Michigan, kolebka motoryzacji w USA, zmaga się ze zmianami na rynku pracy, automatyzacją i przekształceniami łańcuchów dostaw. Wpływ na tę branżę mają też cła wprowadzone przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. Opinie na temat ich skutków są podzielone.
Branża motoryzacyjna w USA mierzy się ze skutkami ceł od początku 2025 r., kiedy administracja prezydenta nałożyła taryfy na towary importowane z wielu krajów, w tym z Kanady. W poniedziałek agencja Reutera podała, że Waszyngton i Ontario pracują nad porozumieniem, które złagodziłoby amerykańskie cła, w tym taryfy na kanadyjską stal i samochody, sięgające odpowiednio 50 proc. i 25 proc.
Brian Pannebecker, który na początku października został mianowany specjalnym wysłannikiem prezydenta USA ds. pracowników przemysłu motoryzacyjnego, przekonywał w rozmowie z PAP, że „cła Trumpa obowiązują od niewiele ponad roku, a już obserwujemy powrót ogromnej liczby miejsc pracy w przemyśle motoryzacyjnym”. Dane nie potwierdzają jednoznacznie, że cła już doprowadziły do wzrostu zatrudnienia w amerykańskim przemyśle motoryzacyjnym.
– Powstają nowe zakłady albo produkcja jest przenoszona z powrotem do USA z Meksyku i innych krajów, w których wcześniej produkowano samochody przeznaczone na amerykański rynek. Powstaje również pierwszy w historii zakład produkcyjny Audi w USA – wyliczał były wieloletni pracownik sektora motoryzacyjnego i założyciel grupy Auto Workers for Trump.
W miniony weekend na jednym z wieców przed wyborami do Kongresu Trump ogłosił, że firma Audi planuje zbudować zakład w Georgii. Przedsiębiorstwo podało, że inwestycja o wartości ok. 4 mld dolarów ma stworzyć około 4,5 tys. miejsc pracy. Rozpoczęcie budowy zaplanowano na 2027 r., natomiast uruchomienie produkcji – na początek lat 30.
Jak napisał w czwartek „Wall Street Journal”, powołując się na źródła, w ostatnich tygodniach przedstawiciele kierownictwa Audi zabiegali w Waszyngtonie o złagodzenie ceł. Administracja Trumpa obiecała ulgi dla producentów samochodów, którzy zobowiążą się do zwiększenia produkcji w USA. Szczegóły programu są nadal opracowywane.
– Dopóki Republikanie będą u władzy, możemy być spokojni, że przemysł motoryzacyjny będzie nadal się rozwijał i rozbudowywał – zapewniał w rozmowie z PAP Pannebecker, który w niedzielę wystąpił na scenie razem z Trumpem podczas wiecu wyborczego w sąsiadującym z Kanadą stanie Michigan.
Inaczej na sytuację w branży patrzy John Austin, ekspert zajmujący się transformacją gospodarczą Michigan. – Trump obiecywał wzmocnienie gospodarki i przywrócenie miejsc pracy. Dzięki temu dwukrotnie zdobył głosy wyborców niezdecydowanych, w tym przedstawicieli białej klasy pracującej oraz części Latynosów i innych grup, którzy ciężko pracowali, ale nie widzieli poprawy swojej sytuacji. Tymczasem jego polityka przynosi dokładnie odwrotne skutki. Nakładając cła na Kanadę i wszystkich naszych partnerów handlowych, niszczy bazę produkcyjną – ocenił ekspert w rozmowie z PAP.
– W dzisiejszych czasach praktycznie nie istnieje coś takiego jak samochód wyprodukowany wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Korzystamy z części i materiałów pochodzących z całego świata, zwłaszcza z Kanady i Meksyku, ale także z Niemiec i coraz częściej z krajów położonych jeszcze dalej na wschód – wymieniał.
Austin zwrócił uwagę, że przemysł motoryzacyjny zmienia się pod wpływem automatyzacji. Jak zaznaczył, podczas gdy dawniej duży zakład samochodowy mógł zatrudniać 5 tys. osób, dziś podobną pracę może wykonywać 400. Rośnie zapotrzebowanie na specjalistów z zakresu inżynierii, projektowania i programowania, a część prac wymagających niższych kwalifikacji przenoszona jest za granicę.
Według niego region jest zbyt uzależniony od sektora motoryzacyjnego. Jak zauważył, niektóre inne stany Środkowego Zachodu USA bardziej zróżnicowały swoje gospodarki, rozwijając m.in. nowoczesne sektory technologiczne. Zdaniem Austina region potrzebuje inwestycji w badania i rozwój nowych technologii oraz innowacyjnych produktów.
– Kiedy ten stan był bogaty i potężny, oferował mnóstwo dobrze płatnych miejsc pracy na liniach montażowych, niewymagających wysokiego wykształcenia. Gospodarka opierała się na sieci małych, średnich i dużych miast przemysłowych rozsianych po całym stanie. Dzisiaj gospodarka wygląda inaczej. Większość tych miast podupadła, (…) stopniowo tracą mieszkańców. Wielu dawnych, dużych pracodawców całkowicie zniknęło albo znacznie ograniczyło działalność – wymieniał.
Jak dodał, dobrym przykładem jest miasto Flint, gdzie powstał koncern General Motors. W czasach świetności firma zatrudniała tam 70 tysięcy osób, a samo miasto liczyło prawie 200 tysięcy mieszkańców. – Dziś General Motors zatrudnia w tym miejscu już tylko 7 tysięcy osób. To właśnie takie społeczności mają największe problemy. Szczególnie biała klasa pracująca jest tam rozgoryczona i czuje się wyobcowana. Właśnie w tych miejscach rosło poparcie dla Trumpa – powiedział PAP ekspert.
– Istnieją dwa Michigany i dwa Środkowe Zachody. Istnieje niewielka grupa społeczności, które dobrze prosperują w nowej, zglobalizowanej gospodarce opartej na wiedzy i zaawansowanych technologiach. Jednocześnie wiele dawnych małych i średnich miast przemysłowych utraciło swoich głównych pracodawców i zmaga się z trudnościami – podsumował ekspert.
Według danych władz Michigan w 2025 r. przemysł wytwórczy zatrudniał ok. 583 tys. osób, czyli ponad 15 proc. pracowników sektora prywatnego. W latach 2018–2025 zatrudnienie w przemyśle wytwórczym spadło o 7,1 proc., podczas gdy w całej gospodarce stanu wzrosło o 1 proc. Po pandemicznym załamaniu zatrudnienie w przemyśle nie wróciło do poziomu sprzed 2020 r. i od 2023 r. spadało każdego roku.