Po latach zaniedbań dorośli wytaczają przeciw młodym ludziom ciężkie działa – oceniła w rozmowie z PAP prof. Małgorzata Michel z UJ. Jej zdaniem patrole przy szkołach nie zastąpią przeciwdziałania radykalizacji, a obwinianie internetu przesłania wcześniejszy kryzys nastolatków.
Dr hab. Małgorzata Michel, prof. UJ, jest pedagożką resocjalizacyjną w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Jagiellońskiego, mediatorką i streetworkerką, która koordynuje grupę badawczą „Pedagogie młodzieżowego radykalizmu” w Behaviour in Crisis Lab UJ. PAP rozmawiała z nią o radykalizacji nastolatków, bezradności dorosłych i o tym, dlaczego policyjne patrole przy szkołach nie rozwiążą problemu.
PAP: Po kolejnych atakach młodych ludzi i zatrzymaniach nastolatków podejrzewanych o przygotowywanie zamachów słyszymy o naśladownictwie i zarażeniu społecznym. To wystarczające wyjaśnienie?
Prof. Małgorzata Michel: Jestem sceptyczna wobec bezrefleksyjnego powtarzania takich haseł. Jako badaczka zapytałabym: kto kogo naśladuje, skąd czerpie wzorce i gdzie jest ich geneza? To nie jest tak, że jeden nastolatek wyskoczył z nożem, a drugi go zobaczył i zrobił to samo. Nastolatki nie są bezrefleksyjne: mają określony poziom rozwoju poznawczego i w większości przypadków zdają sobie sprawę z tego, co robią.
Byłabym skłonna przyjąć, że dziecko nagrywające rolkę, w której wymachuje nożem i komuś grozi, robi to dla zasięgów. Natomiast przygotowanie i popełnienie czynu to coś innego. Mówimy o procesie radykalizacji: człowiek przechodzi przez kolejne etapy, aż świadomie i w sposób zaplanowany postanawia dokonać określonego czynu związanego z wykluczeniem kogoś – czasami dosłownym i fizycznym. Jeśli chcemy zrozumieć problem, nie zatrzymujmy się na słowie „naśladownictwo”.
PAP: Co uruchamia ten proces?
M.M.: Zacznijmy od wieku. Dojrzewanie jest okresem szukania tożsamości, budowania siebie od nowa, kwestionowania wartości przekazanych przez rodziców i innych znaczących dorosłych. Człowiek buntuje się, próbuje stworzyć własny system wartości. Do tego dochodzi budowanie tożsamości płciowej. W sytuacjach, o których rozmawiamy, w przeważającej większości mamy do czynienia z chłopcami i młodymi mężczyznami.
Na naturalny kryzys dojrzewania mogą się nakładać kryzys tożsamości męskiej i trudna sytuacja rodzinna czy życiowa. Z badań mojego zespołu wynika, że istotne są skrajna samotność i bardzo niska samoocena. Młody człowiek szuka sposobu, żeby poprawić swoją sytuację i jeżeli trafi na sprzyjający radykalizacji grunt, na przykład określoną grupę w internecie, zazwyczaj związaną z manosferą lub incelosferą, może przejąć jej ideologię i zacząć planować radykalne rozwiązanie swojego problemu.
PAP: Co to za grupy i co młody chłopak tam znajduje?
M.M.: Mówię tutaj o zradykalizowanych, antykobiecych, zideologizowanych męskich przestrzeniach. Zagubionemu chłopcu ktoś oferuje odpowiedź na pytanie, jak być mężczyzną i jak żyć. Może go namawiać czy prowokować do planowania skrajnych, teatralnych, czyli nagranych i tworzących swoisty spektakl zachowań. Ich celem jest zaistnienie: „pokażę światu, że jestem”. Ale także zniszczenie konkretnej osoby lub grupy.
W tych środowiskach stawia się chłopcom za wzór mężczyzn o określonym wyglądzie. Chłopcy mierzą sobie odległość ucha od nosa, sprawdzają kształt szczęki, porównują się z narzuconym wzorcem. Mnie to przywodzi na myśl najgorsze nazistowskie praktyki mierzenia i klasyfikowania ludzi, a oni uczą się w ten sposób oceniać samych siebie.
PAP: Kto ich namawia? Kto siedzi po drugiej stronie ekranu?
M.M.: Niekoniecznie żywy człowiek. Administratorzy takich kanałów potrafią mieć bardzo dobre przygotowanie informatyczne i projektować boty. Młody chłopak może więc rozmawiać z botem zaprogramowanym przez dorosłego, sfrustrowanego, niezrealizowanego — powiem brzydko — płciowo mężczyznę. Na to nakłada się ideologia, która także w Polsce ma konotacje polityczne.
PAP: Dlaczego jednak teraz tak mocno zobaczyliśmy ten problem w Polsce?
M.M.: Od kilku lat przewidywaliśmy, że takie sytuacje mogą się wydarzyć. Obserwowaliśmy je w innych krajach Europy, wcześniej w Stanach Zjednoczonych.
Kiedy porównuję opisy polskich przypadków z wynikami badań np. uniwersytetu w Syracuse wraz z FBI i profilowania sprawców dotyczącymi sprawców ataków w amerykańskich szkołach, widzę podobne elementy: nastoletni chłopiec, kryzys dojrzewania i męskiej tożsamości, skomplikowana sytuacja rodzinna, izolacja rówieśnicza.
I bardzo ważna rzecz: planowanie. Chce, żeby świat o nim usłyszał, żeby miał swoje przysłowiowe pięć minut, a jednocześnie chce się zemścić na osobach, które w jego przekonaniu wyrządziły mu krzywdę. Przyjmuje zaproponowaną ideologię i mówi: „teraz pokażę światu, do czego jestem zdolny”. Różni się natomiast dostępne narzędzie. W Stanach Zjednoczonych jest to broń palna, u nas choćby nóż czy maczeta.
PAP: Znów rozmawiamy o internecie, brutalnych grach i treściach. Dorośli obudzili się, dopiero kiedy polała się prawdziwa krew?
M.M.: Rozmawia pani z profesorką, która od kilku dni jest totalnie sfrustrowana i wściekła. Dużo wcześniej mogliśmy bardzo dużo zrobić, a rozlew krwi jest czubkiem piramidy: już wcześniej wiele złych rzeczy się działo i były tego sygnały.
A teraz mamy do czynienia z chorą grą, w tym politycznymi rozgrywkami, każdy jest ekspertem, a eksperci oceniają ekspertów. To wszystko zaciemnia pracę naukowców, ale, niestety, u nas nie korzysta się z wyników naszych badań.
Internet jest wygodnym tematem zastępczym. W trudnej sytuacji szuka się winnego i teraz tym winnym jest internet. Ale młody człowiek trafia tam już z pewnymi problemami, wszak te dzieci nie weszły w kryzys z dnia na dzień. Były w nim tygodniami, może miesiącami. Pytam więc: kto wcześniej zauważył, co się z nimi dzieje? Kto zareagował?
PAP: Odpowiedź zwykle brzmi: potrzebujemy psychologa i pedagoga w każdej szkole. Tyle odkąd pamiętam zapowiedź „bo pójdziesz do pedagoga” było groźbą, a nie obietnicą wsparcia.
M.M.: Bo reagujemy, kiedy dziecko już ma problem, i straszymy je dorosłymi. A my mamy być mądrymi, odpowiedzialnymi osobami w jego życiu, nie interwencyjnymi straszakami. Młody człowiek ma u nas znaleźć realne, konkretne wsparcie oparte na wiedzy, a nie na czyimś widzimisię.
Nie wystarczy, że wielki ekspert wystąpi w telewizji i powie, że dzieci trzeba kochać i słuchać. Ja to nazywam „lukrowaniem Korczakiem”. Oczywiście, że trzeba je kochać i słuchać, wszyscy o tym wiemy. Ale mamy do czynienia z konkretnym procesem, który ma swoją nazwę i jest przebadany. Potrzebujemy wiedzy, jak go rozpoznawać i co robić.
PAP: Kto powinien pierwszy podać rękę młodemu człowiekowi, kiedy zauważy, że coś niepokojącego się z nim dzieje?
M.M.: Są trzy kręgi dorosłych: rodzice i bliscy, personel szkoły oraz sąsiedzi. Jeżeli rodzina z różnych powodów nie wypełnia zadań opiekuńczych i wychowawczych, powinien zareagować ktoś ze szkoły lub sąsiedztwa. Jeśli nie reaguje nikt, nastolatek zostaje kompletnie pogubiony.
Wyobraźmy sobie człowieka w urządzeniu, gdzie może doświadczyć stanu nieważkości – tak może się czuć zostawiony sam sobie nastolatek. Ma kombinezon, jest mu cieplutko, rodzice zapewnili wszystkie dobra materialne. Ale kiedy zaczyna się bać, nie ma nikogo, kto poda mu rękę i go stamtąd wyciągnie.
Wtedy znajduje grupę w internecie, której członkowie przedstawiają się jako prawdziwi mężczyźni i powiedzą mu, jak żyć, podadzą rękę. I on się tego chwyta, bo ktoś wreszcie daje mu oparcie.
PAP: Teraz mamy policjantów przy szkołach, zamykanie placówek. W Stanach Zjednoczonych są wykrywacze metalu i przezroczyste plecaki. Powinniśmy się zabunkrować?
M.M.: Takie zabezpieczenia mogą być jednym z elementów ochrony, ale nie załatwią sprawy. Rozmawiam z nastolatkami i słyszę: „dorośli idą z nami na wojnę”, „wypuszczają na nas policję”, „nie ufają nam”. I faktycznie, po latach zaniedbań w swojej bezradności wytaczamy przeciw młodym ludziom ciężkie działa.
Jestem z Krakowa — miasta noży i maczet. Od lat mówimy, co trzeba zrobić w krakowskich szkołach. Myśli pani, że ktoś się tym przejął? Nie. Nikt. Cały Kraków jest oblepiony wlepkami ze słowami „mordercy”, „terroryści”. I nikt na to nie reaguje: ani policja, ani decydenci, ani dyrektorzy szkół. Kompletnie nikt. Młodzi ludzie przychodzą z kastetami, gazem, maczetami i pałkami teleskopowymi. Do szkół, ba, nawet do ośrodków kuratorskich i placówek wsparcia dziennego. Proszę mi wierzyć: wiem to od kuratorów, także moich byłych studentów, sama też widziałam, co kryją ich torby sportowe.
Kiedy reaguję, słyszę, że przesadzam, jestem przeteoretyzowana, bo pracuję na uniwersytecie. Raz usłyszałam, że naoglądałam się filmów meksykańskich, skoro mówię o gangach młodzieżowych, bo przecież w Polsce gangów nie ma. Są, proszę mi wierzyć. Od lat ostrzegaliśmy: proces radykalizacji postępuje, obudzimy się, jak już będzie za późno. No i tak się stało. Teraz wypuszcza się na młodzież policję. Brawo.
PAP: Służby udaremniają ataki, co nie jest bez znaczenia.
M.M.: Oczywiście, proszę mi tylko powiedzieć, jak długo policja będzie w stanie utrzymywać ten „poligon” pod szkołami? A kilka akcji nie zastąpi systemowych, zaplanowanych działań opartych na wynikach badań. Nie jesteśmy w stanie kontrolować całej sieci; mamy problem nawet z tym, co dzieje się w realnej rzeczywistości.
Musi działać również kontrola nieformalna: rodzina, szkoła, sąsiedztwo. Kiedy widzę coś niepokojącego, reaguję, nawet jeśli młody człowiek uzna, że to „boomerskie”. Mogę mu powiedzieć: „nie podoba mi się, jak się zachowujesz, niepokoi mnie to”. Nastolatek może się pogubić, ale dorosły ma stać nogami na ziemi. Nas, dorosłych, nic w tej sytuacji nie usprawiedliwia.
PAP: Zwróciłam niedawno uwagę chłopcu, który w sklepie celowo wpadał na ludzi. Jego mama mnie ochrzaniła: „to nie pani dziecko”.
M.M.: Dobrze pani zrobiła, to jest odpowiedzialność za wspólną przestrzeń. Jesteśmy pierwsi do samosądów, kiedy dojdzie do tragedii, natomiast kiedy wcześniej dzieje się coś niepokojącego, udajemy, że tego nie widzimy, bo „to nie moja sprawa”.
Staliśmy się anonimowi, zamknięci na siebie. Mijam ludzi na klatce schodowej i nawet nie wiem, czy to moi sąsiedzi. Kiedy stoję z sąsiadką w szlafroku na pogaduszkach, inni dziwnie na nas patrzą, choć dawniej to było zwyczajne. Ta anonimowość oznacza również, że nie reagujemy, kiedy coś dzieje się z dzieckiem za ścianą.
PAP: Czy po zrobieniu „poligonu” wokół szkół możemy przynajmniej liczyć na spokój?
M.M.: Pozornie. Kiedy zabezpieczamy jakiś fragment przestrzeni, takie zjawiska mogą przenosić się tam, gdzie kontroli nie ma. Nie znikają od dotknięcia czarodziejskiej różdżki. Premier ugasił polityczny pożar, ale to nie oznacza, że pomogliśmy młodzieży i zlikwidowaliśmy problem.
Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)
Premier o atakach w szkołach: jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci, państwo będzie działało bezkompromisowo
Premier Donald Tusk podczas specjalnej odprawy ws. ostatnich aktów przemocy w szkołach powiedział, że jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci, państwo będzie działało bezkompromisowo w każdym wymiarze. Przestrzegł również przed uruchomieniem debaty o swobodnym dostępie do broni.
Szef rządu na niedzielę rano zwołał odprawę z udziałem ministrów resortów: edukacji, spraw wewnętrznych i administracji, zdrowia, cyfryzacji oraz przedstawicieli służb.
W trakcie odprawy premier zapowiedział, że „jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci, nie ma miejsca na kompromisy, ani polityczne, ani organizacyjne, ani wychowawcze. Wobec przemocy, która zagraża naszym dzieciom, państwo będzie działało bezkompromisowo i to w każdym wymiarze”.
– Będziemy działać w sposób konsekwentny i w sposób stały. Nie chodzi wyłącznie o jednorazową akcję, wywołaną takim, czy innym incydentem to musi być stały, dobrze zorganizowany wysiłek – dodał.
Przestrzegł również przed uruchomieniem debaty o swobodnym dostępie do broni.
– Żyjemy w czasach, w których ta fascynacja przemocą i gotowość do szafowania groźbami, a czasami gotowością do popełnienia takich czynów w połączeniu ze swobodnym dostępem do broni, doprowadza do masowych tragedii w wielu miejscach na świecie — ocenił.
Podkreślił, że w przypadku aktów przemocy, do których doszło w ostatnich dniach na terenie szkół „nie mamy do czynienia z żadną zorganizowaną na dużą skalę grupą ludzi (…), którzy mają plan, aby tworzyć poczucie zagrożenia”. – To są bardzo często zachowania spontaniczne, wynikające głównie z aktywności w sieci – tłumaczył Tusk.
Poinformował też, że w niedzielę łącznie 10 tys. funkcjonariuszy policji będzie pilnowało bezpieczeństwa w szkołach. – Oczywiście będziemy kontynuować naszą pracę, także w kolejnych dniach – zapewnił szef rządu.
Zdaniem premiera „mamy do czynienia z bardzo ponurą modą na przemoc”.
– Wśród grup, które identyfikujemy, aktywnych głównie w sieci, zwraca uwagę grupa — to nie jest grupa zorganizowana, mówimy o pewnej liczbie młodych ludzi, którzy są aktywni w internecie — która jest aktywna, jeśli chodzi o poszukiwanie treści nazistowskich związanych z przemocą z czasów II wojny światowej — wyjaśnił.
Zdaniem premiera jest to groźne zjawisko cywilizacyjne, polegające m.in. na tym, że przemoc pojawia się w coraz bardziej widoczny sposób w grach popularnych zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych.
Zdaniem premiera pozytywnym aspektem zjawiska fascynacji młodych ludzi przemocą jest to, że rodzice zaczynają kontrolować to, czym interesują się ich dzieci w sieci.
– To jest bardzo ważne, bo my przecież nie będziemy kontrolować metodami policyjnymi szkół, nie będziemy też wprowadzać jakichś radykalnych form cenzury w internecie. Ale współpraca policji, państwa, wszystkich służb, nauczycieli i rodziców (…) może mieć wyjątkowo duże i pozytywne znaczenie — ocenił.
Premier zwrócił uwagę, że służby podejmują działania, żeby „zapobiec ewentualnym kolejnym zdarzeniom”.
Podkreślił, że nawet „wygłupy”, „straszenie się dla beki, dla zabawy” powoduje realne zagrożenie: angażuje służby w niepotrzebne przeciwdziałanie i może paść na podatny grunt.
– Dla 99 proc. to są tylko dowcipy albo taka zabawa w sieci czy w szkole, ale zawsze na końcu gdzieś może się trafić ktoś, kto wyciągnie z tego te najgorsze wnioski i będzie autorem jakiejś przemocy – stwierdził.
Wicepremier, szef MC Krzysztof Gawkowski przekazał, że służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w internecie działają od czwartku w trybie alarmowym i zgłaszają policji monitorowane treści.
– Wszystkie aktywności, które pojawiają się w sieci, bez względu na to, czy dotyczą naśladownictwa, czy rosnącego zainteresowania subkulturami związanymi z grupami zbrodniczymi, są monitorowane i zgłaszane bezpośrednio policji – powiedział.
Poinformował, że w ostatnich godzinach zablokowano konta gloryfikujące sprawcę czwartkowej zbrodni. Zaapelował, by nie tworzyć podobnych profili i nie naśladować sprawcy. – Te działania są częścią paniki, którą niepotrzebnie wzbudzamy – ocenił. Zapowiedział, że służby będą podejmować działania w każdej takiej sprawie.
Gawkowski przekazał, że w czwartek wydano rekomendację dotyczącą działań edukacyjnych i szkoleń związanych z bezpieczeństwem w internecie. W najbliższych tygodniach ma się dwukrotnie zwiększyć liczba edukatorów NASK, zaangażowanych w taką tematykę.
Zaznaczył, że w czwartek przyjęto ustawę dotyczącą bezpieczeństwa w internecie. Ma ona umożliwić blokowanie treści związanych m.in. z transmisjami sytuacji kryzysowych na żywo, groźbami oraz promocją śmierci lub samobójstwa.
– Sprawa dotycząca tej ustawy będzie procedowana w trybie ekstraordynaryjnym. Już w najbliższy wtorek o godzinie 8 odbędzie się posiedzenie komisji senackiej – powiedział Gawkowski. Dodał, że ustawa ma zostać przyjęta przez Senat w tym tygodniu i trafić do prezydenta.
Według szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego na ten moment „brak jest jakichkolwiek związków” pomiędzy ostatnimi czterema przypadkami aktów agresji w szkołach.
Zaznaczył on, że przez ostatnie trzy dni w zapewnienie bezpieczeństwa w szkołach zaangażowanych było około 40 tys. policjantów. Zrealizowano natomiast blisko 65 tysięcy kontroli w placówkach oświatowych. Zatrzymano – jak dodał – 117 osób. Poinformował, że są to osoby głównie w grupie wiekowej 13-19 lat, choć zdarzały się w pojedynczych przypadkach osoby młodsze.
Przekazał też, że w niedzielnych działaniach służb przy palcówkach zaangażowanych będzie około 10 tys. funkcjonariuszy, a w poniedziałek – 20 tysięcy. Podkreślił, że stan kontroli będzie podtrzymywany „do czasu, kiedy będzie to niezbędne”.
Kierwiński dodał, że można wyodrębnić trzy grupy osób obserwowanych przez służby. Pierwsza z nich to „osoby o wyraźnej fascynacji przemocą (…) także ideologią faszystowską”. Druga grupa to osoby „zafascynowane światem gier komputerowych, czerpiących z tego świata »inspiracje«”, a trzecią grupą, jak powiedział, są osoby, które zostały „uruchomione” w związku z tym, że o ostatnich zdarzeniach jest bardzo głośno w przestrzeni publicznej.
Wiceszefowa ABW płk Małgorzata Żochowska zastrzegła, że analiza zdarzeń z ubiegłego tygodnia nie potwierdziła inspiracji ze strony „państwowego aktora”. Dodała, że nie można wykluczyć, iż „narastające napięcie społeczne i eskalacja, którą sami podgrzewamy (…) może spowodować, że będzie to wykorzystane do innych celów, do destabilizacji państwa”.
Obecny podczas odprawy minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak przypomniał, że ABW włączyła się do działań wspierających policję, Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości i NASK. – Zostały wydzielone dodatkowe siły i środki tylko na potrzeby tych spraw, które dotyczą zagrożeń w szkołach i wokół szkół — przekazał.
Dodał, że inne działania podejmowane w tej sprawie koncentrują się na kwestiach monitorowania radykalizacji i ekstremizmów.
Wiceminister edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz poinformowała, że w związku z ostatnimi wydarzeniami, w piątek lekcje zawiesiło 59 szkół w Polsce, z czego 45 z nich znajduje się w woj. mazowieckim, 9 w kujawsko-pomorskim, 3 w woj. świętokrzyskim i po jednej w woj. warmińsko-mazurskim i woj. podlaskim.
Resort otrzymał też informację, że w poniedziałek i wtorek w 9 szkołach w gminie Wyszków zawieszone zostaną zajęcia.
Poinformowała też, że w poniedziałek upowszechniona zostanie instrukcja reagowania dla dyrektorów i nauczycieli na atak z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Materiały te stworzono we współpracy z MSWiA, Rządowym Centrum Bezpieczeństwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Wiceszefowa resortu edukacji poinformowała też o przygotowaniu wsparcia w rozmowach na temat sytuacji kryzysowych w społecznościach szkolnych – tj. rodziców, uczniów i nauczycieli.
Wiceszef Ministerstwa Zdrowia Tomasz Maciejewski podał, że w koordynacji z MEN uruchomiony zostanie program webinarów z udziałem konsultantów z zakresu psychiatrii dorosłych oraz dzieci i młodzieży, aby wspomóc uczniów, jak i nauczycieli oraz rodziców.
Przypomniał, że od piątku rozszerzono też działalność i grafik telefonu 800 100 100 – którego celem jest udzielnie pomocy dorosłym w sprawie bezpieczeństwa dzieci. Grafik udzielania tego wsparcia dodał, będzie rozszerzony przez najbliższe dwa tygodnie. Przypomniał też o całodobowym telefonie zaufania dla dzieci i młodzieży – 116 111.
Wiceminister poinformował także, że w najbliższą środę w godzinach 14-20 odbędą się webinary dla nauczycieli i rodziców i warsztaty w zakresie przeciwdziałania sytuacjom kryzysowym. Zapowiedział również, że resort poinformuje też o 15 programach wsparcia, z których korzystać będą mogły dzieci i młodzież. (PAP)
PiS proponuje program „Bezpieczna Szkoła”
Natychmiastowe szkolenia w szkołach, pełny monitoring, zakaz wstępu osobom postronnym, przycisk bezpieczeństwa do szybkiego powiadomienia policji, lepszy dostęp do psychiatrii i psychologów – to pięć filarów programu „Bezpieczna Szkoła” zaprezentowanego w piątek przez polityków Prawa i Sprawiedliwości.
W ostatnich dniach na Mazowszu doszło do dwóch aktów przemocy w szkołach. W czwartek w szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach na Mazowszu doszło do ataku 15-latka, który ranił trzy osoby, jedną śmiertelnie. Dzień wcześniej w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce 19-latek zaatakował nożem dziewięć osób – pięciu uczniów, dwóch nauczycieli i dwie osoby postronne. 19-latek miał też ze sobą plecak z zawartością materiału wybuchowego domowej roboty. Również w środę w Sierpcu policja zatrzymała 17-latka, który miał mówić swoim kolegom, że planuje „zrobić coś złego w szkole”.
W związku z tym w piątek politycy PiS zorganizowali konferencją prasową przed siedzibą MEN. Wiceprezes tej partii i jej kandydat na premiera Przemysław Czarnek – odnosząc się do ataków w szkołach ocenił, że „to seria, która musi dawać do myślenia”. Podkreślił, że w tej sytuacji z jednej strony potrzeba spokoju i rozmów z dziećmi i młodzieżą, a z drugiej – natychmiastowego uruchomienia działań systemowych.
Dariusz Piontkowski (PiS) przedstawił założenia proponowanego przez PiS pakietu „Bezpieczna Szkoła”. Wskazał, że za czasów rządów PiS wprowadzono „jednolity program profilaktyczno-wychowawczy”, m.in. z procedurami bezpieczeństwa, które dziś trzeba przejrzeć i skorygować.
Poza natychmiastowymi szkoleniami w szkołach wśród filarów programu wymienił: pełny monitoring, przynajmniej na wejściu do każdej szkoły; wpisany do statutów szkolnych zakaz wstępu do szkół dla osób postronnych; przycisk bezpieczeństwa, który w ramach „stałej współpracy szkół z policją” pozwoliłby na błyskawiczne powiadomienie policji o nadzwyczajnym wydarzeniu w szkole oraz dostęp do psychiatrii i psychologów.
Według Piontkowskiego „w prawie 2 tys. szkół” wciąż nie zatrudniono pedagogów, psychologów i specjalistów, wskazywał też na „ewidentne niedofinansowanie” psychiatrii dziecięcej i brak dostępu do psychiatrów.
Czarnek zaapelował też podczas konferencji o „spokój, refleksję i działanie”, a nie „hienizm polityczny”. Jak doprecyzował, chodzi mu o „haniebny atak (premiera Donalda) Tuska na pana prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie, która nie ma najmniejszego związku z tym, co się wczoraj stało”.
Premier Donald Tusk powiedział w czwartek na pilnej naradzie z ministrami i komendantem głównym policji w związku z atakami w szkołach, że należy wprowadzić przepisy o możliwości natychmiastowego blokowania przez państwo mowy nienawiści w internecie. Te – jak dodał – zostały wcześniej zawetowane przez prezydenta.
Chodzi o zawetowaną w styczniu 2026 r. przez Nawrockiego tzw. ustawę cyfrową – nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która miała wdrożyć DSA – unijny Akt o Usługach Cyfrowych. Zawetowana ustawa miała m.in. umożliwić prezesom UKE i KRRiT wydawanie nakazów platformom internetowym o usunięciu nielegalnych treści dotyczących ponad 20 czynów zabronionych. Prezydent argumentował, że ustawa wprowadzałaby „administracyjną cenzurę”.
W związku z wetem rząd przygotował dwa projekty noweli ustaw o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Pierwszą z ustaw, wyznaczającą prezesa UKE na koordynatora ds. usług cyfrowych i powołującą przy nim Krajową Radę ds. Usług Cyfrowych, prezydent podpisał 25 września. Druga nowelizacja – mająca pozwolić na blokowanie nielegalnych treści w internecie – została w czwartek uchwalona przez Sejm; teraz trafi do Senatu.
Unijny Akt usługach cyfrowych (DSA) – który nakłada na firmy w całej UE odpowiedzialność za treści zamieszczane na ich platformach – zaczął obowiązywać ponad dwa lata temu; za brak jego wdrożenia Polsce grożą wysokie kary finansowe ze strony Trybunału Sprawiedliwości UE. (PAP)
Nowacka: musimy tak zmienić przepisy, by dyrektor szkoły mógł odebrać uczniowi przedmiot niebezpieczny
Musimy zmienić przepisy tak, aby dyrektor szkoły mógł odebrać uczniowi przedmioty, które mogą, ale nie muszą być niebezpieczne, np. śrubokręt – przekazała w poniedziałek szefowa MEN Barbara Nowacka. Dodała, że trwają prace nad przepisami, które formalnie wesprą dyrektorów szkół.
Komenda Główna Policji poinformowała, że w poniedziałek patrole policji wróciły do szkół, gdzie będą obecne do odwołania. Działania związane są m.in. z aktami przemocy w szkołach, które miały miejsce w ostatnich dniach na Mazowszu. Funkcjonariusze swoją służbę pełnią wokół placówek w patrolach pieszych i zmotoryzowanych. Wchodzą też na teren szkół po uzgodnieniu z ich dyrektorami.
Ministra edukacji przekazała w RMF FM, że policjanci będą we wszystkich polskich szkołach.
Według Nowackiej „nie ma przestrzeni na osoby postronne wchodzące do szkół, bo to też jest niebezpieczne”.
– Pracujemy nad przepisami, które będą w stanie też formalnie wspomóc często dyrektorów w różnych procedurach – dodała. Zwróciła uwagę, że teraz „najbardziej newralgicznym momentem są godziny lekcyjne”.
– I nie ma żadnego uzasadnienia, żeby dzisiaj, po rozpoczęciu lekcji, do szkoły wchodzili inni ludzie niż policjantki i policjanci, którzy przyjdą z interwencją lub gość umówiony na spotkanie, np. psycholog – dodała.
Zdaniem ministry „ta polityka powinna być przez jakiś czas na pewno utrzymana”.
– Widzimy też, jak wiele można zmienić i poprawić w procedurach, by dyrektorzy mieli realne narzędzia – dodała.
Zwróciła uwagę, że obecnie dyrektor szkoły lub nauczyciel nie mają prawa do przeszukania plecaka ucznia ani odebrania mu przedmiotu, który może, ale nie musi, być niebezpieczny (np. śrubokręt czy młotek). Nawet w sytuacji, gdy uczeń twierdzi, że ma go w plecaku i wygłasza groźby, ten przedmiot może odebrać tylko policja i straż miejska.
W ocenie Nowackiej dyrektor powinien mieć takie narzędzia „dla bezpieczeństwa dzieci”. – Musimy tak zmienić przepisy, by miał tę możliwość, ponieważ były już przypadki, niestety, kiedy nauczyciele dokonywali takich interwencji i spotykali się z karami dyscyplinarnymi, ponieważ przekroczyli uprawnienia – dodała.
Na uwagę o „wolność dzieci czy rodziców”, odparła, że nie chodzi o to, by dyrektor „wszystko zabierał”. – Ale naprawdę, nauczyciele wiedzą, w jakiej sytuacji śrubokręt jest używany na warsztatach czy na zajęciach praktycznych, a kiedy może w pewnych sytuacjach stanowić niebezpieczeństwo – wyjaśniła. (PAP)
pak/ mark/