Prywatna wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Szkocji, która zakończyła się we wtorek, była okazją do ważnych wydarzeń dyplomatycznych – zauważają brytyjskie media. Ich zdaniem za prezydenckim wyznaniem miłości do Szkocji powinny stać czyny, m.in. obniżenie ceł na whisky, stal i aluminium.
Dziennikarz BBC Andrew Kerr zwrócił uwagę na oprawę wizyty Trumpa, w tym na pochód dudziarzy, na czele którego kroczył prezydent podczas otwarcia we wtorek nowego pola golfowego w ośrodku w Aberdeenshire, którego jest właścicielem. „Scena ta przywodziła na myśl dwór wędrownego króla Szkocji, dokąd przybyli lennicy złożyć hołd” – opisuje.
W opinii Kerra doszło do bezprecedensowej sytuacji, kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych, mający związki ze Szkocją i wielkim biznesem, podjął ważne decyzje nie na terenie własnego państwa, ale Wielkiej Brytanii. „Dla brytyjskich przywódców, premiera (Keira Starmera) i pierwszego ministra (Szkocji Johna Swinney’a), było to trochę niezręczne, bo przecież nie chcą, aby król Donald uzurpował sobie prawo do tronu w ich własnym kraju” – stwierdził dziennikarz BBC.
Nawiązując do fiaska rozmów Starmera i Swinney’a z prezydentem USA w sprawie umowy handlowej, w tym obniżenia ceł, Kerr stwierdził, że „prezydent Trump może kochać Szkocję, ale mimo uśmiechów Szkocja i reszta Wielkiej Brytanii chcą czegoś w zamian”.
Dziennik „Guardian” skrytykował fakt, że Trump wykorzystał konferencję prasową ze Starmerem, aby promować swój biznes związany z dwoma ośrodkami golfowymi, które ma w Szkocji.
Prezydent usiłował wpłynąć na decyzje w sprawie organizacji turnieju Open 2028 na polu golfowym w Turnberry. Szef brytyjskiego rządu wyraźnie czując dyskomfort, odpowiedział mu, że decyzja w tej sprawie nie należy do niego. Amerykańscy eksperci ds. etyki, cytowani przez gazetę, stwierdzili później, że takie działanie mogłoby złamać klauzule zapisaną w konstytucji USA, która zakazuje federalnym urzędnikom przyjmowania korzyści od rządów stanowych lub zagranicznych bez zgody Kongresu.
Dziennikarka Janet Daley na łamach „Telegraph” analizuje relację między Starmerem a Trumpem, zauważając, że premier „jest niewątpliwym faworytem gospodarza Białego Domu i to nie tylko dlatego, że jest posłańcem rodziny królewskiej, którą prezydent ewidentnie uwielbia”. Jej zdaniem reprezentuje on to, co Amerykanie uważają za kwintesencję brytyjskości: spokojną twarz w obliczu trudności i pochlebczą uprzejmość, która pomaga zachować godność.
Według Daley szef brytyjskiego rządu ma obecnie status, który umożliwia mu wpływanie na Trumpa. „To może, ale nie musi być godna pozazdroszczenia pozycja. Jeśli chodzi o Bliski Wschód i Ukrainę, a także o przyszłość gospodarczą Zachodu, moralna odpowiedzialność bycia »zaklinaczem Trumpa« będzie przytłaczająca” – dodała.
BBC przewiduje, że amerykański przywódca z pewnością okrzyknie swoją podróż sukcesem. „Nawet media otrzymały pochwały od uśmiechniętego Trumpa, który powiedział (bezpośrednio do dziennikarzy): »to (co piszecie) to nie są fake newsy, to wspaniałe wiadomości«” – stwierdziła brytyjska stacja.
Z Londynu Marta Zabłocka (PAP)
mzb/ mms/