Większość myśli prezydenta USA Donalda Trumpa zaprzątają budowy, remonty, upiększenia Waszyngtonu i sposoby upamiętniania własnej osoby – uważa Maggie Haberman, autorka książek o amerykańskim przywódcy.
Trump poświęca ogromną ilość energii „projektom renowacyjnym, upiększającym okolice Waszyngtonu, upamiętnieniom własnej osoby” – powiedziała Haberman w czwartkowej rozmowie z serii „Bedind the Curtain” serwisu Axios.
– W historii Stanów Zjednoczonych nie ma precedensu sytuacji, w której urzędujący prezydent sam inicjowałby tego rodzaju przedsięwzięcia, nadając im swoje imię. Właściwie jest wręcz przeciwnie. Byli prezydenci sprzeciwiali się budowie pomników ku swojej czci, ponieważ to naprawdę nie jest zgodne z tradycją USA – oceniła dziennikarka, która razem z Jonathanem Swanem napisała wydaną niedawno książkę „Regime Change: Inside the Imperial Presidency of Donald Trump” („Zmiana reżimu. Wewnątrz imperialnej prezydentury Donalda Trumpa”).
Haberman zaznaczyła, że Trump poświęca dużo uwagi m.in. budowie łuku triumfalnego pod Waszyngtonem. Podczas jednej z rozmów telefonicznych z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem miał wypytywać go o paryski Łuk Triumfalny. Kolejne projekty zaprzątające myśli prezydenta, to budowa sali balowej przy Białym Domu, lądowiska dla helikopterów, przebudowa pola golfowego nad rzeką Potomak, dodanie swojego nazwiska do waszyngtońskiego centrum koncertowego Kennedy Center (nazwisko już usunięto z elewacji zgodnie z decyzją sądu) czy remont Reflecting Pool. Dziennikarka szacuje, że ok. 70 proc. myśli prezydenta poświęconych jest projektom dotyczącym remontów i budowy.
Dziennikarka gazety „New York Times” wspominała wywiad z prezydentem w Gabinecie Owalnym, przeprowadzony razem ze Swanem w marcu, 17. dnia wojny USA przeciwko Iranowi.
– Więc wchodzimy do Gabinetu Owalnego, naprawdę nie wiem, jak to opisać, ale to wręcz atak na zmysły, bo wszędzie jest tak dużo złota. To jak wejście do pudełka z biżuterią. Trump wchodzi bocznymi drzwiami (…), jest niezwykle uprzejmy. I można by pomyśleć, że 17. dnia wojny miałby przed sobą mapy Bliskiego Wschodu albo mapy pokazujące rozmieszczenie wojsk. Tymczasem podnosi zdjęcia, a na nich są klony. I mówi: wybieram klony do Białego Domu. Jestem dobry w wybieraniu drzew. To oczywiście parafraza, ale mniej więcej właśnie to powiedział. Pod tymi zdjęciami znajdowały się projekty sali balowej. I zaczyna nam opowiadać o kolumnach (Białego Domu) — o tym, że niektóre z nich nawiązują do Rzymu, a inne, po drugiej stronie, do Aten – wspominała dziennikarka.
– I tak wyglądało pierwsze 15 minut z godziny, którą mieliśmy. W końcu udało nam się skierować rozmowę w stronę pytań dotyczących naszej książki oraz jego poglądów na temat władzy prezydenckiej – dodała.
– Było bardzo jasne, czym zajęty był jego umysł, kiedy tam byliśmy i czym zdecydowanie się nie zajmował. Wojna nie była tym, o czym chciał rozmawiać. Nie chciał też specjalnie rozmawiać o konkretnych kwestiach politycznych. Chciał przedstawiać siebie jako człowieka, który odnosi zwycięstwa, i chciał nam pokazać, jak przekształcił Waszyngton – opowiadała korespondentka przy Białym Domu.
Zaznaczyła, że „kiedy mówimy o dziedzictwie prezydentów, zwykle rozumiemy je w kategoriach ustawodawstwa i dokonań legislacyjnych”. – A Trump patrzy na fizyczne budowle opatrzone swoim nazwiskiem. I właśnie na tym polega jego sposób myślenia: co można po sobie zostawić, czego nie da się usunąć, kiedy już go nie będzie? – uważa Haberman.
– To człowiek, który prowadził rodzinny biznes, zbudował kilka budynków, umieszczał na budynkach swoje nazwisko. Interesują go rzeczy, które można zobaczyć i dotknąć – kontynuowała.
Zdaniem Haberman Trump uważa się za kogoś, „kto zapisze się w historii wielkimi literami i właśnie na tym się koncentruje”. – Myślę też, że uważa, iż bardzo wiele wycierpiał. Zresztą nawet nie próbuje tego ukrywać. I że teraz nadszedł dla niego czas swoistej rekompensaty za to wszystko – podsumowała.
W lipcu Trump ocenił, że Haberman, która od lat zajmuje się Białym Domem, przedstawia go „w fałszywy sposób”. „Jej książka to żart! W 90 proc. to fake news. Utrzymuje się dzięki swojemu nierzetelnemu dziennikarstwu i zapłaci za to, gdy nasz wielomiliardowy pozew przeciwko podupadającemu »New York Times’owi« trafi do sądu, co nie powinno potrwać długo” – napisał prezydent USA. Zaapelował, by nie kupować jej książki i nazwał publikację „gniotem”.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)