Parlamentarzyści w rozmowach z PAP zaprzeczają, by możliwa była polityczna „transakcja”, w której szybkie uchwalenie prezydenckiego projektu „SAFE 0 proc.” miałoby skłonić prezydenta Karola Nawrockiego do podpisu pod ustawą o SAFE europejskim.
Do 20 marca prezydent Karol Nawrocki ma czas na podjęcie decyzji ws. ustawy wdrażającej unijny program SAFE, która zakłada stworzenie funduszu w BGK do obsługi środków z unijnych pożyczek.
Prezydent wraz z prezesem NBP Adamem Glapińskim zaproponowali alternatywę do unijnego SAFE – „polski SAFE 0 proc.”. Wedle tej propozycji w BGK miałby być utworzony Polski Fundusz Inwestycji Obronnych finansowany z zysku NBP. Projekt wpłynął we wtorek do Sejmu. Szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki stwierdził we wtorek po południu, że Sejm może zająć się prezydenckim projektem już na rozpoczynającym się w środę posiedzeniu. – Pan premier, jako szef większości, jako szef rządu, może spowodować, że ta ustawa trafi pod obrady Sejmu, a później w najbliższym tygodniu są także obrady Senatu. A więc właściwie jeszcze przed terminem decyzji pana prezydenta (ws. ustawy wdrażającej unijny program SAFE – PAP) można by było przeprocedować tę dobrą ustawę, która została zaproponowana – powiedział Bogucki.
Marszałek Włodzimierz Czarzasty oświadczył w środę na konferencji przed posiedzeniem Sejmu, że izba niższa nie będzie procedowała prezydenckiego projektu ustawy do momentu zakończenia procesu związanego z ustawą rządową wdrażającą unijny program SAFE, skierowaną do podpisu prezydenta.
W Sejmie niektórzy posłowie interpretują sugestie otoczenia prezydenta, by Sejm i Senat uchwaliły prezydencki „SAFE 0 proc.” jeszcze przed 20 marca, jako sygnał, że prezydent mógłby być bardziej skłonny podpisać europejski SAFE, jeśli parlament wykaże dobrą wolę i uchwali ustawę w błyskawicznym tempie.
Większość parlamentarzystów, z którymi rozmawiała PAP, podkreśla jednak, że taka „transakcja” jest mało realna. – Nie kuglujmy bezpieczeństwem Polski, ustawa o SAFE jest gotowa i trzeba ją podpisać – powiedział PAP wiceminister funduszy Jacek Karnowski (KO). – Jeżeli prezydent podpisze ustawę o SAFE, nie będzie przeszkód, by myśleć o kolejnych rozwiązaniach, o ile będą realne, bo na razie tej realności nie widzę – dodał.
Wiceszefowa sejmowej komisji obrony Joanna Kluzik-Rostkowska (KO) uważa, że nawet ewentualne uchwalenie prezydenckiej ustawy, nie zagwarantuje podpisu Karola Nawrockiego pod SAFE europejskim. – Prawdziwy problem prezydenta Nawrockiego jest czysto polityczny. Prezydent buduje swój obóz polityczny w oparciu o PiS. Podpisując rządowy SAFE, postąpiłby racjonalnie z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa, spełniłby oczekiwania ludzi i wojska, ale wywołałby rozczarowanie we własnym obozie, utrudniając sobie budowę własnej pozycji jako lidera – oceniła w rozmowie z PAP posłanka KO.
Kluzik-Rostkowska zwróciła uwagę, że skorzystanie z europejskiego SAFE staje się teraz szczególnie pilne z uwagi na wojnę Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem. – Amerykanie w tym konflikcie wykorzystują tak dużo sprzętu, że sami mówią, że mogą być problemy z przekazaniem nam sprzętu już zakontraktowanego. Tym bardziej powinniśmy liczyć na dostawy spoza USA – powiedziała.
Jej zdaniem możliwe jest skorzystanie zarówno z europejskiego, jak i prezydenckiego SAFE. – W odniesieniu do obu projektów pojawia się słowo „alternatywa”, ale ja zamieniłabym je na „koniunkcję”. Jeśli będzie możliwe wykorzystanie obu źródeł finansowania na zbrojenia, powinniśmy w oczywisty sposób skorzystać z obu, tym bardziej że SAFE przygotowany przez rząd ma listę rezerwową obejmującą 80 projektów – podkreśliła Kluzik-Rostkowska.
Inny poseł KO, proszący o anonimowość, przyznał, że nie ma żadnego powodu, by iść na rękę prezydentowi i spieszyć się z jego projektem, bo w przypadku ewentualnego weta politycznie więcej straci prezydent niż rząd. – Dla Donalda weto prezydenta byłoby politycznym prezentem, pokazującym, że rząd chce dbać o polskie bezpieczeństwo, podczas gdy prezydent kieruje się jedynie wąsko pojętym własnym interesem – zauważył.
Co prawda w takim przypadku możliwości korzystania z SAFE będą ograniczone, ponieważ realizacja będzie opierać się na Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, a więc pieniędzy nie otrzymają takie formacje jak Straż Graniczna czy policja. Jednak ewentualne pretensje będą mogły mieć wyłącznie do prezydenta.
Zresztą posłowie PiS, z którymi rozmawiała PAP, uważają, że niezależnie od tego, czy parlament szybko zajmie się prezydenckim projektem, Karol Nawrocki i tak powinien zawetować ustawę o SAFE europejskim. Takiego zdania jest m.in. były szef MON, Antoni Macierewicz. – Nie może być tak, że to Unia Europejska czy Niemcy będą decydować, co mamy kupować, kiedy mamy kupować i z kim w żadnym wypadku nie możemy realizować porozumienia, a w szczególności ze Stanami Zjednoczonymi – powiedział PAP.
Były wiceminister obrony Bartosz Kownacki (PiS) ocenił, że obie formy SAFE „są w pewnym sensie konkurencyjne”, ponieważ polski przemysł obronny nie byłby w stanie wykorzystać takiej puli środków, jaka wynikłaby z realizacji obu projektów. – Wiem, ile polski przemysł produkuje i ile ma zamówień w skali roku – to około 20–30 miliardów złotych. Nie jest więc w stanie w ciągu trzech czy pięciu lat trzykrotnie zwiększyć swojej produkcji; po prostu nie ma takiej możliwości – powiedział Kownacki.
Inni parlamentarzyści zwracają z kolei uwagę na mało realną i daleką perspektywę pojawienia się pieniędzy z „SAFE 0 proc.”, w przeciwieństwie do SAFE europejskiego.
Adam Luboński z Polski 2050 zwrócił uwagę, że model finansowania w oparciu o prezydencki „SAFE 0 proc.” można będzie zbudować dopiero za rok, bo dopiero wtedy będzie wiadomo, jaki zysk – i czy w ogóle – będzie miał NBP. – A my tych pieniędzy potrzebujemy już dziś – zaznaczył poseł w rozmowie z PAP. – Tamte pieniądze to są na razie środki wirtualne i z kosmosu. Jeżeli będą realnie, to bardzo dobrze, my je przyjmiemy, ale w dalszej kolejności – dodał Luboński.
Zdaniem szefa komisji obrony Andrzeja Grzyba (PSL) nie ma możliwości szybkiego zajmowania się prezydenckim projektem, bo potrzebna jest do niego np. tzw. ocena skutków regulacji (OSR). – Na razie jest sam „goły” projekt, bez uzasadnienia. Marszałek Sejmu nie wprowadza go pod obrady Sejmu, bo bez OSR trudno to robić – powiedział Grzyb PAP.
Poseł PSL zwrócił przy tym uwagę, że w ostatnich latach NBP nie wykazywał zysku, tylko straty, więc spodziewanie się zysku – na czym opiera się prezydencki projekt – może być iluzoryczne. – Realnie pieniądze w tym prezydenckim funduszu mogłyby się pojawić dopiero za półtora roku, po wykazaniu bilansu za 2026 r. – zaznaczył Grzyb. – Oczywiście każde dodatkowe źródło, które służyłoby modernizacji polskiej armii jest dobre – podkreślił.
Polityk dodał, że SAFE europejski nie przewiduje np. pieniędzy na infrastrukturę nowych jednostek wojskowych. Ponadto ewentualne środki z prezydenckiego SAFE mogłyby posłużyć np. na spłacenie kredytu zaciągniętego przez rząd PiS w ramach Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych na zakup uzbrojenia w USA czy Korei Płd. Oprocentowanego dużo wyżej niż europejski SAFE, bo w wysokości 6 proc. – Do końca bieżącego roku zadłużenie na tym funduszu będzie wynosiło ok. 200 miliardów złotych. Być może za pomocą tego nowego prezydenckiego funduszu należałoby spłacić Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych – powiedział Grzyb.
Przypomniał, że nad europejskim SAFE prace trwały przez całą polską prezydencję w UE, czyli od początku 2025 roku. Zaś projekt prezydencki pojawił się dopiero w ostatnich dniach. – Nie powinniśmy rezygnować z czegoś, co jest dobrze przygotowane na rzecz pomysłu, który pojawił się nagle i z którego perspektywa skorzystania wynosi półtora roku, jeśli wszystko zostanie pomyślnie przeprowadzone – ocenił poseł PSL.
We wtorek w Pałacu Prezydenckim spotkali się prezydent Karol Nawrocki i premier Donald Tusk. Rozmowy dotyczyły decyzji prezydenta ws. rządowej ustawy wdrażającej unijny program SAFE, a także prezydenckiej propozycji „polski SAFE 0 proc.”, czyli możliwej – zdaniem Nawrockiego – alternatywy dla unijnego SAFE. W spotkaniu wzięli udział też wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. (PAP)
Ekspert: pierwsza wypłata zysków NBP przeznaczonych na zbrojenia mogłaby nastąpić dopiero za 1,5 roku
Pomysł sfinansowania zbrojeń z zysków NBP uzyskanych ze sprzedaży części złota, oznaczałaby, że pierwsze wpływy nastąpiłyby za półtora roku, tymczasem potrzeby wojska trzeba zaspokoić jak najszybciej – wskazał w rozmowie z PAP analityk Santander Bank Polska Piotr Bielski.
W środę prezes NBP Adam Glapiński poinformował podczas konferencji prasowej, że na koniec lutego Polska posiadała 570 ton złota, którego wartość wynosiła ok. 340 mld zł, a niezrealizowany zysk, pochodzący z wzrostu cen kruszcu, to 197 mld zł. W ocenie Glapińskiego ten zysk NBP mógłby zrealizować poprzez „aktywne zarządzanie” złotem, a następnie przeznaczyć na sfinansowanie tzw. polskiego SAFE 0 proc.
– Na koniec lutego rezerwy walutowe NBP stanowiły równowartość ponad 1 bln zł. Złoto to równowartość ok. 340 mld zł. Nasze zasoby złota wzrosły z 200 ton do 570 ton – przekazał szef banku centralnego. Dodał, że proces zakupów złota przyspieszył po wybuchu wojny na Ukrainie.
W ocenie Bielskiego zaprezentowany przez prezesa NBP Adama Glapińskiego mechanizm finansowania zbrojeń przez bank centralny jest prosty pozornie.
– Jak się wydaje, idea jest taka, żeby NBP sprzedawał od czasu do czasu kruszec, następnie księgował sprzedaż złota, które wcześniej kupił taniej, i na takiej transakcji realizował dodatni wynik – stwierdził dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska.
Ekonomista zwrócił przy tym uwagę, że podczas tej samej konferencji prezes zapewnił, że nie rezygnuje z planu zwiększenia rezerw NBP w złocie z obecnych 570 ton do 700 ton, co oznaczałoby, że bank nie tylko będzie sprzedawał złoto, ale w dogodnym momencie również je kupował.
– Jest kilka powodów, które nie skłaniają mnie do „kibicowania” temu rozwiązaniu. Przede wszystkim finansowanie potrzeb sił zbrojnych w takiej formie byłoby rozłożone na dość długi okres. Pierwsza wypłata zysku mogłaby bowiem nastąpić za półtora roku. Podsumowanie wyniku NBP za bieżący roku nastąpi dopiero w przyszłym roku, po czym będzie musiało jeszcze przejść audyt. Tak więc ewentualnego wpływu zysku banku do budżetu państwa można by się spodziewać w lipcu 2027 roku. Tymczasem wojsko potrzebuje pieniędzy teraz – zauważył Bielski.
Ekspert zwrócił również uwagę, że zysk, który bank centralny wygenerowałby ze sprzedaży złota, byłby tylko jedną ze składowych całego wyniku finansowego NBP, który jest wypracowywany w ciągu roku. Na ten wynik finansowy składają się również koszty operacji otwartego rynku, czyli kupna i sprzedaży papierów wartościowych, a także wyniki związane ze zmianami kursów walutowych.
– Jak wiadomo, osłabienie złotego generuje zyski NBP, zatem inwestorzy mogliby domniemywać, że bank centralny, dążąc do wygenerowania tego zysku, będzie sprzyjał osłabieniu złotego. Tak więc z wielu powodów wydaje mi się, że cała ta konstrukcja jest karkołomna i obarczona sporymi ryzykami, choćby z tego powodu, że nie wiadomo, jak w przyszłości ceny złota będą się kształtowały. Jeżeli za 5-10 lat cena złota zacznie spadać, bank będzie notować straty – zaznaczył Bielski.
W ocenie ekonomisty, po konferencji Glapińskiego na temat „Polskiego SAFE 0 proc.” pojawiło się jeszcze więcej znaków zapytania. – Tymczasem do dyspozycji jest przejrzysta pożyczka z Unii Europejskiej, która jest niedroga i możemy z niej szybko skorzystać – podsumował Bielski. (PAP)
gkc/ mick/