Ekspertka: Miliarderzy coraz bardziej sterują kampanią wyborczą, kandydaci są jak pasażerowie

Popularne

Ogromne wpłaty na kampanie wyborcze w USA superbogatych darczyńców sprawiają, że to miliarderzy w dużej mierze sterują kampanią wyborczą, a sami kandydaci są niemal jak pasażerowie – powiedziała w rozmowie z PAP specjalistka od marketingu politycznego Stephanie Grasmick związana z Demokratami. Nowymi graczami w kampanii są firmy AI czy hazardowe.

Choć do wtorkowych wyborów do Kongresu wciąż zostało kilka intensywnych dni – wypełnionych wiecami i reklamami politycznymi we wszelkich możliwych formach – obecna kampania wyborcza w USA już pobiła rekord pod względem wydanych na nią pieniędzy.

Kampanie podczas wyborów prezydenckich są zwykle kosztowniejsze od tych prowadzonych podczas wyborów w połowie kadencji prezydenta. Mimo tego rekordowe kwoty wydane na reklamy wyborcze w 2024 r. zostały już pobite w tym roku – wynika z danych firmy AdImpact. Łączne wydatki na reklamy i ich rezerwacje w obecnym cyklu przekroczyły 11,2 mld dolarów.

Te ogromne sumy to skutek m.in. stałego wzrostu roli tzw. megadarczyńców, czyli miliarderów wydających fortuny na kampanie. Tak jak w poprzednim cyklu, czołowym sponsorem kampanii jest najbogatszy człowiek świata Elon Musk, który według ostatnich dostępnych danych wydał ponad 750 mln dol. Nieco mniejsi megadarczyńcy wspierają też Demokratów, w tym m.in. były burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg czy George Soros.

Pieniądze miliarderów w większości płyną nie do partyjnych komitetów wyborczych, lecz do formalnie niezależnych, lecz sprzymierzonych komitetów, zwanych Super PAC-ami.

Te struktury pozwalają na zbieranie nieograniczonych kwot i często są kontrolowane przez samych miliarderów. Prawo zabrania przy tym koordynacji Super PAC-ów z kandydatami i partiami. Wszystko jest konsekwencją wyroku Sądu Najwyższego z 2010 r. w sprawie Citizens United kontra FEC. Decyzja ta zwiększyła też rolę „dark money”, czyli pieniędzy przepuszczanych przez organizacje non-profit, które nie muszą ujawniać darczyńców. W rezultacie wielu rzeczywistych darczyńców pozostaje anonimowych dla wyborców.

Trend ten od dawna budzi niepokój – również wśród tych, którzy korzystają na rosnących kwotach wydawanych na reklamy wyborcze. Jak powiedziała Stephanie Grasmick, partnerka w Rising Tide Interactive, jednej z największych firm reklamy cyfrowej współpracującej z Demokratami, wpływ megadarczyńców i Super PAC-ów rodzi pytania, kto w istocie kieruje kampaniami wyborczymi.

W rozmowie z PAP zaznaczyła, że kandydaci finansowani przez miliarderów są niemal „pasażerami” kampanii prowadzonych przez superbogaczy.

– Większość wydatków w tych wyborach nie jest faktycznie kontrolowana przez kandydatów, więc to nie oni tak naprawdę kierują przekazem ani strategią kampanii. Oni są pasażerami, a to fundatorzy prowadzą autobus – skomentowała. – Rodzi to pytania o odpowiedzialność kandydatów, zwłaszcza jeśli niektórzy z tych finansowanych przez miliarderów kandydatów wygrają. Wobec kogo będą się czuli zobowiązani? Czyje interesy będą reprezentować? – pytała specjalistka.

Choć miliarderzy aktywni są po obu stronach kampanii, Demokraci w ocenie Grasmick mają przewagę w postaci rozbudowanej sieci drobnych darczyńców, podczas gdy drobne wpłaty po stronie Republikanów trafiają niemal wyłącznie do Donalda Trumpa i jego Super PAC-u. To ma pewne znaczenie, bo prawo gwarantuje kandydatom i partiom najniższe stawki za reklamę w telewizji naziemnej.

Pytana, dlaczego darczyńcy wydają coraz więcej, wskazała m.in. na zbliżające się kluczowe decyzje Kongresu w sprawie regulacji AI i kryptowalut.

– Przepisy, które zostaną napisane w ciągu najbliższych pięciu lat, wyznaczą kurs na następne 50 – oceniła.

Oprócz miliarderów coraz większymi graczami w kampaniach wyborczych są z tego powodu firmy AI, firmy hazardowe oraz kryptowalutowe. W ocenie Grasmick branże te rozkładają swoje donacje mniej więcej po równo między obie partie, by zapewnić sobie wpływ na decyzje Kongresu niezależnie od tego, kto wygra. Zaznaczyła też, że w przypadku firm AI, były one szczególnie aktywne w prawyborach Demokratów, opowiadając się za kandydatami umiarkowanymi przeciwko lewicowym zwolennikom większych regulacji.

Według Grasmick potężne wydatki na kampanie, w których przewagę w tym roku mają Republikanie, mają jednak ograniczony wpływ na wynik wyborów. Dodała, że te fundusze mają znaczenie zwłaszcza w mniej medialnych pojedynkach, ale w wielu z nich obowiązuje logika wyścigu zbrojeń:

– Kiedy jedna strona widzi przewagę drugiej, musi ją nadrobić. W efekcie ostateczny efekt jest niewielki – oceniła. – Ogólnie rzecz biorąc, firmy (finansujące kampanie) w mniejszym stopniu próbują przesądzić o wyniku, a bardziej go przewidzieć i znaleźć się po właściwej stronie – oceniła.

Zdaniem rozmówczyni PAP napływ pieniędzy z zewnątrz sprawił też, że kampania jest bardziej negatywna, bo niezależne komitety mogą sobie pozwolić na ostrzejszy ton niż sami kandydaci. Jak jednak zaznaczyła, takie spoty działają tylko wtedy, gdy odwołują się do obaw, które wyborcy już mają, np. wobec kosztów życia, cen energii czy centrów danych. Te oparte na nastrojach, których ludzie nie podzielają, są zwykle nieskuteczne i wywołują sprzeciw.

Ekspertka opisała też, jak precyzyjne stało się targetowanie reklam, m.in. w serwisach streamingowych. Kampanie mogą dopasować listy wyborców z rejestrów – np. osób, które głosowały w trzech z ostatnich czterech prawyborów – do konkretnych urządzeń i kont użytkowników za pośrednictwem brokerów danych, firm takich jak LiveRamp.

W kampaniach mobilizacyjnych pozwala to np. wyświetlić spot przypominający odbiorcy, w których wyborach głosował, a w których nie. Zaznaczyła jednak, że różne platformy mają różne zasady dotyczące targetowania reklam pod poszczególnych wyborców.

Pytana o rolę Trumpa w wyborach, Grasmick oceniła, że jego „magia” działała dotąd tylko wtedy, gdy sam był na karcie wyborczej, a energia wyborcza może nie przenieść się na kandydatów w wyborach do Kongresu czy władz stanowych.

Za wymowne uznała, że w ostatnim tygodniu kampanii prezydent odwiedza mocno republikańskie stany, takie jak Missisipi, Teksas i Kansas. Przyznała jednak, że w Teksasie i Kansas mobilizacja jego zwolenników może sprawić, że wyniki będą inne, niż się oczekuje.

Mimo że niepopularność Trumpa – zwłaszcza przez wojnę z Iranem i spowodowany przez nią wzrost cen – daje znaczną przewagę Demokratom w nadchodzących wyborach, sondaże wskazują jednocześnie, że Partia Demokratyczna również nie cieszy się dobrą reputacją wśród wyborców.

Według Grasmick, nie musi to wpływać na wynik przy urnach. Podkreśliła, że kandydaci partii od dziesięcioleci stosują tę samą strategię: startując jako indywidualni kandydaci, a nie jako politycy partii.

– Tu w grę wchodzi stara zasada: nikt nie lubi Kongresu, ale wszyscy lubią swojego kongresmena – powiedziała.

Mimo to – i mimo sondaży sugerujących przejęcie kontroli nad obiema izbami Kongresu przez opozycję – Grasmick przyznaje, że nie spodziewa się zwycięstwa jej partii w Senacie. Zwróciła uwagę, że niemal wszystkie kluczowe dla rozstrzygnięć w Senacie wyścigi są w mocno republikańskich stanach.

Do sondaży zaś podchodzi z dystansem, bo – jak tłumaczy – połowa sondażu to modelowanie składu elektoratu, co w stanach takich jak Teksas jest bardzo trudne.

– Pamiętam, jak Demokraci byli pewni, że wygrają w Teksasie w 2014. I w 2018. I w 2022. Nie wygrali ani razu, więc w końcu traci się nadzieję – powiedziała.

W wyborach 3 listopada Amerykanie wybiorą wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów i 35 ze 100 senatorów. Republikanie kontrolują obecnie obie izby Kongresu, w Senacie mają 53 ze 100 mandatów.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane