ramach której zwierzęta przewożone są z zamkniętego kanadyjskiego parku wodnego Marineland.

Zmarły Rain i Beethoven

Jedną ze zmarłych biełuch była 20-letnia samica Rain, która została sprowadzona do Chicago w ramach akcji ratunkowej. Drugi był 34-letni Beethoven, samiec należący do stałego stada akwarium Shedd.

Przedstawiciele akwarium poinformowali, że w obu przypadkach natychmiast podjęto działania ratunkowe, jednak zwierząt nie udało się uratować.

Na razie nie wiadomo, czy śmierć Rain i Beethovena była ze sobą powiązana ani czy ma związek z wcześniejszymi problemami zdrowotnymi biełuch sprowadzonych z Kanady. Shedd prowadzi sekcje zwłok oraz dodatkowe badania, w tym analizy krwi, które mają pomóc ustalić przyczyny zgonów.

Tydzień wcześniej akwarium poinformowało o śmierci 23-letniej Peekachu, samicy przywiezionej z Marineland.

Dziesięć belug trafiło do Chicago

Shedd Aquarium uczestniczy w międzynarodowej akcji ratunkowej dotyczącej biełuch pozostałych w zamkniętym parku Marineland w Kanadzie. Po zamknięciu obiektu w ubiegłym roku w parku pozostało około 30 zwierząt, którym groziła eutanazja.

Władze Kanady zatwierdziły plan przewiezienia części biełuch do kilku ośrodków w Stanach Zjednoczonych oraz jednego w Hiszpanii. Do Shedd trafiło łącznie dziesięć zwierząt. Pierwsze cztery przywieziono pod koniec lipca, kolejne cztery na początku sierpnia, a ostatnie dwie 1 września.

Transport odbywał się przy udziale weterynarzy i opiekunów. Biełuchy były wyciągane ze swoich dotychczasowych zbiorników na specjalnych noszach i umieszczane w przystosowanych zbiornikach transportowych, które miały ograniczyć stres podczas podróży.

Akwarium monitoruje pozostałe zwierzęta

Po przewiezieniu do Chicago biełuchy zamieszkały w Abbott Oceanarium, którego zbiornik mieści około 3 milionów galonów wody. Część zwierząt wykazywała jednak oznaki problemów zdrowotnych.

Przed śmiercią Peekachu badania krwi wskazywały między innymi na odwodnienie i potrzebę dodatkowego leczenia. Weterynarze próbowali podać jej leki oraz płyny, jednak zwierzę zmarło.

Shedd podkreśla, że akcja ratunkowa była konieczna ze względu na trudną sytuację około 30 biełuch pozostających w Marineland. Akwarium zapewnia, że nadal będzie całodobowo monitorować stan zdrowia wszystkich zwierząt i zapewniać im opiekę weterynaryjną.

Przedstawiciele Shedd przyznają jednocześnie, że ustalenie dokładnych przyczyn ostatnich zgonów może potrwać. Niektóre informacje mogą być dostępne szybko, inne wymagają dodatkowych badań.

 

Zoe Ma rozpoczyna kampanię na burmistrza Chicago. To już 12 kandydatów

0

Zoe Ma oficjalnie rozpoczęła we wtorek kampanię wyborczą na burmistrza Chicago. Jest najnowszą osobą, która dołączyła do wyścigu o najwyższe stanowisko w mieście. Po jej zgłoszeniu liczba kandydatów wzrosła do 12.

Ma przedstawia się jako kandydatka o progresywnych poglądach. Zawodowo zajmuje się budową i zarządzaniem wielorodzinnymi budynkami z przystępnymi cenowo mieszkaniami.

Przejrzysty budżet, podatki i walka z ubóstwem

Wśród najważniejszych punktów jej programu znajdują się większa przejrzystość miejskiego budżetu i odpowiedzialność za wydawanie pieniędzy, reforma podatków od nieruchomości oraz działania mające ograniczyć ubóstwo wśród młodych mieszkańców Chicago.

Ma podkreśla również potrzebę większych inwestycji w południową i zachodnią część miasta. Jej zdaniem mieszkańcy tych dzielnic przez lata nie korzystali w wystarczającym stopniu z miejskich inwestycji.

Kandydatka zapowiada, że chce przedstawiać konkretne propozycje dotyczące wydawania pieniędzy publicznych i dokładniej śledzić, gdzie trafiają środki z miejskiego budżetu.

Zoe Ma chce rozszerzyć program gwarantowanego dochodu

Jednym z głównych postulatów kampanii Ma jest gwarantowany dochód dla mieszkańców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Kandydatka powołuje się na pilotażowy program uruchomiony w Chicago w 2022 roku za kadencji burmistrz Lori Lightfoot.

Jej zdaniem program pomógł części uczestników utrzymać mieszkania i regulować podstawowe rachunki. Ma uważa jednak, że jego rozszerzenie wymaga przede wszystkim zmiany priorytetów w miejskich wydatkach.

Kandydatka przekonuje, że nawet program obejmujący tysiąc osób przez rok byłby stosunkowo niewielkim obciążeniem dla budżetu Chicago. Jej zdaniem kluczowe pytanie brzmi więc nie tyle, czy miasto ma pieniądze, ale na co decyduje się je przeznaczać.

Imigrantka chce postawić na równe szanse

Zoe Ma podkreśla również swoją osobistą historię. Dorastała w Chinach w robotniczej rodzinie chińskich muzułmanów. W 1989 roku uczestniczyła w protestach na placu Tiananmen, które – jak sama wyjaśnia – były dla niej wyrazem sprzeciwu wobec narastających nierówności i korupcji.

Do Chicago przyjechała w 1994 roku na studia podyplomowe. Jak mówi, miasto szybko pokazało jej skalę nierówności społecznych.

We wtorek oficjalnie rozpoczęła kampanię w dzielnicy Bronzeville. Ma będzie musiała zmierzyć się między innymi z pytaniem, czym jej program będzie różnił się od propozycji innych kandydatów. Burmistrz Brandon Johnson nie ogłosił jeszcze, czy będzie ubiegał się o drugą kadencję.

 

Polski sukces? Tak, ale brak nam wiary we własne możliwości. Wywiad z byłym ekonomistą Banku Światowego dr. hab. Marcinem Piątkowskim

0

Dr hab. Marcin Piątkowski, były ekonomista Banku Światowego ocenił dla PAP, że Polska nie potrafi wystarczająco dobrze sprzedać swojego sukcesu na świecie. Dodał, że jeszcze 5 lat temu było trudne do wyobrażenia, to że zasiądziemy przy stole G-20.

Od ponad miesiąca PAP rozmawia z intelektualistami, ekspertami i publicystami z Europy o tym, jak postrzegany jest nasz kraj za granicą. Czy Polska może być przykładem dla innych krajów, a także w jaki sposób należy opowiadać o Polsce na świecie – tym razem PAP zapytała dra. hab. Marcina Piątkowskiego, prof. Akademii Leona Koźmińskiego, autora bestsellera „Złoty wiek. Jak Polska została europejskim liderem wzrostu i jaka czeka ją przyszłość” oraz byłego ekonomistę Banku Światowego ds. rozwoju sektora prywatnego w Chinach i Indiach.

PAP: Na zaproszenie polskiej ambasady w Brasilii wziął pan udział w środę w seminarium prestiżowej Getulio Vargas Foundation w Sao Paulo „Poland, a Global Leader in Economic Growth, as a Partner of Brazil, Latin America’s Largest Economy”. Czy promuje pan Polskę?

Dr hab. Marcin Piątkowski: Opowiadam o polskim modelu gospodarczym, o naszym sukcesie i o tym, co z niego wynika dla Brazylii. Gdybym był Brazylijczykiem i porównywał swój kraj z Polską, miałbym powody do zmartwienia. Otóż w 1990 roku poziom dochodu na mieszkańca w Polsce i Brazylii był taki sam, niemal co do dolara. Dziś u nas w Polsce jest ponad dwa razy wyższy niż w Brazylii, a do końca dekady Polacy będą 2,5 razy bogatsi. Staram się przekonać Brazylijczyków, by poszli naszą drogą. Polski model gospodarczy jest sprawdzony w praktyce. Uważam, że byłoby im go znacznie łatwiej naśladować niż np. model południowokoreański.

PAP: Co jest największą siłą Polski z perspektywy szeroko rozumianego świata?

M.P.: Na świecie o Polsce mówi się dziś więcej niż kiedyś, co bardzo mnie cieszy, bo od 20 lat jeżdżę po różnych krajach i opowiadam o tym, czego dokonaliśmy. Niestety, polski sukces gospodarczy jest wciąż najmniej znaną na świecie success story na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza. Cieszymy się z tego, że Polska trafia na okładkę „The Economist” czy „Daily Telegraph”, ale z moich podróży do Waszyngtonu, Pekinu czy New Delhi wynika, że globalne elity nie uświadamiają sobie tego, że możemy służyć innym przykładem.

Mamy powody, by się chwalić – w nieco ponad 30 lat przeszliśmy drogę od komunistycznego bankruta do gospodarki bogatszej od Japonii. Jeżdżąc po świecie, sam bądź na zaproszenie naszego MSZ, opowiadam o tym, dlaczego polski sukces jest wyjątkowy. Tłumaczę też, jakie lekcje z tego mogą wyciągnąć kraje G-20. Zakładam, że ten wątek znalazł się m.in. w wystąpieniach ministra finansów Andrzeja Domańskiego i szefa NBP Adama Glapińskiego, którzy byli niedawno na spotkaniu ministrów finansów w Asheville w Karolinie Północnej.

PAP: Minister Domański mówił w Asheville m.in. o tym, że Polska przeszła „od gospodarki centralnie planowanej wartej 60 mld dol. do gospodarki wolnorynkowej o wartości ponad 1 bln dolarów”.

M.P.: Przekaz o Polsce trzeba dostosować do specyfiki odbiorców. Brazylijczyków przekonywałem, że powinni skupić się na co najmniej trzech flarach naszego sukcesu, tj.: otwartości na świat, powszechnej edukacji i inkluzywności, czyli umożliwieniu osiągnięcia sukcesu w życiu całemu społeczeństwu. „Otwartość” jest kluczowa. Tymczasem Brazylia, podobnie jak Indie, to wciąż zamknięte, autarkiczne gospodarki. 38-mlnowa Polska eksportuje więcej niż prawie 220-milionowa Brazylia – w przeliczeniu na głowę mieszkańca aż siedem razy więcej.

To właśnie otwartość na handel stała się jednym ze źródeł naszego sukcesu, ale nie jedynym. Równie ważna jest otwartość na kapitał zagraniczny – na inwestycje. Polska jest championem w tej kategorii, a np. w Indiach inwestycje zagraniczne netto są bliskie zera.

Pod hasłem otwartość kryje się także przyjazne podejście do biznesu. Chodzi po pierwsze o to, aby założenie firmy było co do zasady szybkie, łatwe i przyjemne. A po drugie, żeby nikt nie przedstawiał nam propozycji nie do odrzucenia, jak już tą firmę założymy. Myślę np. o „propozycjach” przejęcia biznesu np. przez „zaprzyjaźnionego” z władzą oligarchę albo zagarnięcia naszej własności pod jakimś pretekstem przez państwo.

W Polsce, co do zasady, każdy może osiągnąć sukces, jeśli ma dobry pomysł na biznes, talent i trochę szczęścia. Na świecie takie historie są jednak wyjątkiem. W wielu krajach, w tym także tych z G-20, wciąż nie jest łatwo założyć firmę, bo elity nie chcą mieć konkurencji na otwartym rynku A, jeśli już komuś uda się rozwinąć biznes, to wcześniej czy później dostaje od elit propozycje w rodzaju: „Albo podzielisz się swoim biznesem, albo go stracisz”.

Idźmy dalej. Bez edukacyjnego boomu nie doszłoby do polskiego cudu gospodarczego. W 1990 roku tylko 10 proc. młodych Polaków szła na studia, a dekadę później już prawie 50 proc. Owszem, nie dorobiliśmy się Harvardu czy Massachusetts Institute of Technology i możemy sobie narzekać na jakość polskiej edukacji, ale w miarę niskim kosztem dajemy solidne wykształcenie wielu Polakom i to na każdym poziomie – od szkół średnich po uniwersytet (w roku akademickim 2024/25 studia wyższe skończyło 306,6 tys. osób – PAP). To wcale nie jest oczywistością w Brazylii, Indiach czy wielu innych krajach świata, gdzie jakość edukacji, zwłaszcza tej publicznej, jest niska. Co więcej, na wykształcenie może tam liczyć tylko bardzo wąska grupa młodych ludzi, często zresztą wywodzących się z elit. Na studia idzie dwa razy mniej Brazylijczyk niż Polaków. Brak szerokiego dostępu do dobrej jakości edukacji jest np. jednym z hamulców rozwoju Brazylii, kraju o stosunkowo niskiej wydajności, który chce oprzeć się na absorpcji zagranicznych technologii. Kto miałby bowiem wdrażać te technologie w życie?

W przypadku Brazylii nierówny dostęp do edukacji prowadzi to do jednego z najwyższych poziomów nierówności dochodowych na świecie. Owszem, przez ostatnie dwie dekady te nierówności spadały m.in. dzięki polityce prezydenta Inácio Luli da Silvy i jego programom socjalnym w rodzaju Bolsa Família, czyli brazylijskiemu odpowiednikowi 800 plus. Niestety wciąż są duże. I tak poziom nierówności mierzony wskaźnikiem Giniego (wskaźnik Giniego – miara nierówności społecznych i rozkładu dochodów w społeczeństwie) wynosi powyżej 50, podczas gdy w Polsce spadł poniżej 30 i jest niższy niż w Szwecji (im wyższa wartość wskaźnika, tym większe nierówności społeczne panują w danym kraju – PAP). Tam, gdzie nierówności dochodowe są wysokie, bardzo niska jest mobilność społeczna. Gdyby więc przysłowiowy Rafał Brzoska, nasz rodzimy miliarder urodzony niedaleko Raciborza, urodziłby się w Brazylii w „niewłaściwej”, bo biednej rodzinie, i miał „niewłaściwy” kolor skóry, jego szanse na sukces byłyby minimalne.

PAP: Polski sukces gospodarczy to część naszego soft power?

M.P.: Zdecydowanie tak, problem w tym, że nie potrafimy go jeszcze wystarczająco dobrze „sprzedać” na świecie. Po pierwsze musimy sami swój sukces zauważyć i docenić. Siedzimy przy stole G-20, więc nie przechodźmy nad tym sukcesem do porządku dziennego, bo jeszcze 5 lat temu było to trudne do wyobrażenia. Po drugie musimy mieć spójną i atrakcyjną opowieść o polskim sukcesie i jeździć z nią po świecie. To zadanie nie tylko dla rządu, ale także dla biznesu i przedstawicieli świata akademickiego.

Im więcej Polaków będzie się tym zajmować, tym lepiej. Nasi ekonomiści i eksperci nie powinni się ograniczać do komentowania wysokości składki zdrowotnej, VAT czy kształtu polskiego budżetu na przyszły rok. Byłoby dobrze, gdyby mieli jakieś poglądy na światową gospodarkę i prezentowali je jak najszerzej się da.

Z kolei rząd powinien mieć przygotowaną polską receptę dla świata w pigułce, np. trzy proste punkty do naśladowania. Ja proponuję, aby polski przekaz skrócić do trzech angielskich słów: prosperity, solidarity i security. Dobrobyt, bo oczywiście osiągnęliśmy ogromny gospodarczy sukces. Solidarność, bo co do zasady, udało nam podzielić naszym sukcesem z całym społeczeństwem – chociaż oczywiście nierównomiernie – solidarność oczywiście pięknie się nam kojarzy. A bezpieczeństwo, nie tylko militarne, ale również energetyczne czy technologiczne.

Nasz biznes mógłby być bardziej ambitny i nie ograniczać ekspansji do Francji, Rumunii czy Mołdawii, ale także (działać – PAP) na znacznie większych rynkach takich jak Brazylia czy Indie. Szczególnie tutaj w Brazylii jest dużo możliwości dla ekspansji polskiego biznesu.

PAP: Czy brak wiary Polaków we własne możliwości nie jest czasem jedną z największych słabością Polski?

M.P.: Myślę, że to problem pokoleniowy – młodsi Polacy są bardziej pewni siebie, ale zgoda – brakuje nam wiary we własne możliwości. Mówiąc obrazowo, nie potrafimy robić na świecie pozytywnej „ściemy” o Polsce. Moja rada? Mniej nieśmiałości, więcej dobrej ściemy! Mamy na to jedne z najmocniejszych argumentów na świecie.

Rozmawiał Jacek Pawlicki (PAP)

 

jap/ ugw/ amac/

Wątpliwości co do kandydatury byłego ministra w rządzie Tuska Macieja Berka na sędziego TK wyraża nie tylko opozycja, ale i eksperci

0

Kandydatura Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego to krok za daleko – ocenił rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Podkreślił, że kluczowym, otwartym pytaniem jest, czy spełnia on ustawowe wymogi do pełnienia takiej funkcji. Wątpliwości wyrażają przedstawiciele różnych środowisk – zaznaczył.

Sejm w piątek ma dokonać wyboru sędziego TK. Kandydatów jest dwóch: Maciej Berek zgłoszony przez KO i Artur Kotowski zgłoszony przez PiS. W czwartek kandydatury zaopiniuje sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka.

Rafał Leśkiewicz pytany w czwartek w Telewizji Republika o kandydaturę Berka powiedział, że kluczowym pytaniem w jej kontekście jest to, czy Berek spełnia ustawowe wymogi do zostania sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Jak dodał, jest to „otwarte pytanie”.

– Są wątpliwości zgłaszane przez różne osoby, w tym byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, przez organizacje pozarządowe zajmujące się ochroną prawa, więc te wątpliwości wyrażają przedstawiciele różnych środowisk – zauważył prezydencki minister. – Tu mówią wyraźnie: coś tu się nie spina, coś tu się nie zgadza. Panie premierze, to jest krok za daleko. Więc bez wątpienia, jest to krok za daleko – podkreślił Leśkiewicz.

Pytany, czy w razie zaakceptowania kandydatury Berka przez Sejm prezydent Karol Nawrocki będzie zastanawiał się nad przyjęciem od niego ślubowania Leśkiewicz zaznaczył, że będzie to decyzja prezydenta. – Kiedy podejmie tę decyzję, o tym powiemy – dodał.

Łącznie dziewięć fundacji zajmujących się m.in. praworządnością zaapelowało we wspólnym oświadczeniu do Macieja Berka o wycofanie kandydatury na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. „Apelujemy też do Sejmu, by wybrano kandydata, który daje rękojmię niezależności i apolityczności” – podkreślono w oświadczeniu opublikowanym 20 sierpnia. Pod krytycznym stanowiskiem ws. kandydatury Berka podpisały się: Helsińska Fundacja Praw Człowieka (HFPW), Instytut Spraw Publicznych, Forum Obywatelskiego Rozwoju, Fundacja Panoptykon, Fundacja dla Polski/Fundusz Obywatelski im. Ludwiki i Henryka Wujców, Fundacja im. Stefana Batorego, Fundacja Wolności, Lepsza Demokracja oraz Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Wątpliwości co do kandydatury Berka wyrazili publicznie także m.in. byli prezesi TK prof. Andrzej Zoll oraz Jerzy Stępień.

Zgodnie z ustawą z 2016 r. o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, „sędzią TK może zostać osoba, która wyróżnia się wiedzą prawniczą oraz spełnia wymagania niezbędne do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego lub sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego”.

Jak wynika z sejmowego druku, składający kandydaturę Berka posłowie klubu KO napisali, że były minister jest radcą prawnym wykonującym zawód od 2001 roku. Wskazali, że w latach 2022-2023 prowadził jednoosobową kancelarię radcy prawnego, a w pozostałym okresie wykonywał zawód radcy prawnego na podstawie umów cywilnoprawnych. „Jest radcą prawnym czynnie wykonującym zawód od 25 lat” – podkreślili posłowie klubu KO.

Maciej Berek pełnił funkcję ministra-członka Rady Ministrów i szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów od powołania obecnego gabinetu w grudniu 2023 r. W marcu 2025 r. stanął na czele powołanego w kancelarii premiera rządowego zespołu ds. deregulacji. Od tego czasu patronował przygotowywanym przez rząd projektom deregulacyjnym. W lipcu 2025 r., przy okazji rekonstrukcji rządu, został ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Premier postawił przed nim wówczas zadanie kontroli i rozliczania pracy ministrów.

W poprzednich latach Berek pełnił szereg funkcji w urzędach obsługujących konstytucyjne organy władzy publicznej. W latach 2007-2015 był prezesem RCL, a w latach 2008-2015 – sekretarzem Rady Ministrów. Był też dyrektorem generalnym Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, wicedyrektorem Departamentu Budżetu i Finansów oraz wicedyrektorem Departamentu Prawnego i Orzecznictwa Kontrolnego Najwyższej Izby Kontroli. Pełnił też funkcję dyrektora Centrum Informacyjnego Senatu. Przez dwie kadencje (w latach 2009-2017) był członkiem Głównej Komisji Orzekającej w Sprawach o Naruszenie Dyscypliny Finansów Publicznych.

Berek jest radcą prawnym, doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego; jest też ekspertem Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych. (PAP)

USA/ Dziennikarz skazany na dwa lata więzienia za działania na rzecz rządu Chin

0

Amerykański dziennikarz został skazany na dwa lata więzienia za działania w Stanach Zjednoczonych na rzecz chińskiego rządu – poinformowała w czwartek agencja AP, powołując się na ministerstwo obrony USA.

51-letni Thomas Weir Pauken II przyznał się do winy i nie zamierza odwoływać się od wyroku – powiedział jego adwokat Charles Burnham, dodając, że rząd USA przyznał, iż jego klient nie dostarczył Chińczykom żadnej tajnej informacji.

Paukena skazano również na 36 miesięcy nadzoru po wyjściu na wolność i zakaz podróżowania za granicę w tym czasie.

„Pauken zdradził swój kraj dla pieniędzy”, wspierając „działania chińskiego ministerstwa bezpieczeństwa państwowego poprzez rekrutację i zbieranie poufnych informacji” – oznajmił zastępca prokuratora generalnego USA ds. bezpieczeństwa narodowego John A. Eisenberg.

Pauken przeniósł się do Chin w 2010 r. i pracował jako dziennikarz dla kilku mediów chińskich, w tym dla państwowej telewizji CCTV. Ostatnio był edytorem w państwowej agencji prasowej Xinhua.

Według dokumentów sądowych od 2019 Pauken pracował pod zwierzchnictwem osób, o których wiedział, że pracują dla chińskiego rządu. Jedna z nich, określana pseudonimem „Cathy”, poprosiła go o rekrutowanie osób w celu dostarczania poufnych informacji.

Pauken został zatrzymany po powrocie do USA w styczniu zeszłego roku. Powiedział śledczym, że „Cathy” zwykle płaciła za jego wyjazdy do USA i często przelewała wynagrodzenie na konto bankowe jego żony. (PAP)

mw/ mal/

Strzelanina w apartamentowcu w Minneapolis; dwie osoby i sprawca nie żyją

0

Dwie osoby zginęły, a pięć zostało rannych w środowej strzelaninie w budynku mieszkalnym w centrum Minneapolis. Nie żyje też napastnik. Wśród rannych jest trzech policjantów. Według ustaleń stacji CBS News do zdarzenia doszło po tym, gdy podejrzany został tego samego dnia eksmitowany z wynajmowanego lokalu.

Jak relacjonuje CBS News, jedna osoba zginęła na miejscu, a druga zmarła po przewiezieniu do szpitala. Wewnątrz budynku postrzelonych zostało także trzech policjantów. Gubernator Minnesoty Tim Walz oświadczył, że oficerowie „powinni w pełni wrócić do zdrowia”. Dodatkowo dwóch mundurowych zostało rannych w wypadku radiowozu w drodze na interwencję.

Według źródeł CBS News, napastnik popełnił samobójstwo.

Prokurator generalny Minnesoty Keith Ellison określił zdarzenie jako „przerażające”.

Śledczy podkreślają, że oficjalny motyw sprawcy nie jest znany. Stacja ustaliła, że 35-letni sprawca otworzył ogień po tym, gdy zaledwie kilka godzin wcześniej został zmuszony do opuszczenia lokalu na mocy nakazu sądowego. Powodem eksmisji miały być powtarzające się groźby z użyciem broni wobec ochroniarza i jednego z mieszkańców.

Policja przekazała, że sprawca był znany organom ścigania i w przeszłości został skazany za przemoc domową, jednak nie potwierdziła jego personaliów.

Lokalne media podały, że to już co najmniej druga strzelanina z ofiarami śmiertelnymi w tym apartamentowcu w ciągu niespełna roku. Pod koniec września ubiegłego roku w tym samym miejscu zastrzelono dwóch mężczyzn, a sprawca tamtego ataku został aresztowany przez policję. (PAP)

krp/ mal/

Na globalnych rynkach ropa tanieje po 3-dniowych zwyżkach. Na polskich stacjach benzyna 95 podrożała w ciągu tygodnia średnio o 1,06 zł, ON o 0,88 zł

0

Notowania ropy naftowej na świecie w końcu spadają po serii zwyżek podczas poprzednich sesji. Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że ponowne ataki na Iran mogą być krótkotrwałe – podają maklerzy.

Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na X jest na NYMEX w Nowym Jorku po 89,93 USD – niżej o 1,19 proc.

Brent na ICE na X jest wyceniana po 94,29 USD za baryłkę, niżej o 1,40 proc. i po wzroście o ponad 8 proc. w ciągu poprzednich 3 sesji.

Ropa tanieje po tym, jak prezydent USA Donald Trump stwierdził, że ponowne ataki na Iran będą krótkotrwałe.

Donald Trump zapytany o to, jak długo USA będą prowadzić kampanię bombardowań Iranu powiedział: „Nie sądzę, żeby to trwało zbyt długo”, ale dodał, że USA są gotowe na kolejne uderzenia.

Prezydent USA powiedział, że „rozmontowano” cały nowy sprzęt do rozkładania min, które Iran próbował zamontować wzdłuż cieśniny Ormuz.

„Wczoraj w nocy przeprowadziliśmy bardzo silny atak i jesteśmy gotowi przeprowadzić kolejny, kiedy tylko zechcemy” – powiedział Donald Trump.

Wojsko amerykańskie przeprowadziło drugą rundę ataków na Iran w ciągu 3 dni, atakując systemy radarowe i instalacje do rozkładania min wzdłuż południowego wybrzeża Iranu.

Z kolei Iran odpowiedział ostrzałem dronów i rakiet na bazy amerykańskie – zgodnie ze „schematem” stosowanym w ciągu 6 miesięcy trwania wojny na Bliskim Wschodzie.

Stany Zjednoczone tymczasem przedłużają rozmieszczenie wojsk na Bliskim Wschodzie, aby utrzymać obecność 50 tys. swoich żołnierzy w regionie i dać Donaldowi Trumpowi „elastyczność” w wyborze opcji militarnych – podał „The Wall Street Journal”, powołując się na informacje anonimowych źródeł zbliżonych do sprawy.

Analitycy wskazują tymczasem, że wznowienie działań wojennych na Bliskim Wschodzie w ciągu ostatnich dni gwałtownie przerwało miesiąc „stonowanej” aktywności militarnej, w trakcie którego dostawy ropy naftowej z Zatoki Perskiej przez cieśninę Ormuz powróciły do poziomu mniej więcej o połowę mniejszego niż przed wojną w tym regionie.

Uważają, że jest jednak ryzyko, że poprawa transportu ropy przez ten szlak wodny zostanie ograniczona, co wpłynie na dostawy tego surowca oraz gazu ziemnego i innych towarów, co z kolei podniosłoby ceny energii i napędziło inflację.

„Walki na Bliskim Wschodzie ciągną się bez końca i bez widocznego zwycięzcy” – napisali w rynkowej nocie analitycy agencji Bloomberg.

Wskazali, że USA i Iran toczą przedłużającą się wojnę, będącą konsekwencją prawie półwiecza wrogości, i nic nie wskazuje na to, że konflikt może się wkrótce zakończyć.

Wojnę tę charakteryzują powtarzające się cykle walk, w których żadna ze stron nie jest w stanie odnieść zdecydowanego zwycięstwa, a rozmowy nie rozwiążą jednak na stałe podstawowych napięć – ocenili analitycy agencji Bloomberg.

Ich zdaniem konflikt na Bliskim Wschodzie prawdopodobnie będzie się utrzymywał, będzie miał charakter ciągły i będzie rozwiązywany za pomocą „chwiejnych zawieszeń” broni.

Analitycy agencji Bloomberg dodają, że przedłużające się wojny mają tendencje do rozszerzania się, zarówno geograficznie, jak i pod względem liczby walczących stron.

Do tego – jak wskazują – takie „rozrastające się” wojny z czasem stają się coraz bardziej „zakorzenione”, co utrudnia ich rozwiązanie w ramach działań dyplomatycznych.

Eksperci Bloomberga podkreślają, że zarówno Stany Zjednoczone, jak i Iran przyjęły strategie militarne, które mogą wprawdzie zapobiec porażce, ale nie przyniosą decydującego zwycięstwa.

USA mogą bombardować wyrzutnie rakiet, obiekty wojskowe i sieci dowodzenia Iranu, ale nie mogą zmusić władz w Teheranie do przyjęcia porozumienia. Iran z kolei nie może pokonać USA militarnie. (PAP Biznes)

e-petrol.pl: benzyna 95 podrożała w ciągu tygodnia średnio o 1,06 zł, ON o 88 gr

Powrót 23-proc. VAT na paliwa oznacza wysokie rachunki za tankowanie – ocenili w czwartek analitycy portalu e-petrol.pl. Podali, że średnia ogólnopolska cena benzyny 95 wzrosła w ciągu tygodnia o 1,06 zł do 7,63 zł za litr, a olej napędowy poszedł w górę o 88 groszy do 8,39 zł.

Poniedziałek 31 sierpnia był ostatnim dniem obowiązywania programu Ceny Paliwa Niżej (CPN), wprowadzonego na okres ostatnich tygodni wakacji szkolnych, czyli od 17 do 31 sierpnia. W ramach programu obniżono stawkę podatku VAT na niektóre paliwa, w szczególności benzyny i olej napędowy z 23 proc. do 8 proc. Równocześnie obowiązywały ceny maksymalne, ogłaszane przez Ministra Energii. Sprzedaż powyżej ceny maksymalnej była zagrożona karą do 1 mln zł.

Analitycy portalu wskazali, że koniec obowiązywania rządowego pakietu Ceny Paliwa Niżej (CPN) pomimo dalszej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i wyraźnego wzrostu cen ropy to bolesny cios w kierowców. „Powrót 23-procentowej stawki VAT na paliwa z dniem 1 września oznacza bowiem bardzo wysokie rachunki za tankowanie” – ocenili.

Z najnowszego badania stacji, zrealizowanego przez e-petrol.pl wynika, że średnia ogólnopolska cena benzyny 95 wzrosła w ciągu tygodnia o 1,06 zł i wynosi obecnie 7,63 zł za litr, a analogiczna cena oleju napędowego poszła w górę o 88 groszy do 8,39 zł. Na początku września znów potaniał natomiast autogaz – paliwo, którego ceny spadają konsekwentnie od końca kwietnia. Po 2-groszowej obniżce za litr autogazu kierowcy płacą 2,89 zł.

Popularna benzyna 95 z ceną 7,64 zł za litr jest najdroższa na Dolnym Śląsku, Kujawach i Pomorzu, Lubelszczyźnie, Mazowszu, Opolszczyźnie, Podlasiu, w Małopolsce i w województwie świętokrzyskim oraz łódzkim. Diesel oferowany średnio po 8,39 zł za litr kosztuje najwięcej również na Dolnym Śląsku, Kujawach i Pomorzu, Lubelszczyźnie, Mazowszu, Opolszczyźnie, Podlasiu oraz w województwach: łódzkim, lubuskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim. Za autogaz najwięcej płaci się w województwie zachodniopomorskim – 2,98 zł/l.

Analitycy zwrócili uwagę, że województwo pomorskie wyróżnia się natomiast najniższymi cenami benzyny i diesla, które wynoszą tam 7,54 i 7,89 zł za litr; tyle samo za benzynę płaci się też w Wielkopolsce. LPG z ceną 2,84 zł/l jest zaś najtańsze na Górnym Śląsku, Warmii i Mazurach oraz w województwie świętokrzyskim.

Minister energii Miłosz Motyka poinformował PAP w środę, że program Ceny Paliwa Niżej zakończył się, to już przeszłość i nie ma w tej chwili możliwości jego kontynuacji ze względu na „bardzo napięty” budżet państwa. – Na ten moment CPN to przeszłość, CKN – Ceny Karola Nawrockiego, to teraźniejszość. Gdyby pan prezydent podpisał ustawę (o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych), CPN by działał – powiedział Motyka.

Na początku sierpnia prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Wpływy z tej daniny miały sfinansować działania osłonowe na rynku paliw, czyli czasową obniżkę VAT i akcyzy w ramach programu CPN. Premier Donald Tusk określił wówczas sytuację mianem „CKN – Ceny Karola Nawrockiego”, w odróżnieniu od CPN.

Pierwsza odsłona pakietu CPN wprowadzona była pod koniec marca br. Był on odpowiedzią na gwałtownie rosnące ceny ropy w związku z konfliktem USA i Izraela z Iranem, który wybuchł 28 lutego. CPN obowiązywał do końca czerwca i obejmował przepisy, na mocy których stosowana była obniżona stawka VAT na benzynę i olej napędowy – oraz ustalana była cena maksymalna tych paliw na stacjach benzynowych. W ramach pakietu wprowadzono też czasową obniżkę akcyzy na paliwa, która obowiązywała do połowy czerwca.

Na początku tego tygodnia Ministerstwo Finansów poinformowało, że całkowity koszt programu CPN wyniósł około 5,2 mld zł, z czego 495 mln zł to koszt dotyczący okresu od 17 do 31 sierpnia br. (PAP)

 

pad/ mow/

Incydent w Lipsku: Ławrow ogłosił zamknięcie niemieckiego Instytutu Goethego w Rosji

0

Rosyjski rząd zamyka Instytut Goethego w Rosji – poinformował w czwartek szef dyplomacji tego kraju Siergiej Ławrow. Jak powiedział agencji Interfax, zamknięcie niemieckiej placówki kulturalnej jest reakcją na zapowiedziane przez rząd RFN zamknięcie Rosyjskiego Domu w Berlinie.

We wtorek minister spraw wewnętrznych Niemiec Alexander Dobrindt oświadczył, że to Rosja odpowiada za sierpniowy incydent z dronem i ładunkiem wybuchowym na lotnisku w Lipsku, a szef niemieckiej dyplomacji Johann Wadephul poinformował, że w odpowiedzi rząd RFN zamknie konsulat generalny Rosji w Bonn i ośrodek kulturalny Rosyjski Dom w Berlinie.

Przywódca Rosji Władimir Putin odrzucił we wtorek oskarżenia Berlina i oskarżył Niemcy o sfabrykowanie dowodów w celu obarczenia Moskwy odpowiedzialnością za incydent w Lipsku. Dzień później wiceszef rosyjskiego MSZ Aleksandr Gruszko zapowiedział, że Rosja „wkrótce” odpowie na decyzję o zamknięciu konsulatu w Bonn – podał Reuters.

W środę rosyjskie MSZ wezwało charge d’affaires ambasady Niemiec w Moskwie, by zaprotestować przeciwko działaniom podjętym przez Berlin po znalezieniu drona z materiałami wybuchowymi na lotnisku w Lipsku. Moskwa zaprzecza, by miała związek z tym incydentem.

W nocy z 4 na 5 sierpnia w pobliżu lotniska w Lipsku na wschodzie Niemiec samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem. Samolot przekierowano do Hanoweru, gdzie stwierdzono jego niewielkie uszkodzenia. Krótko wcześniej lipskie lotnisko wstrzymało działalność z powodu znalezienia na płycie, przy ukraińskim samolocie transportowym Antonow, drona z detonatorem oraz materiałów wybuchowych.

Pierwszą placówkę Instytutu Goethego w Rosji otwarto w Moskwie w 1992 roku, wkrótce po rozpadzie Związku Radzieckiego. Obecnie placówka działa również w Petersburgu i Jekaterynburgu.

Rosja już wcześniej zamykała zagraniczne instytucje kulturalne w następstwie sporów dyplomatycznych. W 2018 roku, w czasie napięć w stosunkach z Wielką Brytanią, nakazała zakończenie działalności British Council w kraju. (PAP)

Most DuSable Lake Shore Drive w Chicago zablokował się podczas upałów. Wcześniej uznano go za wadliwy konstrukcyjnie

0

Ekstremalne upały doprowadziły w środę do poważnych utrudnień na DuSable Lake Shore Drive w Chicago. Most nad rzeką Chicago, w pobliżu Grand Avenue, zablokował się podczas planowanego podnoszenia. Z miejskich i stanowych dokumentów wynika, że konstrukcja już wcześniej była oceniana jako wymagająca pilnych napraw.

Most rozszerzył się pod wpływem wysokiej temperatury

Do problemów doszło podczas planowanego podnoszenia mostu. Wysoka temperatura spowodowała rozszerzenie stalowych elementów konstrukcji, przez co nie można było prawidłowo zamknąć obu części mostu.

Przez kilka godzin na DuSable Lake Shore Drive tworzyły się poważne korki. Strażacy oraz pracownicy miejskiego Biura Zarządzania Kryzysowego schładzali konstrukcję wodą, aby umożliwić ponowne zamknięcie mostu.

Według profesora inżynierii lądowej Bassema Andrawesa z University of Illinois ekstremalne temperatury spowodowały nadmierne rozszerzenie jednej części konstrukcji względem drugiej. W efekcie obie części nie mogły ponownie prawidłowo się połączyć.

Raport z 2024 roku wskazywał na zły stan konstrukcji

Problemy z mostem pojawiły się mimo tego, że jego stan techniczny już wcześniej budził poważne zastrzeżenia. Raport z inspekcji przeprowadzonej we wrześniu 2024 roku określił konstrukcję jako „wadliwą konstrukcyjnie” oraz „przestarzałą funkcjonalnie”.

Most otrzymał również najniższą kategorię oceny konstrukcyjnej oraz został zakwalifikowany do grupy obiektów wymagających napraw o wysokim priorytecie.

Ekspert ds. transportu z DePaul University Joseph Schwieterman uważa, że wcześniejsze problemy konstrukcyjne mogły przyczynić się do środowej awarii. Jego zdaniem stara konstrukcja i problemy z odpowiednimi odstępami między elementami mostu, w połączeniu z ekstremalnymi temperaturami, mogły doprowadzić do sytuacji, w której mechanizm nie był w stanie prawidłowo zadziałać.

Jednocześnie raport podkreślał, że określenie mostu jako „wadliwego” nie oznacza automatycznie, że konstrukcji grozi zawalenie lub że jest ona bezpośrednim zagrożeniem dla kierowców.

Most zostanie ponownie skontrolowany

Miejski Departament Transportu Chicago (CDOT) informuje, że prace na moście były prowadzone od lutego do maja 2024 roku. Kilka miesięcy później inspekcja wykazała jednak pogarszający się stan konstrukcji.

Obecnie miasto planuje przeprowadzenie kolejnej kontroli mostu.

W środę komisarz CDOT William Cheaks nie był dostępny, aby wyjaśnić, dlaczego podnoszenie mostu zaplanowano w czasie wyjątkowo wysokich temperatur i mimo wcześniejszych problemów wskazywanych w dokumentacji.

Podobne problemy związane z rozszerzalnością konstrukcji podczas upałów wystąpiły tego samego dnia również na innym moście w Chicago – nad rzeką Calumet.

 

Ognisko odry w Illinois. Służby zdrowia apelują o szczepienia

0

Władze służby zdrowia w Illinois apelują do mieszkańców o sprawdzenie statusu szczepień przeciwko odrze. Powodem jest ognisko choroby we wschodniej części stanu. W powiecie Douglas potwierdzono co najmniej cztery przypadki odry powiązane ze wspólnym źródłem zakażenia.

Cztery przypadki odry w powiecie Douglas

Ognisko występuje w powiecie Douglas, położonym na południe od powiatów Champaign i Vermilion. Ponieważ wszystkie cztery potwierdzone przypadki są ze sobą powiązane, Illinois Department of Public Health (IDPH) zaklasyfikował sytuację jako ognisko epidemiczne.

Departament zachęca mieszkańców Illinois do upewnienia się, że ich szczepienia MMR przeciwko odrze, śwince i różyczce są aktualne. Według danych przywoływanych przez IDPH dwie dawki szczepionki zapewniają około 97 procent skuteczności w zapobieganiu zachorowaniu na odrę.

Dyrektor IDPH, dr Sameer Vohra, podkreślił, że stosunkowo wysoki poziom wyszczepienia mieszkańców Illinois zapewnia ochronę dużej części populacji. Jednocześnie zwrócił uwagę, że w niektórych regionach odsetek zaszczepionych jest niższy, co zwiększa ryzyko rozprzestrzeniania się choroby.

Odra ponownie pojawia się w Stanach Zjednoczonych

Według danych Centers for Disease Control and Prevention (CDC) odra może łatwo przenosić się drogą powietrzną, między innymi podczas kaszlu i kichania osoby zakażonej. Do zakażenia może również dojść poprzez bezpośredni kontakt z wydzielinami z nosa lub gardła.

W 2000 roku odra została uznana w Stanach Zjednoczonych za chorobę wyeliminowaną. W ostatnich latach liczba zachorowań ponownie jednak rośnie, co wiązane jest między innymi ze spadkiem poziomu szczepień w niektórych społecznościach.

Według IDPH w 2026 roku w Illinois potwierdzono dotychczas dziewięć przypadków odry.

Jak rozpoznać objawy odry?

Do typowych objawów odry należą wysoka gorączka, kaszel, katar oraz zaczerwienienie oczu. Charakterystyczna wysypka pojawia się zwykle najpierw na głowie, a następnie rozprzestrzenia się na kolejne części ciała. Może utrzymywać się przez co najmniej trzy dni.

Służby zdrowia zalecają mieszkańcom sprawdzenie, czy ich szczepienia MMR są aktualne, szczególnie w związku z pojawieniem się nowego ogniska choroby w Illinois.