Po ponad czterech latach Jerzy Brzęczek wraca do pracy w PZPN. Były selekcjoner drużyny narodowej teraz będzie pracował z reprezentacją numerem dwa w krajowym futbolu.
„Bardzo się cieszę, że będę miał szansę poprowadzić kadrę młodzieżową. Z doświadczenia wiem, jak bardzo ważny to zespół. Zawodnicy, którzy w nim występują, stanowią bezpośrednie zaplecze dla seniorskiej reprezentacji Polski. Głęboko wierzę, że wielu młodych piłkarzy przejdzie drogę przez kadrę młodzieżową do kadry A. Dziękuję za zaufanie i do zobaczenia na stadionach” – oznajmił Brzęczek, cytowany w komunikacie PZPN.
W czwartek był na spotkaniu Rakowa Częstochowa z Maccabi Hajfa (0:1) w eliminacjach Ligi Konferencji. Na trybunach stadionu klubu, z którym w przeszłości był związany jako zawodnik i trener, siedział w towarzystwie m.in. Jana Urbana, z którym niedawno przegrał wyścig o funkcję selekcjonera seniorskiej kadry.
54-letni obecnie Brzęczek jest wychowankiem Olimpii Truskolasy, skąd trafił do Częstochowy. Później grał w Olimpii Poznań, w barwach której zadebiutował w ekstraklasie, Lechu Poznań, Górniku Zabrze i GKS Katowice. W 1995 roku wyjechał za granicę. Przez 12 lat występował m.in. w Tirolu Innsbruck, gdzie grał wspólnie m.in. z Radosławem Gilewiczem i znanym z pracy w Legii Warszawa Stanisławem Czerczesowem, a szkolił ich były opiekun niemieckiej kadry Joachim Loew, LASK Linz, Sturmie Graz, FC Kaernten i izraelskim Maccabi Hajfa. W 2007 roku powrócił do Polski i Górnika Zabrze. Karierę piłkarską zakończył dwa lata później w Polonii Bytom.
W reprezentacji występował od juniorów, przez „młodzieżówkę”, z którą sięgnął po wicemistrzostwo olimpijskie w 1992 roku, po zespół narodowy, w którym rozegrał 42 spotkania i strzelił cztery gole, m.in. Anglii na Wembley.
Karierę trenerską rozpoczął w roli asystenta w Polonii Bytom. Później samodzielnie prowadził Raków, Lechię Gdańsk oraz GKS Katowice. W sezonie 2017/18 był szkoleniowcem Wisły Płock, z którą zajął piąte miejsce w ekstraklasie.
Na początku lipca 2018 dość niespodziewanie ówczesny prezes PZPN Zbigniew Boniek powierzył mu prowadzenie reprezentacji Polski. Brzęczek zastąpił Adama Nawałkę, z którym nie przedłużono kontraktu po nieudanym występie w mistrzostwach świata w Rosji, gdzie biało-czerwoni nie wyszli w Rosji z grupy, po porażkach z Senegalem 1:2, Kolumbią 0:3 i wygranej z Japonią 1:0.
Swoją decyzję Boniek tłumaczył m.in. tym, że „lubi dać szansę ludziom, którzy chcą coś osiągnąć, a nie będą odcinać kupony od sławy”.
– Trenerskie CV Jurka nie jest bogate, ale być nie może, bo polskie kluby w ostatnich czasach nie odnosiły sukcesów. Chodziło o dokonanie właściwego wyboru, aby reprezentacja była w dobrych rękach. Jurek jest niezależny. Nie wyobrażam sobie, żeby jakiś zawodnik nie szanował trenera. Jeżeli do tego dojdzie, to ten zawodnik nie będzie grał w drużynie narodowej – dodał Boniek.
Brzęczek nie krył radości z nowej funkcji.
– Kiedy zaczynałem w 2010 roku pracę jako trener w Rakowie Częstochowa, moim marzeniem było, żeby kiedyś w przyszłości zostać selekcjonerem narodowej reprezentacji. Na pewno nie spodziewałem się, że to wydarzy się tak szybko, ale to nie oznacza, że temu zadaniu nie podołam. W moim życiu cechowała mnie pokora. Miałem ją jako piłkarz, mam ją również teraz jako trener – zapewnił.
– Jako piłkarz nie byłem wielkim talentem, ale byłem bardzo zdyscyplinowany. Ambicją nadrabiałem mniejszy talent. Chcę, aby to charakteryzowało drużynę narodową, która ma być monolitem – dodał.
Jedną z pierwszych decyzji wujka i nieformalnego doradcy Jakuba Błaszczykowskiego, który wtedy wciąż był czynnym piłkarzem i występował w drużynie narodowej, było pozostawienie kapitańskiej opaski Robertowi Lewandowskiemu.
– W żadnym momencie nie zastanawiałem się nad tym, aby zmienić kapitana – powiedział w trakcie oficjalnej prezentacji Brzęczek, choć niecałe cztery lata wcześniej decyzją Nawałki to „Lewy” zastąpił w tej roli Błaszczykowskiego, co wywołało emocje i kontrowersje.
Brzęczek zaczął nowy rozdział obiecująco. Choć stylem gry jego drużyna nie zachwycała, to wyniki długo się zgadzały. W 2019 roku Polacy wywalczyli awans do mistrzostw Europy, triumfując w grupie eliminacyjnej, w której wygrali osiem spotkań, jedno zremisowali i doznali tylko jednej porażki.
Jednak ze względu na pandemię COVID-19 na kolejne gry musieli poczekać aż 10 miesięcy, a między czasie – w maju 2020 – PZPN przedłużył kontrakt z selekcjonerem do końca 2021 roku. Po przymusowej przerwie kadra nie zachwycała. W Lidze Narodów pokonała co prawda dwa razy Bośnię i Hercegowinę, co dało jej utrzymanie na najwyższym szczeblu, ale w pojedynkach z Włochami i Holandią zgromadziła zaledwie punkt. Lepiej wiodło się podopiecznym Brzęczka w spotkaniach towarzyskich, lecz Finlandia (5:1) czy Ukraina (2:0) to nie były zespoły tej klasy, co ekipy Italii i „Pomarańczowi”.
W mediach nie brakowało krytycznych ocen pracy Brzęczka, m.in. zarzucano mu brak konkretnego pomysłu na grę, nie najlepsze wykorzystanie umiejętności piłkarzy czy rzekomy brak autorytetu wśród nich. Głośnym echem odbiły się niektóre wypowiedzi czy… wymowna cisza kapitana i najlepszego piłkarza reprezentacji Lewandowskiego. Choć oficjalnie obaj zaprzeczali, że jakieś nieporozumienia istnieją, to komentarzy nie brakowało.
Boniek liczył się ze zdaniem Lewandowskiego, ale w wywiadach przekonywał, że sytuacja w reprezentacji została opanowana i w najbliższym czasie nie dojdzie do zmiany trenera. A jednak w południe 18 stycznia 2021 ogłoszono odejście Brzęczka, co miało być indywidualną decyzją ówczesnego sternika PZPN. – Kadra w tej konfiguracji nie poszłaby do przodu – tłumaczył później Boniek.
Kadencja Brzęczka zakończyła się po 24 meczach. Biało-czerwoni odnieśli w nich 12 zwycięstw, pięć razy zremisowali i doznali siedmiu porażek. Bilans bramek: 36-20 na ich korzyść.
– Decyzja ta została podjęta w interesie i dla dobra drużyny narodowej – przyznał wtedy w rozmowie z PAP ówczesny sekretarz generalny związku Maciej Sawicki.
Patrząc na tamtą sytuację z dwuletniego dystansu Brzęczek zaznaczył, że „w piłce nożnej nie ma znaczenia, czy ktoś czuje się potraktowany sprawiedliwie, czy nie”.
– Prezes Boniek zatrudnił mnie jako selekcjonera, a potem podjął decyzję o moim zwolnieniu. Wykonałem swoje zadania, choć w tamtym momencie różnie oceniano moją pracę i potencjał naszej reprezentacji. Myślę, że życie i czas wszystko zweryfikowały. Życzę reprezentacji zwycięstw i powrotu na takie miejsce w rankingu FIFA, jak za mojej kadencji. Myślę, że wszyscy teraz za tym bardzo tęsknią – wskazał.
Po zwolnieniu z PZPN bez pracy pozostawał ponad rok. 14 lutego 2022 został trenerem broniącej się przed spadkiem z ekstraklasy Wisły Kraków, w której działał Błaszczykowski. Mimo niewykonania misji – tylko jedno zwycięstwo w 10 spotkaniach – zachował posadę, a nawet jego kompetencje zostały rozszerzone, gdyż kierował działem sportowym i odpowiadał za politykę transferową.
W przerwie między sezonami zbudował praktycznie nowy zespół, który miał walczyć o powrót do krajowej elity. Początek był udany, ale później „Biała Gwiazda” spisywała się coraz gorzej i na początku października Brzęczek podał się do dymisji. Średnia zdobytych przez niego punktów w Wiśle to 1,15 na mecz.
Była to jego ostatnia dotychczas praca szkoleniowa. W międzyczasie został ekspertem TVP Sport na mistrzostwa świata w Katarze późną jesienią 2022.
Ponieważ nie był związany z żadnym klubem, jego nazwisko Cezary Kulesza wymienił wśród potencjalnych następców Michała Probierza, który 12 czerwca zrezygnował z prowadzenia kadry narodowej. Spotkał się nawet z prezesem PZPN w siedzibie związku, ale wybór padł na Urbana. W piątek okazało się, że Brzęczek jednak do pracy w federacji wraca, ale w roli selekcjonera „młodzieżówki”.
Zadebiutuje jesienią, a od marca 2026 będzie rywalizował z nią w eliminacjach MME 2027, które stanowić będą jednocześnie kwalifikacje do igrzysk 2028 w Los Angeles. To droga, którą świetnie zna, bo z powodzeniem przebył jako piłkarz.(PAP)
pp/ mm/