Styczniowa katastrofa lotnicza w Waszyngtonie, kiedy doszło do zderzenia w powietrzu helikoptera i samolotu pasażerskiego, każe zastanowić się nad bezpieczeństwem podróży lotniczych. Powody do zmartwień mogą mieć latający z i lądujący na chicagowskich lotniskach, które uważane są za jedne z najbardziej zatłoczonych.
Specjaliści informują, że każdego dnia na O’Hare i Midway obsługiwane są setki lotów. Przy takim natężeniu ruchu w powietrzu nietrudno o sytuacje na granicy ryzyka. Z danych pozyskanych przez dziennikarzy jednej ze stacji telewizyjnych wynika, że na przestrzeni ostatnich 10 lat, odnotowano szereg potencjalnie niebezpiecznych zdarzeń, które mogły doprowadzić do katastrofy.
Z raportów kontrolerów lotów i załóg samolotów wynika, że w przeciągu ostatnich lat było 12 przypadków bliskiego kontaktu statków powietrznych w pobliżu O’Hare i 7 w okolicach Midway. Jedna z opisywanych sytuacji miała miejsce kiedy pasażerki Boeing 737 i niewielka Cessna znajdowały się w odległości zaledwie kilkuset stóp od siebie.
Zdaniem eksperta branży lotniczej, Henry’ego Krakowskiego, nie ma powodów do obaw. Jak przyznał w rozmowie z dziennikarzami, biorąc pod uwagę natężenie ruchu na chicagowskich lotniskach, raportów stwierdzających niebezpieczne sytuacje jest stosunkowo niedużo.