Maja Chwalińska pokonała francuską tenisistkę Diane Parry 6:3, 6:2 w 1/8 finału wielkoszlemowego turnieju French Open w Paryżu. To największy sukces w karierze 24-letniej Polki, która w ćwierćfinale zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską.
Pochodząca z Dąbrowy Górniczej Chwalińska dopiero po raz trzeci występuje w zasadniczej części wielkoszlemowego turnieju. W 2022 roku była w 2. rundzie Wimbledonu, a w 2025 przegrała pierwszy mecz w Australian Open.
Chwalińska, która w rankingu zajmuje 114. miejsce, jest już pewna, że po French Open pierwszy raz znajdzie się w najlepszej setce listy WTA. Wirtualnie plasuje się teraz na 49. pozycji.
W 1. rundzie tegorocznych zmagań w Paryżu Polka wygrała z mistrzynią olimpijską Chinką Qinwen Zheng 6:4, 6:0, następnie w takim samym stosunku z rozstawioną z numerem 23. Belgijką Elise Mertens, a w 3. rundzie pokonała Greczynkę Marię Sakkari 1:6, 6:3, 6:2.
Na tle poprzednich rywalek Parry wydawała się łatwiejszą przeszkodą. Na liście WTA jest 92. 23-latka ma co prawda za sobą znacznie więcej występów w Wielkim Szlemie, ale również nigdy wcześniej nie zaszła tak daleko.
Francuzka mogła liczyć na doping publiczności, jednak być może miano ostatniej nadziei gospodarzy okazało się zbyt dużą presją. Parry bowiem od początku popełniała bardzo dużo niewymuszonych błędów. W samym pierwszym secie miała ich aż 21, a łącznie uzbierała 38.
Chwalińska natomiast miała w meczu takich pomyłek zaledwie 14. Pewnie wygrywała swoje gemy serwisowe, a w ósmym w końcu przełamała rywalkę i odskoczyła na 5:3. Kilka minut później zamknęła pierwszego seta.
Kluczowy dla losów drugiego seta i w efekcie meczu był czwarty gem. W nim Polka pierwszy i jedyny raz musiała bronić break pointa. Wyszła z opresji i od tego momentu spotkanie błyskawicznie zaczęło zmierzać ku końcowi. Z 20 ostatnich piłek Chwalińska wygrała aż 18.
– Czuję czystą radość. Na pewno się tego nie spodziewałam na początku turnieju. Obawiałam się atmosfery, ale nikogo nie winię. Dziękuję za doping pełen szacunku. Było wspaniale – powiedziała Chwalińska na korcie.
Jej rywalką w ćwierćfinale będzie Anna Kalinska. Rozstawiona z numerem 22. Rosjanka pokonała w poniedziałek reprezentującą Austrię Anastasię Potapovą (28.) 6:4, 2:6, 7:6 (10-7).
Chwalińska jest ostatnią Polką, która pozostała w rywalizacji. W niedzielę Iga Świątek w 1/8 finału przegrała z Ukrainką Martą Kostiuk 5:7, 1:6.
Wynik meczu 1/8 finału:
Maja Chwalińska (Polska) – Diane Parry (Francja) 6:3, 6:2. (PAP)
Chwalińska: z kimkolwiek gram, to nie ja jestem faworytką
Tegoroczna rywalizacja we French Open pełna jest niespodzianek, a jedna z nich to postawa Mai Chwalińskiej, która w Paryżu dotarła do ćwierćfinału. Polska tenisistka przyznała, że na inne sensacje nie zwraca uwagi, bo i tak musi się mierzyć z wyżej notowanymi rywalkami.
Pochodząca z Dąbrowy Górniczej Chwalińska dopiero po raz trzeci występuje w zasadniczej części wielkoszlemowego turnieju. W 2022 roku była w 2. rundzie Wimbledonu, a w 2025 przegrała pierwszy mecz w Australian Open.
Chwalińska, która w rankingu zajmuje 114. miejsce, jest już pewna, że po French Open pierwszy raz znajdzie się w najlepszej setce listy WTA. Wirtualnie plasuje się teraz na 49. pozycji.
– Moim celem na ten sezon był awans do czołowej setki i bardzo się cieszę, że już to osiągnęłam. Ale w tenisie człowiek zawsze jest głodny sukcesu. Wyznaczasz sobie jeden cel, a kiedy go osiągasz, chcesz więcej. Jestem bardzo wdzięczna za tę chwilę, ale zdecydowanie chcę więcej – podkreśliła.
Chwalińska przyznała też, że nie myślała o żadnej konkretnej nagrodzie dla siebie za dobre wyniki w Paryżu. Już wcześniej jednak zaplanowała urlop po French Open i dopiero wtedy zamierza skupić się na świętowaniu i docenieniu, co osiągnęła.
W 1. rundzie tegorocznych zmagań w Paryżu Polka wygrała z mistrzynią olimpijską Chinką Qinwen Zheng 6:4, 6:0, następnie w takim samym stosunku z rozstawioną z numerem 23. Belgijką Elise Mertens, a w 3. rundzie pokonała Greczynkę Marię Sakkari 1:6, 6:3, 6:2.
W Paryżu nie brakowało też innych niespodzianek. W trzeciej rundzie z turniejem pożegnała się broniąca tytułu Amerykanka Coco Gauff, a w 1/8 finału w niedzielę odpadła czterokrotna triumfatorka z Paryża Iga Świątek. Dla Chwalińskiej układ drabinki nie ma jednak znaczenia.
– Dla mnie nie ma znaczenia, z kim gram, ponieważ i tak jestem niżej notowana w rankingu. To, co się wydarzyło, nic nie zmienia. To one są faworytkami do wygranej, nikt mnie tak naprawdę nie zna – zwróciła uwagę.
Na tle poprzednich rywalek ta poniedziałkowa wydawała się łatwiejszą przeszkodą. Diane Parry na liście WTA jest 92. 23-latka ma co prawda za sobą znacznie więcej występów w Wielkim Szlemie, ale również nigdy wcześniej nie zaszła tak daleko. Francuzka mogła też liczyć na doping publiczności.
– To piękny kort. Podczas rozgrzewki zrobiłam sobie zdjęcie przy tablicy pamiątkowej Rafy (Nadala – PAP). Byłam bardzo podekscytowana. Przystępując do meczu, wiedziałam, że będzie bardzo ciężko, również ze względu na francuską publiczność, ale uważam, że kibice byli bardzo kulturalni. Wspierali Diane, ale mnie również, za co jestem bardzo wdzięczna. Zdecydowanie jestem bardzo szczęśliwa z tego doświadczenia – powiedziała.
Faworytkę gospodarzy pokonała dość pewnie 6:3, 6:2 w godzinę i 33 minuty. To był już jej siódmy mecz w Paryżu, bo musiała się przebijać przez kwalifikacje.
– To zdecydowanie dla mnie wielka niespodzianka i na pewno się tego nie spodziewałam, że tak daleko dotrę. Jestem niezmiernie szczęśliwa. Dzisiaj czułam się całkiem dobrze. Znacznie gorzej czułam się podczas meczu z Marią (Sakkari – PAP). Myślę, że pogoda też pomaga. Jestem bardzo wdzięczna, że nie jest tak gorąco, jak wcześniej – powiedziała Chwalińska, która w kwestii przygotowania fizycznego współpracuje z Maciejem Ryszczukiem, trenerem Igi Świątek.
Jej rywalką w środowym ćwierćfinale będzie Anna Kalinska. Rozstawiona z numerem 22. Rosjanka pokonała w poniedziałek reprezentującą Austrię Anastasię Potapovą (28.) 6:4, 2:6, 7:6 (10-7).
Z Paryża – Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)
Pierwszy trener Chwalińskiej: łezka się w oku kręci
– Łezka się w oku kręci, cieszę się, że mogłem jakąś małą cegiełkę do tego sukcesu dołożyć – powiedział PAP Paweł Kałuża, pierwszy trener tenisistki Mai Chwalińskiej, która awansowała do ćwierćfinału turnieju French Open.
– Przede wszystkim należą się gratulacje dla Mai i całej ekipy, która jest z nią w Paryżu i się nią opiekuje. Jestem zadowolony, dumny z jej postawy na paryskich kortach – dodał.
Chwalińska pokonała w poniedziałek francuską tenisistkę Diane Parry 6:3, 6:2 w 1/8 finału wielkoszlemowego turnieju French Open w Paryżu. To największy sukces w karierze 24-letniej Polki, która w ćwierćfinale zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską.
Trener przyznał, że pochodząca z Dąbrowy Górniczej zawodniczka zawsze się wyróżniała.
– Była najmniejsza, leworęczna, sprytna, pracowita, taka pogodna. Miło się z nią pracowało. Realizowała cele, nawet czasem za bardzo i trzeba było ją hamować. Miała to „coś” – dodał.
Kałuża „wyłowił” siedmioletnią wtedy Maję podczas akcji „Talentiada Tenisowa”, zorganizowanej w Dąbrowie Górniczej.
– Raz w tygodniu, przez 60 minut, grała słabszą, prawą ręką. Robiła nią wszystko, serwowała, grała forhandem, backhandem. Organizowałem takie odprawy, na których oglądaliśmy materiały wideo z najlepszymi akcjami m.in. z kortów Rolanda Garrosa z lat 1999–2006. Potem dzieci miały naśladować mistrzów z tamtych lat. Mai się to najlepiej udawało – wspomniał szkoleniowiec.
Zauważył, że Chwalińska była objęta opieką dąbrowskiego samorządu, otrzymywała wsparcie z bielskiego klubu, PZT, MSiT.
– Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może liczyć na taką opiekę. Tu wszystko się dobrze poukładało. Od jej talentu, pracy, przez trafienie na odpowiednich ludzi na każdym etapie i wsparcie finansowe. A największy na dziś sukces, mam nadzieję, że nie ostatni, przyszedł po 18 latach – powiedział Kałuża, pracujący w szkole, a popołudniami udzielający lekcji tenisa.
Podkreślił, że wie, iż droga do tenisowego sukcesu jest trudna i kręta.
– To nie jest autostrada. Na przykładzie Mai wiem, ile potrzeba pracy zawodnika, trenera i otoczenia – stwierdził.
Nie ukrywał, że czuje dużą satysfakcję, kiedy patrzy na grę byłej podopiecznej.
Zwrócił też uwagę, że zawodniczka bardzo naturalnie wypada podczas konferencji prasowych.
– Starałem się ją przyzwyczajać do występów w obecności widzów, organizowałem otwarte treningi, podczas których grała mecze pokazowe, które obserwowało po kilkadziesiąt osób. Od początku fajnie opowiadała przed kamerą. Widzę, że jest pozytywnie przez wszystkich odbierana, doceniam to, że potrafi tak naturalnie się zaprezentować – dodał.
Podkreślił, że dla Chwalińskiej poniedziałkowy mecz był siódmym podczas zawodów.
– Gdyby nie eliminacje, byłby to finał. Motorycznie dała radę, taktycznie i technicznie wybiła rywalce tenis z głowy przynajmniej na parę dni. Francuzka sobie z nią nie poradziła – ocenił.
Jego zdaniem Chwalińska wykorzysta doświadczenie z paryskich kortów.
– Rozwinie się jako tenisistka. To na pewno nie jest jej szczyt, wszystko dopiero przed nią. Trzeba trzymać kciuki, żeby się dalej wspinała w rankingu, w tej tenisowej piramidzie. W sporcie nie chodzi o to, by się ścigać, tylko by iść swoją drogą – podsumował.
Zauważył z uśmiechem, że Chwalińska to Polka z woj. śląskiego, wychowana w Dąbrowie Górniczej, a kontynuująca karierę w Bielsku–Białej.
Piotr Girczys (PAP)






