Znów potrzebujemy dziś Ameryki opartej na idei, lecz jej światło świeci dziś słabiej – powiedział w środę czasu miejscowego wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas obchodów 280. urodzin Tadeusza Kościuszki w rezydencji ambasadora RP w Waszyngtonie. W przyjęciu udział wzięli przedstawiciele Kongresu i administracji USA .
Podczas imprezy upamiętniającej Kościuszkę i 250-lecie przyjaźni polsko-amerykańskiej, Sikorski przedstawił Kościuszkę jako „jeden z największych skarbów obu krajów”, współtwórcę Ameryki, którego kraj ten przyciągnął dzięki idei wolności i budowy nowego porządku. Dodał przy tym, że idea ta stanowiła inspirację dla Polaków przez wiele pokoleń, choć przestrzegł, że siła tego przykładu jest dziś słabsza.
– Ona dała naszemu narodowi siłę, by rozluźnić sowiecki ucisk, a potem powalić sowieckie imperium. Teraz, kiedy imperium uderzyło ponownie, znów potrzebujemy tej nadziei. Znów potrzebujemy tej idei. Znów potrzebujemy Ameryki, o której marzył Kościuszko – powiedział szef polskiej dyplomacji. – Ale będę szczery: to światło wydaje się słabsze niż wcześniej – dodał.
Minister podkreślił, że idee stojące za Ameryką zawsze były „źródłem potęgi, której nigdy nie są w stanie dać żadne wojska”
– Siła militarna jest w stanie zmusić innych do sojuszu. Idee mogą ich przekonać, by podjąć ten krok – zaznaczył.
Obok Sikorskiego w uroczystości wzięli udział m.in. współprzewodniczący Komisji Helsińskiej przy Kongresie, republikański kongresmen Joe Wilson i najdłużej służąca w Kongresie kobieta, Demokratka Marcy Kaptur. Administrację Trumpa reprezentowali wiceszefowie resortów dyplomacji i handlu, Allison Hooker i Jeffrey Kessler. Wilson podobnie jak Sikorski czynił aluzję do wojny w Ukrainie i odwołania do historycznych analogii.
– Pracujemy razem z Marcy, by uniknąć powtórki z historii. Nie potrzebujemy powtórki z 1939 r. (…) Musimy wyciągnąć z tego wnioski i nie dopuścić do kolejnych agresji, a Polacy dają dobry tego przykład, będąc dobrymi sojusznikami Ukrainy i wspierając ją tak mocno – podkreślił.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)