Biznesy związane z uprawą i sprzedażą konopi indyjskich wyrastały w ostatnich latach w Teksasie jak grzyby po deszczu. Po czasie „wolnej amerykanki” stanowi urzędnicy do spraw zdrowia planują przykręcić branży śrubę i zacząć odcinać kupony od nowej gałęzi gospodarki. Stawki za licencje producentów miałyby wzrosnąć nawet o 13000 procent!
Teksas pozwolił branży konopnej wyrosnąć, ale teraz zamierza skończyć z podejściem „róbta co chceta”. Stanowi urzędnicy do spraw zdrowia proponują szereg regulacji i drastyczne zwiększenie opłat, co ma „przywrócić kontrolę” nad sektorem i „chronić dzieci”.
Zgodnie z częścią propozycji opłata za licencję producenta konopi miałaby wzrosnąć z 250 dolarów do 25 tysięcy (!) dolarów za obiekt, a licencja punktu detalicznego – ze 150 dolarów do 20 tys. dolarów za lokalizację.
Ponadto zaproponowano regulacje dotyczące minimalnego wieku zakupu produktów konopnych – ten miałby wynosić w Teksasie 21 lat – oraz obowiązku jego weryfikacji.
Zwolennicy argumentują słuszność zmian m.in. bezpieczeństwem dzieci. Twierdzą także, że branża konopna powinna partycypować w kosztach społecznych, które generuje rekreacyjna konsumpcja marihuany.
Producenci alarmują jednak, że pakiet doprowadzi do likwidacji dużej części branży i wypchnie z rynku produkty na bazie naturalnych kwiatów, zastępując je syntetykami. To ostatnie miałoby być skutkiem kolejnego pomysłu, zgodnie z którym obowiązywałby limit stężenia THC w produktach konopnych.
Red. JŁ