W Teksasie trwa naprawianie błędu proceduralnego stanowego Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego (DPS), w wyniku którego część wniosków o rejestrację wyborców nie została przekazana lokalnym urzędom wyborczym do przetworzenia. Problem dotyczy nieustalonej liczby osób – potencjalnie blisko 180 tys. Do błędu doszło zaledwie tygodnie przed listopadowymi wyborami połówkowymi.
DPS zaczął przesyłać dokumenty do powiatów z dużym opóźnieniem – tuż terminem rejestracji wyborców, który przypada na 5 października, oraz wczesnym głosowaniem w wyborach, zaczynającym się dwa tygodnie później. Lokalne urzędy mają więc niewiele czasu na uporządkowanie zaległości.
Największe powiaty otrzymały dziesiątki tysięcy zaległych zgłoszeń i aktualizacji danych. Część z nich może być duplikatami, ale każdy musi zostać sprawdzony przez urzędników.
Skutki błędu mogą być potencjalnie bardzo poważne. Brak rozpatrzenia zgłoszeń oznacza, że niektórzy mieszkańcy Teksasu nie znajdują się w rejestrze wyborców lub ich dane nie zostaną na czas zaktualizowane.
Aby nadrobić zaległości, lokalne urzędy zwiększają liczbę godzin pracy i przewidują konieczność zwiększenia środków na nadgodziny dla pracowników, szczególnie w dużych, miejskich powiatach, gdzie liczba rejestracji i zmian adresów jest największa.
Stanowe władze informują, że osoba, która prawidłowo złożyła wniosek przed terminem, ale nie figuruje na liście wyborców, może oddać głos warunkowy (provisional ballot). Urzędnicy mają następnie możliwość sprawdzenia w danych DPS, czy rejestracja została faktycznie złożona.
Demokratyczny poseł stanowy James Talarico, startujący do Senatu USA przeciwko republikańskiemu prokuratorowi generalnemu Kenowi Paxtonowi, nazwał sytuację „nieakceptowalną” i wezwał mieszkańców do sprawdzania swojego statusu wyborczego.
Red. JŁ






