Prof. Dudek: Walka o Trybunał to rodzaj ustawki KO i PiS [wywiad]

Popularne

Walka o Trybunał Konstytucyjny to rodzaj ustawki dwóch głównych sił politycznych – KO i PiS, które dzięki temu likwidują niezależny TK, wzmacniają korzystną dla siebie polaryzację i osłabiają konkurentów – uważa prof. Antoni Dudek z UKSW. Jego zdaniem kluczowy dzień będzie 11 listopada, bo zebrani na Marszu Niepodległości mogą ruszyć na KPRM, chcąc obalić Donalda Tuska.

PAP: Jak pan ocenia rozpoczętą w piątek wieczorem wojnę o Trybunał Konstytucyjny? Czy to jest ustawka?

Prof. Antoni Dudek:  Uważam, że jest to rodzaj politycznej ustawki. Oczywiście nie jest ona uzgadniana na bieżąco, ale wynika z logiki konfliktu, który ukształtował się przez ostatnie 11 lat. W jego wyniku dwie największe siły polityczne w kraju pozbyły się Trybunału Konstytucyjnego, a zarazem mogą oskarżać się nawzajem o to, że TK nie działa. Finał jest taki, że Trybunału nie ma i wyraźnie widać, że ten proces będzie się pogłębiał, bo żadnej ze stron nie zależy na kompromisie.

PAP: Drugim celem tej ustawki jest więc wzmocnienie polaryzacji, na której korzystają KO i PiS kosztem mniejszych ugrupowań? Czy to oznacza, że niemożliwe staną się sojusze poza tymi dwoma obozami, np. PSL z Rozwojem Plus?

A.D.: Wszystko zmierza do utrzymania dominacji dwóch głównych polityków – Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Choć po prawej stronie sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, bo pojawia się pytanie o rolę Karola Nawrockiego. Nie znajduję innego wytłumaczenia tego, że Tusk urządził tego rodzaju przedstawienie, niż właśnie chęć wzmocnienia polaryzacji. Ósemka tych sędziów mogła się przecież zebrać poza gmachem TK przy Al. Szucha i tam podjąć decyzje, które mają zapaść 3 listopada. Później można było stopniowo przejąć budynek, gdy zabraknie w nim prądu, ogrzewania itd. Prezes Bogdan Święczkowski zapewne z czasem by go opuścił. Tusk jednak najwyraźniej chciał spektaklu i go ma.

PAP: Czego można oczekiwać we wtorek? Kto weźmie udział w Zgromadzeniu Ogólnym i czego należy się po nim spodziewać?

A.D.: Ta ósemka sędziów wybranych w obecnej kadencji uzna, że ma kworum niezbędne do uchylenia immunitetu Bogdana Święczkowskiego, ponieważ – jak twierdzi Anna Korwin-Piotrowska – dwóch sędziów, czyli Bogdan Święczkowski i Bartłomiej Sochański, jest nieczynnych, bo mają przerwę w urzędowaniu. Zatem kworum liczy się więc nie od 15, lecz od 13 sędziów, a w takim przypadku tworzy je osiem osób.

PAP: W Zgromadzeniu Ogólnym nie weźmie udziału żaden z sędziów wybranych przed 2023 rokiem?

A.D.: Ku temu to zmierza. Z tego, co wiem, nikt z tej siódemki nie wybiera się na Zgromadzenie Ogólne. To mnie zresztą zaskoczyło, bo myślałem, że przez te wszystkie tygodnie udało się przeciągnąć choć jedną osobę. Ale zobaczymy we wtorek. Sądzę, że tak to będzie wyglądało, bo inaczej jaki sens miałoby to zebranie? Żeby stwierdzić, że nie ma kworum? Zatem uznają, że mają kworum, przyjmą projekt budżetu na przyszły rok, a także uchylą immunitet Święczkowskiemu. Pytanie, czy Tusk pójdzie dalej i np. zdecyduje się aresztować Święczkowskiego. Jeśli będzie chciał dalszej eskalacji, tak zrobi.

PAP: Czy obawy opozycji, że przejęty w ten sposób Trybunał pomoże obecnie rządzącym wygrać wybory w 2027 roku, są uzasadnione? Czy może np. podejmować decyzje zmierzające do delegalizacji PiS lub innych ugrupowań albo próbować usunąć z urzędu prezydenta Karola Nawrockiego?

A.D.: Nie sądzę, by Tusk zamierzał usuwać Karola Nawrockiego z urzędu lub delegalizować PiS. Raczej będzie to zmierzać w kierunku, w którym Trybunał wreszcie zaczyna rozpatrywać sprawy, a jego wyroki są publikowane itd. Tak, żeby można było mówić, że sąd konstytucyjny został naprawiony. To się utrzyma, jeśli Tusk pozostanie przy władzy po wyborach w 2027 roku. Jeśli dojdzie do zmiany władzy, oczywiście taki TK zostanie zakwestionowany.

W Polsce mamy, moim zdaniem, od pewnego czasu ustrój „sejmokratury”, który działa w ten sposób, że ten, kto ma większość w Sejmie, powołuje rząd i ten rząd rządzi, także we wszystkich instytucjach publicznych. A jak komuś się to nie podoba, może skończyć tak jak prezes Święczkowski albo jak wcześniej prokurator krajowy Dariusz Barski czy władze mediów publicznych. To mechanizm forsowania swojej woli politycznej, którego ja bym jednak nie nazwał dyktaturą, tylko odchodzeniem od państwa prawa. Ten proces postępuje i przypomina prucie się tkaniny. Jak zaczęła się pruć w 2015 roku, tak pruje się coraz bardziej.

Zobaczymy, co będzie, jeśli np. 11 listopada tłum ruszy na kancelarię premiera, by usunąć Tuska z urzędu. Na pewno intencją części polityków prawicy jest właśnie taki scenariusz. Kiedy słuchało się ich wypowiedzi na wiecu w nocy z piątku na sobotę, było jasne, że chcieli, by do Warszawy przybyły ogromne tłumy pod pretekstem obrony Trybunału. A ponieważ tuż obok jest kancelaria premiera, by potem ruszyły na Tuska i go obaliły. Jak wiemy, tłumy nie przybyły. Zdolności mobilizacyjne przywódców prawicy są jak na razie dość mizerne.

PAP: Ale 11 listopada na Marszu Niepodległości będzie znacznie więcej osób…

A.D.: Tak, dlatego mogę sobie wyobrazić, że ten ogromny tłum ruszy z ronda Dmowskiego nie jak zwykle Alejami Jerozolimskimi na Pragę, lecz na Szucha i do KPRM. Spodziewam się, że może dojść do jakichś bijatyk, których udało się uniknąć w nocy z piątku na sobotę. Nie sądzę jednak, by doprowadziły one do upadku rządu i obalenia Tuska. Bo to już byłby realny zamach stanu.

PAP: Czy są jakiekolwiek szanse na reset konstytucyjny w sprawie Trybunału, którego domagają się nie tylko niektóre ugrupowania opozycyjne, ale też koalicjanci KO – PSL i Polska 2050? Przedstawiciele obu tych ugrupowań wzięli również udział w sobotnich konsultacjach u prezydenta.

A.D.: Wzięli udział, żeby pokazać, jaką rolę odgrywają. Oczywiście koalicjanci będą deklarować, że potrzebna jest naprawa TK, reset konstytucyjny, ale realnie nic takiego się nie wydarzy. Mają tylko jedno narzędzie, które mogliby zastosować – nie poprzeć budżetu, co otworzyłoby Karolowi Nawrockiemu drogę do rozwiązania Sejmu i przedterminowych wyborów. Tyle że zarówno w przypadku ruchu Hołowni, jak i PSL byłaby to ryzykowna gra, bo mogłaby sprawić, że nie znaleźliby się w następnym Sejmie.

Niewątpliwie z punktu widzenia atmosfery politycznej w Polsce i obecnego paraliżu przedterminowe wybory byłyby korzystne. Inaczej czeka nas rok permanentnej wojny prezydenta z rządem, wetowania kolejnych ustaw itd. Po ewentualnych wyborach nic się nie zmieni, jeśli obecna koalicja utrzyma władzę. Jeśli ją straci, będziemy mieli rządy jakiejś prawicowej koalicji, kompatybilnej z prezydentem Nawrockim.

Moim zdaniem jednak to politycy chcą jakiegoś przesilenia, a nie zwykli ludzie. Gdyby ludzie tego chcieli, to pewnie w weekend na Szucha mielibyśmy kilkadziesiąt tysięcy osób i nowy Majdan. A tam jest grupka staruszków śpiewających pieśni religijne. To przypomina sytuację spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu w 2010 roku. Kluczowe jest więc to, co wydarzy się 11 listopada.

PAP: Nie jest możliwe żadne pozytywne przesilenie wokół TK? Rozumiem, że zgoda na reset jest rodzajem testu intencji. Jeśli ktoś jest za resetem, oznacza to, że zależy mu na realnej naprawie Trybunału. Sprzeciw sugeruje, że chodzi przede wszystkim o konflikt? Bo gdyby na reset zgodziły się KO albo PiS, można by go przeprowadzić, ponieważ byłaby większość konstytucyjna?

A.D.: Tak jak mówiliśmy na początku – nie chcą tego, bo przywróciłoby to sąd konstytucyjny, który ogranicza władzę. Bo jeżeli wybrano by do TK kompromisowych kandydatów, czyli najprawdopodobniej ludzi niesterowalnych, mogliby się różnie zachowywać. Lepiej mieć w Trybunale ludzi berko- czy święczkopodobnych. Poza tym odpadłby świetny instrument polaryzacyjny, który obu ugrupowaniom jest bardzo potrzebny. Nie widzę u Kaczyńskiego czy Tuska nawet cienia woli jakiegokolwiek kompromisu. Oni uważają, że racja jest po ich stronie, a druga strona łamie prawo.

Rozmawiał Piotr Śmiłowicz (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Mojbilet imporezy w USA

Ostatnio dodane

Mojbilet imporezy w USA