Piłkarze Lecha Poznań zremisowali w Belgradzie z Crveną Zvezdą 1:1 (0:1) w rewanżowym meczu 3. rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów. Pierwsze spotkanie w Poznaniu zakończyło się wygraną serbskiego zespołu 3:1, który awansował do ostatniej rundy eliminacji.
Lechici wystąpią w czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy, w której zagrają z belgijskim KRC Genk (pierwsze spotkanie zaplanowano na 21 sierpnia w Poznaniu, rewanż odbędzie się tydzień później w Belgii). Crvena Zvezda w kolejnej rundzie LM zmierzy się z cypryjskim Pafos FC, który wyeliminował Dynamo Kijów.
Crvena Zvezda Belgrad – Lech Poznań 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Cherif Ndiaye (45+1-karny), 1:1 Mikael Ishak (90+2).
Żółte kartki – Crvena Zvezda Belgrad: Milos Velijkovic, Bruno Duarte, Felico Milos, Rade Krunic. Lech Poznań: Pablo Rodriguez.Czerwona kartka: Crvena Zvezda Belgrad: Rodrigao (57-za faul).
Crvena Zvezda Belgrad: Matheus – Youngwoo Seol, Rodrigao, Milos Velijkovic, Nair Tiknizian – Shavy Babicka (72. Vladimir Lucic), Timi Max Elsnik, Bruno Duarte (58. Veljko Milosavljevic), Rade Krunic, Peter Olayinka (72. Felicio Milson) – Cherif Ndiaye (86. Aleksandr Katai).
Lech Poznań: Bartosz Mrozek – Joel Pereira, Mateusz Skrzypczak, Antonio Milic, Joao Moutinho – Robert Gumny (7. Filip Szymczak, 72. Bryan Fiabema), Antoni Kozubal (72. Pablo Rodriguez), Luis Palma (79. Kornel Lisman), Gisli Thordarson (46. Timothy Ouma), Leo Bengtsson – Mikael Ishak.
Sędziował: Francois Letexier (Francja).
Poznaniacy stanęli przed arcytrudnym zadaniem, jakim było odrobienie dwubramkowej straty, ale trener mistrza Polski Niels Frederiksen zapewniał, że jego zespół stać na to. I faktycznie – przez długie fragmenty lechici starali się tę nadzieję podtrzymywać i byli lepszym zespołem. Tuż przed przerwą Mateusz Skrzypczak sprokurował rzut karny, który na gola zamienił Cherif Ndiaye. To był kluczowy moment spotkania, a w drugiej połowie gospodarze, choć grali w osłabieniu, kontrolowali przebieg meczu.
Mecz zaczął się obiecująco dla gości i jednocześnie… fatalnie. Robert Gumny, który wystąpił w roli prawego skrzydłowego¸ dryblował tuż przed polem karnym i został sfaulowany przez Milosa Velijkovicia przed linią pola karnego. Lechita potrzebował pomocy medycznej, ale wstał i próbował kontynuować grę. Z rzutu wolnego nieźle uderzył Luis Palma, ale brazylijski golkiper Matheus wybił na rzut rożny.
Po chwili Gumny zasygnalizował, że jednak nie jest w stanie grać dalej i musiał zostać zastąpiony przez Filipa Szymczaka. Dla „Kolejorza” to wręcz tragiczna sytuacja, bowiem 27-latek dołącza do coraz dłuższej listy kontuzjowanych graczy. W Belgradzie z powodów kontuzji nie mogli zagrać Patrik Walemark, Daniel Hakans, Radosław Murawski, Filip Jagiełło i Ali Gholizadeh.
Podopieczni Frederiksena przejęli inicjatywę, ponownie groźnie strzelał Palma. Z kolei Serbowie od pierwszych minut grali bardzo zachowawczo, ale jeden „wypad” pod bramkę Bartosza Mrozka mógł zakończyć się bramką. Golkiper poznańskiej drużyny z trudem odbił strzał Timi Maxa Elsnika, dobitka Petera Olayinki była już nieco łatwiejsza do obrony.
Poznaniacy długo utrzymywali się przy piłce, ale też nie potrafili tego przełożyć na kreowanie sytuacji. Próby strzałów z dystansu nie przynosiły też efektów. Godne odnotowania było uderzenie Leo Bengtssona zza linii pola karnego, po którym piłka nieznacznie minęła słupek.
Kibice Crvenej Zvezdy zaczęli się niecierpliwić i gwizdać na swoich piłkarzy, bo najwyraźniej takiego obrazu gry się nie spodziewali. To sprawiło, że mistrzowie Serbii trochę podkręcili tempo i akcja przeniosła się na połowę gości. Tuż przed końcem pierwszej odsłony Skrzypczak spóźnił się z interwencją, a francuski arbiter Francois Letexier wskazał na „wapno”. Cherif Ndiaye zmylił Mrozka i gospodarze byli już pewni swego.
Lech zaczął odważnie drugą część spotkania, a w 57. minucie znów pojawiła się iskierka nadziei. Rodrigao ostro potraktował Bengtssona tuż przed polem karnym i został odesłany do szatni. Palma raz jeszcze spróbował swojej szansy, ale tym razem trafił w mur.
Grający w liczebnej przewadze poznaniacy zawodzili. Nie mieli pomysłu na wykreowanie sytuacji i grali znacznie gorzej, niż w pierwszej połowie, gdy Serbowie mieli 11 piłkarzy na murawie. Podopieczni Vladana Milojevicia umiejętnie wybijali lechitów z rytmu i długo starali się utrzymywać przy piłce.
Dopiero w końcówce spotkania pojawienie się na boisku 19-letniego Kornela Lismana ożywiło poczynania „Kolejorza”. Mikael Ishak stanął przed szansą wyrównania, ale uderzył nad poprzeczką. Kapitan mistrzów Polski zrehabilitował się w doliczonym czasie gry i po złym wybiciu piłki przez obrońców Crvenej Zvezdy, strzelił przy samym słupku. Remis nic nie zmienił w kwestii awansu, ale dał Lechowi ważne punkty do rankingu klubowego i krajowego.(PAP)
Marcin Pawlicki
Frederiksen: zabrakło nam jakości w kreowaniu sytuacji
Piłkarze Lecha zremisowali w Belgradzie z Crveną Zvezdą 1:1 i odpadli z kwalifikacji Ligi Mistrzów. Poznaniakom nie pomogła gra w liczebnej przewadze przez pół godziny. – Brakowało nam jakości, żeby stworzyć więcej sytuacji – przyznał trener Niels Frederiksen.
Lech nie zagra w rundzie play off Ligi Mistrzów – po porażce u siebie 1:3, w rewanżu tylko zremisował w stolicy Serbii 1:1 Od 57. minuty mistrzowie Polski grali z przewagą jednego zawodnika, bowiem obrońca Crvenej Zvezdy Rodrigao otrzymał czerwoną kartką. Mimo to „Kolejorz” nie był w stanie odmienić losów rywalizacji.
– Obraz gry po tym, jak zaczęliśmy grać w przewadze, nieco się zmienił. Rywale jednak umiejętnie „kradli” czas i ja to rozumiem. Nam brakowało jakości, żeby stworzyć trochę więcej sytuacji. Kończymy spotkanie z jednym golem, ale to za mało, by cieszyć się awansu. Za nami dwa mecze z bardzo dobrym przeciwnikiem, który był od nas lepszy, nieznacznie, ale lepszy – skomentował duński szkoleniowiec.
Po spotkaniu zawiedziony był obrońca Mateusz Skrzypczak, który przyznał, że czuje duży niedosyt. Jego zdaniem rywal zasłużenie awansował, ale różnica między zespołami nie była tak duża.
– Jestem zdania, że przeciwnik nie był absolutnie poza naszym zasięgiem. Szkoda, że po tej czerwonej kartce nie poszliśmy do przodu, nie przycisnęliśmy trochę mocniej. Myślę, że brakowało nam trochę jakości, dużo niedokładności było w naszej grze. Tego fragmentu bardzo szkoda, bo to był moment, gdzie mogliśmy odwrócić losy tego dwumeczu. Gospodarze ustawili się bardzo głęboko i czekali na to, co my zrobimy. A kiedy wyskakiwali pressingiem, to akurat z tym sobie w większości radziliśmy. Dochodziliśmy do pola karnego, trochę wtedy brakowało konkretów – stwierdził.
Mecz obejrzało ponad 42 tysiące kibiców, ale jak zaznaczył Frederiksen, atmosfera, jaką zgotowali serbscy kibice, wcale nie zdeprymowała jego podopiecznych.
– Naprawdę miło było zagrać na tym stadionie, lubię taką atmosferę. Myślę, że moim piłkarzom też się podobało. W Poznaniu nasi kibice też tworzą świetną atmosferę i choć dziś trybuny nie były za nami, to nam się dobrze grało. Daliśmy radę – skomentował.
Opiekun Lecha nie ukrywał zaniepokojenia kolejną kontuzją w jego zespole. Już w trzeciej minucie boisko musiał opuścić Robert Gumny.
– To wyglądało bardzo poważnie, ale musimy poczekać do jutra, gdy przeprowadzimy badania. Wtedy będziemy wiedzieć coś więcej – zaznaczył.
Mistrz Polski rywalizować będzie w eliminacjach Ligi Europy – w walce o fazę ligową zmierzy się z KRC Genk. Pierwszy mecz odbędzie się 21 sierpnia w Poznaniu, a rewanż – tydzień później w Belgii.(PAP)
lic/ af/